Miałem dziś jechać z dzieckiem do okulisty, ale mała się rozchorowała i siedzimy w domu. Ona rysuje, a ja zabieram się za tekst. Trzy sprawy nałożyły się na siebie w ostatnich dniach i o wszystkich trzech naraz postanowiłem opowiedzieć. Oto wczoraj i przedwczoraj rozpętała się na naszych blogach dyskusja na temat przydatności tak zwanych artystów patriotycznych, w rosyjskich mediach ogłoszono, że to Polska szkoliła „terrorystów z Majdanu”, a profesor Rybiński, człowiek, który powinien wiedzieć znacznie więcej niż my kokietuje nas bezradnością małej gapki, która dowiedziała się, że świat jest zły i okropny.
Żeby omówić po kolei te wszystkie sprawy muszę zacząć od Irlandii i irlandzkiego powstania, o którym już tyle razy pisałem. Muszę, bo to jest przykład najbardziej wyrazisty i jasny. Oto Irlandia w początkach XX wieku szykuje się do umówionej z Londynem autonomii, do czegoś co się nazywa home rule i nikt dokładnie nie wie czym będzie. Cóż to jest bowiem Irladia w tamtym czasie? Tak z grubsza widzę to w następujący sposób: to rolnicy uprawiający ziemniaki, drobny biznes w miastach, księża i episkopat, gangi w Ameryce dzielące się na komunistów i tych drugich, a także grupka marzycieli, którym się zdaje, że po odzyskaniu niepodległości będą pląsać z elfami. Irlandzcy intelektualiści wyżywają się w opisach doskonałości i drobnych wad swojej rasy, bo właśnie tego pojęcia używa się tam nagminnie – rasa irlandzka. I wszystko jest dobrze, póki ktoś, nie wiadomo dokładnie kto próbuje storpedować program home rule. W okolicznościach niejasnych powstają dwie skłócone ze sobą organizacje paramilitarne. Ich członkowie mają pełne umundurowanie, które kupić sobie musieli za własne pieniądze, we wskazanych przez liderów składach, gdzie tekstylia owe dowiezione zostały z nierozpoznanych póki co fabryk. Organizacje liczą sobie ponad 100 tysięcy członków, a więc mundurów jest sporo i na pewno zlecenie na ich produkcję uratowało jakąś upadającą fabrykę. Do kogo ona należała? Nie wiem, a historycy się tym nie interesują, wolą czytać poezję Pearse'a. To samo jest z karabinami. Irlandzkie bojówki odbywają szkolenia w mundurach, z bronią, którą sami sobie musieli kupić. Brytyjczycy patrzą na to wszystko ze spokojem, co oznaczać może, że sytuacja jest przez nich kontrolowana. No, ale jednak powstanie wybucha. Nie wywołują go jednak komuniści, którzy mają potężną i wpływoą organizację, ale poeci z Pearsem na czele. Ponieważ sprawa tekstyliów i fabryk to jednak dziedzina komunistów, a nie poetów, mniemać należy, że za drenażem kieszeni irlandzkich patriotów stały czerwone gangi w porozumieniu z rządem brytyjskim i amerykańskimi fabrykami tekstyliów. Inaczej chyba być nie mogło. Kiedy zaś już ta kieszeń została zdrenowana do akcji włączono idealistów, którzy posłużyli za zapalnik. Wiadomo, że z zabitego nie ściąga się munduru, trzeba wykonać nowy, a jeśli jest dużo zabitych, potrzeba wielu nowych mundurów. Po wszystkich zaś pogrzebach z obszaru gdzie odbywały się walki płynie szeroki strumień emigrantów, którzy zasilają fabryki tekstylne w USA pracując za najniższe stawki, przy wtórze swoich smutnych pieśni. Produkują nowe mundury dla innych armii. Irlandia jednak w końcu odzyskała niepodległość, ale było to wynikiem działań pana nazwiskiem Collins, który został następnie zabity, a jego miejsce zajął przedstawiciel gangów nazwiskiem de Valera.
