We Wrocławiu odbyła się ponoć demonstracja poparcia dla wolnej Ukrainy. Ludzie maszerowali z hasłem „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy”. No więc ja proponuję byśmy się teraz zastanowili, czy może istnieć wolna Ukraina, bez wolnej Polski? Moim zdaniem może i to bez większego kłopotu. Na świecie bowiem jest już dziś taka ilość sił zainteresowanych istnieniem wolnej Ukrainy, że Polska w całej swojej historii nie miała nigdy tylu sojuszników. Oczywiście, może się zdarzyć, że ci, którzy jednak tej wolnej Ukrainy nie chcą, wywrą jakiś nacisk, a jej zwolennicy powiedzą: dobra chłopcy, nie denerwujcie się, poczekamy aż wam przejdzie. Wolna Ukraina może więc istnieć bez wolnej Polski i zakładam się, że nikt się w takim wypadku na Ukrainie nawet nie zająknie na temat naszego kraju i wspominał go nie będzie. Ktoś powie, że to w dzisiejszych okolicznościach niemożliwe, by Polska przestała być suwerenna, a Ukraina suwerenność zachowała. Myślę, że to jest kwestia wyobraźni ludzi, którzy mają rzeczywistą władzę i ich sposobów na zarządzanie dużymi obszarami. Myślę, że państwa narodowe są po większej części dekoracją dla organizacji, które ze swej istoty ujawnić się nie mogą i te cały cyrk zwany odzyskiwaniem wolności przez różne grupy ludzi jest im koniecznie potrzebny do ukrycia różnych machlojek i realizowania poważnych planów.
Zacząłem się dziś zastanawiać, czy nie jest to czasem format, ta cała rewolucja. Ileż to już bowiem rewolucji za nami? Prawie tyle samo co odcinków programu „Taniec z gwiazdami”. Tyle, że w rewolucjach ludzie przegrywają naprawdę, to znaczy wynoszą ich w trumnach, a nie wyprowadzają spłakanych za kulisy. Reszta jest podobna, nawet glosowanie esemesami zachowali i można wybierać kto zwycięży – rewolucja czy reakcja. Świat jak sądzę zmierzał będzie ku dalszej standaryzacji przewrotów i w końcu dojdziemy do jakiejś może nawet ligi mistrzów. I będą zawody kto zorganizuje lepszą oprawę medialną rewolucji, czy będą czirliderki czy nie? Jaka muzyka i jakie światło zrobi największe wrażenie...itp, itd....Zakłady zaś pogrzebowe będą się prześcigać w wymyślaniu nowych wzorów trumien dla poległych na ulicach i placach rewolucjonistów i milicjantów.
I tylko my w tym wszystkim zostaniemy jak te głupie Jasie z hasłami, całkiem już nieważnymi, wypisanymi na transparentach - „Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy”. Obserwując dyskusję wokół wydarzeń za wschodnia granicą, widzimy wyraźnie, że montuje się tutaj kolejny pluszowy szafot, na którym „na próbę” stawać będą różni prorocy mniejsi, co to im się zachce głowę do pieńka przymierzyć i sprawdzić, tak na sucho, jakby to było naprawdę. I mamy tych wszystkich ostrzegających przez atakiem Rosji na Polskę, atakiem medialnym oczywiście, który pozwoli tym panom i ich kolegom ględzić jeszcze dłużej i rozwijać wizje oraz pisać scenariusze już nie dla krajów czy regionów, ale wręcz dla każdego z nas z osobna.
Mamy tych biednych demonstrantów, którym się zdaje, że stoją na straży wolność regionu, a nie potrafią upilnować własnych portfeli. Mamy wreszcie ludzi próbujących opisać ten cały ambaras w kontekstach historycznych. I tu się robi naprawdę głupio. Podstawowym bowiem narzędziem ściemniającym i zawężającym nasze horyzonty, narzędziem ulubionym, którym posługują się w zasadzie wszyscy na tak zwanej prawicy, jest Feliks Koneczny. I teraz zwróćmy uwagę na mechanizm, bo on jest bardzo ważny. Kiedy ktoś chce zdyscyplinować jakąś grupę ludzi, dużą grupę i po prostu zawładnąć ich myślami oraz kontrolować sposób w jaki postrzegają oni świat podsuwa tym ludziom dzieła jakiegoś autora. Przeważnie nieżyjącego i najlepiej takiego, który przez długi czas był z różnych przyczyn nieczytany. Już to z powodu cenzury, już to dlatego, że jego twórczość zbyt była hermetyczna i nie nadawała się dla czytelnika masowego. Żeby hermetycznego autora zaadaptować do potrzeb mas, żeby masy go nie odrzuciły z niechęcią i nie uznały za nudziarza, potrzebna jest jakaś medialna „podgotowka”. Ja już na to zwracałem uwagę, ale jeszcze powtórzę, słowo wstępne do książki Konecznego opowiadającej o świętych polskich napisali panowie Tomasz Wołek i Jacek Bartyzel. Od tego się zaczęło, a potem Koneczny wkroczył do serc i głów wszystkich konserwatywnych myślicieli młodego pokolenia, którzy – samodzielnie rzecz jasna – zaczęli go odkrywać dla świata i o nim dyskutować. O co chodzi Konecznemu? Z grubsza o to, by przekonać nas i misja, że misja dziejowa Polski była realizowana konsekwentnie przez wszystkich władców z niejakimi wyjątkami, ale źli ludzie spowodowali, że się jednak nie udało. Ci źli ludzie to masoni i Żydzi. To jest wykładnia dziejów znana nam już z czasów przed Konecznym, ale sądzę, że ludzie, którzy dopuścili w latach 90 - tych do druku dzieła mistrza Feliksa, stwierdzili, że nieco ona zwietrzała i potrzebuje wzmocnienia, potrzebuje jakiegoś poważnego uzasadnienia. I ono się znalazło i od razu zyskało poklask oraz uznanie, Koneczny zaś został okrzyczany „zapomnianym i niezrozumianym geniuszem”. No więc moim zdaniem Feliks Koneczny nie jest żadnym zapomnianym geniuszem, a jego teorie nie nadają się już do niczego. I być może nigdy się nie nadawały. Tłumaczenie misji dziejowej narodu poprzez sojusz jego władców z Kościołem, w momentach kiedy władcy ci nie myślą o niczym innym jak tylko o tym, by z Kościoła zwiać, jest po prostu nadużyciem i manipulacją. Do woli można sobie dyskutować o rodzajach cywilizacji, łacińskich, turańskich czy jakich tam chcecie, nie ma to znaczenia, bo od początku świata rządzą wszystkim kompanie handlowe i banki, które budują celem osłonięcia swojej misji różne dekoracje. Póki sobie tego nie uzmysłowimy niewiele nam w głowach zostanie, a to co zostanie będzie po prostu garstką plew. Misja zaś Kościoła odbywa się nie we współdziałaniu z państwem polskim, ale mimo tego państwa i ambicji jego władców. Wbijanie nam zaś do głów wyższości cywilizacyjnej wynikającej z uczestnictwa w tym samym projekcie, w którym uczestniczy tak zwany zachód, nie jest dziś już nawet zabawne. Nigdzie poza Polską nie funkcjonowały takie memy, nikt nie poczuwał się do wspólnoty kulturowej z sąsiadami, bo każdy usiłował coś ugrać na różnicach. Nasza specyficzna sytuacja – naród pod okupacją, opisana w sposób naiwny i oszukany przez Konecznego miała być przez ów opis znieczulona. Oto naród o wyższej kulturze został powalony na łopatki przez narody o kulturze niższej. No więc w prawdziwej historii było tak, że inne narody o kulturze wyższej, z którymi rzekomo mamy coś wspólnego nie marzyły o niczym innym, jak tylko o ścisłej współpracy z tymi, otaczającymi nas barbarzyńcami. Ja przepraszam, że kładę wam przed oczy takie oczywistości, ale póki nie zrozumiemy jaka była istotna funkcja naszego państwa dawniej, nie dojdziemy do żadnych sensownych wniosków teraz. Będziemy się nadaje narkotyzować Konecznym i jego teoriami cywilizacyjnymi. Czynię to, bo jestem przekonany, że możliwa jest wolna Ukraina bez wolnej Polski. Możliwe jest także sytuacja odwrotna, bo nie o to chodzi jak się co nazywa i kto tam rządzi, ale o to na czym ludzie zarabiają i skąd się biorą budżety na działalność polityczną.
Pisałem tu niedawno o tym nieszczęsnym irlandzkim powstaniu roku 1916. Przypominam, najpierw wykreowano liczące 100 tysięcy członków bojówki, potem zaopatrzono tych ludzi, sprzedając im je, w bardzo eleganckie uniformy, niczym nie różniące się od wojskowych, na koniec jeszcze sprzedano im karabiny, a potem przy wtórze wymyślonych od początku do końca „starych pieśni” i nowej, rewolucyjnej poezji nakłoniono do samobójstwa. Po to by mieć pretekst do oderwania Irlandii od Korony i uczynienia z niej jakiegoś politycznego eksperymentu. No więc czy my mamy świadomość, że jesteśmy, niezależnie od Ukrainy gdzie leci inny program akurat, takim samym eksperymentem? Nie, nie mamy tej świadomości, a nawet gdybyśmy ją mieli nie znaleźlibyśmy żadnego narzędzia, by się tej niekomfortowej prawdzie przeciwstawić. Jedyne co moglibyśmy powiedzieć to te brednie o cywilizacjach wzięte z Konecznego rozwijane na różne sposoby. I nie jest to mili moi przypadek, bo nie po to się ludziom podsuwa książki do czytania, by ich potem jeszcze dodatkowo pilnować, żeby nie zrobili czegoś głupiego. Dozorcy także kosztują, a pieniądze należy traktować serio. Koneczny nie jest jedynym wykreowanym na potrzeby zatruwania mózgów autorem, niedawno opisywałem tu Andrzeja Bobkowskiego, niemieckiego agenta, człowieka pogubionego i nieszczęśliwego, którego jedyną zasługą było to, iż umiał jeździć na rowerze. Został on pośmiertnie mianowany na guru polskiej prawicy konserwatywnej. I tak to się kręci. Dlaczego ludzie to łykają? Bo nie mają nawyku selekcjonowania informacji. Tego zaś powinni uczyć na studiach, ale nie uczą. Bo tam niczego już nie uczą, nawet tego jak się gra w teleturniej „Skojarzenia”. Co ja rozumiem poprzez zwrot „selekcjonowanie informacji”. Wczoraj napisał do mnie nasz wspólny – wasz i mój – kolega Edward. On tu czasem komentował, ale teraz już przestał i tylko czyta. Edward studiuje życie Johna Dee, tak dla sportu. Zauważył, że we wszystkich dostępnych anglojęzycznych publikacjach rola Johna w tworzeniu imperium jest pomniejszana, degradują go po prostu. To jest ważny znak, bo oznacza tyle, że kiedyś go nie degradowano i teraz z jakichś przyczyn tendencję tę trzeba odwrócić. Odnalazł także Edward, nie potwierdzone póki co nigdzie informacje, jakoby rzeka Hudson w Ameryce miała się pierwotnie nazywać Dee River. W Nowym Jorku mają się zaś znajdować ruiny jakiejś baszty, przeznaczonej specjalnie dla Johna. Miał tam prowadzić badania i tworzyć. Nie wiemy czy to prawda, być może ktoś to wymyślił dawno temu, a ktoś inny powtarza. No, ale jeśli mamy człowieka, który stoi u samego początku imperium, którego życiorys, nawet jeśli złożymy go z samych degradujących informacji, daje do myślenia i dołożymy te newsy dotyczące Ameryki to chcąc nie chcąc musimy się jakoś do tego odnieść. Podobnie jak powinniśmy się odnieść do traktatów opisujących produkcję rolną w Polsce przed potopem szwedzkim, pisane one były bowiem przez ludzi pozostających na pensji brytyjskiego parlamentu. Nikt się jednak za to nie zabiera, bo i cóż za karierę można na tym zrobić i na którym uniwersytecie? Co innego teorie cywilizacyjne, tam dopiero można poszaleć, co innego wmawianie Jagielle misji chrystianizacyjnej, to jest dopiero ekscytujące. Szczególnie jeśli konstruowane są one bez wglądu w kulisy finansowanie polityki tego władcy i jego następców.
Musimy odwinąć naszą historię z tych zetlałych szmat i mokrych papierów, musimy zrezygnować z towarzyszących nam przy każdorazowej erupcji myśli i uczuć patriotycznych młodzieńczych emocji, bo to jest pożywka dla stworów takich jak Robert Gliński, reżyser filmowy, który nakręcił właśnie obraz o rudej Zośce co Kuczerę zabiła.
Ja doskonale wiem, że ten mój apel to rzucanie grochem o ścianę. O czym bowiem mają dyskutować przy piwie młodzi, dynamiczni konserwatyści, jak im się zabierze cywilizację łacińska, turańską i Chazarów? O dupie Maryni nie za bardzo im idzie, więc płaszczyzna porozumień pokoleniowych znika całkowicie. Jeśli zaś znika, a oni nie potrafią wykreować nowej, pozostaje im czekać, aż ktoś przywiezie z Ikei nowy stolik z nowym obrazkiem na blacie. Na stoliku da się oprzeć łokcie, postawić piwo i ględzić, ględzić, ględzić. A gdy już się znudzą to wio na demonstrację poparcia dla wolnej Tanzanii i wolnego Gabonu....I tylko te trumny w teleturniejach coraz bardziej eleganckie i światowe, normalnie jak z kręgu cywilizacji łacińskiej...
Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.
Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.
Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8.


Komentarze
Pokaż komentarze (93)