coryllus coryllus
7294
BLOG

Tradycyjna, hiszpańska zawiść

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 71

 Rozmawiałem przedwczoraj z pewnym młodym człowiekiem, który ukończył studia w Kadyksie. To, jak się domyślacie, nie jest już takie samo miasto jak dawniej. Liczy sobie ponoć jedynie 145 tysięcy mieszkańców i położone jest na wyspie co ogranicza znacznie jego rozwój. Korzysta z tego nieodległe San Fernando, które leży na lądzie stałym. Kadyks był kiedyś słynny z tego, że miał jedną z najliczniejszych flot rybackich na Morzu Śródziemnym. Teraz jednak to przeszłość, flota ta po przyjęciu Hiszpanii do UE została rozwiązana, a miejscowi rybacy siedzą dziś na zasiłkach. Jeśli uda im się znaleźć pracę w fabryce papierosów za 1200 euro miesięcznie czują się szczęściarzami.

Policja w Hiszpanii, podobnie jak władze lokalne jest przekupna i zdeprawowana. Nie oznacza to jednak, że ludzie mogą się czegokolwiek obawiać. Złodziei, szczególnie arabskich, z Maroka, traktuje się tam bezwzględnie. Jeśli miejscowy burmistrz, mówimy teraz o południu Hiszpanii, ma jakieś aspiracje, a to oznacza, że nie chce dzielić się z centralą wszystkimi łapówkami, mieszkańcom żyje się jeszcze fajniej, bo traktowani są oni przez burmistrza jako pożyteczne źródło dochodu. Jeśli ktoś im przeszkadza, na przykład w ten sposób, że włazi na ich posesję, albo do domu i usiłuje coś wynieść, policja lokalna, potrafi takiego złodzieja wywieźć za miasto, rozebrać do rosołu i wpieprzyć pałami tak, że się następnym razem dwadzieścia razy zastanowi, zanim czyjś płot przeskoczy. I nikt nie myśli o rzeczach tak trywialnych jak kierowanie sprawy do sądu i oczekiwanie na sprawiedliwość. Burmistrzowi za bardzo zależy na popularności, a jego ludziom na bezpiecznym prowadzeniu interesów. Ktoś powie, że to mafia. No tak, to lokalna mafia, a Madryt bardzo mocno takie mafie tępi i wsadza takich burmistrzów do więzienia. Ponoć w ostatnich latach trafiło tam aż trzech lokalnych włodarzy. Tyle, że taka mafia daje, jak mi to relacjonował mój rozmówca, jakie takie poczucie wspólnoty tym biednym Hiszpanom. Ich miasta bowiem otoczone są przez dziwne, zamknięte osiedla. W niektórych mieszkają Rosjanie, w innych Niemcy, a w jeszcze innych Holendrzy. Są to osiedla luksusowe, a ich mieszkańców nie niepokoi żadna policja, ani lokalna, ani żadna inna. Poruszają się oni po Hiszpanii, jak po swoim terenie i dla bezpieczeństwa, zamykają się na noc w swoich zonach. Żeby czasem to społeczeństwo otwarte i liberalne, które zbudowała w Hiszpanii unia tam nie wtargnęło i nie zeżarło im czegoś z lodówki. Mogłoby się tak stać, ale w obronie Rosjan, Niemców i Holendrów nie wystąpiłby żaden hiszpański policjant. Póki co, bo być może w przyszłości się to zmieni i hiszpańscy policjanci bronić będą wyłącznie obcokrajowców, albo wręcz będą przez nich wynajmowani do strzeżenia rezydencji. Nigdy nie wiadomo bowiem, co takiemu rozjuszonemu społeczeństwu obywatelskiemu może strzelić do głowy. Dlaczego to się może zmienić? Otóż dlatego, że gazety i programy telewizyjne natury publicystycznej wydawane i emitowane w Hiszpanii, pełne są zatroskanych, gadających głów, które ubolewają nad tym, że w społeczeństwie hiszpańskim pleni się zawiść. Tak właśnie, zawiść, że jeden drugiego nienawidzi, donosy na niego pisze, zazdroszczą sobie byle czego i nie potrafią rozmawiać jak ludzie. Bydło po prostu, które na nowo trzeba cywilizować. Pochodzenie tej zawiści motywowane jest tradycją. To taka hiszpańska tradycja, że jeden drugiemu zazdrościł i niszczył go kiedy tylko miał okazję. Nie powiedział mi niestety mój rozmówca jak się nazywa ten hiszpański Koterski, wiecie taki reżyser, co kręci filmy o tym jak rozwaleni wewnętrznie i nieposkładani są jego rodacy, jak wszystko im leci z rąk, a jak zaczynają nowe życie, po raz któryś już tam z rzędu, to od razu zaczyna padać deszcz. Nie wiem jak on się nazywa, ale jestem pewien, że ktoś taki jest. Nie może być inaczej, bo w wielkim organizmie jakim jest UE, którego częścią staliśmy się nie tak dawno propaganda należy do działań systemowych. I nikt nie będzie opracowywał specjalnej strategii dla Polski i osobnej dla Hiszpanii. I tu i tam używa się jednakowych młotków.

