399 obserwujących
2903 notki
12295k odsłon
  2650   0

Kłopotowski - łysy gołąbek pokoju

 Pisałem już o tym, ale jeszcze powtórzę – pretensjonalność jest grzechem ciężkim, a może się okazać, że nawet śmiertelnym. To moja wykładania i można się z nią nie zgadzać rzecz jasna. Ja się jednak będę upierał i w mojej ocenie, biorąc pod uwagę te straszliwe obciążenia jakie niesie za sobą zachowanie pretensjonalne, Krzysztof Kłopotowski został już dawno potępiony na wieki. On jednak biedaczek nie rozumie tego i dalej uprawia swoją publicystykę ustrojony w wieniec laurowy i togę z komisu jak jakiś Katon dla starszych panien bez szans na wydanie. I idzie mu to niestety coraz gorzej, ale upór jak pamiętamy jest nie do zwalczenia. Trwa więc Krzysztof Kłopotowski w swym uporze kroczy śmiało ponad granicami bzdury i nie przejmuje się niczym. Dzisiaj napisał nowy – jakże głęboki w swej wymowie – tekst. Już samo przeczytanie tytułu powinno sprawić, że na naszym czole pojawi się głęboka pionowa zmarszczka, która sięgać będzie od nasady nosa, aż do miejsca, w którym fałdy skórne na czole rozchodzą się na boki. U Kłopotowskiego jest to szczególnie widowiskowe, albowiem już od jakiegoś czasu pozbawiony jest on włosów. U innych też wygląda to nieźle, ale nie należy przy tej pozie przesadzać, bo człowiek – nieświadom tego – przypominać zacznie Gargamela z bajki o Smerfach. Tytuł tekstu Kłopotowskiego jest następujący – Cały ten zgiełk. I ja tu właściwie powinienem się wyłączyć, albo włączyć wentylator. Nie zrobię jednak ani jednego ani drugiego, nie mogę. Kłopotowski bowiem nauczył się jakoś skutecznie mnie prowokować, a wentylatora nie mam.

O czym jest ten tekst? Otóż na początku zadaje Kłopotowski dramatyczne pytanie. Brzmi ono – czy nie ma już wstydu? Ono ściśle koresponduje z tytułem, a jego celem jest wprowadzenie czytelnika w nastrój stosowny do powagi tematu. Czy nie ma już wstydu? - pyta Krzysztof Kłopotowski i jeszcze dodaje – czy już wszystko wolno? No to ja – Gabriel Maciejewski – zanim przejdę do dalszego omawiania teksu mojego najbardziej nielubianego autora odpowiem na te pytania. Otóż fakt, że w sieci na kilku portalach ukazują się takie teksty jak ten Kłopotowskiego świadczy o tym, że wstydu nie ma i rzeczywiście wszystko wolno. O co chodzi Kłopotowskiemu tym razem? Otóż o to, że pod jego tekstami i tekstami profesora Nowaka z Krakowa jacyś ludzie wypisują obraźliwe komentarze i nic nie można z nimi zrobić. To jest oczywiście szczyt wszystkiego – takie stwierdzenie, bo o ile w przypadku profesora Nowaka rzeczywiście może być jakiś kłopot z powstrzymaniem troli, o tyle Kłopotowski nie ma z tym żadnego problemu. Zawsze może zadzwonić do swojego kolegi Igora Janke i poprosić go, by ukrył co bardziej agresywnych komentatorów. W końcu mamy demokrację, dzięki której Kłopotowski dostał się na publicystyczny Parnas i nie będzie mu teraz byle śmieć podskakiwał.

Pisze także Krzysztof Kłopotowski o tym, że ludzie nie rozumieją misji dziennikarza. Uważają bowiem, że powinien mieć on wyraziste poglądy, a Kłopotowski zaś definiuje tę misję malowniczo bardzo i uważa, że dziennikarz powinien „siedzieć okrakiem na barykadzie”. Ja już pominę pychę, która bije z tego i podobnych zdań wypowiadanych przez innych autorów, którym wydaje się, że ich poglądy to jakiś probierz, jakiś wzorzec z Sevres, do którego reszta ma równać, a oni jedynie patrzeć będą czy odbywa się to równanie z zachowaniem standardów i czy podczas siedzenia na barykadzie komuś coś się za bardzo w spodniach nie przesunęło na lewo czy prawo. Pominę to, jak powiadam, bo co innego jest w tekście Kłopotowskiego istotne. Otóż broni on hierarchii, ale czyni to z tym jakże charakterystycznym dla siebie sprytem – nie broni fikcyjnej hierarchii, którą rządzi się polska publicystyka i dziennikarstwo, ale miesza do tego Nowaka i podkreśla, że jest on wybitnym specjalistą od stosunków Polska – Rosja i przez to nie wolno nań napadać w Internecie. Bo należy się Nowakowi szacunek. Po czym zaraz dodaje, że on sam również studiował historię i nauczył się tam wielu pożytecznych rzeczy. To zrównanie siebie i Nowaka w hierarchii bytów produkujących się w sieci dokonane jest mimochodem z lekkością i wdziękiem do których Pan Krzysztof Kłopotowski zdążył nas już przyzwyczaić. Pisze Kłopotowski coś takiego: póki co staram się przestrzegać w publicystyce standardów akademickich. To jest wreszcie to na co czekałem. Od wielu bowiem miesięcy zastanawiam się dlaczego po przeczytaniu jakiegokolwiek tekstu Kłopotowskiego najpierw czuję się jakbym zjadł połeć słoniny i popił szklanką oleju, a potem muszę biec do łazienki. Teraz już wszystko jest jasne. Już znamy przyczynę.

Na forach internetowych według Kłopotowskiego powstają wspólnoty nienawiści. I tu się zatrzymajmy, bo te wspólnoty nienawiści dziwnie mi korespondują z seansami nienawiści, o których pisał swego czasu Jerzy Urban. I nich się Krzysztof Kłopotowski nie obraża, bo nie ma o co. Wszystko bowiem co napisał w swoim tekście jest kłamstwem i wszystko nosi cechy zdań powszechnie nieważnych. Otóż sieć to właśnie takie miejsce, gdzie tworzą się naturalne hierarchie, nie działa tu protekcja, nie ma zbyt wielu znajomków, choć i tacy się oczywiście trafiają i niekiedy można się nimi podeprzeć. Jest to jednak trudniejsze niż w rzeczywistości. Komentatorzy mają swoje prawa, jak się komuś nie podobają komentarze może je usunąć lub komentatorów wyrzucić. Oczywiście, na Nowaka napadli czytelnicy Wyborczej, a tam trudno o wyrzucenie kogokolwiek. Nie rozumiem jednak dlaczego prof. Nowak umieszcza swoje teksty tam właśnie, miast zalogować się w salonie lub niezależnej gdzie publikuje jego gorący zwolennik Krzysztof Kłopotowski. Może ktoś zna odpowiedź na to pytanie?

Lubię to! Skomentuj45 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale