coryllus coryllus
6061
BLOG

O powstaniach polskich i ukraińskich

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 35

 Wymyśliłem dziś z rana trzy tytuły dla tego tekstu i długo wahałem się, który pozostawić. Zdecydowałem się w końcu na komerchę, czyli to co widać, bo dobrze wiem, że w taki tytuł wszyscy będą klikać. Inne propozycje to: renesans sarmatyzmu czyli Varga w natarciu, albo renesans sarmatyzmu i jezuicka paideia czyli obłąkane znaczenia. Ta mnogość propozycji pojawiła się w mojej głowie po tym, jak przeczytałem komentarz kolegi Glicka pod wczorajszym tekstem. Pomieścił tam Glicek fragment wywiadu czy też autorskiej wypowiedzi dziennikarza o dziwnym nazwisku Varga, który miał i pewnie ma nadal przymus oceniania Polaków i ich historii. Nie jest to nic oryginalnego, a jedynie odsłona tych samych co zawsze obelg. A to, że powstania złe, a to, że Polacy tylko by chcieli umierać, a pracować nie potrafią, a to jeszcze coś innego. W tę wypowiedź Vargi wpleciona jest inna, jeszcze lepsza. Oto na temat polskich powstań zabiera głos jeden z dwóch ukraińskich pisarzy, ten sławniejszy, czyli Jurij Andruchowycz. No i on powtarza to samo co powiedział Varga, ale wyraźnie widać, że jest na obcym terenie i chciałby rzecz obrócić w żart, chciałby może trochę pokokietować, ale nie wie jak. Forsę za gadanie wziął, ale też widzi, że strach trochę tak obcym i nieznanym ludziom nawrzucać za bezdurno, więc jakieś takie żartobliwe formuły pan Jurij próbuje stosować. Sami zresztą zobaczcie jak to wygląda. Wszystko razem wygląda jak występ dwóch zaszantażowanych zoofilów, którym zagrożono ujawnieniem filmu, gdzie widać jak bawią się z kobyłką sąsiada. I takie też rzecz ma tempo.

No, ale wracajmy do ad remu. Tym zaś jest dziś przepaść pomiędzy narracją historyczną uniwersytetu a narracją historyczną mediów. Nie pamiętam kto wrzucił wczoraj link do księgarni wydawnictwa „Semper'. Zrobił to ów tajemniczy ktoś ponieważ właśnie ukazał się kolejny numer rocznika...uwaga, uwaga... „Odrodzenie i reformacja w Polsce”. Ja sobie dość dokładnie przejrzałem ofertę wydawnictwa „Semper” i z niejakim zdziwieniem skonstatowałem, że mamy w Polszcze naszej ze trzy chyba biografie Jana Kalwina, tyleż samo dzieł poświęconych Janowi Łaskiemu młodszemu, a także dwie księgi biograficzne opisujące czyny i dokonania Piotra Tomickiego, habsburskiego szpiega, którego wykreowano na hierarchę Kościoła i podkanclerzego. Prócz tych jakże ciekawych pozycji jest tam jeszcze – a wszystko wydane za pieniądze państwowe – mnóstwo innej, heretyckiej literatury, której wymowa propagandowa jest oczywista. Na ten moment tematem ćwiczonym najintensywniej jest konflikt pomiędzy szlachtą a duchowieństwem. Ponoć był to konflikt doktrynalny, tak chcą mędrcy. Ja zaś, nie znając ich dzieł ryzykuję twierdzenie, że konflikt ten był wymyślony przez garstkę propagandystów, takich samych jak Varga i Andruchowycz tylko noszących inne ubrania. Ich pisma zaś są dziś zbierane w antologie i omawiane jako słowo objawione. I teraz popatrzcie – trzy biografie Kalwina, angielskiego szpiega, propagandysty, mordercy niewinnych, którego nauka polska nazywa ojcem Europy, czy jakoś podobnie, trzy biografie zdrajcy, bigamisty, zbiegłego księdza, agenta Londynu i innych dworów, czyli jak to się mówi w Polsce – najwybitniejszego humanisty Jana Łaskiego. Jedna, wyobraźcie sobie napisana jest przez Niemca, a w środku mamy rozdział zatytułowany „Węgierska przygoda”! No, żesz....węgierska przygoda? A jak napiszą biografię Mengele to jak ją zatytułują? „Wesołe przygody Józia w Auszwicu” chyba, bo tylko ten sznyt wchodzi w grę...

