coryllus coryllus
3883
BLOG

Anatomia Ryby

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 52

 Ulubionym literackich chwytem wszystkich aspirujących do ilorazu autorów, szczególnie tych, którzy robią kariery polityczne, jest używanie w tytułach słowa „anatomia”. Już o tym pisałem, ale nie zaszkodzi powtórzyć, zdarzyło się bowiem nawet, że dwóch panów nie opamiętam niestety ich nazwisk napisało dwie książki o władzy ze słowem „anatomia” w tytule. Postanowiłem i ja pójść tym tropem, a zainspirowali mnie nie tylko sięgający po pióro politycy, ale także profesor Mieczysław Ryba z KUL, który rozpoczął ostatnio tournée po Polsce z wykładami na temat sposobów pisania historii i walki z kłamstwem historycznym. Niestety już na samym początku profesor Ryba zdemaskował fałsz swojej misji. A zrobił to mówiąc, że kłamstwom, w tym kłamstwom komunistycznym, nie można się przeciwstawić pisząc bajki i baśnie historyczne, oraz zakładając bloga. Tak powiedział, możecie sprawdzić, słychać to po 11 minucie jego wystąpienia. Ponieważ, jak napisał tu wczoraj kolega regulator, na skrzyżowaniu traktów z napisem „blogi” i „baśnie” stoję tylko ja, muszę zabrać głos w tej sprawie. W dodatku nie tylko w piśmie, ale także w słowie żywym, bo postanowiłem, że od dziś do niektórych tekstów dołączane będą pogadanki. Będziemy je nagrywać w warunkach polowych, jakość nie będzie więc może najwyższa, ale z czasem się wyrobimy. Dziś pierwszy film, dotyczący kwestii poruszanych przez profesora Rybę. Otóż twierdzi on, że kłamstwom komunistów, kłamstwom mediów działających przeciwko Polsce przeciwstawić można się jedynie na najwyższych piętrach intelektu, a zabierać się za to powinni ludzie, którzy najpoważniejsze problemy dotyczące historii przetrawili w swoich mózgach. Dopiero wtedy można z całą odpowiedzialnością walczyć z kłamstwem. I tutaj właśnie najwyraźniej widać o co chodzi profesorowi Rybie. Nie o walkę z kłamstwem bynajmniej, ale o ustawowe zadekretowanie, że tacy jak on mają monopol na pisanie o historii. To jest oczywiste, dla każdego tylko nie dla profesora Ryby, który mówi o istocie kłamstwa, a tą jest łatwość multiplikacji w mediach i łatwość docierania do każdego serca i mózgu. Jako antidotum Ryba proponuje publikacje naukowe wydawane w ilościach 100 lub 200 egzemplarzy. Publikacje, których nie czytają nawet studenci, bo umierają przy tym z nudów. Profesor Ryba jest jak mała dziewczynka, która chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Widać to dobrze kiedy powołuje się na Iwona z Chartres i przytacza jego słowa o wielkości, nie wiem czy dobrze zacytuję: jesteśmy wielcy ponieważ stoimy na barkach olbrzymów. Od razu widać, że jakby ktoś chciał stanąć na barkach profesora Ryby, tak dosłownie, nie metaforycznie, wielki nie będzie. No, ale dlaczego ja piszę o tym ciastku. Otóż chodzi o to, że te piętra intelektu najwyżej położone istnieją, ale one są z istoty niedostępne profesorowi Rybie. Nie mogą być ponieważ w czasach, na które profesor się powołuje, kariera akademicka wiązała się z poważnymi wyrzeczeniami dotyczącymi życia osobistego. I ja uważam, że był to warunek konieczny do tego, by osiągnąć owe wysokie piętra. Jednym słowem intelektualiści mogą aspirować do zaszczytów najwyższych pod tym jednakowoż warunkiem, że wyrzekną się życia doczesnego. Ja to piszę poważnie, nie mrugam, ale profesor Ryba mnie do tego prowokuje przywołując Iwona z Chartres. Najwyższe piętra intelektu osiąga się poprzez życie we wspólnocie monastycznej i poświęcenie się studiom naprawdę, bez reszty. Jeśli ten warunek nie jest spełniony każdy intelektualista zamienia się w propagandystę, w najlepszym razie, a w najgorszym w oszusta. To szalenie ważna sprawa, żeby widzieć tę granicę i określić się, po której stronie chcemy stać, a kiedy już to zrobimy dobrać sobie odpowiednie narzędzia i współpracowników do realizowania misji, która jest nam przeznaczona.

