Słuchałem wczoraj, przez don estebana, wypowiedzi Ziemkiewicz na temat jego nowej książki, słuchałem Dariusza Baliszewskiego, który robił tam za primadonnę i pytań z sali i zasmuciłem się wielce. Jak dorośli ludzie, którzy – jak Baliszewski – sami przyznają, że od lat zajmują się historią, a do tego prowadzą programy telewizyjne tę historię popularyzujące, dopiero teraz zorientowali się jaka była sytuacja Polski we wrześniu 1939 roku? To są rzeczy niepojęte, nie tylko zresztą te, dotyczące wybuchu wojny w Polsce, ale także inne ustawione w kontekstach współczesnych. Mamy oto promocję książki pod tytułem „Takie piękne samobójstwo”. Nad książką tą Ziemkiewicz pracował kilka lat jak twierdzi, co jest oczywiście kłamstwem. Zaraz bowiem dodaje, że nie korzystał z archiwów, tylko porównywał i wyciągał wnioski z prac dostępnych na rynku i w bibliotekach. To jest metoda skuteczna i dobra, przećwiczyłem ją na Baśni, jej urok polega na tym, że odkrywa się przy okazji chciejstwo i idiotyzm profesorów historii. No więc Ziemkiewicz zastosował najbardziej wdzięczną drogę na skróty jaka istnieje, ale mówi, że było inaczej, żeby mu patyna na czole osiadła, bo wiadomo, że ludzie, którzy nic nie czytają, albo czytają po łebkach, najbardziej cenią tych znawców, którzy dokładnie pamiętają ile obrazów namalował Tycjan i jaki był przebieg jego śmiertelnej choroby. I na to wchodzi Dariusz Baliszewski, znawca historii i z taką dziewczęcą niemal kokieterią mówi: jak ja nie lubię takich książek, one są pozbawione aparatu badawczego, nie ma przypisów, ach jakie to straszne i ja nie wiem skąd ten Ziemkiewicz to wszystko wie. Szanowny Panie Baliszewski, wystarczy słuchać uważnie co Ziemkiewicz mówi i sprawa jest jasna. Nie trzeba od razu opowiadać o złym, zgiełkliwym świecie, który sprzysiągł się przeciwko historykom-amatorom, autorom popularnych programów telewizyjnych, którzy muszą zamykać się w ciszy swoich gabinetów, by wolno i z wielką uwagą czytać przypisy do dzieł naukowych. No, ale koncepcja Baliszewskiego na promocję Ziemkiewicza jest inna, taka bardziej bym powiedział inteligencka. Gabinet niczym twierdza, biurko niczym bastion, książka w twardej oprawie niczym kaponiera i te niezwykle celne pociski wyrzucane przez Ziemkiewicza, przed którymi Baliszewski stara się bronić, ale nie może.
4289
BLOG
Rozważania Ziemkiewicza, mimo jego gorących zapewnień, że jest inaczej dotyczą spraw ogranych i wymemłanych już sto razy. Chodzi o wybuch wojny i postawę Becka. Szkoda, że Ziemkiewicz nie zajrzał do jego pamiętników, bo nie musiałby się zastanawiać nad motywacjami pana ministra i odbrązawiać go w sposób zapierający dech w piersiach Baliszewskiego. Dlaczego Ziemkiewicz ima się tego tematu? Bo się obawia, że publiczność mu się rozbiegnie. Ludzie, z wyjątkiem może blogerki elig, zadający mu pytania, najwyraźniej nie są w stanie wspiąć się powyżej poziomu rozważań honor-interes i Ziemkiewicz to wie. Jak zacznie pisać o czymś bardziej złożonym oni po prostu nie zrozumieją, poczują się oszukani i co wtedy?
