ochocki ochocki
1889
BLOG

Niech się babcia cieszy

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 14

Użytkownik Facebooka Piotr Stohnij, nieznany dotąd szerszej publiczności, wybił się na popularność, formułując w oddolną akcję powszechne zmęczenie tematyką smoleńską. Proklamował 'Dzień bez Smoleńska', wyznaczył datę (3 lutego) i zakręcił młynka palcami patrząc, jak 52 tysiące użytkowników klika w button 'Wezmę udział'. Kolejne 67 tysięcy dopiero kliknie, a 3288 definitywnie udziału nie weźmie *. Pozornie miła sercu wirtualna demonstracja nosi w rzeczywistości znamiona owczego pędu, i jak każdy taki  masowy happening okaże się bardziej szkodliwa, niż skuteczna.Dowód jest tak prymitywny, że aż mi się nie chce, ale proszę:

3 lutego 'Dniem bez Smoleńska' oczywiście nie będzie, choćby stosownego kliknięcia dokonał każdy polskojęzyczny użytkownik Facebooka. Media żyją z tej katastrofy od 10 miesięcy, każda redakcja i stacja ma już dawno wydzielony departament smoleński w swojej strukturze. Kaczyński, Klich, Macierewicz czy Gosiewska codziennie udzielają w tej sprawie ekspertyz, a nawet jeśli akurat 3 lutego przypadkiem zaniemówią, jest jeszcze Nowaja Gazieta, która przecież polskiego Facebooka nie śledzi. Tytułowy cel akcji nie zostanie zatem osiągnięty, ponieważ jest symboliczny, a statystycznie rzecz biorąc - nierealny. Każdą wypowiedź na temat katastrofy wieczorne wiadomości hucznie ogłoszą i skomentują, a ponieważ w państwie demokratycznym tzw. osób publicznych, które mają coś do powiedzenia, są dziesiątki tysięcy, wspólne ich milczenie jest po prostu niemożliwe. Zawsze mówiłem, że demokracja to zło.

Właściwą intencją twórcy akcji, który jest demokratą, bo lubi, kiedy masy przemawiają jednogłośnie, jest pokazanie jedności tych mas. Jest nas tylu, a będzie więcej - mamy dość ględzenia o raportach MAK i kontrolerach lotu. Społeczeństwo się domaga, patrzcie na nas, już 53 tysiące ludzi na Facebooku nie może tego słuchać. Jeżeli adresatem tej odezwy mają być media, to co najwyżej poinformują one w krótkiej notatce, bądź migawce, że młodzież na portalu społecznościowym bawi się w 'Dzień bez Smoleńska'. Inne ewentualne grupy adresatów to ci, którzy kliknęli 'Nie wezmę udziału', oraz sami sygnatariusze. Publiczność postronna, czyli osoby nie posiadające konta na Facebooku, żadnego komunikatu nie odbierze. Wychodzi na to, że przesłanie akcji Piotra Stohnija trafi najprędzej do niego samego i do tych paru internautów, którzy wierzą w nie bardziej, niż rzesza klikających bezmyślnie. Analogicznym eventem facebookowym, donikąd prowadzącym, byłoby rozpętanie akcji pod hasłem 'Kłamstwo jest złe, więc nie będę kłamał - obiecuję'. Liczba kliknięć utwierdziłaby nas tylko w oczywistej wiedzy, że wszyscy kłamiemy.

Defekt antysmoleńskiej koncepcji w internecie polega na tym, że nie ogłasza ona, o czym właściwie chcieliby internauci 3 lutego usłyszeć. Część z nich pisze w komentarzach, że o autostradach, najlepiej już gotowych, inni z kolei o walce z bezrobociem. Czyżby politycy tak mało o tym ględzili, że zmęczeni Smoleńskiem słuchacze pragną kłamstw o autostradach i bajek o bezrobociu? Jeśli tematyka katastrofy osłuchała się publiczności tylko w taki sposób, jak nudzi tysięczne wykonanie piosenki Feel'a w radiu, to jest gorzej niż źle. Wynika z tego, że 54 tysiące internautów woli słuchać o byle czym, byle tylko nie o tym jednym, którego akurat ma dość. Różnica jest taka, że medialne biadolenie o Smoleńsku dotyczy faktycznego zdarzenia z przeszłości, natomiast każda wypowiedź polityka o autostradach, czy bezrobociu, osnuta jest na bliżej nieokreślonych działaniach w przyszłości, a z doświadczenia wiemy, że politycy nie umieją ani budować autostrad, ani zwalczać bezrobocia.

Jeśli ludność będzie gromadnie, poprzez Facebooka, wybrzydzać na tematykę toczonych na łamach i przed kamerami dyskusji, i tym samym dyktować gazetom i stacjom telewizyjnym repertuar, dojść może do takich wypaczeń demokracji, że publikatory będą wlewać w oczy i uszy odbiorców wyłącznie słodkie landszafty i cukierkową muzykę relaksacyjną. Z wypowiedzi sygnatariuszy akcji 'Dzień bez Smoleńska' płynie bowiem taki oto sygnał: chcemy słyszeć o rzeczach przyjemnych. Nikt nie próbuje wymagać prawdy, ma być miło, przyjaźnie i bezpiecznie.

Tu staje mi - dęba - przed oczami cała historia walki o prawdę w mediach, walki stoczonej przez tzw. opozycję demokratyczną w PRL. Z twórczością Wojciecha Młynarskiego na czele, który jakieś 40 lat temu zdiagnozował a priori Polaków z Facebooka z roku 2011. Oto jesteśmy tą słynną babcią, której nie ma po co denerwować. Niech się babcia cieszy.  --> Link do piosenki: http://www.youtube.com/watch?v=UD_92d8s0EI

Babcia Młynarskiego chciała wszystko wiedzieć. Wiadomo, przedwojenny materiał, wychowanie w duchu powstania styczniowego. Dziś demokratycznie urobione masy nie chcą słyszeć o niczym, co popsuje im smak posiłku spożywanego w towarzystwie TVN24. Sami prosimy się, aby zamydlano nam umysły. Media zacierają ręce, bo już nikt im nie zarzuci, że kłamią, czy manipulują. Widz sam się tego domaga, więc wina nie leży po stronie nadawcy.

Czytelnik powieści fantastycznych o podróżach w czasie wie, że ludzie przyszłości - choćby u H. G. Wellsa - okazują się na ogół słabi, delikatni, pozbawieni wszelkiej agresji, przez co stanowiący łatwy cel każdego ataku. Nie kłócą się, nie mają poglądów, jest im wszystko jedno, wydaje im się, że są szczęśliwi. Ich szczęście wygląda w oczach obserwatora z XIX i XX wieku jak karykatura. Obserwator ów pyta 'jak można było do tego dopuścić?'

Ano właśnie tak.

24.01.2011

* Liczba kliknięć rośnie kaskadowo. Pod koniec pisania tego tekstu doszła do 56300.

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka