coryllus coryllus
8211
BLOG

Imperium kontratakuje. Imperium dobra, rzecz jasna...

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 84

 Stanisław Mackiewicz, w miarę jak latka lecą, starzeje się coraz bardziej i wielu fragmentów jego prozy nie da się już czytać. Z innych natomiast przebija strach, którego nie można zamaskować nawet bardzo wysmakowanym szyderstwem. Dla mnie jednak niezmiennie będzie Mackiewicz autorem wartym powrotów, choćby tylko ze względu na opis sytuacji Sikorskiego w Wielkiej Brytanii, na tę miażdżącą krytykę politycznej ślepoty, która doprowadziła w końcu do śmierci generała i do katastrofy Polski. Adiutanci Sikorskiego, pisze Mackiewicz, gromadzili wycinki z brytyjskich i amerykańskich gazet, nawet te najmniejsze, w których pojawiało się jego nazwisko. Wklejali je do specjalnej księgi, na pamiątkę. Była to gruba księga i miała przetrwać wieki. Nikt nie wie dziś co się z nią stało. Po wojnie zaś ukazała się inna gruba księga, wielotomowe dzieło Churchilla, które nagrodzone zostało Noblem. W księdze tej, o czym informuje nas Mackiewicz, nazwisko generała Sikorskiego nie pojawia się ani razu. Czy to możliwe spytacie? Musicie sami sprawdzić, ja na pewno nie będę czytał tych kłamstw, co to je Winston wymyślał w przerwach pomiędzy jednym głębszym a cygarem.

Trudno było po wojnie znaleźć w prasie zachodniej choćby jedną ciepłą wzmiankę na temat Polski i jej wojennej tragedii. Wszystko było utrzymane w tonie bratersko podniosłym, oto giganci stali na trupie bestii i podawali sobie ręce, a jeśli ktoś miał jakieś uwagi, jak Polska na przykład, mógł je zgłosić w sekretariacie. Bez gwarancji, że zostanie wysłuchany rzecz oczywista.

Jak inaczej wygląda sytuacja dziś, kiedy mamy rewolucję na Ukrainie. Jak podniosłe słowa i jak wysmakowane postawy i rozterki towarzyszą tym wydarzeniom. To wyniosłe milczenie, ciężar oczekiwania, obojętność granicząca z podłością, która w końcu się kruszy i na naszych oczach dochodzi do czegoś, czego nie mogliśmy się spodziewać. Ludzi mali, a i też miejscami podli, podnoszą głowy, kładą ręce na sercu i mówią – dość. Musimy im pomóc. Sikorski już pojechał do Kijowa, wybierają się tam także inni ministrowie spraw zagranicznych. Oddziały „Berkutu” z Tarnopola przeszły na stronę opozycji i przepraszają naród, a wszystko to transmitowane jest przez media. Czy to nie jest niesamowite? Czy to nie jest piękne, a co najważniejsze wiarygodne. Tak jak twarz tej młodej Ukrainki, która wczoraj błagała o pomoc i mówiła o śmierci, która może przyjść nocą. Jakie to szczęście, że nie przyszła, jakie to szczęście, że ten „Berkut” z Tarnopola się opamiętał, ze dowódca armii odmówił strzelania do ludzi i Janukowycz musiał go zwolnić. Nie będzie już więcej ofiar. Te 30 trupów, o których mówiło się wczoraj, a dziś już się nie mówi, w zupełności wystarczą.

Kiedy czytam notki w salonie24 poświęcone sytuacji na Ukrainie, mam wrażenie, że ich autorzy, wszyscy razem i każdy z osobna zostali czymś zarażeni. Tym samym mniej więcej co trafiło generała Sikorskiego w latach czterdziestych. Najlepszy jest oczywiście Tomasz Rożek, który umieścił tu rysunki swoich dzieci, przedstawiające w symboliczny sposób pojednanie polsko-ukraińskie oraz w sposób całkiem dosłowny walki na Majdanie. Ponieważ ja uważam Rożka za człowieka nie dość, że fałszywego to jeszcze dobrze poinformowanego, myślę, że rewolucja już zwyciężyła. Nie dość, że zwyciężyła to jeszcze w dodatku małym kosztem, raptem 30 zabitych, o czym informować nas będą przez najbliższe tygodnie różni specjaliści od spraw ukraińskich. Przerysowywać będą oni sytuacje w taki sposób byśmy myśleli, że było o włos od czegoś w rodzaju powstania Chmielnickiego i tylko postawa polityków opozycji zapobiegła rozlewowi krwi. I wszyscy będą śpiewać z radości, że tak gładko to poszło.

Ludzie, czyście powariowali?! Czyście się blekotu objedli? Nie widzicie jak to jest ustawione? Nie widzicie, że od 9 lat toczą się negocjacje dotyczące demontażu całej wschodniej zony, chodzi tylko o ustalenie szczegółów i personaliów oraz cen za poszczególne usługi. Putinowi nie podobała się Tymoszenko, furt ją do więźnia. Juszczenko jakoś się uchował, bo pewnie miał za mocne plecy w USA. Może sobie żyć i mieszkać w samym centrum Kijowa. Chcę olimpiadę – powiedział Putin – dobra, tamci na to - załatwcie mu tę olimpiadę i niech już nie miauczy. - I jeszcze coś z tym Bieriezowskim zróbcie, nie chcę go widzieć na oczy, wku...wił mnie w w 2005. - Jezus, jeszcze to – dajcie czapę temu Żydowi i niech się ten Putin już stąd kula. - Jeszcze Janukowycz, to mój kolega...

