ochocki ochocki
281
BLOG

Estetyka wyborcza

ochocki ochocki Polityka Obserwuj notkę 3

Treść legendarnej umowy społecznej, która legitymizuje sprawowanie władzy w państwie demokratycznym, sprowadza się w praktyce do takiego oto niepisanego kontraktu:

My, klasa rządząca, zarzucimy was, elektorat, obietnicami wyborczymi, których i tak nie spełnimy, o czym wy, wyborcy, doskonale wiecie. Wybieracie więc nas w oparciu o kryteria estetyczne, tzn. głosujecie na obietnice, które wyglądają ładnie.

Na przykład: Platforma Obywatelska przeczytała w gazecie o podatku liniowym, który gdzieś w świecie spowodował wzrost gospodarczy i bogactwo, po czym obiecała go wprowadzić. Wyborcy czytając o czekającym ich bogactwie uznali, że obietnica wprowadzenia podatku liniowego jest ładna. Miło jest zasypiać z myślą, że znalazła się wreszcie partia, która spowoduje dobrobyt. Asocjacja podatek liniowy = dobrobyt wywołała odruchowe myślenie, że Platforma Obywatelska = dobrobyt. Tłum, niczym pies Pawłowa, uwierzył, chociaż spytany o najbardziej zakłamaną grupę zawodową, bez wahania wskazałby polityków.

Większość maluczkich zdaje sobie sprawę z nikłego prawdopodobieństwa wygrania fortuny w Lotto. Kiedy jednak planuje się wydanie ewentualnej wygranej, co wyraża się powszechnym 'gdybym wygrał w toto-lotka', mityczna skóra na niedźwiedziu nabiera realnych kształtów i zapachów. Człowiek wie z góry, jaki kupi samochód, gdzie postawi dom i w jakim kraju spędzi wakacje, kiedy tylko odbierze obiecywane mu w reklamach Lotto miliony z potrójnej kumulacji. Smak bogactwa, które jest tuż-tuż, za progiem kolektury, przyćmiewa zdrowy rozsądek, który wrzeszczy, że szansa na wygraną jest mniejsza, aniżeli wpadnięcie pod tramwaj podczas wyprawy po kupon.

Takie orwellowskie dwójmyślenie, czyli umiejętność wyznawania dwóch sprzecznych poglądów i wierzenia w oba naraz, wpisane jest w ludzką naturę, i skrzętnie wykorzystywane przez polityków. Demokracja parlamentarna opiera się na fikcji, jakoby partie wybierane do sprawowania władzy były rozliczane ze swoich obietnic przez elektorat podczas kolejnych wyborów. W rzeczywistości wszyscy już dawno zrozumieli, że wyborami rządzi pi-ar i przypadek, choć na razie z przewagą tego pierwszego. Jakość kampanii billboardowej, seksapil kandydatów, wrażenie autentyczności wizerunku wyprodukowanego tak, aby wyglądał autentycznie - oto elementarz sztabu wyborczego partii zmierzającej po władzę. Największe znaczenie w tej grze o głosy ma estetyka.

Żeby przekonać do siebie wyborcę, kandydat musi być ładny, podobnie jak jego obietnice, żona i krawat. Jeśli któryś z tych elementów, na przykład żona, nie pasuje do estetycznego paradygmatu Obamy (dawniej Kennedy'ego), trzeba postawić na jeszcze ładniejszy krawat, albo żonę umieścić na drugim planie i dodać do zdjęć na plakatach dzieci z wnukami. Zarządzają tym cyrkiem eksperci w rodzaju Tymochowicza, którzy za ciężkie, choć zasłużone pieniądze doradzają, bo wiedzą, co ciemny lud kupi i za ile. Estetyka kampanii oparta jest bowiem na pospolitym guście elektoratu, który to gust kształtowany jest od lat na potrzeby polityków, którzy przecież nie dla samej idei walczą o nadzór nad telewizją.

Demokratyczne gusty tłumu oscylują wokół takich figur i figurek retorycznych, które powodują błogość i kojarzą się ze świętym Mikołajem, kominkiem, grillem w ogródku i weselem na wsi. Ładne jest to, co politycznie poprawne, co zaspokoi większość, która w demokracji decyduje o podziale mandatów i obsadzie urzędów. Nasza demokracja jest stabilna; walczymy o równość szans; narodowy program dożywiania dzieci w szkołach; Polska jest najważniejsza; rodzina na swoim; wybierzmy przyszłość; by żyło się lepiej; z rozpędu można dopisać jeszcze 'bo zupa była za słona' - każde hasło w odpowiednim kontekście spowoduje u odbiorcy ten sam proces myślowy, prowadzący do wniosku, że 'o tak, właśnie o to chodzi!'.

Już na początku lat 90. elektorat przekonał się na własnej skórze, że obietnice polityków są niewiele warte. Od dwudziestu lat kandydaci otwarcie kłamią, a wyborcy szczerze im nie wierzą, lecz mimo to głosują na kolejne kłamliwe koalicje i kliki, opierając swój wybór na ocenie obietnic poszczególnych komitetów wyborczych. To naprawdę jest tak prymitywne, jak wygląda.Czy znajdzie ktoś większy absurd założycielski istniejącego ustroju?

Niewywiązywanie się z obietnic wyborczych jest tak oczywiste, że już żaden wyborca nie pyta o takie rzeczy w trakcie kolejnych kampanii, ani żaden kandydat nie usiłuje się z nich sensownie tłumaczyć. W najlepszym wypadku winę zrzuca się na rządy poprzedników albo przeszkadzającą opozycję, co na jedno wychodzi. Treść głoszonych poglądów, prezentowanych programów i rzucanych na wiatr obietnic nie zmienia się w ramach jednej partii, która wciąż ględzi to samo, ale za to odmładza kadry. I tak, jeśli po kadencji 2001-2005 wyborca dostawał mdłości na widok fizjonomii b. premiera Millera, to młody i seksowny Napieralski już w roku 2014 może spokojnie wygrać wybory, tak samo nie dotrzymując tych samych obietnic, co ongiś Miller. Wyborca kieruje się bowiem estetyką, czyli - jak na facemashu - wybiera ładniejszego spośród takich samych.

Tak wygląda praktyczne stosowanie przepisów prawa, nazywanych en bloc 'ordynacją wyborczą'. Po co to wszystko powtarzam? Otóż estetyka jelenia na rykowisku wiąże się nieodłącznie z dobrą pogodą. Słodkie widoczki sprawiają radość, dopóki nie zerwie się burza. Kiedy mamy do czynienia z wiatrem zrywającym dachy, czyli z problemami natury ekonomicznej - nazwijmy je kryzysem, choć to wyświechtany straszak - estetyka jest tak potrzebna, jak rabat na manicure więźniowi obozu pracy. W kryzysie nie wierzy się w obietnice polityków tak samo, jak podczas pogodnej sielanki. Różnica polegać będzie na tym, że rozjuszony nędzą elektorat, który znienacka nazwie się 'ludem', albo nawet 'proletariatem', oskarży o kryzys - no właśnie, zgadnijcie kogo?
 

ochocki
O mnie ochocki

. . . PRECZ Z KOMUNĄ !

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka