coryllus coryllus
9937
BLOG

Jak Kościół Katolicki kradł dzieci młodym Irlandkom

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 91

 Pośród rozmaitych psychoz pielęgnowanych w mediach, ta dotycząca dzieci jest szczególna. Oto nie tak dawno temu, parę lat zaledwie Warszawę oklejono plakatami reklamującymi jakieś przedstawienie, nie pamiętam jakie, ważne jest to, że na plakatach były rozmaite nimfetki, wymalowane i wystrojone jakby mamusia miała je zaprowadzić na randkę z jakimś ważnym producentem filmowym. Ktoś tam się burzył, gdzieś o tym pisano, ale rzecz przeszła bez echa właściwie. Dziś zaś po raz kolejny mamy w mediach festiwal, w którym pokazywane są nieprawości Kościoła, a dotyczą one dzieci właśnie. Nie wymalowanych, małych lafirynd, ale dzieci przeznaczanych do adopcji, wywożonych wprost z ochronek zakonnych. Pretekstem do tej dyskusji zaś jest film pod tytułem „Tajemnica Filomeny”. O co chodzi? O to, że po wojnie, młode Irlandki, zapłodnione przez nie wiadomo kogo, wskutek ostracyzmu społeczeństwa trafiały do przytułków prowadzonych przez zakonnice i tam musiały pracować w pralni. Do ostatnich dni ciąży właściwie, co jest – jak piszą autorzy zajmujący się tymi sprawami – okropne. Kiedy zaś urodziły dzieci nie mogły się z nimi widywać, bo dalej pracowały, a dzieci były wychowywane w ochronkach. Czasem zaś zdarzało się, w miarę upływu lat, coraz częściej, że dzieci te oddawano do adopcji, zwykle bogatym rodzinom w Ameryce. Za pieniądze rzecz jasna je oddawano, a pieniądzmi tymi Kościół dzielił się z państwem. Ponieważ teksty dotyczące tak filmu „Tajemnica Filomeny” jak i samego procederu adopcyjnego są wprost auto-demaskacją, chciałbym tutaj dziś dopełnić właściwie formalności i zerwać ostatnie strzępki szmat przykrywające ten szwindel.

Tak się składa, że ostatnio napisałem kilka tekstów o Irlandii. Jestem człowiekiem pozbawionym brzydkich przesądów na temat tego kraju, ale nie daję się także uwodzić jego poetyce, bo wiem, jak łatwo można sprokurować sobie dowolną poetykę, kiedy się ma do dyspozycji zdolnych muzyków i jednego filmowca. Mam do tego jeszcze własnoręcznie skonstruowany wytrych, który otwiera przede mną większość zaryglowanych drzwi. A dzieje się tak dlatego, że żaden aktywny, piszący propagandysta nie może kłamać totalnie. Nie może, bo jego przekaz przestanie być ważny z istoty. Pracodawcy zaś wyrzucą go na śmietnik. Musi on więc określić się w jakiś sposób wobec realiów i wtedy popełnia najwięcej błędów, ujawnia najwięcej szczegółów i demaskuje się w sposób najbardziej oczywisty. Zanim przejdziemy do tych biednych dzieci zajmijmy się samą Irlandią, o której tu ostatnio tyle pisałem. Postawmy na przykład takie pytanie: Czy kraj, który odzyskał niepodległość w roku 1937 był ucieleśnieniem marzeń powstańców z roku 1916? Czy to był kraj, o którym oni marzyli? Czy stworzyli go ludzie, którym Pearse i Clark podaliby rękę? To jest pytanie pierwsze. Teraz drugie: Kto zabił Michaela Collinsa? Nie wiem czy wiecie, ale ja wiem od wczoraj, że Michael Collins, najważniejszy irlandzki polityk, najprzytomniejszy i najuczciwszy człowiek na tej wyspie został skazany na zapomnienie. Zabili go w 1922, a dopiero w roku 1996 nakręcono o nim film, ja go nie widziałem, nie wiem więc co o nim powiedzieć, ale może ktoś ma jakieś zdanie na ten temat? Michael Collins, to postać tej klasy co Józef Piłsudski, przy całym zachowaniu proporcji geograficznych i proporcji w metodach walki oraz metodach politycznych, jakimi się obydwaj panowie posługiwali.

Dlaczego go zabito? I kto to zrobił? Oczywiście najłatwiej powiedzieć, że koledzy z IRA, którzy nie chcieli zgodzić się na podział wyspy i odłączenie Ulsteru. Tyle, że ja w to nie wierzę, a mój wytrych, który ma w obudowie taka specjalną czerwoną lampkę i dzwonek, nie może się uciszyć od wczorajszego wieczora. Mruga i brzęczy...

Kolej na pytanie trzecie: kim był Eamon de Valera? I czwarte: dlaczego przed pocztą główną w Dublinie, pocztą, która jest miejscem symbolicznym i ważnym stoi pomnik bolszewika? Kto go tam postawił? Dla ludzi pokroju dziennikarza Wszołka, który też tu pewnie zajrzy, dodam, że z pewnością nie byli to hierarchowie Kościoła.

Teraz kilka szczegółów. Kiedy w roku 1919 zaczyna się tworzenie struktur przyszłej republiki, głównymi rozgrywającymi są Collins i de Valera. Collins podpisuje traktat z Brytyjczykami, a de Valera znika w pewnym momencie na rok. Wyjeżdża do USA, jak dawno, dawno temu niejaki Riazin po pielgrzymce na Sołowki. Tyle, że tamten nie wyjechał do USA, a ledwie do Londynu. Po powrocie jak się już zapewne domyśliliście de Valera nie jest tym samym człowiekiem co dawniej. Od słowa do słowa wybucha wojna pomiędzy Irlandczykami, a Collins zostaje zabity. Rodzi się republika. Czy ona jest? Tego nie wiemy i nigdy się nie dowiemy. Wiemy, że stawia się w niej pomniki bolszewikom, a dwukrotnym premierem i dwukrotnym prezydentem był tam Eamon de Valera, człowiek nierozpoznanego pochodzenia i niewiadomych zasług. W republice tej ważną rolę odgrywa Kościół, ale z pewnością rola ta nie jest ważniejsza niż rola rządu. W czasie kiedy Europa pogrążona jest w chaosie II wojny światowej, republika irlandzka cieszy się neutralnością. Republikańscy żołnierze, nie muszą ginąć na frontach. Według autorów piszących recenzje filmu „Tajemnica Filomeny” w czasie wojny i tuż po niej rozpoczyna się właśnie ponury proceder adopcyjny. Zaczynają go zaś uprawiać żołnierze amerykańscy. Cóż oni robią na wyspie? Czego pilnują i jakiego są wyznania? Tego nie wiemy, ale z treści recenzji i reklamowych i opisów odmalowujących podłość hierarchów irlandzkiego Kościoła i bezwzględność zakonnic, wyłaniają się sugestie, iż byli to ludzie gwarantujący dzieciom irlandzkim pobyt w rodzinach katolickich.

  • Nie zawsze tak było – dodaje autor jednego z tekstów. Jasne, że nie zawsze, bo jak już rząd się z tymi amerykańskimi żołnierzami umówił, że sprzedaje dzieci, to było mu obojętne w czyje ręce trafią. Dlaczego do adopcji przeznaczano dzieci z ochronek katolickich? Bo innych nie było. Rząd swoich nie prowadził, bo oszczędzał, a dziewczęta będące w ciąży miały do wyboru: skoczyć do rzeki, iść do burdelu albo przyjąć ofertę sióstr Magdalenek. I my dziś dowiadujemy się, że ta oferta była czymś absolutnie najgorszym. Dlaczego? Bo dziewczęta do ostatnich dni przed rozwiązaniem musiały pracować w pralni i do tego nawlekały różańce, nieraz po 60 dziennie. Ja bardzo przepraszam, ale czym one miały się tam zajmować? Leżeniem i gapieniem się w sufit? Zorganizować życie wielu przypadkowym, słabo wykształconym i mającym zapewne jakieś narowy osobom nie jest łatwo. Szczególnie w społeczności zamkniętej, jaką jest klasztor. Co zaś się tyczy pracy do ostatnich dni przed rozwiązaniem, to wszystkie kobiety zatrudnione w korporacjach, o ile nie mają zwolnienia lekarskiego pracują do ostatnich dni przed rozwiązaniem. I co? Ktoś się o nie upomina? No, ale one budują lepszy świat, nie piorą i nie nawlekają różańców.

