coryllus coryllus
6710
BLOG

Życie codzienne jelit Gowina

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 91

 Każdy kto czyta cokolwiek poza patriotyczną prasą doskonale kojarzy serię książek „Życie codzienne w...”. To są w większości bardzo sympatyczne i ciekawe publikacje, z których poza krótkotrwałą radością, wynikającą ze znalezienia informacji dotyczących wygódek w średniowieczu, nie wynika nic. Książki te jednak odniosły sukces i nawet taki malkontent jak ja ma ich kilka pod ręką. Sukces oznacza, że muszą pojawić się naśladowcy, mniej lub bardziej udani, no i oni się oczywiście pojawiają. Mamy więc polskie książki, polskich autorów, których tytuły zaczynają się mniej więcej tak: „Życie codzienne elit...”. Taki Sławomir Koper opisał już elity II RP, elity III RP, życie artystek w PRL i inne takie rzeczy, niesłychanie ekscytujące. Z nich również nic poza krótkotrwałymi satysfakcjami nie wynika, a w miarę jak człowiekowi lat przybywa znikać będą również i te satysfakcje. Nie na tym bowiem polega pisanie, by się ekscytować sprawami oczywistymi. Żeby jednak do tego dojść trzeba przećwiczyć na sobie kilka narracji niestandardowych i zobaczyć jak na nie reagują ludzie. Na to większości polskich autorów nie stać, bo oni mają przymus, by być jak inni, jak prawdziwi pisarze zza granicy i jeszcze żeby dziewczyny się do nich uśmiechały, nawet jak już się postarzeją. Jako człowiek wolny od takich chętek i projekcji, z wielką łatwością potrafię przenieść tę moją metodę oceny zdarzeń, ludzi i planów z rynku książki w politykę. Mi nie zależy na tym, żeby się ktoś do mnie uśmiechał, lepiej będzie gdy pozostanie ponury, a jeśli się będzie upierał przy uśmiechu mam sposoby, żeby mu tę buzię w podkówkę wykrzywić.

Wczoraj przeczytałem relację z kongresu Prawa i Sprawiedliwości i wysłuchałem prawie w całości wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego. Prawie, bo całego nie dałem rady, a przyczyna jest taka, że ja się po prostu nie mogę już zgodzić na ten sposób komunikacji z wyborcami. Nie mogę już słuchać po prostu o tym, że gdzieś są pieniądze, które trzeba włożyć w polski system i wtedy kraj zacznie się rozwijać o odbudujemy infrastrukturę i wreszcie będzie normalnie. To jest mniej więcej to samo, co znajdujemy w książkach mających w tytule słowa „Życie codzienne w...”. Ja rozumiem, że PiS to jedyna partia opozycyjna, ale PiS nie wygra wyborów, ani nie zajmie w sejmie żadnej istotnej pozycji posługując się opowieściami o bilionie euro z UE, który wpompowany w gospodarkę przyniesie rewelacyjne efekty. Niczego nie przyniesie, bo nigdy nie zostanie tam wpompowany, to po pierwsze, po drugie, inne propozycje PiS są sformułowane tak, jakby kierowano je do zaplecza politycznego Ryszarda Bugaja, a nie do wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Może to właśnie o to chodzi? Może tam ktoś ma taki pomysł, że jak się obudzi ludzi Bugaja to wybory będą wygrane., Ja nie wiem, ale to co usłyszałem nie zainspirowało mnie w żaden sposób. To jest mowa do chińskiego ludu przez zamknięty lufcik.