Mamy więc na stronie wydawnictwa „Semper” całkowicie zdemaskowaną polska humanistykę, która, jak za dawnych czasów, zajmuje się wyłącznie obcą propagandą. Nie ma wśród tych ludzi nikogo, kto myślałby kategoriami racji stanu i kto potrafiłby tę rację przekonująco uzasadnić. Są tylko agenci i propagandyści z tytułami profesorskimi. I kiedy tak patrzyłem na to wszystko przypomniała mi się biografia Albrechta Hohenzollerna napisana 500 lat po jego śmierci, „bo wcześniej nikogo to nie interesowało” jak „zapodał” autor tejże biografii we wstępie. Nikogo to nie interesowało...ja mam jeszcze jedną biografię w zanadrzu, która nikogo nie interesuje od 400 lat. Chodzi mi o życie i działalność Karola Ferdynanda Wazy, tego co miał zostać królem Polski, ale w końcu został nim Jan Kazimierz. Ponieważ w najbliższym kwartalniku ukaże się mój tekst pod tytułem „Śledztwo w sprawie śmierci św. Andrzeja Boboli”, w którym sporo o Karolu Ferdynandzie napisałem, pomyślałem, że nie od biedy będzie ogłosić kiedyś jakiś konkurs na tę biografię. Tylko budżet muszę mieć stosowny. Kiedy zacząłem pisać ten tekst o Boboli wpadła mi w ręce księga przemądra pod tytułem „Humanitas i Christianiatas w kulturze polskiej”, albo jakoś podobnie to brzmiało, nie chce mi się teraz szukać. W księdze tej mamy różne teksty napisane „po nic”, po to tylko by zamulić czytelnikowi mózg i by na zawsze już odstręczyć go od zajmowania się historią i kulturą Polski. Wśród tych tekstów jest i taki co się nazywa „Jezuicka paideia”. No, żesz...węgierska przygoda i jezuicka paideia? To nie jest historia księży pedofilów na kresach, jakby się mogło zdawać na pierwszy rzut oka, ale coś innego. Nie powiem Wam co, bo nie dobrnąłem do końca. Zwróciłem jednak uwagę na tytuł. Skąd im się to bierze? Ta niechęć do zauważania związków oczywistych pomiędzy problemami i ludźmi, związków widocznych i jasnych Skąd się bierze to parcie do budowaniu najgłupszych, najbardziej kuriozalnych fikcji? Ja nie wiem, ale myślę, że to jest jakieś zlecenie.

Bez tego Varga z Andruchowyczem nie mogliby pieprzyć tak strasznie jak czynią to teraz, musieliby się zamknąć, albo wręcz odszczekać pod stołem swoje kłamstwa. Nie mieliby żadnej podkładki po prostu.

Varga napisał, że obecnie przeżywamy w Polsce renesans sarmatyzmu. Renesans sarmatyzmu...?! O, żesz...to jest jeszcze lepsze niż „Wesołe przygody Józia w Auszwicu”....No i ten renesans sarmatyzmu według Vargi to kradzieże samochodów, dresiarstwo itp., bo szlachta była samowolna i nikogo nie słuchała. Ciekawe czy cała szlachta czy tylko katolicka, bo jak rozumiem szlachtę innowierczą Varga wziąłby w obronę? No i ten Andruchowycz co się nie potrzebnie odzywa....po co mu to?

Powiem teraz czym się różnią powstania Polskie od ukraińskich. Otóż one się różnią tym, że ukraińskie wymierzone są zawsze w przeciwnika słabszego, otoczonego przez wrogów zewnętrznych i zwykle są to imprezy solidnie zabezpieczone pod względem finansowym. Mają otwarte linie kredytowe, po terenie kręcą się pośrednicy od werbunku i od pożyczek chwilówek, a propaganda pracuje pełną parą. Po latach nawet słyszy się wyłącznie o powstaniach ukraińskich wymierzonych w Polskę, a nie tych wymierzonych Rosję. Bo takie też chyba były?

Powstania polskiej zaś, o ile nie są prowokacją dworów obcych wymierzoną wprost w zmianę stosunków własności ziemskiej w Polsce, to po prostu spontaniczne akcje obywateli, którzy chcą ratować swoje mienie i życie przed bandytami opłacanymi z zewnątrz. I tak w XVII wieku było w Polsce i na Litwie jedno tylko prawdziwe powstanie – powstanie szlachty katolickiej przeciwko Szwedom. W żaden sposób nie da się nazwać powstaniem wystąpienia Chmielnickiego. Była to bowiem przygotowana i skoordynowana z dworami obcymi akcja obliczona na podział Królestwa i jego całkowitą grabież, ze szczególnym wskazaniem na grabież majątków kościelnych i szlacheckich. Pod tym kątem należałoby się przyjrzeć innym również powstaniom ukraińskim oraz towarzyszącej im propagandzie. Od Nalewajki począwszy na Goncie i Żeleźniaku kończąc. Możemy chyba o tym spokojnie porozmawiać, skoro już Ukraina będzie wolna i „upiory przeszłości znikną”. Możemy chyba o tym, do cholery jasnej porozmawiać, skoro taki Andruchowycz, zabiera głos niepytany w sprawach nie należących do niego? Możemy czy nie? Ja jestem całkowicie spokojny o los współczesnej Ukrainy. Nie wiem co musiałoby się stać, żeby doszło do katastrofy. Nie ma dziś w Polsce nikogo, kto przeciwstawiłby się ukraińskiej niepodległości. Stosunki w naszej części świata zmieniły się od XVI wieku bardzo, Polska zaś spadła do rzędu państw trzeciorzędnych, z chwilą zaś kiedy banki i różne agentury zainstalują się na stałe na Ukrainie jej degradacja – Polski nie Ukrainy – będzie postępować dalej. I tylko od nas zależy czy ją zatrzymamy. Bo teraz bardzo wiele zależy od nas. Być może wszystko. I wyobraźcie sobie, że nie musimy ani wywoływać powstania, ani ginąć, nie musimy nawet strzelać na wiwat....musimy tylko posprzątać w domu. Nic więcej.

 

Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.

Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.


 

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8. 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (35)

Inne tematy w dziale Polityka