Jacek K.M. Jacek K.M.
76
BLOG

Kłopoty Trumpa, jak nie wojna, to zamach…

Jacek K.M. Jacek K.M. USA Obserwuj temat Obserwuj notkę 7
Wojna rosyjsko-ukraińska pozwoliła ośrodkom globalistycznym na zniwelowanie, ograniczenie rosyjskich wpływów w Syrii, Libii, Armenii i Iranie. Cóż dziwić się konfliktowi między lewicowymi globalistami, a konserwatystami (też podzielonymi na syjonistów i ortodoksów z America First) skoro islamscy szyici (Iran, Jemen), walczą z arabskimi sunnitami.

Tyle się na tym świecie dzieje, że można by pisać co godzina nie będąc w stanie objąć zachodzących wydarzeń. Mamy trzy czynne wojny, za drzwiami Ukraina, ta z Iranem w przeciekającej zamrażalce, podobnie jest z libańską, ale i w sferach pokoju (Chiny) nie ma spokoju. Wojna rosyjsko-ukraińska pozwoliła ośrodkom globalistycznym na zniwelowanie, ograniczenie rosyjskich wpływów w Syrii, Libii, Armenii i Iranie. Cóż dziwić się konfliktowi między lewicowymi globalistami, a konserwatystami (też podzielonymi na syjonistów i ortodoksów z America First) skoro islamscy szyici (Iran, Jemen), walczą z arabskimi sunnitami. Nie da się ukryć, że wiele z tych konfliktów związanych jest z mesjanistycznymi imperialnymi planami Izraela i niestety skutecznym wpływem izraelskiego lobby na politykę USA. Po drugiej stronie mamy irański mesjanizm 12-tego ukrytego imama Mahdiego, który też ma powrócić aby dać zwycięstwo swoim wiernym…

Kto walczy o panowanie nad Światem?

Jednak niewielu komentatorów zrozumiało, że świat raptownie się zmienia i właśnie Trump jest przysłowiowym piachem w szprychy starego globalistycznego systemu z City of London i jego międzynarodowych organizacji i przybudówek dążących do stworzenia światowego kołchozu/kibutzu i pogrążenia nas w orwellowskim “szczęśliwym”, ale przecież jakże upiornym niewolnictwie. Krótko mówiąc o władzę nad światem walczą (czasem skorelowane) dwie grupy. Jedna pełna osiągnięć na międzynarodowym teatrze, historyczna progresywna wykorzystująca bezradnych lewaków siła City of London, która inicjuje wyniszczające krwawe rewolucje kopiujące bezprawie i anarchizm Komuny Paryskiej, w rozwinięciu rzeźniczej rewolucji żydowskiej w Rosji, Chinach, czy Kambodży. To jest przysłowiowy wąż Boa połykający pieczołowwicie wypracowaną przez wieki kulturę i tradycje poszczególnych krajów w diabelskim globalistycznym gardle nicości. Jak wiemy zbudować cywilizację jest niezwykle trudno, ale rozwalić, bardzo łatwo, potrzeba przysłowiowej łyżki dziegciu…… 

Druga siła, to orientacja konserwatywna, reprezentująca tradycyjny świat państw narodowych wyrastający z bogatej ich historii, ale świat państw też skonfliktowanych od czasu do czasu uwikłanych w swoje bezsensowne wojny. To świat patriotycznie myślących przywódców narodowych do których od niedawna można zaliczyć Amerykę Trumpa, Węgry, Chiny, Iran, Japonię, Izrael, Rosję i do niedawna unijną Polskę. Oczywiście w tym gronie nie brak konfliktów, ale ich liderzy chociaż podejmują walkę obronną z globalistyczną, kołchozową zarazą próbując ocalić narodową, kulturową, a nawet religijną tkankę tożsamości, popadając niestety też w regionalne konflikty.