Teraz ustalmy jak wobec lansowania powyższych narracji wyglądać będzie klęska wyborcza PiS. Ano tak, jak to już wielokrotnie można było w Polszcze naszej oglądać. Oto partia z programem gospodarczym mocno socjalizującym idzie po władzę. I naprzeciwko tej partii staje grupa ludzi, którzy mówią: wasz program jest zły, my mamy lepszy, chcemy wolnego rynku, chcemy skończyć z etatyzmem, chcemy niskich podatków i zdynamizowania przedsiębiorczości. Są to dokładnie takie same zaklęcia jak te używane na kongresie PiS, a ich istotna funkcja polega na tym, by stworzyć tło, na którym program partii idącej po władze wyglądał będzie jak program Mao Tse Tunga zwany „wielkim skokiem”. I w ten właśnie sposób zachowuje się partia Gowina. Sądzę nawet, że oni nieprzypadkowo wymyślili sobie to jabłkowe logo, myślę, że chcieli nawiązać do takiej rosyjskiej partii, niejakiego Jawlińskiego, którego kiedyś pokazywali cały czas w telewizji, mówiąc, że to rosyjski opozycjonista, liberał i czort wie jeszcze co. Dziś chyba ten Jawliński się mocno zestarzał i już go nie pokazują, a o jego partii „Jabłoko” też słuch zaginął. No, ale my mamy swoje jabłko, zielone i to jest symbol aż nadto wyrazisty. Łączy w sobie ulubiony kolor Waldemara Pawlaka, rosyjską metodę na tworzenie partii opozycyjnych i marzenia o sukcesie a la Korwin Mikke. Naprawdę, ktoś niesłychanie bystry projektował to logo.

Jarosław Gowin raczył dziś skrytykować Jarosława Kaczyńskiego z tych samych mniej więcej powodów, co ja, tyle, że on, jak wytrawny autor książek z serii „Życie codzienne elit w...” dawkuje nam napięcie. Napisał, że o propozycjach gospodarczych opowie w następnym odcinku, normalnie jak w zapomnianym już serialu „Czarne chmury”. Ponieważ z tym serialem było tak, że mimo zaskakujących zakończeń w każdym odcinku z łatwością udawało się odgadnąć co tam będzie dalej, sądzę że możemy się pokusić o to samo w przypadku Gowina i jego programu.

Nie jest to trudne, bo jedna z jego współpracownic, produkująca się na salonie24, już nam uchyliła rąbka tajemnicy i napisała, że Gowiny będą likwidować etatyzm. Ja nie wiem, która to już jest odsłona likwidacji etatyzmu w Polsce, ale chyba z dziesiąta. Dalej będzie o rozwoju regionów, szczególnie tych na wschodzie, o budowie elektrowni atomowych i innych podobnych historiach, jak to w książkach o życiu codziennym artystek w PRL i elit w II RP. Na koniec zaś okaże się, że wśród młodzieżówek, rozbudowywanych przy okazji wyborów i wygłaszania tych wszystkich zaklęć, przewagę jednak uzyskali ludzie Gowina. I to zaważyło na wyniku wyborów. To nic, że partia nie zajęła liczącej się pozycji w wyborach, ale za to dzięki nim PiS osłabł znacznie, a historii o bilionie złotych dla gospodarki już nikt słuchać nie może.

Czy Gowin będzie nowym Korwinem? Nie wiem, ale na to się zanosi. Stary Korwin już się nie nadaje, bo kolejne roczniki wchodzące w życie postrzegają go już wyłącznie jako kuriozum, potrzebny jest więc ktoś bardziej reprezentacyjny i choć trochę sympatyczniejszy. I Gowin się nadaje, bo tak mądrze patrzy. No i tej przedsiębiorczości chce dawać szanse. Ja marzę o tym, żeby oni wszyscy przestali w końcu mówić o szansach i żeby nam je przestali dawać, żeby pozwolili nam te szanse po prostu wziąć. Tego jednak chyba nie doczekam.

Czy te kłamstwa muszą być w naszym życiu obecne? Czy nie można sformułować programu politycznego tak, by ludzie weń uwierzyli naprawdę. Teoretycznie nie można, bo trzeba by było powiedzieć taką ilość rzeczy nie pasujących do obrazu rzeczywistości wyprodukowanego przez media, że nie tylko zwykli ludzie, ale i wielu urzędników mogłoby popełnić harakikiri. Ponieważ jednak to prawda nas wyzwoli, a nie kłamstwo, myślę, że nie należy się cofać. Tyle, że póki co nie mamy nikogo, kto myślałby w ten sposób – że nie należy się cofać. Bilion z UE, ja nie mogę....bilion z UE....