Pozostaje ustalić dlaczego akurat Hiszpanie i Polacy są celem tej propagandy, bo chyba nie ma w niemieckiej prasie niczego na temat niedyspozycji organizacyjnych Niemców, nie ma tam nic o ich zawiści? Może być coś o tym, że zbyt mocno dążą do celu, są zbyt skuteczni i nawet jak zabierają się za ludobójstwo to traktują to bardzo serio, przez co mogą być niezrozumiani i potem cierpieć, no ale to jest inny rodzaj deficytu i służy on tak naprawdę budowaniu skomplikowanego i uwodzicielskiego wizerunku narodu geniuszy. W przypadku Rosjan może być podobnie, oni również mają za sobą tragiczne lata, ale wyzwalają się z tych obciążeń i nawet jak im ktoś przypomni, że ktoś tam zamordowali, to się to zaraz pod dywan zamiecie, bo kogóż oni mogli zamordować? Polaków jakichś chyba tylko, a Polacy są tacy sami o ile nie gorsi niż Hiszpanie. Z Holendrami, co to mieszkają wokół tych podupadających hiszpańskich miast sprawa jest jeszcze prostsza, bo im nikt niczego zarzucał nie będzie, a jak sięgnie w przeszłość to samą chwałę tam znajdzie. Demokracja, pieniądze, wolny handel i co tam chcecie. Można jeszcze dorzucić, że w przeszłości cierpieli oni przez tę podłą hiszpańską inkwizycję, co to rozpalała stosy. Bo wiecie, wszystko da się zapomnieć, nawet Auschwitz i Kołymę, ale ten całej inkwizycji zapomnieć się nie da. O tym prasa będzie pisać do skończenia świata. Dlaczego tak? No, bo jakoś tak się składa, że ci zawistni, ci co nienawidzą siebie nawzajem, ci Hiszpanie i Polacy, nawet jeśli nie są dziś katolikami, tylko prostymi bezbożnikami, to zawsze jakoś w kierunku tego Rzymu ciążą. No, a ci inni – wiadomo – oni nic nigdy z Kościołem wspólnego mieć nie będą. To są uczciwi korporacjoniści, uczciwi piewcy imperiów i ich funkcjonariusze. Nawet jeśli zdarzy im się coś tam ukraść, albo kogoś zamordować. To nic, ważne że trzymają właściwi kierunek.

Jednej tylko nacji nie ma tam w tych osiedlach strzeżonych pod Kadyksem – Anglików. Myślę, że gdyby ktoś jakiemuś Anglikowi zaproponował osiedlenie się w strzeżonym osiedlu pod Kadyksem albo Malagą ten popukałby się w głowę. Po co? Z kim? W sąsiedztwie tych niemieckich przygłupów? Tych brudasów z Rosji? Albo tych zawziętych i chytrych Holendrów? Nigdy.

 

Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.

Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.


 

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budnynku, przy ulicy Koszykowej 8.  

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (71)

Inne tematy w dziale Polityka