Trump i sytuacja w Ameryce

W sercu imperium, w Ameryce lewicowe siły “podstępu” sukcesywnie opanowały wiele dziedzin życia od kultury (Hollywood, wydawnictwa, rozrywka, media), poprzez edukację i sieć stowarzyszeń i organizacji, których celem jest pogarda dla dotychczasowej tradycyjnej Ameryki i dalsza anarchizacja społeczeństwa w kierunku rewolucyjnego rozwalenia Ameryki jaką znamy. Trump wygrał prezydenturę głosząc zatrzymanie tego pociągu do nikąd i do tej pory wykonał kawał dobrej roboty zatrzymując nielegalną imigrację, czyniąc Amerykę największym producentem energii na świecie i podejmując działania aby przywrócić miejsca pracy dla Amerykanów. Jednak jak wiemy, poślizgnął się jak dzieciak na izraelskiej skórce od banana, co może przynieść mu klęskę w nadchodzących wyborach midterms. Z drugiej strony nie zapominajmy, że USA mają swoje interesy jako supermocarstwo i ich adwersarzem są Chiny, połykające 90% irańskiego eksportu ropy, dlatego Trump zainteresował się Iranem…

Trump uwierzył Netanjahu…

Trump dał się wciągnąć Netanjahu w zapowiadaną (Mossad) szybką zwycięską wojnę z Iranem, mającą przypominać sprawne porwanie prezydenta Maduro i przejęcie kontroli nad ropą w Wenezueli. Wszystko w/g Mossadu było gotowe, setki tysięcy demonstrujących Irańczyków na ulicach, natarcie sprawnych sił kurdyjskich, którym Izrael dostarczył broń na Teheran i jednoczesne odcięcie “głowy” irańskiego reżimu, przez zabicie przywódców państwa. Wszystko miało “wypalić” i Trump miał być genialnym wodzem z kolejnym wieńcem laurowym zdobiącym jego dumną skroń.

 Izrael dopiął swego angażując Amerykę w wir wojny, która ma być etapem w urzeczywistnieniu mitu budowy Wielkiego Izraela od Nilu do Eufratu. Bóg wojny jednak zrządził inaczej, mity to sprawa dla historyków, ideologów, opłacanych akademików i influencerów, jednak jest jeszcze rzeczywistość. Od zawsze plany wojny dezaktualizują się wraz z jej rozpoczęciem, przynajmniej częściowo. Kurdowie przejęli broń od Izraela, ale nie uderzyli na Teheran, zachowali ją dla siebie, nie dali się użyć jako mięso armatnie. Po rozpoczęciu bombardowań Irańczycy przestali demonstrować przeciwko przecież opresyjnemu reżimowi ajatollahów, a zaczęli go popierać (rezultat agresji). Na miejsce zabitych liderów weszli nowi bardziej nastawieni do walki, szukający chwały. Przeciwnie, reżim się zradykalizował i wcale nie myśli o rozejmie z agresorami…

Szanse na zakończenie wojny…

Rozmowy USA-Iran w Islamabadzie, pod patronatem prezydenta i marszałka Pakistanu idą “nigdzie”. W samym Iranie, w jego “naczalstwie” powstał prawdziwy, ale zrozumiały bałagan. Liderzy Gwardii rewolucyjnej w sytuacji wojennej zyskują na znaczeniu i próbują zdominować władze cywilne, które odpowiedzialne za stan gospodarki i losy kraju szukają jakiegoś porozumienia z silniejszym wrogiem. Trump wreszcie zaskoczył, że szybkie pozbywanie się rakiet i amunicji osłabia też jego pozycję w realnej przecież perspektywicznej wojnie z Chinami, które kupują 90% irańskiej ropy. 

Trump zarzucił pomysł dalszego kosztownego atakowania celów w Iranie, ale postanowił zmusić liderów w Teheranie do rozmów przez “zagłodzenie” irańskiej gospodarki poprzez założenie blokady cieśniny Ormuz, którą to kartę wcześniej użył Iran, ogłaszając blokadę i “prywatyzację” cieśniny. Trump pomyślał, że wcale nie musi (jak straszył) bombardować elektrowni i mostów Iranu, co wywołałoby dalsze odwrócenie się od niego światowej opinii. Może zmusić ich do ustępstw poprzez odcięcie Iranowi życiodajnego eksportu i generalnie handlu. Dodatkowo zbiorniki magazynujące wydobywaną ropę wkrótce będą już pełne i Iran będzie zmuszony zakręcić studnie pobierające ropę. A to nie jest prosta sprawa, zawory można zamknąć, ale ropa dalej się zbiera i rośnie jej ciśnienie i przywrócenie takiego stanowiska do operacji może być bardzo kosztowne na co nie będzie stać kraju z galopującą inflacją w stylu weimarskim. Więc wojskowi liderzy Iranu wkrótce to powinni zrozumieć…