Tak się składa, że w przeciwieństwie do dawnych czasów wszyscy mamy dostęp do w miarę dobrych map i ja się zastanawiam, dlaczego żadna partia polityczna nie przygotowała do tej pory takiej prezentacji, na której widać byłoby co i gdzie sprzedajemy i ile na tym zarabiamy. To byłoby bardzo pouczające i ludzie chętnie wysłuchaliby takich informacji. Potem można byłoby coś opowiedzieć o konkurencji i o tym dlaczego nie udaje nam się sprzedawać tam gdzie byśmy chcieli, a udaje się gdzie indziej. To są oczywiście marzenia, które się nigdy nie spełnią, w takim bowiem przypadku trzeba by było choć w części ujawnić strategię dużych przedsiębiorstw działających na terenie kraju i pod polską flagą, a także powiedzieć wyraźnie kto tę strategię przygotowywał dlaczego jest ona tak nieskuteczna. Na to nie zdobędzie się nikt, bo to jest zwyczajnie niebezpieczne. Trzeba więc opowiadać o zmniejszeniu bezrobocia, o nowych strategiach i takich tam dyrdymałach. A ja rozmawiałem wczoraj z pewną panią, która robić coś tak zaskakującego, że kiedy o tym usłyszałem, to aż mnie zatkało. Otóż pani owa prowadzi odlewnię. Zatrudnia pracowników, sprzedaje swoje produkty do hurtowni, a są to głównie części do ciągników. Odlewnia mieści się w małym, całkiem zapomnianym miasteczku. I jest tam tych odlewni kilka, wszystkie prosperują, ale sprzedają głównie na rynek wewnętrzny. Dlaczego? Ja tego nie wiem, ale może powinni się tym zainteresować politycy. Dlaczego ta dzielna kobieta radzi sobie sama z niemałą fabryką, a jej produkcja to części do ciągników, których już od dawna schodzą z linii w polskich fabrykach. Czy ludzie tacy jak Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin zdają sobie sprawę, że w Polsce działają ludzie tacy jak ta pani? I jaką mają dla niej ofertę? Dotację z UE? Likwidację etatyzmu? I co jeszcze?

Obawiam się, że każda kolejna próba „ratowania” polskiej gospodarki i „odbudowywania infrastruktury” skutkować będzie bankructwami takich odlewni. Na ich miejscu powstawać będą inne, tworzyć je zaś będą ludzie, którzy mają dostęp do okruchów z tego biliona dotacji. Kiedy już zjedzą okruchy porzucą swoje fabryki i wyjadą gdzieś, gdzie znowu będzie prowadzić się jakieś rozdawnictwo. W Polsce zaś Gowin będzie walczył z etatyzmem, ci pozbawieni fabryk w wyniku restrukturyzacji znajdą sobie jakąś pracę na etacie, w szkole, albo gdzieś, na jakiejś stróżówce. I wtedy okaże się, że są za mało przedsiębiorczy, a ich etaty są niepotrzebne. I wywali ich na bruk.

Prawda nas wyzwoli, a prawda ta jest niestety nieprzyjemna dla wszystkich. Polska, co widać było dobrze w czasie rzekomej rewolucji w Kijowie nie prowadzi polityki samodzielnej, prowadzi politykę, która jest funkcją czyichś planów. My nie wiemy dokładnie czyich, ale ja obstawiam w ciemno, że nie ma w tych planach miejsca, ani na polskie fabryki, ani na polskich cieciów, ani nawet na książki „Życie codzienne nędzarzy w III RP”. Po prostu nie ma już. Żeby więc myśleć naprawdę o reformach i infrastrukturze trzeba by było ustalić, gdzie znajduje się ten ośrodek władzy, który zarządza obszarem zamieszkiwanym przez Polaków, a później, przynajmniej częściowo, zbadać jakie są zamiary ludzi tam pracujących. No, a potem jakoś się do tego odnieść. Bilion dotacji nam nie pomoże, podobnie jak redukcja etatów i zwiększenie czy też zmniejszenie podatków. To są czary mary, póki nie wiemy gdzie jest mały czerwony guzik, który otwiera drzwi i portfele nie mamy o czym marzyć.

 

Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.

Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.


 

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8. 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (91)

Inne tematy w dziale Polityka