Dzieci odbierano matkom niespodziewanie, nawet kiedy były już duże. Oczywiście, a kto by chciał się zajmować w bogatej Ameryce małymi, zasikanymi Irlandczykami. Chodziło o duże dzieci, o wyrośnięte, słodkie dzieciaczki, które będą dumą nowej mamusi i tatusia. Piszą nam autorzy tych recenzji, że często, po adopcji dzieci narażone były na przemoc, w tym seksualną. I mimochodem dodają, że to także jest wina sióstr Magdalenek. Bardzo przepraszam, ale prezydentem, albo premierem był w tamtym czasie znany szeroko w kręgach amerykańskich polityk nazwiskiem Eamon de Valera, może on mógłby coś rzec w sprawie tych adopcji i tego molestowania, był przecież wielokrotnie w Ameryce, nawet się tam urodził.

Sprawa moim zdaniem wygląda tak: ktoś wyjątkowo podły i znający historię Irlandii wpadł na pomysł następujący: skoro dawniej, w zeszłych stuleciach handlowano Irlandczykami jak bydłem, jak niewolnikami, dlaczego procederu tego nie powtórzyć raz jeszcze. Tym bardziej, że wyspa ma ciągłe kłopoty z przeludnieniem. Niech te głupie irlandzkie dziwki posiedzą trochę w klasztorze, da im się na utrzymanie jednego funta, a potem kiedy już urodzą sprzeda się ich dziecko za 1500 funtów. Coś tam się odpali siostrom za wikt, ksiądz biskup weźmie swoją dolę, a reszta do wora i w depozyt. Rząd będzie od tego znacznie stabilniejszy i żadna rewolucja mu nie zagrozi. No, a po latach nakręcimy film o tym, jak Kościół prześladował biedne dziewczyny, które nie mając pojęcia o tym czym jest seks zachodziły w ciążę. I teraz kolejne ważne pytanie: z kim zachodziły? Czy aby nie z tymi amerykańskimi żołnierzami nierozpoznanego wyznania, co to rozpoczęli proceder adopcyjny na wyspie? Ja nie wiem, ja tylko pytam.

Film „Tajemnica Filomeny”, widzimy jego reklamy w każdym portalu, w czasie kiedy na ekrany wchodził film o Michaelu Collinsie nie było chyba jeszcze internetu, ale nawet gdyby był z pewnością nie miałby takiego PR, jak ta Filomena. Kto by się tam interesował jakimś zapomnianym terrorystą? W dodatku z wielodzietnej rodziny, z której nikogo nigdzie nie wywieziono, ani nie sprzedano.

Ponieważ w mediach społecznościowych narasta obłęd ukraiński i wszyscy już są gotowi umierać za Kijów i Krym i wszyscy już widzą bomby lecące na Warszawę, chciałbym coś rzec w tej sprawie na koniec. Mam wrażenie, że wszystko zakończy się, tak jak już to dziś ogłoszono, wprowadzeniem sił rozjemczych na Krym. I ja stawiam na to, że nie będą to żołnierze z jakiegoś przypadkowego państwa, stawiam na to, że będą to po prostu żołnierze niemieccy, którzy dopominają się od dawna o swoją szansę w akcjach mających na celu ratowanie światowego pokoju. Nie martwicie się, wojny u nas nie będzie, a ci wszyscy „prorocy mniejsi”, którzy dziś rwą sobie na piersiach koszule, będą je musieli wkrótce pozszywać, albo pozaklejać taśmą samoprzylepną.

 

Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.

Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.


 

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8. 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (91)

Inne tematy w dziale Polityka