Profesor Ryba w taki dość kokieteryjny sposób informuje nas, że ma dwóch synów, jeden z nich ma na imię Wojciech, a drugi Stanisław. W tym momencie profesor mruga, uśmiecha się i mówi, że to nie jest wybór przypadkowy. I co? Ja mam rozumieć, że to jest próbka tego co się dzieje na najwyższych piętrach intelektu okupowanych przez kolegów profesora Mieczysława Ryby? To jest ten sam numer, którzy robili ludzie zaangażowani w komunizm, tyle, że wektor ma odwrócony. Jak szczeremu komuniście rodzili się synowie to on ich nazywał Włodzimierz i Józef, czynił to z miłości do Lenina i Stalina, a także dlatego, że doskonale rozumiał jaki efekt propagandowy, na skalę środowiska, będzie to wywoływało. Mam więc profesor Ryba aspiracje do pięter najwyższych, ale nie gardzi też takimi ogranymi chwytami, jak próba ulokowania siebie i rodziny na właściwym piętrze hierarchii, poprzez naznaczenie dzieci odpowiednim imieniem. Ten sposób bywa niesłychanie zawodny, jak wiemy, bo nie wiadomo co z tych dzieci wyrośnie. Łatwo może się zdarzyć, że miast chwały przyjedzie wstyd. Ja tego nie życzę profesorowi Rybie, ale chcę powiedzieć, że nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. Nie można być propagandystą, nawet najsłuszniejszych idei, a jednocześnie aspirować do tych pięter, bo to się rozejdzie na szwach. Demaskacja zaś, jeśli już nastąpi, wiązać się będzie z kompromitacją.

Wyobraźcie sobie, że opat Iwo Z Chartres ma dostęp do telewizji, albo że mają go profesorowie Sorbony z XIII wieku. Czy oni by z tego korzystali? Oczywiście, że nie. Bo to niweczy ich pracę i spłaszcza ich przekaz, albo go wręcz unieważnia. Występami na rogach ulic zajmują się kuglarze, cesarscy i angielscy szpiedzy, którzy mącą mieszkańcom Paryża w głowach i żebracy z owrzodzonymi nogami. Myśl naprawdę wielka żyje w innym środowisku i nie przysiada na ramieniu byle kogo. No, ale dosyć już tej poezji. Wróćmy do konkretów. Nawet jeśli przyjmiemy, że profesor Mieczysław Ryba i jego koledzy ludzie obarczeni rodzinami, kredytami, latający z wywieszonymi językami za jakimiś grantami, albo czekający na to co tam wierni dadzą na KUL w corocznej zbiórce, rzeczywiście na te najwyższe piętra intelektu się wdrapią. To co? Zwalczą kłamstwo jaruzelskie? Oczywiście, że nie, bo nie mają do tego żadnych narzędzi. A skoro nie mają, to znaczy, że w istocie stoją po stronie tego kłamstwa. Ono im odpowiada, bo stanowi dobre tło dla ich dywagacji na temat roli intelektualistów w społeczeństwie. Rozumiem, że za pomocą swojej metody profesor Ryba zwalcza komunistyczne kłamstwa już od dawna? Przynajmniej od roku 1989? Czy tak? Jeśli mam rację chętnie przejrzałbym jakieś sprawozdanie z sukcesów tej kampanii, bo może one są, ale gołym okiem ich nie widać. Jeśli sprawy będą szły dalej w tym kierunku, w którym idą, a profesor Ryba i podobnie jak on myślący ludzie wdrapywać się będą na najwyższe piętra intelektu, wkrótce pomniki generała Jaruzelskiego stać będą w każdym większym mieście. I nic tego nie zatrzyma, choćby dzieci profesorów nosiły imiona Dawid, Goliat, Samson, albo jakieś inne, podobne.