Demaskuje nasz autor podłą postawę zachodu wobec nas, mówi nam, że nie można myśleć o polityce w kategorii szlachetnych intencji i dokonuje widowiskowych porównań historii ze współczesnością. Niezwykle mocno uwodzi to publiczność. Chodzi o to, że ten Beck, który był najpierw sojusznikiem Hitlera, a potem wybrał sojusz z Francją i Anglią jest podobny do Tuska, który najpierw gadał z Putinem na Westerplatte, a teraz demonstruje wrogość wobec niego. No i w tym miejscu oczywiście słychać pomruk zadowolenia z sali. Ja właściwie nie wiem dlaczego, bo przecież gdyby to porównanie było słuszne, należałoby już dziś uciekać z kraju. Wszyscy jednak siedzą grzecznie, kiwają głowami i udają, że nic do nich nie dociera. Ciekawą rzecz o wrześniu 1939 roku powiedział Dariusz Baliszewski. Przypomniał on mianowicie, że z Polski uciekli wszyscy prawie urzędnicy, ewakuowało się całe państwo, nie unieważniając długów jakie obywatele mieli wobec niego. No i wierzytelności te przejęli Niemcy, którzy wysłali niepłacących dłużników do Oświęcimia. Nie martwi was to mili czytelnicy prozy Rafała Ziemkiewicza? Nie martwi was to, że pojedziecie na Syberię, jak się okaże, że przepowiednia autora się spełni? Trochę to dziwne. No, ale są tam jeszcze dziwniejsze rzeczy. Mówi nam Ziemkiewicz, że sytuacja współczesna przypomina przedwojenną, bo choć nie ma dyktatury, to jest coś „w podobie”, bo media są zawłaszczone przez władzę. On oczywiście nie należy do tej bandy, która media zawłaszczyła, stoi po stronie wolności. Ja zaś dobrze pamiętam sytuację sprzed półtora roku, kiedy na skrzyżowaniu Świętokrzyskiej i Marszałkowskiej wisiał na bloku bilbord na 6 pięter wysoki z wizerunkiem pana Rafała. Jak na opresję medialną, która go dosięga jest to spory wyczyn. I nikt, wyobraźcie sobie nie zdejmował tego wizerunku przez długi czas. No, ale ludzie mają słabą pamięć i wolą wierzyć w to, co tam Ziemkiewicz mamrocze, wolą wierzyć, że mają przed sobą autora prześladowanego przez złą władzę, który ujawnia niewygodne prawdy.
No, ale idźmy dalej. Największym odkryciem Ziemkiewicza, jest chyba to dotyczące uznania ZSRR przez Wielka Brytanię. To jest dopiero demaskacja. Piszemy tu o tym od pół roku, wymieniamy nazwiska, sprawa jest oczywista, ale dopiero Ziemkiewicz musi to powiedzieć na swoim spotkaniu autorskim, a Baliszewski musi pokręcić głową z niedowierzaniem i uznaniem, żeby sprawa dostała się do świadomości publicznej. Coś jest chyba w związku z tym faktem nie tak z tą świadomością? Przynajmniej u tych, którzy byli na tym spotkaniu. Mamy oto bowiem sytuację czystą jak łza: skromny dziennikarz pan Morel, działacz na rzecz praw człowieka, jakbyśmy dziś powiedzieli doprowadza do tego, że Wielka Brytania jako pierwsza uznaje ZSRR. Z córką tegoż Morela żeni się nie kto inny tylko Józef Hieronim Retinger. Jego Ziemkiewicz już widzi, bo najwyraźniej ktoś my wydał pozwolenie na zauważania Józefa Hieronima. No i pisze nam, że pojawił się nasz ulubiony bohater w Warszawie, w roku 1939 z misją od rządu brytyjskiego, którego celem było utworzenie w Polsce rządu powolnego polityce sprzymierzonych. Całe szczęście, że Beck się zorientował o co chodzi i porzucił Hitlera, nie trzeba było robić zamachu stanu, organizować zbiorowych wystąpień niezadowolonych obywateli i używać innych narzędzi manipulacji, które Ziemkiewicz uważa, za gniew skrzywdzonego ludu. Czego Ziemkiewicz nie pisze, a o czym my swobodnie gadamy? Nie pisze, bo nie dostał pozwolenia, o tym, że w rządzie tym znaleźć się miało miejsce i dla generała Rómmla i dla Stefana Starzyńskiego, a miał ów rząd współpracować ściśle z ZSRR. Nie powiem skąd to wiem, niech się Baliszewski trochę pomęczy. No więc mamy treści swobodnie przekazywane w sieci i w rozmowach prywatnych, które nie mają racji bytu, póki ich nie „odkryje” jedyny dopuszczony do głosu pisarz polski prawicowej – Rafał Aleksander Ziemkiewicz. On tylko bowiem przeciwstawia się miękkiej dyktaturze, która zawłaszczyła media i nie pozwala Polakom zapoznać się z twardą i gorzką prawdą o historii.
Teraz na chwilę wrócę do Baliszewskiego. Ja nie rozumiem jak można przez tyle lat robić te nudne i przewidywalne programy, grzebać się w nic nie znaczących szczegółach i nie powiedzieć – mając tego świadomość – jak wyglądała sytuacja Polski międzywojennej, realna sytuacja? Ja wiem dlaczego oni tak się zachowują. Bo to są ludzie, którzy dziedziczą całą urzędniczą spuściznę II RP, oni się doszukują przyczyn klęski w złym zarządzaniu, w złych sojuszach, w oszukiwaniu obywateli i w oglądaniu się na Zachód. Ziemkiewicz zaś występuje z absurdalną tezą, którą zaraz zresztą sam obala Retingerem, że wiosenne wystąpienie Becka z 1939 roku, było zagrywką obliczoną na politykę wewnętrzną, było to wystąpienie przeciwko opozycji parlamentarnej. No, a co z Retingerem i jego misją miły panie Ziemkiewicz? Baliszewski i Ziemkiewicz będą w nieskończoność poprawiać mechanizmy działania państwa i zastanawiać się dlaczego ono nie działa, aż ich jakiś miły gestapowiec popuka pejczem w plecy i zaprosi do wagonu jadącego gdzieś w nieznane. To jest ten mechanizm. Było źle, ale my powiemy co trzeba poprawić i będzie dobrze. No to ja jeszcze raz powtórzę to co tu już pisaliśmy sto razy: nie ma Polski bez Kościoła. Tylko szczery idiota może myśleć inaczej. Kościół zaś bez Polski poradzi sobie spokojnie, nic mu się nie stanie. Polska nie może być tworem gryzipiórków realizujących dyrektywy unijne czy ministerialne. Polska była zawsze krajem wolnych i zamożnych obywateli, którzy związani byli ze strukturą Kościoła. Ziemkiewicz tego wszystkiego nie napisze, bo jest rozwodnikiem i mu nie wypada. Musi więc grzęznąć w rozważaniach o interesie narodowym i jego realizacji na różnych poziomach. Nie ma żadnego interesu narodowego jeśli nie ma w Polsce klasy posiadaczy opartej o zasoby kraju, w którym żyją. Wystarczy, że któryś z sąsiadów złoży urzędnikom czy wojskowym jakąś propozycję i już jest po Polsce. Już mamy atrapę. W budowaniu tej atrapy Ziemkiewicz i Baliszewski uczestniczą dzielnie od wielu lat, ale przed publicznością strugają zagubionych mędrców, którzy coś ważnego chcą przekazać przyszłym pokoleniom. Ciekawe, w którym miejscu kolejki do nowych Zaleszczyk znajdą się obydwaj? Myślę, że gdzieś na samym początku.
Całe szczęście, Ziemkiewicz, jak zapowiedział, na jakiś czas porzuci swoje historyczne pasje i zajmie się pisaniem książki pod tytułem „Cham zbuntowany”. To jest ten rodzaj kokieterii, który u niego najbardziej lubię, ten znany z książki „Ciało obce”. I niechby przy tym pozostał.
Na koniec pozwolę sobie na odrobinę złośliwości. Ciśnie się bowiem na usta pytanie, czy Ziemkiewicz zna i rozumie brzydkie słowo „mason”, czy kojarzy to słowo z polityką brytyjską realizowaną wobec słabszych, środkowoeuropejskich partnerów? A jeśli tak to kiedy zacznie o tym pisać? Oto link do całości nagrania
https://www.youtube.com/watch?v=tkcbUsObZx4
Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl,. Do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6, do księgarni Przy Agorze mieszczącej się przy ulicy o tej samej nazwie pod numerem 11A, do księgarni Latarnik w Częstochowie przy Łódzkiej 8 w Częstochowie i do księgarni Radia Wnet przy Koszykowej 8 w Warszawie. W piątek 6 czerwca zaś zapraszam na kiermasz książek IPN, który odbędzie się w budynku gdzie dawniej mieściła się restauracja Cristal-Budapest, przy Marszałkowskiej 22 w Warszawie.


Komentarze
Pokaż komentarze (85)