Cieśnina Ormuz i jej klienci…

Od początku wojny Iran stracił 40% PKB nie będąc w stanie eksportować ropy. Jedynie 3,8% importowanej ropy przez Europę przepływa przez Cieśninę Ormuz, 2,5% przepływa do Ameryki, 13% płynie do Korei Płd, 38% do Chin, 15% do Indii, 14% do innych państw Azji. Jeśli chodzi o proporcję eksportowanej przez Ormuz ropy to 37% należy do Arabii Saudyjskiej, 23% do Iraku, a 13% do Iranu. Dlatego cierpi nie tylko gospodarka Iranu. 

Przypomnijmy, że pojemność magazynów dla wydobywanej irańskiej ropy wynosi 13 mln baryłek. Dodajmy, że dziennie do magazynów przybywa ok. 1 mln baryłek ropy, więc już wkrótce magazyny będą pełne, wtedy będą musieli zamknąć źródła, albo palić ropę, co zanieczyszczyło by środowisko (pamiątka z wojny irackiej). Więc logicznie rozumując, strategia Trumpa zagłodzenia poprzez blokadę chwiejnego reżimu w Teheranie może wkrótce przynieść pożądane rezultaty.

Izrael chce walczyć…

Na dziś Trump zawiesił “wojnę” z Iranem, wymusił też na Netanjahu zaprzestanie bombardowania Libanu. Choć Izrael wypędził z południowego Libanu 1 ludzi i stosuje plan Gazy, wyburzanie. Rozmawiałem ze starą znajomą odnośnie poczynań Izraela w Gazie i teraz w Libanie. Powiedziała, że oczywiście z tym nie sympatyzuje (bo to przechodzi ludzkie pojęcie), ale Izrael jednak popiera bo jest polską patriotką. I to jedynie ze względu na alternatywę. 

Wyobraźmy sobie przegrany, rozgromiony Izrael i kilka milionów uchodźców. Gdzie oni wyjadą, czyje paszporty już często posiadają? Słyszeliśmy podczas demonstracji w Nowym Jorku przeciwko izraelskim morderczym postępowaniom w Gazie, w południowym Libanie, czy na Zachodnim Brzegu okrzyki przeciwko Żydom: “Wracajcie do Polski”. Takie teksty mogą nawet zdezorientowanym Polakom przywrócić rozsądek!

Słabe szanse na pokój…

W pakistańskim Islamabadzie miała mieć miejsce kolejna runda rozmów irańsko amerykańskich, jednak spotkanie odwołano. Główne warunki Trumpa to oddanie ok. 500 kg wzbogaconego do 60% uranu, otwarcie cieśniny Ormuz dla wszystkich i zaprzestanie finansowania libańskiego Hezbollahu i jemeńskiego Huti. Te warunki są nie do przyjęcia przez Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, gdyż oznaczałoby to koniec ich szans na dominację Bliskiego Wschodu przez Iran, więc zapowiadają, że w razie ponownego ataku będą walczyć i domagają się najpierw usunięcia blokady cieśniny jako warunku kontynuowania rozmów… 

Z drugiej strony ekonomia ma swoje prawa, niekiedy okrutne. Oczywiście jak to zwykle w Historii bywa koszty niemądrych decyzji przywódców poniosą zwykli ludzie, którym już jest trudno związać przysłowiowy koniec z końcem. W późnym PRL-u Polacy to pamiętają jako reformy przez udającego dziś aniołka niebezpiecznego globalistę prof. Jeffrey Sachs (plan Balcerowicza), który szalał dewastując ekonomicznie społeczeństwa nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach komunistycznych, w tym w Rosji. Wiele wartościowych zakładów pracy, biznesów należących za komuny do państwa, szybko i tanio zostało rozsprzedanych.

