Inaczej nie potrafię sobie wytłumaczyć jego postawy wobec wydarzeń na Krymie i na Ukrainie. Zresztą nie chodzi tylko o niego, ale także o całą resztę komentatorów podejmujących temat rzekomej wojny. - Leco bomby, leco....od wieczora do dnia...taka muzyczka leci z offu, a Warzecha niedoszły pilot Boeinga opowiada o swoich odczuciach w związku z prezydentem Putinem i jego politycznymi przeciwnikami z zachodu. Dla podkreślenia różnic pomiędzy nim a nimi, jakiś żartowniś umieszcza w komentarzu zdjęcie czterech kobiet na ławeczce. Panie te są ministrami obrony czterech krajów unii. I to jest powód do szyderstwa, bo tam baby, a tu chłop i to nie byle jaki. No, a ja właśnie myślę, że jest odwrotnie, to faceci w przeciwieństwie do tych pań mają dziś owulację i tak się zachowują. Nie nazwę tego hańbą, bo to za słabe słowo. To jest jakaś wada wrodzona, okazuje się bowiem, że można przenieść w kolejne pokolenie zarazek zwany homo soveticus i on się objawi w pewnym okolicznościach z całą gwałtownością, tak jak w przypadku Warzechy Łukasza, który zachowuje się jakby go ktoś nakręcił.
Zachód rozmemłany i słaby, a Putin mocny, silny i zdecydowany, o tak, można go nie lubić, można się go bać, ale jakże to imponuje, jakże to uwodzi...
Patrzę na tego Warzechę i przypominają mi się czasy, kiedy jeździłem na kolonie letnie. Byłem chłopcem dziecinnym i długo nie mogłem dojrzeć. Wśród moich rówieśników zaś i kolegów nieco starszych byli już jednak tacy, którzy z dojrzałością radzili sobie świetnie. I wtedy właśnie zobaczyłem co to znaczy burza hormonalna w wydaniu nastoletnim, bo dziewczęta też były na tych koloniach i one sobie niestety dużo gorzej radziły z tym problemem niż ci chłopcy. Kiedy dziś sobie przypominam tamte czasy uważam, że wychowawcy miast pozować na podrośniętą młodzież powinni okazać tym dzieciom trochę ciepła i wszystko byłoby dobrze. No, ale czasy były inne, moda inna no i był to jednak PRL. I dziś mamy odsłonę tych samych pragnień i tych samych emocji, ale przeniesioną w okoliczności nieco odmienne, a i realizowaną przez osoby o niebo brzydsze i mniej wdzięczne niż moje trzynastoletnie koleżanki z kolonii. Po co oni to robią? Bo inaczej nie potrafią. To jest po prostu silniejsze od nich, tak to zwykle się mawia w różnych ambarasujących okolicznościach, prawda?
No więc wypisywanie krępujących sloganów jest silniejsze od Warzechy i to widać gołym okiem. Poza tym on nie może zejść na głębszy poziom analizy, bo zwyczajnie nic nie czyta i niczym się nie interesuje, czego też ukryć się nie da. Poza tym gdyby Warzecha i inni spróbowali analizę nieco zmodyfikować mogłoby się z łatwością okazać, że to kraje demokratyczne nie realizują jednak na wschodzie żadnej misji, której celem jest budowa raju ze szczęścia, zdrowia i słodyczy, ale coś zupełnie innego. Mogłoby się okazać, że po sukcesie demokracji na Ukrainie sytuacja Polski zmienia się dość diametralnie na niekorzyść, a nasz kraj będzie jeszcze bardziej zdegradowany niż do tej pory, ponieważ wszystkie interesy wielkich w Europie przeniosą się nad Morze Czarne, gdzie na długie dziesięciolecia wyznaczony zostanie środek naszego świata. Warto zastanowić się nad tym scenariuszem i zapytać jaka w tym wszystkim będzie rola Polski i czy w ogóle jakaś będzie. Już dziś widać, że Polska i Ukraina należą do dwóch różnych światów i żadne deklaracje i pokoju, przyjaźni, zamazywaniu przeszłości tego nie zmienią. Ukraina wyciągnęła właśnie dobrą kartę z talii i szykuje się do wyciągania kolejnych. Nie wiemy jakie będą. Nam zaś nikt już żadnej talii nie podsuwa pod nos, mogą nam co najwyżej wykopać krzesło spod tyłka i wywrócić stolik, przy którym siedzimy. Czy taki scenariusz jest możliwy? Oczywiście, że jest, trzeba tylko poczekać kto przejmie władze po Putinie i jakimi metodami dojrzałe demokracje pozwolą mu ją sprawować.
