coryllus coryllus
7165
BLOG

Prorocy mniejsi na Krymie

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 59

 Nie umniejsza się moje zadziwienie płytkością analiz dotyczących sytuacji na Krymie i ich panikarskim charakterem. Nie wiem skąd to się bierze, ale mam wrażenie, że z pychy. - Teraz ja, teraz ja, teraz ja powiem, że Putin to Hitler, teraz ja powiem, że pójdziemy na wojnę – tak mniej więcej wyglądają wszystkie recenzje wydarzeń okołokrymskich, ze szczególnym naciskiem na ocenę wypowiedzi polityków zachodnich. Przekładając zaś rzecz na język prosty, każdy chce być Jankiem w tej podwórkowej zabawie w 4 pancernych, ale kiedy się tylko odezwie wychodzi na to, że jest szarikiem.

Kiedy już skonstatujemy powyższe przyjdzie nam się zastanowić po cóż są umieszczane w sieci te wszystkie głosy, tak do siebie podobne i czy nikt z tych ludzi nie zastanowił się nad sobą głębiej zanim zabrał głos? Odpowiedź na tę kwestie nie jest pewnie prosta, ale może spróbujmy jej udzielić. Ponieważ nie grozi nam prawdziwy konflikt, ani w ogóle nic prawdziwego nie jest naszym udziałem, albowiem wszystkie ważne guziki i wajchy są poza nami, ludzie rozpaczliwie szukają czegoś co nadałoby choć cień tragizmu i heroizmu ich nędznej, powszedniej egzystencji. No i trafia się taki Krym, a więc huzia na Józia i dawaj gadać w te i z powrotem. Jakie to szczęście, myślę sobie, że ja nie korzystam z tego całego twittera, tam to dopiero się dzieje. Wczoraj znalazłem na portalu gazowni link do twittera samego Rybitzkiego, a ponieważ ni w ząb nie rozumiem jak to wszystko tam działa, nieco się zdziwiłem, że taki prawy i sprawiedliwy, a tu go w gazowni pokazują. No, ale od kiedy Rożek opowiadał tam o swoich jajkach to znaczy, że wszystko może się zdarzyć.

Dlaczego ja z taką pewnością upieram się przy tym, że nic się nie zdarzy, a nasza rola w zaplanowanych wydarzeniach jest żadna? Otóż z tego właśnie powodu, że wszyscy o tym mówią. Gdyby sprawy były poważne mielibyśmy nakaz całkowitego milczenia, a z głośników zainstalowanych na placach i ulicach puszczaliby jakieś uspokajające melodie. Kujawiaczka na przykład, albo coś innego. No, a jak jest ten festiwal żenujących analiz to znaczy, że spoko, można spać.

