Blog
kawał w bok od szosy głównej
Krzysztof Wołodźko
Krzysztof Wołodźko Bicz na konliberałów...
122 obserwujących 795 notek 1006209 odsłon
Krzysztof Wołodźko, 5 maja 2017 r.

Na blachach KSU. Punk i Polska

1700 7 0 A A A
Solina. Fot. Krzysztof Wołodźko
Solina. Fot. Krzysztof Wołodźko

Jest 1978 rok. Wkrótce zacznie się sypać mała gierkowska stabilizacja. Na Wybrzeżu wybuchnie pierwsza Solidarność. Ale póki co – propaganda sukcesu po miastach i siołach. Na wschodnich rubieżach PRL, w Ustrzykach Dolnych, żyje się sennie i nudno. Choć zaraz, zaraz… W Ustrzykach Dolnych anarchiści z jednego podwórka uczą się kilku prostych akordów. Bogusław „Bohun” Augustyn, Lesław „Tomkas” Tomków, Waldemar „Burek” Kuzianik, Eugeniusz „Siczka” Olejarczyk, Wojciech „Ptyś” Bodurkiewicz: będą grali punka, będą pili tanie wino. Będą pytali o Polskę. A wszystko to na blachach KSU.

Jesteśmy w  południowo-wschodnim zakątku Polski, gdzie diabeł mówi dobranoc, nie przejmując się oficjalnie panującym naukowym materializmem. Anarchiści z Ustrzyk Dolnych sprzed epoki Internetu nie ściągają muzy z chmury, nie lajkują fanpagów. Słuchają radia Luxemburg. Znają Black Sabbath, The Stranglers, Sex Pistols, Buzzcocks, sięgają po Velvet Underground. Ich rodzice czasem wyjeżdżają z Ustrzyk Dolnych – daleko, skąd lepiej widać high life. Wyjeżdżają nawet w delegacje do Anglii. Stamtąd przywożą swoim pociechom ilustrowaną prasę młodzieżową. Z tych plakatów przewiezionych za Żelazną Kurtynę na Ustrzyki Dolne patrzy odpowiednio ubrana i profesjonalnie wystylizowana wyspiarska anarchia. Ale w małym polskim miasteczku nie ma królowej, której można by coś krnąbrnie zaśpiewać. Jest szefowa cukierni „Jagódka”, z którą warto żyć dobrze.

Tanie wino i dobre chęci

Sprawa zaczęła się w podziemiu. I to dosłownie. To była piwnica pod kawiarnią „Ptyś”, gdzie zespół miał pierwsze próby. Wszak w Polsce Ludowej był nie tylko ocet na półkach. Były też ptysie z kremem i odpowiednia do swoich czasów „dzisiejsza młodzież”: czasem potulna, zdyscyplinowana, z aspiracjami umożliwiającymi widoki na przyszłość w ramach struktur takich i owakich. Była też „dzisiejsza młodzież”, która chciała być na bakier ze światem – czasem na dłużej, czasem na krócej, czasem za pieniądze rodziców, czasem za ciężko zarobione złotówki. Nic nowego pod słońcem.

Niektóre z historii, jakie przydarzają się wówczas młodym punkowcom, są cudownie niepojęte w czasach maili, smartfonów i niezliczonych komunikatorów. Rodziców Tomkasa odwiedzają krewni z Kanady – jadą do ZSRR, odwiedzić Lwów i Stanisławów. W drodze powrotnej zabierają list napisany przez Tomkasa i Bohuna. Zza zachodniej granicy wysyłają go do Radia Wolna Europa. „Ten list był skargą i prośbą. Napisaliśmy, że w Polsce Ludowej rozgłośnie radiowe nie chcą nadawać punkrockowej muzyki. (…) Poprosiliśmy też, by szanowna redakcja zechciała nadać coś specjalnie dla słuchaczy z Bieszczad” – wspomina Bohun. 

W Rozgłośni Polskiej RWE dział muzyczny prowadził wówczas Jan Tyszkiewicz. Dotarł do niego list z Ustrzyk Dolnych. Puścił brytyjskiego i amerykańskiego punka – całe pół godziny. Pozdrowił nieznanych nadawców listu.  Ptyś opowiada: „Tego wieczoru byłem u Siczki. Gdy gość z radia zaczął nawijać o Ustrzykach, poderwaliśmy się na równe nogi. To było niesamowite uczucie; ktoś w Monachium poświęcił dużą część audycji specjalnie dla nas, chłopaków z polskiej prowincji. (…) Jak się wkrótce okazało, przekazu RWE wysłuchała także bezpieka. Od tego czasu regularnie mieliśmy kontrolowaną korespondencję”. 

