Książka o przygodach sir Rogera Casament jeszcze się nie znalazła, ale on sam ciągle wychyla się z jakiegoś kąta i patrzy na mnie wzrokiem strwożonym. I tak samo było wczoraj. Ktoś tu wrzucił link do bardzo słabego i pretensjonalnego tekstu o Józefie Rettingerze. Ja tego tekstu nie chciałem czytać, ale zmusił mnie kolega, który znalazł tam informację dla wielu kwestii kluczową. Kiedy zaś ja tam zajrzałem znalazłem jeszcze jedną informację również kluczową. Żadna z nich nie została oczywiście potraktowana w sposób poważny przez samego autora tekstu, który skupiał się na predyspozycjach intelektualnych Rettingera i wyrażał miejscami żal, że tak zdolny człowiek nie oddał swoich sił sprawom szlachetnym i pięknym. Ja jestem całkowicie wolny od takich projekcji i przygody pana Józefa oceniam inaczej. Jego zdolności, charme i szyk nie ciekawią mnie wcale. Interesuje mnie jedynie towarzystwo, w którym Józef Rettinger się obracał i organizacje w imieniu których występował. No, ale zacznijmy od tych kluczowych informacji.
W zacytowanym fragmencie wspomnień Rettingera znajduje się informacja, że ożenił się on z córką Edmunda D. Morela, brytyjskiego polityka, działacza partii pracy. Któż to był ten Morel? Pisałem tu już o nim. Był to kolega Rogera Casamenta, irlandzkiego patrioty, brytyjskiego arystokraty, który spędził 20 lat w Kongo pisząc tam wstrząsający raport o morderstwach dokonywanych przez Belgów i miejscową policję na tubylcach i rabunkowej eksploatacji kraju. Raport powstał po 20 latach, opublikowano go zaś w roku 1904. Wszystko zaś zaczęło się od Morela i jego artykułów. Otóż dziennikarz Morel zauważył, że handel pomiędzy Kongo a Belgią, nie jest tym czym chce go widzieć król Leopold i spora część społeczeństwa belgijskiego. W czasie swojego pobytu w porcie w Antwerpii spostrzegł pan Morel, że z Kongo przybywają do metropolii same skarby, a w drugą stronę wysyła się wyłącznie kajdany i broń. Poruszony do głębi swoimi odkryciami zaczął Morel, w porozumieniu z belgijską partią pracy, czy jak się tam ten gang nazywał, publikować artykuły na temat podłej polityki króla i jego kliki. Teksty te stały się impulsem dla Rogera Casament, który spotkał się z Morelem, odkrył w nim bratnią duszę i opublikował wspomniany raport w porozumieniu z brytyjskim rządem, który składał się z polityków laburzystowskich. Idźmy dalej. Morel umarł w roku 1924 po dokonaniu innego ważnego wyczynu. Cóż takiego zrobił spytacie. Otóż doprowadził do uznania ZSRR przez Wielką Brytanię i do nawiązania pierwszych umów handlowych pomiędzy tymi krajami. Cóż to oznacza w praktyce, jeśli chcielibyśmy owe fakty opisać językiem ludzkim? Otóż Morel to jest ten człowiek, który wyjął istniejącą od roku 1553 Kompanię Moskiewską spod kurateli korony i podporządkował ją...no właśnie, komu? Kiedy już się ów fakt dokonał, interwenci walczący z bolszewikami zwinęli swoje obozy i wrócili do domu. Człowiekiem, który najbardziej wkurzył się na Morela za ten numer, by nasz stary znajomy Winston Churchill, człowiek reprezentujący wartości, które tu eufemistycznie nazwiemy tradycyjnymi. Tak się ten Churchill wkurzył, że Morel, niestary przecież jeszcze, dostał zawału i umarł. No, ale mleko się rozlało i coś trzeba było z tym zrobić. Trzeba było przestawić całą światową politykę na inne tory, a kiedy się już ów fakt dokonał, okazało się, że w lokomotywie dziejów, prócz różnych ważnych osób siedzi jeszcze jakiś facet w czarnym kapelutku. Siedzi i dziwnie się uśmiecha. Kiedy go pytają o nazwisko odpowiada, że nazywa się Józef Rettinger i że poślubił właśnie córkę Edmunda Morela. Po co on to zrobił? Po co pederasta, cynik i łgarz poślubia nikomu niepotrzebną, starzejącą się kobietę? Widocznie ma w tym jakiś interes, widocznie za ową kobietą stoi ktoś znacznie od niej poważniejszy. Popatrzmy teraz co działo się zanim Morel odłożył łyżkę i zanim ZSRR stał się państwem pełną gębą.
Brytyjczycy powiesili Casamenta, co miało wszelkie cechy wendetty. Premier laburzystów chciał go ocalić, opublikował w tym celu jego dziennik, gdzie Casament opisywał swoje przygody z młodymi Murzynami w Kongo. Myślał biedny premier, że sąd uzna sir Rogera za wariata i go wypuści. Sędziowie jednak znudzeni opisami dymania Murzynów, sami mając za sobą znacznie lepsze numery, stwierdzili, że nie, że jednak wieszamy. I powiesili. Jak pamiętamy Casament to był ten pan, który nie rozumiał nowych czasów. Chciał wolnej Irlandii, ale nie chciał powstania. Ono jednak w końcu wybuchło, zakończyło się klęską, ale ci co je wywołali i doprowadzili do tej klęski stoją dziś na pomnikach w mieście Dublinie. Mam na myśli bolszewika Larkina z wszechzwiązkowej partii komunistycznej USA. Casament nie mieścił się w jego i jego mocodawców planach i jednymi ludźmi, którzy chcieli go ocalić byli Brytyjczycy, konkretnie rząd laburzystów. Karty jakim dysponowała międzynarodowa bolszewia były jednak silniejsze i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w tym szczególnym momencie, pod szubienicą sir Rogera zawarli oni sojusz ze starą wesołą Anglią reprezentowaną przez ludzi takich jak sir Winston.
Mamy więc zarysowane dwa obszary:obszar aktywności związków zawodowych i partii socjalistycznych, który jest obszarem niezbadanym i obszar zarządzany przez stare gangi zwane niekiedy arystokracją oraz politykami imperialnymi. Na styku tych dwóch obszarów stoi Rettinger. Mamy Morela i Casamenta, dwóch ludzi, którzy chcą położyć brytyjski przemysł gumowy, po to, by USA mogły przejąć technologię produkcji syntetycznej gumy od Niemiec i zarobić na tym miliardy. Ludzie ci reprezentują, świadomie – jak Morel, i nie świadomie – jak Casament światowy socjalizm. Ten zaś jest nie wiadomo czym. Nie wiemy bowiem jakie są relacje pomiędzy bolszewikami z USA, bolszewikami z Irlandii i bolszewikami z Belgii a takim towarzyszem Stalinem, czy wcześniej towarzyszem Leninem. Nas dziś kochani stać jedynie na to, by powtarzać bezmyślnie rewelacje o tym, jak to Niemcy sprytnie załatwili Rosję wysyłając do Moskwy Lenina w zaplombowanym wagonie. No więc ja się będę upierał, że w roku 1917 to z pewnością nie Niemcy go tam wysłali. To jest mem wyprodukowany na użytek durniów i frajerów. Ale jak ktoś lubi może go dalej memłać.
Wróćmy jednak do drugiej ważnej informacji z wczorajszego tekstu o Rettingerze. Oto tuż przed wybuchem I wojny światowej Rettinger przebywa w Krakowie wraz z Josephem Conradem i jego rodziną. Obaj panowie wybierali się włąśnie do majątku Goszcz leżącego już za granicą, a sławnego z tego, że coś tam ogłosił słynny dowódca powstańczy Langiewicz. (Symbol ten nie jest z pewnością bez znaczenia). Bohaterowie nasi do Goszczy nie dojechali, bo ogłoszono mobilizację, a Conrad jako obywatel wrogiego państwa, w dodatku agent tajnych służb musiał uciekać za granicę Austro- Węgier. Warto jednak wspomnieć czym zajmowali się obaj panowie, zanim ta cała wojna wybuchła. Otóż oni pisali wspólnie sztukę teatralną na temat przyszłej rewolucji w Meksyku. Sztuka ta powstawała na motywach powieści „Nostromo”, którą Conrad wydał w roku 1904. I już, już mieli ją skończyć, kiedy wybuchła ta cholerna wojna, co za pech. Rettinger przekazał rękopis do depozytu w ambasadzie Szwajcarii i rękopis ten przepadł potem w tak zwanej zawierusze dziejowej. Czy już widzicie drodzy czytelnicy do czego służy literatura? Czy jeszcze nie. Opowiem teraz o tym co robił Rettinger zanim wyjechał, będąc w skrajnej biedzie, do Meksyku, żeby robić tam prawdziwą rewolucję, której plan zarysowali wcześniej obaj z najwybitniejszym angielskim pisarzem polskiego pochodzenia. Otóż zajmował się on negocjacjami mającymi doprowadzić do wyłączenia z wojny Austro-Węgier i podpisania separatystycznego pokoju, którego efektem byłoby osamotnienie Niemiec. On sam – Józef Hieronim Rettinger – nie był pewien, czy miał w tym jakiś udział istotny, przypuszczał, że był tylko przykrywką dla działań innych graczy, a Korona, która go wynajęła do tej roboty, ma w rzeczywistości innych rozgrywających. Ten sposób myślenia dobrze świadczy o naszym bohaterze, bo tylko idiota mógł myśleć inaczej. Ostatni cesarz z dynastii habsbursko lotaryńskiej – Karol I, był do końca swych dni pod opieką brytyjskich oficerów, czyli pod opieką Churchilla. Rettinger zaś nie reprezentował w Wiedniu interesów Churchilla, tylko interesy Labour Party i socjalistów z USA, o tym jednak nie napisał w pamiętniku, skromnie przyznając się do tego, że został wykorzystany przez rząd brytyjski. Do żadnego porozumienia Wiednia z Anglikami i Francuzami nie doszło jak pamiętacie. Francuzi opublikowali całą korespondencje cesarza dotyczącą tych spraw, czym skompromitowali go na dobre. Cesarz, nie abdykując, wyjechał na Maderę, gdzie dopełnił się jego los. Pilnujący go oficer brytyjski musiał się gdzieś akurat zagapić, bo jego wysokość dostał nagle, w tych cholernie wilgotnym i ciepłym klimacie, zapalenia płuc i umarł w tempie ekspresowym. Prawie tak szybko, jak Morel.
Zobaczcie teraz gdzie dochodzi do styku interesów wymienionych przeze mnie obszarów zarządzanych przez socjalistów i imperia. Chodzi mi o Irlandię, Wiedeń, Meksyk i Rosję. W tych wszystkich miejscach dochodzi do mniej lub bardziej udanych prób przejęcia władzy przez międzynarodowe gangi, zarządzające z ukrycia wielkim przemysłem Ameryki. Po cóż im ta władza? Po to, by obniżyć koszta produkcji, by powiększyć obszary nędzy zaludnione przez robotników wykwalifikowanych i łatwych do przyuczenia, czyli po prostu białych oraz jako tako wykształconych. Nie czarnych, nie Indian, w obronie których występowali Morel i Casament, bo czarni i Indianie nie nadawali się zupełnie do tego, by żyć w nowym wspaniałym świecie, byli za mało wydajni. Zaczęło się od powstania w Irlandii, które skończyło się klęską. Kraj w końcu jednak uzyskał niepodległość, a wyglądała ona dokładnie tak, jak zaplanowali sobie to gangsterzy ze związków. Potem wybucha rewolucja w Rosji, którą próbuowali zatrzymać tak zwani interwenci. Ktoś im jednak w końcu wyjaśnia, że istnienie ZSRR może być bardziej korzystne niż powrót Rosji imperialnej. Więcej – istnienie ZSRR stałoię priorytetem dla wszystkich partii socjalistycznych jak świat długi i szeroki. I nic już ponadto się nie liczyło. Kiedy Piłsudski stanął w roku 1921 przed możliwością likwidacji ZSRR został powstrzymany, a powstrzymywano go ze wszystkich sił. Ja nie znam z nazwiska polityków, którzy do tego doprowadzili, ale obstawia, że nie byli to kumple sir Winstona, myślę, że byli to ludzie powiązani z laburzystami.