Wróćmy jednak do płycizn i krępachy jaką karmią nas „analizatorzy” tak polscy jak i zagraniczni. Na co tych ludzi stać? Na wyciśnięcie ze swoich głów porównania do II wojny światowej. To wszystko. Putin to Hitler, a Krym to Sudety, nic więcej nie powiedzą. Ja zaś nieśmiało przypomnieć chciałem, że był niegdyś taki event co się nazywał wojna krymska. I on wbrew pozorom nie rozgrywał się wcale w Sudetach, ale na Krymie właśnie, co dla niektórych przenikliwych obserwatorów wydarzeń może być pewnym zaskoczeniem. Tak, tak wojna krymska, była na Krymie, a udział w niej wzięły największe ówczesne potęgi. Sprawa miała się w skrócie tak: car chciał ostatecznie rozprawić się z Turkami i zająć cieśniny prowadzące z Morza Czarnego na Morze Śródziemne, okazało się jednak, że cieśninami tymi zainteresowani są Brytyjczycy, którzy, ponieważ nie lubią sami ginąć na frontach zaangażowali do tej roboty Francuzów, zawsze chętnie dających się pozabijać w imię spraw nierozpoznanych. Wojna krymska była jedną wielką kompromitacją Rosji, a różni historyczni bajarze twierdzą nawet, że przez ową klęskę na Krymie i całkowitą kompromitację swojego panowania car Mikołaj I Pałkin, jak go w pewnych kręgach nazywano, przeziębił się specjalnie na paradzie tego zdruzgotanego wojska, dostał zapalenia płuc i umarł. Turcja była uratowana, a Francuzi, którzy jak raz dorobili się kolejnego cesarza na tronie wpadli na pomysł, by sprawę pociągnąć dalej i coś tam obiecać Polakom, żeby jeszcze tę Rosję ze środka Europy wypchnąć. No, ale w tym momencie okazało się, że nie rozumieją o co chodzi Brytyjczykom, którzy mieli całkiem inne plany i wypychanie Rosji z Polski ich nie interesowało. Szykowała się już po cichutku wojna o bawełnę, która później, gdy wybuchła nosiła nazwę wojny secesyjnej. Szykowały się już inne wojny, w których obydwaj sojusznicy z Krymu wzięli aktywny udział, ale dla każdego z nich ta przygoda zakończyła się inaczej. Oto Brytyjczycy doszli do szczytu potęgi, a Francuzi, spadli do III ligi, dając w Europie pierwszeństwo Niemcom. Rosja zaś stała się już do końca swoich dni, czyli do roku 1917 jedynie funkcją polityki mocarstw i niczego tu nie zmieniło krótkie panowanie Aleksandra III. Na znaczeniu zyskało jedno jeszcze narzędzie prowadzenia polityki imperialnej, któremu na imię „socjalizm”.

Ja, jak wiecie nie gustuję w analogiach, ale może jeśli już bardzo się upieramy, by ich poszukiwać spróbujmy tam właśnie, a nie w II wojnie światowej, która jest wydarzeniem zbyt świeżym, byśmy mogli orzec o niej coś naprawdę pewnego, co od początku do końca nie jest sprokurowanym na potrzeby propagandy memem.

Oto Krym i państwo, które chce go zatrzymać. Państwo, które nie zostało jak Turcja w XIX wieku nazwane póki co „chorym człowiekiem Europy”, ale za taki twór właśnie jest uważane. Jeśli nie dokona się na nim operacji w tym momencie, to stanie się to za kilka lat w następnym – jak powiadają niektórzy z dziejopisów – etapie. Czy zostanie ono uratowane? Myślę że tak, ale nie w całości, a jeśli czegoś obawiać się należy, to właśnie kłótni w obozie ratujących. Jest ich tam kilku i każdy ma coś innego do ugrania. Niemcy chcą utworzyć swoją Mitteleuropę, w której grać będą konfliktami pomiędzy Polską a Ukrainą, oraz Polską i Czechami, a na to wszystko pozwalać im będą Amerykanie. Brytyjczycy chcieliby pewnie, żeby Krym był rosyjski, a Ukraina cała, ale bardzo słaba. Są jeszcze inni, ale ich interesy są póki co słabo rozpoznawalne lub głęboko ukrywane. Słychać wyraźnie głos Turcji i Chin i tu może kryć się klucz do zrozumienia nowej polityki regionalnej, która, moim skromnym zdaniem zaczyna przypominać politykę XIX wieczną, politykę gwałtownych konfliktów zmierzających do ustalenia regionalnych hierarchii. No i póki co, na szczęście dla nas będzie to polityka skierowana wektorem na południe. To ważne, bo nie sądzę, by ktokolwiek zaryzykował dziś konflikt europejski.

Czy nas to cokolwiek obchodzi? Moim zdaniem nie. Nie mamy żadnej możliwości by wpływać na politykę, możemy co najwyżej próbować się bronić kiedy ktoś nas zaatakuje. Nie szalejmy więc, bo to nie jest nasza sprawa i widać ów fakt gołym okiem. Marzę o tym, by zobaczyć na Ukrainie polityków Niemiec i Wielkiej Brytanii, bo na oglądanie Amerykanów nie ma chyba szans. Póki co jednak widzimy tam „naszych” i onych jak umierają za Kijów, grają na bandurze, śpiewają dumki i porównują rzeczy, których porównać się nie da.

 

Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.

Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.


 

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8. 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (59)

Inne tematy w dziale Polityka