Moda na płciowe parytety w każdej dziedzinie ogarnęła nawet wodzowski PiS. Komitet Polityczny tegoż, w trybie kojarzącym się z działalnością Biura Politycznego zupełnie innej partii, wyrzucił precz dwie posłanki - Joannę Kluzik-Rostkowską i Elżbietę Jakubiak. W ich ślady mają pójść niebawem, albo już poszli - kto by tam nadążył za szalejącym w PiS moczaryzmem - mężczyźni, Jan Ołdakowski i Paweł Poncyljusz. Przepisuję te nazwiska litera po literze, pilnując czy aby na pewno Poncyljusz przez 'j', a Rostkowska przez 's', bo wyrzutki są mi mgliście znane. Oto prezes Kaczyński pozbywa się wewnętrznych opozycjonistów, którzy pierwszy szereg w PiS zajęli po poległych w katastrofie smoleńskiej. Tym samym otoczy się wkrótce politykami, którzy jeszcze w kwietniu b.r. zajmowali miejsca w szeregu trzecim.
Co prezes robi z podwładnymi we własnej partii, to jest jego sprawa. Ponieważ jednak ugrupowania polityczne są u nas jakimś cudem finansowane z budżetu państwa, a ja sporo pieniędzy oddaję ojczyźnie z tytułu podatku akcyzowego, czuję się upoważniony do komentowania roszad personalnych w partii, którą zwalczam jako propagującą socjalizm, a także do udzielenia panu prezesowi kilku nieszczerych, złośliwych porad.
Wymachiwanie kijem wśród najbliższych towarzyszy prezesa Kaczyńskiego to miód na serca jego wrogów i tych, którzy PiS-u nie lubią. Przemówienia na temat czystek partyjnych i wywiady przez prezesa udzielane to muzyka dla ich uszu. Ja tymczasem nawołuję do ostrożnego świętowania opadających słupków sondażowych PiS-u. Skoro mówi się, że sytuacja zmierza do przejęcia władzy w partii przez Zbigniewa Ziobrę, należy raczej wznosić modły ku niebiosom, aby te zechciały prezesowi Kaczyńskiemu oddać choć część odebranego mu uprzednio rozsądku. Rozróżniam bowiem mniejsze zło, nie tylko wzrostem, od większego, które jako były minister sprawiedliwości przeczekuje od kilku lat w strukturach unijnych, by powrócić w stosownej chwili i wziąć wszystkich za mordy.
Upływ czasu działa na niekorzyść Kaczyńskiego, który się starzeje, wzmacnia zaś Ziobrę, który dojrzewa. Triumfalny pochód Prawa i Sprawiedliwości zapoczątkowany został w 2001 roku, od którego dzieli nas dziś cała epoka. Kaczyńscy i ich fobie świetnie wpisały się w schyłek prezydentury Kwaśniewskiego, aferę Rywina, wygenerowały Jarucką, sprawę doktora G., pomogły wykreować, a następnie utrupić Leppera. O tym wszystkim nikt dzisiaj nie pamięta, tymczasem fobie pozostałego przy życiu Kaczyńskiego zakonserwowały się, utrwaliły i skamieniały w niezmienionej formie. Prezes, gdyby tylko mógł, najchętniej wojowałby z Tajnymi Współpracownikami SB i z układem, bo na tym gruncie czuje się najpewniej. Czasy się jednak zmieniły, wrogowie Kaczyńskiego, z którymi walczyć zaczynał u schyłku lat 60. ubiegłego wieku, powoli wymierają. Ziobro ma całkiem nowych wrogów, i inne układy do rozpędzenia. Elektorat zaś tak samo, jak dwaj nasi rywale, i starzeje się, i dojrzewa. Będzie wolał współczesne fobie i wendetty Ziobry od zaszłości i sentymentów Kaczyńskiego sprzed stanu wojennego.
Młody i umiejący używać laptopa Ziobro przyciągnie do PiS-u głosującą w wyborach młodzież, która zawsze da się nabrać na jakiś populizm, a pragnąc kontestować odwieczny polski marazm przyklaśnie sanacyjnym hasełkom, w jakie uzbroi się PiS pod nowym przywództwem. Ziobro przebije Kaczyńskiego w konkursie na lepszego uzdrowiciela sceny politycznej obietnicą dopieprzenia wszystkim, podczas gdy prezes zamierza dowalić tylko niektórym. W polityce nie ma miejsca na litość i rozwiązania połowiczne.
Nie twierdzę, że Kaczyński jest od Ziobry lepszy. Podejrzewam natomiast, że Ziobro jest od Kaczyńskiego jeszcze gorszy. W matematyce takiego rozumowania nie dałoby się nawet odpowiednio zapisać. W polityce, jak wiadomo, wszystko jest możliwe.
Prezes Kaczyński powinien skupić się na utrzymaniu władzy w PiS. Będzie to czynił, eliminując w najbliższym czasie kolejnych aliantów Ziobry. Skutkiem takich posunięć może być naturalne wyłonienie się konkurencyjnej partii, złożonej z wyrzuconych przez prezesa polityków, na czele których stanie były minister sprawiedliwości. Scenariusz taki jest o tyle prawdopodobny, że żywot partii politycznych w Polsce rzadko przekracza dekadę, zaś PiS wykazuje cechy przeterminowania nie tylko z powodów kalendarzowych. Kolejne dziesięciolecie może więc upłynąć nam pod mrocznym znakiem partii Ziobry, PiS natomiast stanie się dla niej tym, czym Unia Wolności dla Platformy Obywatelskiej - żywą skamienieliną. Jeśli prezes Kaczyński chowa na dnie serca choćby ślad troski o losy kraju, powinien wyciągnąć te swoje haki i spowodować, aby na czele nowej partii stanęła co najwyżej Joanna Kluzik-Rostkowska, albo inny anonimowy Poncyljusz.
350
BLOG




Komentarze
Pokaż komentarze (8)