Anarchia – anarchią, ale socjalistyczna infrastruktura kulturalna też się przydawała. Ekipa KSU znalazła bazę dla punkowej nadbudowy w kombinacie drzewnym pod Ustrzykami. Okazało się, że w podziemiach tamtejszego biurowca jest perkusja, gitary, organy, wzmacniacze, stuwatowe kolumny Eltron. Było też tanie wino, samogon i dobre chęci. Kierownictwo postawiło tylko jeden warunek: jeśli na młodzież naskarżą sprzątaczki, albo przyjedzie Milicja Obywatelska to będzie koniec prób. Milicja – milicją, ale co za egzotyczne dziś obyczaje, żeby dyrektor przejmował się możliwymi skargami sprzątaczek.

„Ustrzyki, to stolica Bieszczad jest!”

Wyobraźnia jest największym wrogiem systemu, także tego opisywanego skrótem PRL. Latem 1978 roku młodzież z Ustrzyk powołuje do życia Wolną Republikę Bieszczad. Jej nieistniejące granice obejmują obszar od granic z Sowietami przy źródłach Sanu aż po Komańczę, Zagórz i Sanok – z ominięciem Leska. Mała lokalna ojczyzna, pamięć o trudnej tożsamości rodzinnej ziemi – młodzi punkowcy wiedzieli skąd wyrastają im nogi. Bohun wspominał po latach: „Chodziliśmy dużo po okolicy i widzieliśmy co się dzieje. Nie mogliśmy zrozumieć tej porażającej bezmyślności. Zamiast starać się ratować, co się jeszcze możliwe, ludowa władza odwróciła się plecami od dewastowanego majątku. Przez trzy dekady los nielicznych i bardzo wartościowych bieszczadzkich zabytków nie obchodził nikogo poza wąską grupą społeczników i konserwatorów”. Nieformalną grupą towarzysko-ideową szybko zainteresowała się esbecja. Gdyż – „wicie-rozumicie” – młodość musi się wyszumieć, ale o co chodzi na przykład z tekstem: „Ustrzyki, to stolica Bieszczad jest. / Ustrzyki, niech nam żyje WRB!”?

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie



Krzysztof Wołodźko
Krzysztof Wołodźko
Utwórz swoją wizytówkę

image


Krzysztof Wołodźko, na ogół publicysta. Miłośnik Nowej Huty.


Wyją syreny, wyją co rano,
grożą pięściami rude kominy,
w cegłach czerwonych dzień nasz jest raną,
noc jest przelaną kroplą jodyny,
niechaj ta kropla dzień nasz upalny
czarnym - po brzegi - gniewem napełni -
staną warsztaty, staną przędzalnie,
śmierć się wysnuje z motków bawełny...

Troska iskrą w sercu się tli,
wiele w sercu ognia i krwi -
dymem czarnym musi się snuć
pieśń, nim iskrą padnie na Łódź.

Z ognia i ze krwi robi się złoto,
w kasach pękatych skaczą papiery,
warczą warsztaty prędką robotą,
tuczą się Łodzią tłuste Scheiblery,
im - tylko radość z naszej niedoli,
nam - na ulicach końskie kopyta -
chmura gradowa ciągnie powoli,
stanie w piorunach Rzeczpospolita.

Ciąży sercu wola i moc,
rozpal iskrę, ciśnij ją w noc,
powiew gniewny wciągnij do płuc -
jutro inna zbudzi się Łódź.

Iskra przyniesie wieść ze stolicy,
staną warsztaty manufaktury,
ptaki czerwone fruną do góry!
Silnym i śmiałym, któż nam zagrodzi
drogę, co dzisiaj taka już bliska?
Raduj się, serce, pieśnią dla Łodzi,
gniewną, wydartą z gardła konfiskat.

Władysław Broniewski, "Łódź"


Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • O rety, zawsze tyle komentarzy, a gdy tekst o czyjejś konkretnej biedzie - psa z kulawą nogą. :(
  • Myślę, że Bartosiak nie chce odwracać uwagi od Rosji, raczej sugeruje, że powinniśmy...
  • Sądzę, że Igor Janke powinien go ew. o to zagadać - zdaje się dr Bartosiak będzie z nim...

Tematy w dziale Kultura