Czego od globalistów chce Trump? 

Ostatnio słuchałem wypowiedzi komentatora politycznego prof. Johna Mearsheimera z Chicagowskiego Uniwersytetu, dość oryginalnego myśliciela już dekady temu ostrzegającego Amerykanów przed siłą potężnego izraelskiego lobby paraliżującego suwerenność Ameryki. Jednak mam wrażenie, że profesor ciągle tkwi w swoim myśleniu w poprzedniej epoce interpretując rzeczywistość ze starych pozycji omawiając posunięcia Trumpa. Mówi, że Ameryka zbudowała system sojuszy i organizacji międzynarodowych (zgodnie z prawdą) mających służyć utrzymaniu jej supremacji. Profesor narzeka, że Trump swoimi działaniami szkodzi tym sprawdzonym systemom.

Mearsheimer jakby nie rozumiał, że Trump nie pochodzi ze stajni Augiasza (króla Elidy), a raczej podejmuje się zadania Heraklesa czyli w nowym wydaniu MAGA i oczyszczenia tracącej swoją tożsamość i azymut Ameryki. Rozumiem, że Profesor interpretuje dzisiejszą sytuację przez patriotyczny pryzmat zniesmaczenia izraelskimi powiązaniami Trumpa, ale chyba to przesłania mu szerszą perspektywę. Chodzi o to, że Trump chce właśnie wyrwać Amerykę z więzów sojuszy i organizacji powstałych po zakończeniu II wojny światowej w opozycji do komunistycznego sowieckiego molocha. Problem w tym, że na przestrzeni dekad zostały one przejęte przez globalistów z ośrodkiem w City of London, Davos, Bilderberga, dążących do zniszczenia państw narodowych, instytucji tradycyjnej rodziny, religii i wolności obywatelskich jednostki i zatopienia jej w komunistycznej, kibutzowej utopii.

Trumpa ten kierunek nie interesuje, od dekad jest on orędownikiem silnej Ameryki i rozumie zagrożenie jakie niesie bezwzględny czerwony totalitarny globalizm (pierwszy etap to socjalizm), który aby zwyciężył musi właśnie zniszczyć państwa narodowe i ich tożsamości. Zauważyłem, że wielu komentatorów tej esencji i motoru poczynań Trumpa nie dostrzega, lub nie chce zrozumieć reprezentując interesy politycznego globalizmu.  

Trumpa nie interesuje globalistyczna wizja zawładnięcia światem, której obok klimatyzmu i edukowaniu nowego człowieka, była rozpoczęta ponad 4 lata temu wojna na Ukrainie. Trump nie jest międzynarodowy, on jest NARODOWY! Celem dla Trumpa jest osiągnięcie osobistego biznesowego i rodzinnego sukcesu, z czym nie jest mu po drodze z celami globalistów z City of London.

Jacek Bartosiak: “Ameryka zdradziła”?

Prawdą jest, że Trump dorastał w N.Y. w biznesie zdominowanym przez żydowskich potentatów, którzy imponowali mu swoją sprawnością na rynku deweloperskim i kapitałowym. Stąd ma wielu przyjaciół i partnerów z tego środowiska, którym nawet powierza misje dyplomatyczne (Witkoff, czy zięć Kushner).

Trump, który już w czasie swojej pierwszej prezydentury mocno zachęcał europejskie państwa NATO do zaprzestania finansowania potencjału Rosji i inwestowania we własną obronność, spotykał się z uśmiechem politowania rządzącej politycznej szlachty UE sprzężonej z interesami centralizacji Europy zaprzyjaźnionej z wizją City of London. Teraz UE i UK zdecydowały się zerwać z lukratywnym handlem rosyjską energią (ropa, gaz) i z przerażeniem obserwują posunięcia Trumpa wzmacniające status i interesy państw narodowych. 

