ochocki ochocki
474
BLOG

Szkodnictwo wyższe

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 4

W ciągnącej się w środowiskach ludzi piśmiennych dyskusji na temat upadku jakości i znaczenia tzw. wyższego wykształcenia zwracam uwagę na dwa najważniejsze aspekty przedmiotu tej sprzeczki:

Fakt 1. Ilość nie potrafi przejść w jakość, choćby dopłacać do tego pół budżetu państwa. Liczba studentów w ciągu 20 ostatnich lat zwielokrotniła się, natomiast ilość przeczytanych przez nich rocznie książek per capita spadła. Trwają obliczenia, który z tych wskaźników cechuje się większą dynamiką.

Jeśli już rozważać zawiłości szkodnictwa szkolnictwa w takim kształcie, w jakim ono dziś więdnie, rację ma prof. Wolniewicz, gdy twierdzi, że akademie nie są dla mas. Obowiązujące dziś absurdalne założenie, że każdemu dyplom się należy w imię tzw. równości szans, spowodowało inflację wartości wyższego wykształcenia, na skutek rażącego obniżenia standardów na uczelniach, początkowo tylko na prywatnych. Przyjmuje się tam każdego, kto zdoła opłacić czesne, niekoniecznie umiejąc zliczyć do kwoty, na którą opiewa jego wysokość. Sukces komercyjny takich uczelni, które pozwalają setkom tysięcy 'studentów' o umysłowości gimnazjalisty udawać, że dostępują oto awansu naukowego i społecznego poprzez otrzymanie tytułu licencjata, sprawia, że państwowe uniwersytety w obliczu odpływu chętnych do prawdziwego studiowania (po co się męczyć, skoro gdzie indziej ten sam papier uda się zdobyć łatwiej) również obniżają standardy. Efektem końcowym nie tyle będzie, co już dziś jest absolwent, który często nie potrafi nawet pokrótce streścić tematyki studiów, które ukończył.

Fakt 2. Błędem było wydłużenie podstawówki do 9 lat (6+3 tzw. gimnazjum), bo skróciło 4-letnie liceum do trzech lat. Na uczelnie trafiają niedouczeni immatrykulanci, co wymusza na kadrze naukowej żmudne uzupełnianie zaległości. Uśrednia to poziom studiów do niższego i zabiera czas, pierwotnie przeznaczony na prawdziwe studiowanie.

Dłubanie w sposobie organizacji oświaty ma w naszym ogarniętym analfabetyzmem kraju okropne, bo bogate tradycje. System edukacji za główne zadanie, zamiast nauczania, obrał sobie raczej przeprowadzanie kolejnych reform, aż wreszcie ktoś zauważył, że od końca II wojny światowej żaden właściwie człowiek nie przeszedł pełnego cyklu od przedszkolaka do doktoranta, nie napotykając po drodze jakiejś reformy,która ten cykl mniej lub bardziej zaburzyła. Nie wiadomo więc nawet, co i jak reformować, skoro brakuje grupy kontrolnej, wymaganej przecież do badań w każdej dziedzinie. Jest to kolejny wśród miliona wcześniejszych przykładów na to, że kontrola urzędników szczebla centralnego nad jakąkolwiek ludzką aktywnością jest nie tylko nieskuteczna, ale po prostu szkodliwa.

Przekonywanie, że prywatyzacja uczelni połączona z pełną odpłatnością za studia zabierze komuś szansę na rozwój i wywoła upośledzenie społeczne jakiejś grupy, jest nielogiczne, i prowadzi do błędnego koła argumentacji opartej na emocjach. Masowy pęd młodzieży do wykształcenia akademickiego powstał de facto dopiero wtedy, kiedy za studia można było płacić. Wcześniej, za tzw. komuny studiowali tylko nieliczni. Być może dlatego komuna upadła, być może natomiast uzasadniony był zwyczaj, że ukończone studia w danym zakładzie pracy miał tylko ten, kto powinien z racji powierzonej mu funkcji, a nie wszyscy, bo po co.

Popyt na każdy stopień i rodzaj wykształcenia powinien dyktować rynek - w tym przypadku rynek pracy. Jeśli rynek domaga się lekarzy i inżynierów, studia te ukończy każdy, nawet najbiedniejszy syn chłopa, o ile jest do tego zdolny. Zdolność taka dzieli się na intelektualną i kredytową. Firma, która potrzebuje inżyniera i lekarza, albo zgoła bank - wszyscy ci ohydni kapitaliści udzielą studentowi pożyczki, którą ten spłaci w ciągu 5-10 lat pracy zawodowej. Im będzie mądrzejszym i lepszym lekarzem bądź inżynierem, z tym mniejszym uszczerbkiem dla własnego budżetu domowego spłaci ten kredyt w wyznaczonym czasie. Im więcej takich specjalistów rynek będzie potrzebował, tym kredyty będą tańsze, a więc korzystniejsze.

Rynek nie potrzebuje wprawdzie filozofów, ale potrzebuje go społeczeństwo - cokolwiek to jest. Owszem, być może, ale nie potrzebuje ich dwóch tysięcy rocznie - a tylu mniej więcej magistrów filozofii 'za darmo' w naszym kraju jest produkowanych - ale kilku, może kilkunastu, którzy chętnie zapłacą za przyjemność i luksus ukończenia tych bardzo trudnych studiów, które są w rzeczywistości przeznaczone dla dzieci milionerów albo wyjątkowo upartych biedaków. Jeśli biedak weźmie taki kredyt, nawet mniej korzystny niż ten dla przyszłego lekarza, to też go spłaci - będzie bowiem jednym z kilkunastu, a nie tysięcy, dzięki którym to tysiącom te trudne studia jest dziś skończyć bardzo łatwo. Nie muszę chyba tłumaczyć, co oznacza pod względem finansowym bycie jednym z kilkunastu, w dowolnej dziedzinie.

Powyższa wizja jest bardzo niepopularna we współczesnym socjalistycznym świecie, ogarniętym manią masowości, czyli przeciętniactwa. W takim systemie nie będzie można przecież studiować - jak dzisiaj - byle czego i byle jak. Biorąc kredyt studencki lub płacąc za studia z własnej (rodziców) kieszeni student z całą pewnością będzie musiał się do nauki przyłożyć. Tylko czy przypadkiem nie o to właśnie chodzi w procesie zdobywania dyplomu wyższej uczelni?

Namolnych miłośników obliczeń arytmetycznych, którzy rzucą się udowadniać, że człowiek nie udźwignie kosztów własnej edukacji, i dlatego dopłacać do niej musi państwo, zapewniam, że obecnie państwo nie produkuje pieniędzy w specjalnej fabryce, tylko zabiera je obywatelom. Któż więc dzisiaj dźwiga ten ciężar? Wysokość czesnego poszczególnych uczelni znajdą Państwo na ich witrynach internetowych. Zwracam uwagę na dziwne uprzywilejowanie w tej kwestii uczelni publicznych: ich czesne za studia zaoczne niewiele się różni od opłat za takie same kierunki w szkołach prywatnych, podczas gdy te ostatnie nie uczestniczą w podziale funduszy z budżetu państwa.

Precz z socjalizmem!

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka