Nam, ludziom przyzwyczajonym do komunistycznych manipulacji wydaje się, że historia innych krajów nie ma żadnych tajemnic, że jest przejrzysta jak łza. Wydaje się nam, że tylko nasze sprawy są pogmatwane, oszukane i przysypane popiołem lub jak chce Adam Michnik zarośnięte błoną podłości. To nie jest prawda, inni mają znacznie gorzej. Do tego jeszcze tkwią w pułapce bez wyjścia, bo nie mogą jak my powiedzieć prawdy wprost. Nie mogą, bo za milczenie i udawanie dostali jakiś prezent. Nie duży, ale w sam raz taki by się zamknąć i siedzieć cicho. Nam nikt żadnych prezentów nie dawał i o zachowanie dyskrecji nas nie prosił, tak więc możemy gadać co nam się podoba. Na razie nie strzelają i nie zamykają do więzień. No, ale przejdźmy do meritum czyli do kwestii czy baron Meyer Rotschild zamordował Oskara Wilde'a.
Mamy oto epokę wiktoriańską, sławną z surowych obyczajów i twardej moralności. U schyłku tej epoki, dramaturg irlandzkiego pochodzenia, Oskar Wilde zostaje oskarżony o homoseksualizm, który podlega wówczas penalizacji, w wyniku tego oskarżenia trafia na dwa lata do ciężkiego więzienia. Kiedy je opuszcza jest wrakiem człowieka, a jego finanse są w ruinie. Pod fałszywym nazwiskiem, które jakiś łaskawy urzędnik wpisał mu do paszportu, wyjeżdża do Francji i tam, po trzech latach umiera na zapalenie opon mózgowych w jakimś nędznym hoteliku. Tak nam to przekazują badacze owej historii i filmowcy kręcący coraz bardziej uwodzicielskie obrazy o tym dziwnym człowieku, słabym pisarzu, nietrafionym dramaturgu, nieszczęśniku w istocie, który w oczach wielu zafascynowanych literaturą osób jest symbolem Irlandii i jej wolnego ducha.
Zacznijmy od więzienia gdzie osadzono Wilde'a. Nazywane jest ono zwykle ciężkim, a mieściło się w miasteczku o nazwie Reading. Dziwna nazwa, jak na siedzibę poważnej jednostki penitencjarnej, ale jak mówią – co kraj to obyczaj. W tym ciężkim więzieniu Oskar Wilde napisał ponoć swój poemat De Profundis, który liczy 30 tysięcy słów. Dobry Boże! Trzydzieści tysięcy słów?! Kiedy on miał czas to pisać, w czasie ciężkich robót, czy może w nocy po ciemku? To nie są żarty - napisanie 30 tysięcy słów w więzieniu. Sergiusz Piasecki w więzieniu na Świętym Krzyżu, w celi gdzie prócz niego przebywało jeszcze 16 więźniów napisał „Kochanka wielkiej niedźwiedzicy”, odbywało się to w warunkach straszliwych, ponoć pisał w tajemnicy przed strażnikami i współwięźniami. Ja, szczerzę mówiąc w to nie wierzę, myślę, że Piasecki, typ o mentalności gangstera, sterroryzował po prostu całą celę i kiedy pisał tę swoją książkę, nikt nie śmiał nawet pisnąć słowa. No, ale to taka hipoteza, nie poparta dowodami. Wracajmy do Oskara Wilde'a. Napisał on w ciężkim więzieniu poemat liczący 30 tysięcy słów. Był to gigantyczny list-monolog adresowany do Alfreda Douglasa, jego przyjaciela i kochanka, przez którego trafił za kratki. Zapytacie – dlaczego tylko on tam trafił? Skoro homoseksualizm podlegał karze, do ciężkiego więzienia powinien także trafić Alfred Douglas. No widzicie jak to wszystko dziwnie wygląda. Oskar Wilde został zamknięty, a jego przyjaciel nie. Dlaczego?
Alfred Douglas pochodził z dziwnej rodziny, był arystokratą markizem Queensberry. Miał brata, który zginął w roku 1894 w okolicznościach podejrzanych i niejasnych. Ponoć zastrzelił się na polowaniu. Dziadek Alfreda umarł w latach pięćdziesiątych XIX wieku, w czasie fotografowania, ale ponoć wszyscy wiedzieli, że było to samobójstwo. Jeden z jego wujów był tak przywiązany do swojej siostry bliźniaczki, że kiedy wyszła ona za mąż kompletnie postradał zmysły. Taka to była rodzina. Aha, był jeszcze ojciec, markiz Queensberry, furiat, który pod byle pretekstem chwytał za rewolwer albo za bat, żeby przeforsować swoje racje. No i biedny Alfred, który miał skłonności do poezji spotkał na swojej drodze Oskara Wilde.
Przyjrzyjmy się teraz okolicznościom śmierci brata Alfreda, Francisa Douglasa, wicehrabiego Drumlanrig. Pan ów zginął na polowaniu, ponoć nie ze swojej winy, tylko z winy kogoś innego. Łatwo przyjdzie nam ustalić z czyjej, bowiem plotkowało o tym całe imperium. Otóż w czasach kiedy homoseksualizm był karany, wicehrabia Drumlanrig podejrzewany był o romans z premierem Zjednoczonego Królestwa. Sam premier był, jak wicehrabia politykiem partii liberalnej i nazywał się Archibald Primrose, 5 hrabia Rosebery. Jego liberalne poglądy nie przewidywały jednak jakichkolwiek ustępstw wobec Irlandii, nie przewidywały choć lider partii liberalnej i poprzednik hrabiego Rosbery na stanowisku premiera był autorem i promotorem projektu irlandzkiej autonomii, który określa się do dziś mianem home rule. Zastanawiacie się pewnie, dlaczego ja przeskakuję nagle od tej rzewnej historii miłosnej do polityki brytyjskiej w Irlandii. Myślicie pewnie, że to dlatego iż Oskar Wilde był Irlandczykiem. Otóż wcale nie. No, ale idźmy dalej. Archibald Primrose, 5 hrabia Rosebery ożenił się rzecz jasna, jak wszyscy ukrywający się przed prawem angielscy homoseksualiści z wyższych sfer. Ożenił się z nie byle im, bo z jedyną córką barona Meyera Rotschilda, dziedziczką największej fortuny w całym imperium. Ślub odbył się w roku 1878, a sam Meyer Rotschild nie żył już wówczas od lat czterech. Jego szczątki zaś spoczywały na cmentarzu żydowskim w Londynie.
Jeśli nie widzicie jeszcze dobrze, co się wydarzyło owego szczęsnego dnia, kiedy 5 hrabia Rosebry poślubił tę biedną, tłustą Żydówkę, ja Wam to chętnie wytłumaczę. Chodzi o to, że fortuna Rotschilda została przejęta przez gang pedałów, który zmierzał wprost do przejęcia władzy w imperium.
Jak wiecie polscy badacze sprawy irlandzkich, tacy jak Grzegorz Swoboda piszą, że jedną z bojówek, tę komunistyczną, złożoną z robotników pracujących w transporcie, finansował Meyer Rotschild właśnie. To nie może być prawda, ponieważ Meyer Rotschild już w tym czasie nie żył. Ktoś jednak tym chłopcom dawał pieniądze. No i wobec takiego naświetlenia sytuacji, my już wiemy kto to był - 5 hrabia Rosebery, premier z ramienia partii liberalnej, a wcześniej, za rządów Gladstone'a, sekretarz stanu w ministerstwie spraw wewnętrznych.
Komuniści walczący o wolną Irlandię są finansowani przez rząd brytyjski, to jest raczej oczywiste. No, ale są ci drudzy, Ochotnicy Irlandzcy. Kto ich finansuje? Wypadałoby wskazać na partię konserwatywną i jej posłów zasiadających w brytyjskim parlamencie. No, ale taka demaskacja byłaby za prosta. Konserwatyści poza tym woleliby chyba odrąbać sobie prawe ręce niż uczynić jakiekolwiek ustępstwo na rzecz Irlandczyków. Musimy poszukać jakiegoś innego tropu. Ludzie reprezentujący irlandzki nacjonalizm przedstawiani są zwykle jako szlachetni młodzieńcy walczący dla sprawy. Mają ogień w oczach i w sercu, a na śmierć idą chętnie, bez wahań. To była oczywiście prawda, bo Patrick Pearse, Joseph Plunkett i Tom Clark zginęli. Zanim jednak zginęli stworzyli pewien charakterystyczny obraz walki o niepodległość Irlandii, obraz, którego dziś zamazać nie sposób. Obraz, za który Irlandczycy pewnie daliby się pokroić choć nie zastanawiają się dlaczego Pearse nie ma pomnika przed pocztą w Dublinie. Oto Pearse, idealista, poeta, wrażliwiec, do tego samotny, bez kobiety, ponoć nawet krążyły plotki, że był prawiczkiem. Mario Vargas Llosa, autor książki „Marzenie Celta” poświęconej innemu działaczowi na rzecz niepodległości Irladnii Rogerowi Casament, pisze, że Pearse, był prywatnie człowiekiem bardzo zabawnym i serdecznym. W tych oczywiście momentach, kiedy nie mówiono akurat o Irlandii. Dla żartu, żeby zabawić kolegów, potrafił się przebrać za staruszkę w łachmanach i żebrać na głównym placu Dublina, potrafił też przeprać się inaczej, Llosa pisze, że można go było spotkać wystrojonego niczym portowa dziwka, jak kręcił się przed drzwiami tawern. Ja naprawdę tego nie wymyśliłem. To jest napisane w powieści poświęconej człowiekowi, który został przez konserwatywny rząd Wielkiej Brytanii skazany na śmierć przez powieszenie. Llosa wtrąca tę uwagę o przebieraniu się największego irlandzkiego bohatera jako żart. Naprawdę. Żart umieszczony w książce o zadeklarowanym homoseksualiście, którego preferencje były jawne, tak jawne jak preferencje premiera i nikt przez lata całe nie zamknął go za to do więzienia.
Oskar Wilde jednak tam trafił, ponoć dlatego, że ojciec Alfreda Douglasa zaczął go prześladować i doprowadził do skazania poety na dwa lata więzienia. Potem zaś, kiedy Wilde wyszedł na wolność nękał go nadal, aż do swojej śmierci w roku 1900. Cóż to za rok? Co się wtedy stało w Wielkiej Brytanii? Otóż rok ten jest niesłychanie istotny, ponieważ wtedy właśnie powstała brytyjska partia pracy, która miała przekształcić w drodze ewolucji system kapitalistyczny panujący na Wyspie, w system socjalistyczny. Jaka w tym wszystkim miała być rola Irlandii? Myślę, że kluczowa. Gdyby ktoś nie chciał zgodzić się na ten system socjalistyczny, co to go towarzystwo fabiańskie, wespół z gangami chciało wprowadzić w odwodzie byli irlandzcy terroryści ze związku transportowców, a jeśli im by coś akurat wypadło w pracy, pozostawali jeszcze poeci i idealiści pod przywództwem lubiącego dziwne żarty Particka Pearse'a.
Pozostaje jeszcze znaleźć odpowiedź na dwa pytania: z czego finansowano partię pracy i dlaczego Oskar Wilde uciekł do Francji. Odpowiedź na to pierwsze pytanie jest prosta – z pieniędzy Meyera Rotschilda. Z tym drugim pytaniem też sobie jakoś poradzimy. Musimy tylko ujawnić jeszcze jeden szczegół tej historii. Oto poślubiona 5 hrabiemu Rosebery Hanah Rotschild umarła w wieku 41 lat, w roku 1890. Cała jej ogromna fortuna stała się własnością jej męża. No i potem po kolei wybuchają te afery, jeden wicehrabia zabija się na polowaniu, a drugi nawiązuje romans z Wilde'm. Nie ma strachu, bo choć homoseksualizm jest ścigany przez prawo, to przecież nie dotyczy to sfer, w których przebywają wymienieni panowie. Tak się wydawało, ale nie zapominajmy, że w Wielkiej Brytanii żyją jeszcze ludzie, którzy nie mają zamiaru ustępować w sprawie Irlandii, ani w sprawie homoseksualizmu, który na Wyspie karany był jeszcze w latach 50-tych XX wieku. Wraz ze zwariowanym ojcem 9 wicehrabią Queensberry wsadzają oni Wilde'a do więzienia. Kiedy po dwóch latach opuszcza on zakład karny nie ma środków do życia. Gdzie może się zwrócić ktoś taki jak on, oszukany ojciec dwóch synów, którzy ze wstydu jakiego im narobił zmienili sobie nazwisko? Do swojego przyjaciela Alfreda rzecz jasna, z którym zamieszkał w Rouen. Nie na długo jednak, bo panowie pokłócili się o pieniądze, których Alfred nie chciał wypłacać Oskarowi.
Wilde wyjechał więc do Paryża, a Alfred do Anglii. Ten pierwszy zmarł w sławnym roku 1900, kiedy to powstała brytyjska partia pracy, a ten drugi dożył roku 1945. Przeszedł na katolicyzm i stał się zagorzałym antysemitą, jak to zwykle katolicy. Nie wiemy kto wypłacał mu wtedy pensję, bo fortuna ojca została przecież dawno roztrwoniona. No, ale ktoś musiał to robić, bo żydożercze pisemko, które wydawał nie zarabiało przecież na siebie. To przecież nie do pomyślenia w otwartym, tolerancyjnym społeczeństwie protestantów.
Dlaczego Oskar Wilde umarł na zapalenie opon mózgowych? Dlaczego nie miał wypadku w czasie fotografowania jak dziadek Alfreda Douglasa ani nie zginął na polowaniu jak jego starszy brat? To proste? Był dramaturgiem a nie fotografem, a polowań nie lubił, gdyż kochał zwierzęta. Zapalenie opon mózgowych zaś to śmierć w sam raz pasująca do zagubionego człowieka, który zgłasza zbyt wielkie roszczenia wobec poważnych osób.
Zapraszam na stronę www.coryllus.pl, gdzie mamy nowe komiksy i różne promocje.


Komentarze
Pokaż komentarze (22)