Nie wiemy jednak nadal i pewnie nigdy się nie dowiemy najważniejszego, nie wiemy jakie były relacje pomiędzy ludźmi z socjalistycznych gangów na zachodzie i towarzyszem Stalinem. Wszyscy bowiem wiedzą i wierzą w to święcie, że bolszewicy to wynalazek tych skurczybyków Niemców, co to chcieli koniecznie wojnę wygrać.
Rewolucja w Meksyku, którą opisali Rettinger i Conrad w swojej zaginione sztuce, przebiegała w sposób najbardziej dramatyczny. Ponieważ nie wywołała ona żadnej wojskowej reakcji USA uznać należy, że lobby, które rządziło wtedy tym krajem uznało, że mieści się ona w założeniach doktryny prezydenta Monroe. No i nikomu nie przeszkadzał obecny tam stale Rettinger. Nie zabito go, nie wydalono. Kiedy obłęd rewolucyjny się skończył i wyrzucono z Meksyku prowodyrów, czyli prezydenta, który był kolegą Rettingera i jego przydupasa, Meksyk pozostał tym czym miał być – miejscem gdzie rekrutuje się tanią siłę roboczą dla fabryk w USA. No i był znacznie mniej katolicki niż przed rewolucją.
Wróćmy jeszcze na chwilę do cesarza Karola. Skąd ten pomysł na separatystyczny pokój? Jeśli uznamy, że Irlandia miała być tym miejscem, gdzie dojdzie do porozumienia pomiędzy USA a Niemcami, przyjąć można śmiało, że Brytyjczycy chcieli mieć coś w zanadrzu, jakąś kartę, która zrównoważyłaby wyczyny komunistów w Irlandii. Mogę się mylić, ale sami się temu uważnie przyjrzyjcie. No i zwróćcie uwagę na tego Rettingera, oficerowie króla pilnują cesarza Karola i nagle zjawia się tam on – Józef Hieronim. Z czyjego polecenia? Może z polecenia Jima Larkina lub barona Rotszylda jego najlepszego przyjaciela? Ja nie wiem, tak sobie tylko myślę.
Pora na podsumowanie; oto nadchodzą nowe czasy, nowe wojny i rewolucje. Nie są one – jak myślą ludzie zdziecinniali myśliciele, efektem spontanicznego oburzenia mas, ale zostały dokładnie zaplanowane. Jedne opisano w sztukach teatralnych i książkach takich jak „Nostromo”, a inne na papierze kancelaryjnym, który przechowywany jest dziś w tajnych archiwach i nigdy nie ujrzy już światła dziennego. Przy planowaniu tych wszystkich wydarzeń zawsze odnajdujemy postać Józefa Hieronima Rettingera, człowieka, który ma najlepszy chyba PR na świecie, bo nawet jego zacięci wrogowie opisują go tak, jakby chcieli zamienić się z nim miejscami. Te nowe czasy należą do organizacji, których działania nie mieszczą się w żadnych produkowanych do tej pory opisach. Być może znał je Rettinger, który za każdym razem kiedy pojawia się na tak zwanej arenie dziejów ma w kieszeni pełnomocnictwo albo jakiegoś związku, albo partii socjalistycznej czynnej w jakimś kraju. Niezależni od swojej oficjalnej misji rzecz jasna. Niezależnie także od tego czy osiągał on sukces, czy spotykała go porażka, zawsze pozostawał w grze, zawsze był potrzebny.
Ja oczywiście wiem, że pod tym tekstem pojawi się zaraz mnóstwo linków demaskujących masonerię. Od razu powiem, że odradzam ich umieszczanie. Myślę bowiem, że z masonerią i jej znakami jest podobnie jak z tym Leninem w zaplombowanym wagonie. Nic nie jest tym czym się wydaje. Sztuki napisanej przez Rettingera i Conrada nie ma co prawda, ale są książki tego ostatniego. „Jądro ciemności”, „W oczach zachodu”, „Nostromo” i inne, i popatrzcie teraz jak dziwnie w tym wszystkim wyglądają ludzie, którzy chcąc podnieść sobie samoocenę nazywają się conradystami. To jest jeszcze gorsze niż Leszek Mazan i jego szwejkologia.
Na naszej stronie www.coryllus.pl pojawił się już regulamin konkursu na komiks według „Baśni jak niedźwiedź”. No więc jest tak, mamy trzy kategorie: bitwy, kresy, święci. Do każdej kategorii przyporządkowane jest jedno opowiadanie i można sobie wybrać co się chce rysować. Czy bitwę pod Żyrzynem według opowiadania „Żyrzyn 1863”, czy historię księcia Romana Sanguszki według opowiadania „Baśń kresowa”, czy może historię św. Ignacego de Loyola według opowiadania „Trzydniowa spowiedź kochanka królowej”. Nagrody są niekiepskie, w każdej kategorii po trzy. Za pierwszą 5 tysięcy minus podatek, który w takich razach koniecznie trzeba odprowadzić, za drugą 3 tysiące minus tenże podatek, a za trzecią 2 tysiące minus wspomniany podatek. Myślę, że warto się pokusić, tym bardziej, że z autorami najlepszych prac chciałbym potem podpisać umowy na stworzenie całych albumów, według mojego scenariusza. Aha, jeszcze jedno: na konkurs nie rysujemy całej historii, ale jedynie od 4 do 6 plansz formatu A 4 w pionie. Szczegóły są już na stroniewww.coryllus.pl w specjalnej zakładce „Konkurs”. Prace będzie można nadsyłać do 20 maja, a ogłoszenie wyników nastąpi 20 czerwca.
Ponieważ intensywnie zbieramy pieniądze na nagrody, które są dość poważne, umieściłem w sklepie kilka nowych tytułów, są to albumy z archiwalnymi zdjęciami, dość szczególne o tematyce raczej mało spopularyzowanej. Opisy znajdziecie przy zdjęciach okładek. Zysk z ich sprzedaży przeznaczamy w całości na nagrody konkursowe.
Na stronie www.coryllus.pl mamy nowe obrazy Agnieszki Słodkowskiej, ze słynnej już serii „japończyków” mamy też cztery portrety bohaterów naszego komiksu o bitwie pod Mohaczem. Można tam także kupić poradnik „100 smakołyków dla alergików” autorstwa Patrycji Wnorowskiej, żony naszego kolegi Juliusza. No i oczywiście inne książki i kwartalniki. Jeśli zaś ktoś nie lubi kupować przez internet może wybrać się do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie, albo do księgarni wojskowej w Łodzi przy Tuwima 33, lub do księgarni „Latarnik” w Częstochowie przy Łódzkiej 8. Nasze książki można także kupić w księgarni „Przy Agorze” mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11a. No i jeszcze jedna księgarnia ma nasze książki. Księgarnia Radia Wnet, która mieści się na parterze budynku, przy ulicy Koszykowej 8.
W sprzedaży mamy już nowy numer kwartalnika „Tatry” poświęcony pionierom zimowego taternictwa.Www.coryllus.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (49)