Jakiego rodzaju kłopoty nas czekają? Oto niedawno, w księgarni „Tarabuk” odbyła się dyskusja z udziałem między innymi Ryszarda Bugaja, pod tytułem „Czy Polskę stać na podmiotowość”. Nie byłem tam, z obawy, że przemożne pragnienie kopnięcia w dupę Ryszarda Bugaja będzie silniejsze ode mnie. A z pragnieniami, jak się przekonałem na kolonii letniej dawno temu żartów nie ma. No, ale skoro organizuje się debaty pod takim tytułem, to znaczy, że Polski na podmiotowość nie stać. I to jest rzecz oczywista. Rodzi się więc pytanie następne: na jakich zasadach traktowana będzie Polska przez swoich podmiotowych sąsiadów i jakie cesje na ich rzecz, dokonane kosztem nas, czyli obywateli, poczynią ludzie tacy jak Ryszard Bugaj, kiedy już dorwą się do władzy? Ja tego nie wiem, ale uważam, że nie Putin, nie Ukraina, nie relacje z USA, a ten właśnie aspekt polityki jest dziś dla nas najważniejszy. Skoro definitywnie straciliśmy podmiotowość, a na tle wydarzeń na Ukrainie, które są jeszcze przed nami widać to będzie aż nadto wyraźnie, to jaka będzie nasza rola? Nasza, czyli obywateli Polski? Oczywiście, żołnierze pojadą na misje stabilizacyjne, lenie i głupki na zmywak do Londynu czy gdzieś, ale co z resztą i co z naszymi planami, które za cholerę nie chcą przestać być podmiotowe? Bardzo przepraszam jeśli kogoś oburza to sprowadzenie dyskusji na parter, ale ja już nie mogę słuchać tech emocjonalnych zaśpiewów i nie mogę patrzeć na tę dziewczyńską kokieterię starych byków. To jest ponad moje nerwy.
Chciałbym jeszcze na chwilę wrócić do kwestii sformatowania mózgów i sformatowania wydarzeń. Kiedy coś się dzieje ludzie tacy jak Warzecha odpowiadają, świadomie czy nie, schematem, ale to nie jest tak, że oni sami sobie ten schemat wypracowali. Ja myślę, że gdyby Łukasz Warzecha miał jakiegoś normalnego wychowawcę w szkole mówiłby i myślał samodzielnie. No, ale akurat jemu się nie zdarzyło.
Mamy oto wrośnięty w serca, opisany w całym stosie dzieł literackich i pokazany w całym stosie filmów schemat walki dobra ze złem, które w naszych czasach przyjęła formę walki z totalitaryzmem. To jest taka komedia del arte, tyle, że Pierrota, Arlekina i Kolombinę zastępują inne zupełnie postaci. Równie odrealnione, dysponujące tym samym wachlarzem emocji i reakcji i grające na tych samych instrumentach. I z tego się nie wyzwolimy łatwo, bo Warzecha i jego poputczicy za nic nie przyznają się do tego, że dekoracje już zmienione i teraz grają coś innego, jakiś może koncert rockowy, tak mi to na pierwszy rzut oka wygląda. Mowy nie ma, oni dalej będą opowiadać o tym co widzieli dawniej, jak to dobrzy, pochowani po piwnicach opozycjoniści walczyli słowem i czynem ze złem wcielonem, a ci co mieli im pomóc miast pomagać gapili się gdzieś bezmyślnie, czekając aż okropny przywódca totalitarnego państwa się z nimi rozprawi.
Szczególną rolę mieli w tych ustawkach poeci i pisarze. Tak polscy jak i rosyjscy, ludzie ci w czasach prawdziwych prześladowań rzeczywiście cierpieli i umierali, ale wielu z nich po prostu wykonywało swoją robotę i odgrywało przepisane role. O tych zaś naprawdę prześladowanych i skazanych na zapomnienie dowiedzieliśmy się kilka lat temu zaledwie. Pokazywano nam za to innych, którzy figurę cierpienia dla ludzkości personifikowali, ale w cierpieniu prawdziwym uczestniczyli okazyjnie tylko. I tak postać prześladowanego poety weszła na stałe do wyobraźni ludzkiej i zajęła tam to samo miejsce co pastuszek z szopki.