Na co liczy profesor wygłaszając takie opinię? Podejrzewam, że na niewielki zastęp uczniów. Ja się szykuję do napisania tekstu na temat relacji mistrz-uczeń, która jest z istoty fałszywa, ale to będzie później. Myślę, że profesor Ryba szykuje się do przekazywania charyzmatów swoim asystentom poprzez nakładanie rąk na głowę. I to jest jeszcze gorsze niż te piętra intelektu. Wszyscy bowiem wiemy, że życie młodych pracowników naukowych to w najlepszym razie lekcja pokory, a w najgorszym pasmo upokorzeń i wyrzeczeń. Naznaczone w dodatku tym kłamstwem, o którym tu już pisałem – nie istnieje żaden prawdziwy rozwój intelektualny bez autentycznego poświęcenia całego życia. Kiedyś było to możliwe poprzez istnienie klasztorów i szkół klasztornych oraz uniwersytetów, które były instytucjami kościelnymi. Dziś nie ma o tym mowy, bo każdy kto musi borykać się z codziennym życiem, a aspiruje do roli intelektualisty przegrywa. Albo odchodzi, albo zamienia się w propagandystę z podziałem na dwie specjalizacje: naiwniak-oszust, albo kultywuje fałszywe wybraństwo. O tym ostatnim już pisałem niedawno, jeśli ktoś uporczywie kultywuje wybraństwo oznacza to, że ma coś na sumieniu, w najlepszym razie wyjada tłuste larwy z pni drzew, a w najgorszym współpracuje z obcymi ośrodkami propagandy. Tak to wygląda i nie chce być inaczej. Niech więc profesor Ryba nie mąci ludziom w głowach i nie powołuje się na przykłady moralnych zwycięstw z roku 1966 kiedy to Kościół zgromadził więcej wiernych na obchodach maryjnych niż komuniści na swoim święcie 1000 lecia państwa. My nie stoimy po stronie czystej myśli, która szybuje jak albatros nad oceanem, nie jesteśmy jak Iwo z Chartres, ani jego uczniowie, bo ten czas dawno minął, został skutecznie unieważniony poprzez zeświecczenie uniwersytetu. Można się oczywiście łudzić i wygłaszać kwestie, którymi nakarmił nas Mieczysław Ryba, ale on zamieniają się w pył tuż po uwolnieniu się z profesorskich ust. Po cóż bowiem, mając do dyspozycji uniwersytet i te piętra, profesor Ryba, wybiera się w tournée po kraju ze swoim wykładem? Skoro nie ma w nim ani jednej skutecznej recepty, a sam prelegent twierdzi, że misję realizować trzeba innymi sposobami? Po cóż ten pęd ku pogardzanej przez środowiska akademickie popularyzacji? Ja oczywiście wiem i Wy wiecie. Chodzi o ciastko, które trzeba zjeść, ale jednocześnie zachować. I tym właśnie zajmują się dziś intelektualiści. Kłamstwa zaś komunistów, kłamstwa Niemców i Rosjan rozkwitać będą w najlepsze, w telewizji i w księgarniach będzie ich pełno. I nikt się temu nie przeciwstawi, bo zwalczać je można dopiero po gruntownym przemyśleniu wszystkich problemów, nawet tych najsubtelniejszych i po wychowaniu sobie następców, a także po przyjęciu charyzmatów z rąk starszych i godniejszych. Szydzę oczywiście, bo na nic innego tu miejsca nie ma. Jeśli przyjmiemy serio to co mówi Mieczysław Ryba będzie po nas, przestaniemy istnieć jako świadomy naród. Będzie katastrofa. Po prostu.

 

Okazało się właśnie, że nasze nagranie bardzo wolno ładuje się na YT, mamy za małą moc przesyłu, czy coś podobnego. Nie wiem. Mam dla Was dzisiaj jeszcze trailer komiksu Tomka Bereźnickiego pod tytułem „Wrzesień pułkownika Maczka”. Ponoć komiks ten ma się niebawem ukazać, ale ponieważ wydają go ludzie próbujący wdrapać się na najwyższe piętra intelektu może być różnie. Tomek skończył go rysować w styczniu, a albumu nie ma do dziś, bo zgłoszono mnóstwo poprawek, dotyczących między innymi kształtu muszki na lufie karabinu Mauser. Ten komiks jest naprawdę świetny, wszyscy wiemy co trzeba by było zrobić, trzeba by mianowicie zawalić polskie księgarnie setką albumów podobnej treści i jakości i jeszcze wydawać je w obcych językach organizując dystrybucję za granicą poprzez ośrodki polonijne choćby. Na to jednak nie zgodzą się nigdy ludzie pokroju Mieczysława Ryby. Nie dlatego, że brzydzą się komiksem, choć to także, ale dlatego, że chcieliby sami dotrzeć ze swoją produkcją do takiej ilości ludzi, która kupi ten album. Na to się jednak nie zanosi, pozostaje więc łażenie po piętrach.

https://www.youtube.com/watch?v=n7VWomFZaz8

 

 

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (52)

Inne tematy w dziale Polityka