  • Panie Włodku – tamci na to – czy pan aby nie przesadza? Olimpiada, Bieriezowski, zgoda, ale pan Janukowycz musi sobie jakoś radzić sam, jest już dorosły, poradził sobie w więzieniu, może jakoś się odnajdzie i teraz. - No dobrze...niech Wam będzie...ale nasi mają wygrać w hokeja...

  • Mike, wyrzuć go stąd, nie mogę już patrzeć na tego kurdupla....w hokeja Włodek wygrają lepsi, sport to sport, czysta walka....bez obłudy, fałszu, hipokryzji i palenia papierosów, kumasz?

 

Nie mogę czytać niestety ze spokojem lamentów Eski nad biednymi, oblężonymi demonstrantami, nie mogę się nadziwić, temu co pisze Rosemann, a dziś jeszcze wystąpił ze swoją analiza Igor Janke. Nie żal już panu Orbana, panie Igorze? Toż kiedy demokracja na Ukrainie zwycięży, cały plan na wolne Węgry szlag trafi, nie będzie odwołania.

Ja nie mogę wprost pojąć jak można być tak ślepym. Niemcy w tych analizach salonowych są raz obrońcą demokracji, raz satrapią równą tej wschodniej, putinowskiej. Dobry Boże cóż będzie kiedy Ukraina padnie? Satrapie się połączą na jej trupie, a potem przyjdzie kolej na nas...To straszne, to straszne...

Uważam, że nasze zaangażowanie na Ukrainie jest głupie, bezsensowne, a może okazać się szkodliwe. Nic tam nie zależy od Polaków, a wszystko zależy od banków oraz służb amerykańskich i izraelskich. To są targi o to kto ocali głowę, bo nie o stanowiska przecież chodzi, a także i podział łupów. Żeby wszystko wyglądało autentycznie trzeba było trochę postrzelać, ludzie żyją emocjami i niesłychanie łatwo ich podpuścić, a kwestię absolutnej autentyczności reguluje się ilością zabitych. Kiedy po tej stronie padają trupy a na demonstrantach nie robi to wrażenia, tamci mają pełne portki i chcą rozmawiać. Kiedy siądą do stołu i okaże się kto ma jakie propozycje i czy są one satysfakcjonujące dla każdego. Jeśli nie będą kilka osób jeszcze zginie, i tak aż do chwili kiedy wszystko zostanie dograne i media będą mogły pokazywać pogrzeby i demonstracje patriotyzmu z odpowiednią muzyka w tle.

Nie ma żadnej rewolucji, jest tylko tłum oszukanych Kijowian i reprezentanci różnych sił z całego świata, którzy prowadzą wspomniane tu już negocjacje. Nie będzie wojny, nie będzie katastrofy, bo kraje takie jak Rosja i Ukraina nie mają żadnego pomysłu na swoje dalsze istnienie. Nie mają pewnie nawet zbyt wiele sił, by to istnienie markować. Będziemy świadkami triumfu demokracji, społeczeństwa obywatelskiego, dobrobytu, który rozleje się po Świętej Rusi. Kiedy zaś napełnią się wszystkie kabzy i kiedy wszyscy już będą mieli długoterminowe kredyty zaciągnięte w bankach, rozpocznie się szukanie wroga, któremu będzie można coś odebrać, żeby demokracja była jeszcze bardziej demokratyczna. Jeśli nie uda się wywołać kryzysu w Chinach, banki poszukają wroga wewnętrznego. Nie mówię, że my nim będziemy, ale chyba nikt nie wierzy w to, że nie ma nas na liście potencjalnych wrogów.

Oczywiście, powie ktoś, to jeszcze długo, wielu z nas tego nie doczeka, trzeba walczyć o dzień jutrzejszy. Jakoś nie mogę, jakoś nie mogę się napaść tymi emocjami. Jakoś nie mogę uwierzyć w to, że tylko Niemcy mogą dogadać się z Putinem na naszą szkodę, a ci inni nie, oni pozostaną wierni ideałom i prawdzie, a także swoim sojusznikom. Jakoś nie mogę uwierzyć w podmiotowość polskich polityków, ani w to, że reprezentują oni na Ukrainie nasze interesy. Żeby cokolwiek reprezentować, musi być rzecz owa przynajmniej z grubsza zdefiniowana. Niczego takiego nie mamy. Nie ma tu żadnej klarownej definicji interesu Polski poza strachem przed Moskwą, która i tak jest obecna naszych granicach, o czym ci sami lamentujący komentatorzy pisali nie raz. Powtarzam więc raz jeszcze – czyście powariowali? Jedyne co możemy sobie tam przypisać to rola podwykonawcy. Jeśli zaś tak określimy funkcję polskich polityków, zobaczcie jak nieautentyczne są wasze wzruszenia i wasze próby opisania tego co się na tej Ukrainie dzieje. Jakie to jest wszystko nieprawdziwe.

Na koniec trzy słowa o pojednaniu polsko-ukraińskim. Ono zawsze zależało od obcych. Podkreślam – zawsze. Konkretnie zaś od ofert jaką obcy składali Ukrainie i rządzącym nią siłom. I dziś będzie tak samo. Jeśli USA wyrażą zgodę na pojednanie, będzie pojednanie, jeśli zaś w polityce amerykańskiej zarezerwowano miejsce na tlący się konflikt polsko-ukraiński konflikt ten będzie się tlił. Nie mamy tu nic do gadania. Polityka podmiotowa zaś powinna zacząć się od takich zmian lokalnych, byśmy coś jednak do powiedzenia w tej sprawie mieli.

 

 

Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.

Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.


 

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8. 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (84)

Inne tematy w dziale Polityka