Okazało się wczoraj, że ktoś opisał tu pobitego ukraińskiego pisarza Charkowa, a pod spodem, pod tekstem rozwinęła się dyskusja walorach jego prozy i nawet ktoś umieścił tam fragment tej prozy. I to jest moim zdaniem potwierdzenie wszystkich moich tez. Młodzi pisarze i młodzi poeci działający w tych dekoracjach, które akurat mamy, muszą pisać zawsze to samo, szczególnie jeśli są pisarzami rosyjskimi czy ukraińskimi. Musi być wódka, tłuczone szkło, dziewczyny w kolorowych sukienkach, musi być bójka, a wszystko to ma mieć wymiar poetycki i uwodzicielski. Młodzi poeci i pisarze mają bowiem jak Warzecha dni płodne i to im niestety przesłania istotną część misji, jaką Pan Bóg przed nimi postawił. Aha, jeszcze nazwisko, ten pisarz nazywa się Żadan. I wczoraj porównali go do Schulza, czy to nie jest niezwykłe? Na Ukrainie mają nowego Schulza, a Putin jest jak dresiarz co atakuje ludzi w ciemnym zaułku ze sprężynowcem w ręku...tak Warzecha napisał...
Powiem Wam teraz jak się ta afera na koloniach skończyła. Była tam taka bardzo ładna, wyrośnięta koleżanka, która nawiązała znajomość z moim kolegą ze szkoły, dużo bardziej wyrobionym towarzysko niż ja. Bo ja interesowałem się w tamtych czasach lepieniem żołnierzyków z plasteliny. No, ale oczy miałem i widziałem, co się dzieje. I oni dość intensywnie chodzili ze sobą, ale kłopot polegał na tym, że były tam także inne koleżanki, które również chciały chodzić z tym samym kolegą, bo tylko on Bogiem a prawdą do chodzenia się nadawał, reszta to były skończone pierdoły albo agresywni durnie. No i on w pewnym momencie zaczął chodzić ze wszystkimi koleżankami. Normalnie ze wszystkimi....I takiej chłopak nabrał pewności siebie i tak się przez to wyrobił, że ja bym mu do dziś zazdrościł, gdybym nie wiedział jak się jego życie dalej potoczyło. Przyszedł moment, że cała szkoła się go bała, bo jak się raz człowiek w pewności siebie utwierdzi to już nie ma na niego mocnych. Nawet milicjanta się nie przestraszy. I on się rzeczywiście nie bał nikogo. A jak skończył szkołę to wstąpił do milicji, a potem do policji i pracował w drogówce. I taki był bohaterski, że nic a nic nie obawiał się kiedy brał łapówki od zatrzymanych kierowców. I raz niestety źle trafił, bo na takiego samego jak on policjanta, tyle, że wyższego stopniem, po cywilnemu. Oczywiście wywalili go z roboty, a potem było z nim już tylko gorzej. Kiedy widziałem go ostatni raz, a było to ładnych parę lat temu łaził już tylko po dworcu i zbierał na wino. Ponoć potem poszedł siedzieć. Nie wiem za co i jakie były jego losy w więzieniu, ale przypuszczam, że dużo gorsze niż na koloniach letnich. Tak to właśnie jest kiedy ktoś zbyt wcześnie nabierze dużej pewności siebie, a to się zwróćcie uwagę zdarza nagminnie. Taki na przykład Władymir Władymirowicz...prawda? On może jeszcze trochę pokozaczyć, nie wątpię, ale są różne gatunki tej pewności, ta którą dają dziewczęta jest oczywiście sympatyczna, ale ja bym jej jednak na wojnie, w drogówce i w więzieniu nie wypróbowywał....I teraz dopiero obejrzyjcie sobie tę fotografię z czterema ministrami obrony krajów unii, z tymi wiecie czterema dziewczynami w średnim wieku, co to niby już dawno są po klimakterium...
Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.
Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.
Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8.


Komentarze
Pokaż komentarze (61)