Więc jak tu można mówić jak Jacek Bartosiak, że Ameryka zdradziła? To tak jak gen. Kukliński zdradził sowiecką ekspozyturę w Polsce, Kiszczaka i Jaruzelskiego reprezentujących rosyjskie interesy w Polsce. Trzeba by najpierw kochać, aby zdradzić. Kukliński kochał Polskę, tą suwerenną, historyczną, a nie, ujażmioną sowiecką przystawkę w której dorastał. To raczej można nazwać odwagą powrotu do korzeni, do wierności ideałom naszych przodków, a już na pewno nie zdradą.

Trump, NATO i wojna na Ukrainie  

Narodowiec Trump nie jest zainteresowany finansowaniem i podtrzymywaniem wojny na Ukrainie w interesie przyspieszenia centralizacji UE na życzenie City of London. Europę padła ofiarą wirusa rozbudowanych programów społecznych, rozbrojenia i umacniania kontroli przez biurokrację unijną coraz to nowych obszarów życia obywateli. Dziś w ramach koniecznej korekty (kosztowna wojna na Ukrainie) Europa chciałaby stworzyć potęgę militarną wokół niemiecko-francuskiego centrum, wypychając za ocean Amerykę i wtedy jako europejskie superpaństwo Berlin mógłby wyciągnąć rękę do Rosji po jej tanią energię. To podobało by się Rosji, ale nie państwom wschodniej flanki jakim jest Polska. 

Zagadką pozostają ambicje Ukrainy po zakończonej wojnie, która z jednej strony będzie wyczerpana ekonomicznie, ale już dziś kreśli odważne plany przyszłej potęgi militarnej i eksportowej ekspansji nie tylko w ramach UE, ale i NATO. Na dziś Ukraina jest też głodną wybuchową pralnią zachodniej gotówki. Wojny wyczerpują siły, zasoby i ekonomię walczących stron. Ponadto demoralizują ludzi, po wojnie potrzeba będzie ogromnych nakładów na odbudowę, więc sny o utrzymaniu 800 tysięcznej armii, Żeleński byłyby bardzo kosztowne, tylko gdzie znaleźć frajerów, którzy za to zapłacą?

Próba zamachu na prezydenta Trumpa…

W Sobotę miał mieć miejsce White House Correspondents Dinner w waszyngtońskim Hiltonie. Według komentatorów była to kolejna próba zamachu na prezydenta Trumpa i członków jego gabinetu. Uroczystości zostały przerwane strzelaniną w paśmie bezpieczeństwa, jedna kula trafiła agenta Secret Service, uratowała go kuloodporna kamizelka. Zamachowiec miał dwa pistolety, długi karabin i kilka noży, został obezwładniony i aresztowany. Jest zradykalizowanym 31 letnim nauczycielem z rejonu Los Angeles w Kalifornii. Cole Allen ukończył dobrą uczelnię techniczną, ofiarował pieniądze na kampanię prezydencką demokratki Kamali Harris. Allen wcześniej napisał manifest, który rozesłał rodzinie i znajomym, w nim zaatakował chrześcijan i oczywiście Trumpa, brał udział w anty-Trumpowskich protestach “No Kings”. Jest członkiem radykalnej lewicowej grupy “The Wide Awakes” promującą aborcję i potępiającą imigracyjną policję ICE. 

To pewnie przypadek, ale przed tym samym Hilton Hotel w Waszyngtonie John Hinckley Jr, dokonał zamachu w 1981 r. na prezydenta Ronalda Reagana, który ledwo przeżył. Pojawiło się wiele plotek i konspiracyjnych teorii. Trzeba dodać, że Demokraci w Kongresie ciągle od 72 dni blokują fundusze na wypłaty dla agentów Secret Service w ramach walki z polityką imigracyjną Trumpa. Słowem, polityka to wszędzie wielkie szambo…


Jacek K. Matysiak

Kalifornia, 2026/04/27


Jacek K.M.
O mnie Jacek K.M.

Lubię i uprawiam historię, ale z braku czasu posługuję się często fraszką, którą próbuję definiować zjawiska w otaczającym mnie swiecie...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka