Dawniej nietaktem było odpowiadać pytaniem na pytanie. Dziś każda serialowa blondynka udziela odpowiedzi za pomocą zdania oznajmującego zakończonego pytajnikiem. Kiedy tłumaczymy coś i chcemy, by nas lepiej zrozumiano, do normalnych zdań opisujących stan faktyczny dodajemy 'tak?'. Poza tym świetnie się ma sławetne bynajmniej, po którym można poznać półinteligenta.
Półinteligent (wg definicji prof. Wolniewicza) to osoba, której formalne wykształcenie przewyższa możliwości intelektualne. Nie powie taki poszłem, bo na to jest już zbyt wykształcony, ale chcąc popisać się elokwencją i znajomością Kopalińskiego będzie utrzymywał, że przeczytał bynajmniej dwadzieścia powieści Balzaka. I lepiej nie wdawać się z nim w dyskusję na temat wieku balzakowskiego, bo to dla niego jest wiek XIX.
O pół stopnia subtelniejszym kalectwem jest charakterystyczne akcentowanie odpowiedzi na zadane uprzednio pytanie tak, że odpowiedź również brzmi pytająco. Ma to dodać wypowiedzi filozoficznego uroku, a jej autorowi wdzięku.
- Dlaczego chcesz jechać do sklepu samochodem? - pyta mąż zmartwiony ceną litra benzyny i opłakanym stanem środowiska naturalnego.
- Bo nie chce mi się iść pieszo? - odpowiada czule żona, podkreślając tym pytajnikiem, że chyba nie jest pewna własnej odpowiedzi, i szuka w mężu wsparcia.
Kolejną manierą, która rozszalała się po kraju jak szarańcza dzięki jednemu z mediów elektronicznych, które nie jest radiem ani internetem, jest dodawanie słówka posiłkowego 'tak?' na końcu każdego zdania, które ma słuchacza o czymś poinformować.
- Żyjemy w demokratycznym państwie prawnym, tak? - tu nie musi nawet nastąpić koniec zdania, ale jego kontynuacja po przecinku - urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej, tak? - tak przemawiają do widowni na sali wykładowej nawet profesorowie prawa konstytucyjnego. Skłonność do takania wykazują zwłaszcza psychologowie. Albo psycholodzy - obie formy dopuszczalne.
Powyższa tendencja jest rewolucyjna o tyle, że pozwala postawić pytajnik w środku zdania. Zasady interpunkcji są mi akurat mało znane, więc nie mam do psychologów o to pretensji. Stawiam natomiast zarzut następujący: kiedy już wszyscy będziemy każde zdanie kończyli tym nieszczęsnym pytaniem, trudno będzie się połapać, kto pyta, a kto odpowiada.
* * *
Każdy przynajmniej raz w życiu wypowiedział to dziwne zaklęcie: o gustach się nie dyskutuje. Jest to formułka, która kończy rozważania na temat rozmaitych wyborów, jakie człowiek podejmuje, a później omawia ze znajomymi. O gustach się nie dyskutuje - usprawiedliwiamy tak brzydką żonę, nieudany remont w mieszkaniu, albo zakup Peugeota podczas rozmowy z miłośnikiem samochodów niemieckich. Potem niedyskutowalność gustów przechodzi na wyższy pułap - jakiś cwaniak rozsmarowuje ekskrementy na szkle, wystawia to w galerii i nazywa siebie artystą. Ma do tego prawo, bo o gustach się nie dyskutuje.
Kilka lat temu redakcja sportowa Gazety Wyborczej - wyczuwam tu pióro Rafała Steca, ale nie pamiętam na pewno - wymieniła kilka zabobonów na temat mistrzostw świata w piłce nożnej. Parafrazuję z pamięci: o rzutach karnych mówi się, że to loteria. Otóż nikt nie wymyślił skutecznej metody na wygraną w loterii, tymczasem o tym, jak należy wykonywać rzut karny - to z grubsza wiadomo.
Z gustami jest podobnie. Istnieje nawet cała wielka nauka, zwana estetyką, która w szczegółach opisuje kanony piękna i doktryny artystyczne. Jeśli zatem ktoś mówi, że o gustach się nie dyskutuje, można domniemywać, że wyznaje również zasadę pokrewną: każdy pogląd jest równoprawny. I znowu pudło, bo logika z kolei umożliwia rozróżnienie zdania prawdziwego i fałszywego. Pod warunkiem, rzecz jasna, że nie kończy się ono pytajnikiem.
* * *
Żyjemy w tej okropnej postmodernie ciesząc się jak dzieci, które wszystko mogą, bo rodzice pojechali i chata wolna. Do rangi zapisanego w konstytucji prawa człowieka awansowaliśmy bożka neutralności światopoglądowej, liberalizmu obyczajowego, rozwiązłości umysłowej i językowej. A skoro normą jest cokolwiek, to znaczy, że normy już nie ma. Jest to pogląd co się zowie rewolucyjny, bo wywraca do góry nogami dotychczasowy fundament łacińskiej cywilizacji, polegający na przekonaniu o obiektywnym istnieniu prawdy, która nie towarzyszy każdorazowej większości, ani nie „leży pośrodku” tylko leży tam, gdzie leży - ostrzega Stanisław Michalkiewicz.
Może więc powinniśmy nauczyć się, do czego służy bynajmniej, gdzie używa się znaku zapytania, i czym się różni sztuka od kiczu? A nade wszystko - może powinniśmy nauczyć się samodzielnie myśleć?
23.04.2012
223
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (1)