Pojawia się teraz ważne pytanie: czy to jest mechanizm stosowany zawsze? Z pewnymi, wynikającymi z lokalnych okoliczności, modyfikacjami tak. Dziś już jednak nie ratuje się w ten sposób upadających gałęzi przemysłu, ale za pomocą powstań i Majdanów tworzy się miejsca pracy w mediach i kreuje bohaterów, którzy następnie robią kariery w polityce. Tak jak Arsen Jaceniuk premier Ukrainy. Podobieństwo tych dwóch krajów – Irlandii i Ukrainy jest spore, choć nie dokładne. Najważniejszym zaś rysem zbliżającym obydwa narody jest obecność silnych, diasporycznych gangów za oceanem. Nie wiemy jaki wpływ na politykę ma diaspora ukraińska, ale zakładam, że duży. Myślę, że znacznie większy niż Polacy na emigracji. Głównie z tego powodu, że Polakom więź scalająca diasporę nie jest do niczego potrzebna, Polacy nie potrafią bowiem stworzyć żadnej organizacji na tyle poważnej, by przechwyciła władzę na jakimś, nawet niewielkim obszarze. Po cóż więc w tym całym układzie potrzebni są Polacy, skoro Ukraińcy walczą o wolność na Majdanie, skoro wspiera ich silna emigracja, która też pewnie coś zamierza na tych wydarzeniach ugrać? Otóż Polacy robią tu za poetów, a także za wzorzec metra – jak zwyciężać mamy. - jeśli rzecz ujmiemy wprost i do tego z zaśpiewem szyderczym. Polacy są jeszcze do tego wygodnym chłopcem do bicia i okazjonalnym kozłem ofiarnym dla silniejszych graczy. Ponieważ rosyjska telewizja narzeka, że to u nas szkolono liderów Majdanu, chciałem zapytać co z panem Kliczko? Czy on też był u nas szkolony? Chciałem też zapytać czy wszyscy polscy politycy, z profesorem – gapką Rybińskim na czele – dobrze się zastanowili inwestując swoje emocje w wydarzenia ukraińskie.
Mamy teraz ten cały festiwal gwarancji udzielanych przez rządy silne rządom słabym, a ja się zastanawiam, czy gdzieś nie czają się jacyś ludzie, którzy jednak poprzez swoją niezłomną postawę nie zechcą zainicjować koniunktury w jakiejś gałęzi przemysłu amerykańskiego czy niemieckiego. Nie mówię, że w tekstyliach od razu, ale może w czymś innym. A jeśli tak, to jak my się powinniśmy do tego odnieść. Bo na razie, po euforii prezentowanej przez Bronisława Wildesteina na Majdanie, przyszła pora na kac gigant profesora Rybińskiego.
I teraz wyjaśnijcie mi o co w tym chodzi? Ekonomista, czyli człowiek bez złudzeń, usiłuje nas kokietować taką tandetną dramaturgią? A przecież pamiętamy co on opowiadał wcześniej. Teraz na oczy przejrzał biedny miś? Nie chce mi się odnosić do poszczególnych punktów jego wypowiedzi, ale w mojej ocenie korespondują one silnie z nędzą omawianej tu ostatnio produkcji artystów patriotów. Ta zaś jest tym samym czym nadprodukcja zielonych mundurów irlandzkiej samoobrony. Więcej – pewien jestem, że stoją za tym ludzie dokładnie tej samej proweniencji. Komunistyczne gangi, działające w interesie obcych rządów. Poznaję to zaś po wypowiedziach niektórych komentatorów na blogu, którzy powołując się na ubóstwo środków jakimi ci ludzie dysponują, przekonują nas o autentyczności ich przekazu. Jak się nie ma środków mili moi to się siedzi cicho, a nie robi tandetę. Żeby obejść jakoś środki i zrobić rzecz dobrą trzeba mieć do dyspozycji artystę wybitnego, który działa szybko, pewnie i nie kokietuje nędzą. Tego zaś po stronie patriotycznych piosenkarzy nie widać. A skoro nie widać, za to mamy niesłychanie agresywną i nachalną promocję tej biedy, uznać za pewnik możemy, że ktoś wyczuł koniunkturę, a potem powołując się na nią wydębił skądś budżety. Następnie, mając głęboko w dupie sztukę, Polskę, przyszłość i słuchaczy, wymyślił, że najlepszym sposobem lansowania patriotyzmu jest pozorowane ubóstwo. I tak właśnie zrodził się projekt „Panny wyklęte”. Gdzie na wykonawców przeznaczono jakiś grosik, a reszta przepadła nie wiadomo gdzie. I niech nikt sobie nie myśli, że ja się tu czepiam, albo kogoś rozliczam. O nie, ja się cieszę, że to tak idzie, bo oznacza to, że póki co jesteśmy kozłem ofiarnym wojny propagandowej. Jak zaczną nawoływać do broni, a któryś z wybitnych patriotów zaprojektuje nowe wzory umundurowania samoobrony terytorialnej, za które każdy członek tejże samoobrony będzie musiał zapłacić z własnej kieszeni, wtedy będziemy mieli jasność – czas emigrować. Jak się pospieszymy załapiemy się jeszcze na lepsze stawki w fabrykach tekstyliów. Po wszystkim tyrać będziemy już tylko za minimum. A profesor Rybiński będzie się musiał wręcz nauczyć śpiewać, żeby jakoś związać koniec z końcem, bo lamenty prozą na blogu już nie wystarczą.
Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.
Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.
Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a.No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8.


Komentarze
Pokaż komentarze (81)