coryllus coryllus
5446
BLOG

O pradawnych legendach wymyślonych wczoraj

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 68

 Irlandia nie zejdzie z tapety jeszcze przez jakiś czas, podoba Wam się to czy nie. Powody są po temu dwa. Pierwszy to promocja Irlandii i jej kultury widoczna wszędzie właściwie, a w krajach takich jak Polska w szczególności. Promocja tania, nie wymagająca jakichś specjalnych zaangażowań, wystarczy mieć tylko pub, albo salę gdzie mogą potańczyć dziewczyny w czarnych kieckach i gotowe. Po drugie mamy zdaje się w tej Irlandii to co powoli zbliża się do nas, czyli całkowicie ogłupiałe społeczeństwo, które dobrowolnie zrezygnowało z tego co w Polsce uważa się za życie obywatelskie i świadome, na rzecz różnych para artystycznych aktywności i emigracji, trwającej właściwie nieustająco. Kiedy czytamy o tej Irlandii trafiamy na zdanie: emigracja była gorsza niż śmierć, bo śmierć zabierała starych, a emigracja młodych. Czy ja się bardzo pomylę jeśli powiem, że dążenia do niepodległości Irlandii były w dużym stopniu motywowane tym, by ograniczyć emigrację? By młodzi Irlandczycy zostawali w domu i tam pracowali? By był chleb na miejscu i przyzwoite zarobki? Czy osiągnięto to po odzyskaniu niepodległości? Oczywiście, że nie. Wszystko jest jak dawniej. Irlandczycy nadal emigrują, pełno ich w całym anglojęzycznym świecie, gdzie jak dawniej mają opinię łobuzów i prostaków. Po cóż więc była ta niepodległość? Wychodzi na to, że po to, by pozbawić rynek brytyjski taniej siły roboczej i skierować ją do USA. Kto był tym najbardziej zainteresowany? Ci którzy już tam wcześniej wyjechali i zorganizowali się w struktury zwane związkami zawodowymi, czyli po prostu w gangi, poprzerastane komunistyczną agenturą szykującą wespół z różnymi innymi bandami przewrót światowy. Mamy więc dwie Irlandie: emigracyjną i lokalną, a jedna w sposób skryty i zasadniczy wroga jest drugiej. Żyje z niej i wysysa wszystkie siły. Ktoś powie: a co mieliby robić ci wszyscy młodzi ludzie na wyspie? Ja nie wiem, ale może byłaby jakaś szansa by im to życie urządzić w sposób znośny? No chyba, że tego nie chcą. Być może tak właśnie jest. W wiki piszą, że w Irlandii mieszka trochę ponad 4,5 miliona ludzi. To jest niewyobrażalne. Aglomeracja warszawska ma więcej. Ponoć wychodzą tam dwa dzienniki, z których jeden przypomina gazownię, a drugi podobny jest do Polska The Times. Przy tym wszystkim Irlandia nazywana jest krajem katolickim. Więcej, ona jest nazywana krajem katolickich ortodoksów. Ja się mogę oczywiście mylić, ale sami popatrzcie czy to nie wygląda na robotę smoka, który połknął małą wyspę, a kiedy znalazła się ona w jego brzuchu, zaczął podskakiwać w rytm, żeby jej mieszkańcom umilić życie. Oczywiście, może argumentować, że w Irlandii żyje się lepiej niż w Polsce. No, ale funkcja tego kraju, którą tu zarysowałem nie daje mu przecież żadnych szans i prędzej czy później ktoś znowu Irlandię zagarnie. Czy będą to Brytyjczycy, czy ktoś inny, jakaś ponadnarodowa organizacja, to nie ma znaczenia. A przy tym zagarnianiu dzielnie pomagać będą środowiska emigracyjne, które partycypować będą w zyskach z eksploatacji wyspy. Tak jak to się działo do tej pory.

Czy Irlandczykom jest z tym wygodnie? Wygląda na to, że tak. Czy nam, kiedy już się w tym samym miejscu znajdziemy będzie równie wygodnie? Nie. Dlaczego? Jedną z przyczyn jest sposób w jaki Irlandia się znieczula. A czyni to między innymi poprzez diasporę oraz poprzez życie zbiorowe organizowane wokół różnych drobnych sukcesów, a także wokół folkloru. I teraz chciałbym, żebyście zobaczyli w jakich kategoriach wystawia się ten irlandzki folklor i jak on jest popularny. Im niej jest w dodatku autentyczny tym bardziej jest popularny, co nikogo przytomnego dziwić nie powinno. Mamy oto trzy wersje tej samej piosenki. Trzy wersje, które porównać możemy śmiało z wykonaniem naszych rodzimych para folklorystycznych utworów, śpiewanych przez artystów takich jak Jan Pietrzak, Paweł Kukiz i ten cały raper Tadek.

Tutaj jest to samo, ale jak łatwo zauważycie wcale nie tak samo. Być może powodem jest to, że Irlandczycy robią to z większym zaangażowaniem i lepiej się po prostu na muzyce znają, a być może dlatego, że system jest taki iż poza tym śpiewaniem niewiele im już zostało. Mogą iść do pracy, emigrować, albo spotykać się w pubie czy na koncertach i śpiewać. No sami popatrzcie. Wersja I, tameczny Pietrzak

 

https://www.youtube.com/watch?v=NLZRWNdGCUc

 

Wersja dla młodych buntowników wystrzyżonych na jeża czyli ichni Kukiz

 


https://www.youtube.com/results?search_query=fields%20of%20athenry%20ogg&sm=12
 

No i wersja realizowana wprost przez gangi sterujące przepływem irlandzkiej siły roboczej przez zakłady przemysłowe świata tego czyli taki irlandzki raper Tadek

 

https://www.youtube.com/watch?v=10agPj0Vzu4

 

Piosenka, którą ci ludzie śpiewają, napisana została w roku 1970, ale gdyby kogoś spytać co to za utwór odpowie zapewne, że jest to stara pieśń z czasów gdy Brytole gnębili Irlandię. Ponoć jest to także hymn irlandzkich kibiców. Bardzo możliwe, takie rzeczy zwykle zamieniają się w hymny kibiców.

Mamy więc odpowiedź na to na jakim poziomie bez przerwy utrzymywane są emocje Irlandczyków. Gdzie jest ich świadomość i w jaki sposób dokonują oni ocen rzeczywistości. Mamy prawa świata tego, które są niezmienne, o ile nie zechcemy ich zmienić i ludzi, którzy całą siłą prą do tego, by nam myśl o tej zmianie nawet w głowie nie postała. Byśmy nie widzieli i nie słyszeli niczego istotnego, byśmy żyli w świecie swoich psychoz i kiwali się ciągle w rytym tych samych, pisanych pod coraz bardziej redukowane emocje piosenek. U nas jak to zostało po wielokroć udowodnione jest z tymi piosenkami gorzej niż w Irlandii, bo przecież Kukiz nie umywa się do tego pana z gitarą. Tam jest lepiej, ale też chyba ze względu na to, że gdyby oni zaniżyli jakoś drastycznie poziom tych aranżacji ktoś mógłby ich po prostu zabić i żadne gangi by im nie pomogły. U nas artyści mają nieporównywalnie lepiej, komfort i bezpieczeństwo są pełne. Stąd nie muszą się martwić o naszą wrażliwość.

Jeśli ktoś myśli, że wyprodukowanie w latach 70 irlandzkiego folkloru i nadanie mu tego charakterystycznego sznytu to jest dzieło kilku przypadkowych idealistów, ten się po prostu myli. Takie rzeczy nie odbywają się przypadkiem i nie można w świecie pełnym rozlicznych grup interesów wypromować jakiejś linii piosenek, tak jak się promuje linię kosmetyków. To są rzeczy po prostu niemożliwe. A widać ową tendencję dość dokładnie na rynku polskim. W Irlandii można się jeszcze kryć za bezdyskusyjnym urokiem tych piosenek i dynamiką wykonawców. U nas nie, bo nie ma ani uroku, ani dynamiki. Jest tylko bieda. A im jest ona straszniejsza tym silniej się ją do głów kładzie.

Stałem wczoraj przed kioskiem i patrzyłem na tytuły prawicowych gazet. Zastanawiałem się co kupić: W sieci czy Do rzeczy. Wybrałem Do rzeczy, bo nie było w środku wywiadu z Lindą. Źle zrobiłem, ale już trudno. Znalazłem tam trochę ciekawych informacji. Oto wszystkie nowe książki „naszych” są już przecenione. Nawet ta książka Lisickiego o Marii Magdalenie. Uporczywie lansują tam Malejonka, a Kukiz w swoim felietonie powołuje się na generała Wieniawę. Najlepsza jest jednak reklama dodatku „Do rzeczy. Historia”. Na okładce mamy scenę znaną wszystkim z tysięcy zdjęć, oto zdobyta Okinawa, a amerykańscy żołnierze podnoszą w górę wielki gwiaździsty sztandar. Na okładce „Do rzeczy. Historia” mamy sztandar biało czerwony a podnoszą go wojownicy z początku XVII wieku, bo tematem numeru jest zdobycie Moskwy w 1612. I to jest ten rodzaj emocji, którego ja nie rozumiem. To jest to budzenie ducha, które kończy się nakręcaniem koniunktur w tekstyliach, to jest coś co koresponduje bezpośrednio w przemówieniem prezydenta Komorowskiego, który mówi, że potrzebny nam jest duch poświęcenia dla zwiększenia obronności. A ja myślałem, że już nam ten duch nie jest potrzebny bo wstąpiliśmy do NATO? A nawet jeśli byłby potrzebny to przecież nie w takich wymiarach jak te pokazywane w „Do rzeczy. Historia”. Nie chodzi przecież o to, by wysłać kolejne roczniki na śmierć, prawda redaktorze Zychowicz? Chodzi o mądrą politykę, Ribbentrop-Beck, te klimaty....

Dalej jest jeszcze gorzej. Mamy listę topowych tematów w numerze, a wśród nich artykuł jakiegoś pana o dziwnym nazwisku zatytułowany „Sowieckie gwałty na Węgierkach”. Ja już naprawdę nie mogę.... Zostały jeszcze Słowaczki, Czeszki, Rumunki, Bułgarki i Wiedenki, Zychowicz ma więc zajęcia po kokardę, budzenie ducha idzie pełną parą....

Wyliczanka hot spotów kończy się artykułem Suworowa pod tytułem „Rasputin lubieżnik”.

Naprawdę, ja się nie dziwię tym Irlandczykom, że milczą, piją i słuchają tego podejrzanego folku. Nam się już niebawem także nic więcej nie będzie opłacać. W kraju będą dwie gazety, gazownia i Do rzeczy, w jednej będą pisać o zgwałconych Żydówkach i Polakach mordercach, a w drugiej o Żydówkach morderczyniach i zgwałconych Polkach. I tak, jak pisał nieodżałowany Marek Hłasko, dni będą nam płynąć wśród róż i wina.

 

Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.

Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.


 

Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8. 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (68)

Inne tematy w dziale Polityka