coryllus coryllus
4775
BLOG

A wiecie, że Frytka się nawróciła...

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 46

 Bardzo wszystkich przepraszam, ale już nie mogę słuchać o Belce w oku Sienkiewicza i drzazgach za pazurami Tuska. Nie ciekawi mnie to, bo jak już napisałem, o tym, że państwo nie istnieje FYM pisał 4 lata temu i wtedy wszyscy się z tego śmiali. Dziś każdy jest oburzony, a co bardziej przytomni szydzą. Porzućmy więc te głupstwa i zajmijmy się czymś poważnym. Okazuje się, że Maja Frykowska, która wcześniej nazywała się Agnieszka Frykowska zrezygnowała z imprezowego życia i oddała się w całości Jezusowi. Nic nie zmyślam, taka jest prawda. Nagrała w związku z tym filmik, który krąży po sieci. Widać tam dokładnie jak głęboka jest jej przemiana i jak silnie wpłynęło na nią spotkanie z ludźmi, którzy nie chlają, nie wciągają kresek i nie dają każdemu, kto się krzywo uśmiechnie i pomacha ręką. To budujące, sami się przekonajcie http://www.pudelek.tv/video/Jest-kolejne-SWIADECTWO-NAWROCENIA-Mai-Frykowskiej-5770/

Gdyby Was interesowało na co dokładnie nawróciła się Frytka uprzejmie donoszę, że została ona członkinią kościoła reformacyjnego, ale nie wiem niestety którego. Ja jestem całkowicie sparaliżowany autentyzmem tego przekazu, nie mogę się otrząsnąć. Od razu przypomina mi się wszystko co przeczytałem w życiu na temat pradziadka Mai Frykowskiej, Jana Frykowskiego ojca Wojciecha Frykowskiego, tragicznie zamordowanego przez ludzi z bandy Mansona. Poprawcie mnie jeśli się pomylę, ale było chyba tak; przed wojną bracia Frykowscy otworzyli dobrze prosperującą fabrykę tekstyliów w Łodzi. Potem była wojna i przyszło gestapo, w Łodzi utworzono największe w świecie getto, ale bracia Frykowscy doń nie trafili. Pisał o tym Krzysztof Kąkolewski i Anna Bikont z GW, która polemizowała z nim na temat losów rodziny Frykowskich właśnie. Po wojnie przyszli komuniści i znacjonalizowali majątki czyli po prostu okradli właścicieli. No, ale nie wszystkich, braciom Frykowskim nic się nie stało, więcej oni zaczęli jakby nieco lepiej prosperować. Jan kupił swojemu synowi Wojciechowi dwór w Radonicach pod Grodziskiem Mazowieckim i ożenił go z Agnieszką Osiecką, która rozpoznawszy w kilka tygodni sytuację zwiała stamtąd ile sił w nogach. Nazywało się to rozstaniem z powodu niedopasowania charakterów. Jan Frykowski po wojnie robił w pieniądzach, legendy mówią, że to on ustalał ceny walut na polskim rynku. No, ale jak w to uwierzyć, kiedy każdy wie, że żadnego rynku walut w Polsce wtedy nie było.

No, ale ustalał Frykowski te ceny aż do momentu, kiedy towarzysze przestali go potrzebować. On się oczywiście zorientował co się święci i załadowawszy majątek do samochodów ruszył w kierunku Szczecina, gdzie miał zblatowanych celników, którzy mieli go przerzucić za granicę. Okazało się jednak, że finał wyprawy był inny. Frykowskiego aresztowano i osadzono na długie lata w więzieniu. Na wolności jednak pozostał jego syn Wojciech, któremu papa zostawił trochę grosza. I on rozpoczął tę swoją fenomenalną karierę zakończoną tragicznym zgonem. Poczytajcie sobie Kąkolewskiego, bo to pasjonująca lektura.

Ja zaś, kiedy parę lat temu zapoznałem się z całą tą historią nie mogłem uwierzyć, że to co czytam napisane zostało naprawdę. I jak głupi zupełnie zapytałem pewną starą Żydówkę, co ona o tym myśli. Czym mógł zajmować się stary Frykowski w Łodzi w latach okupacji? Ona zaś powiedziała mi coś takiego: a skąd pan wie panie Gabrysiu, że było tak jak pan myśli? A skąd pan wie, że Frykowski w Łodzi nie handlował na przykład sztuką? Musiałem jej przyznać rację, nie miałem żadnej pewności, że Jan Frykowski nie handlował w Łodzi sztuką. Teraz też nie mam żadnej pewności co do autentyczności nawrócenia jego prawnuczki. Aha, jeszcze jedno – ktoś może przeżywać jakiś dysonans poznawczy, bo w tekstach Anny Bikont napisane jest wyraźnie, że Jan Frykowski był zaprzysięgłym endekiem sympatyzującym z Kościołem Katolickim, ja zaś wypytuję o niego znajome Żydówki, no ale ja nic na to nie mogę poradzić. Tak się jakoś złożyło.

No, ale skupmy się teraz na towarze, który rośnie w cenę z dnia na dzień. Im więcej nagrań podsłuchowych, im więcej cudownych nawróceń, tym większa cena autentyczności. Wszyscy dookoła rozglądają się za autentycznością, która ma najsilniejszą moc uwodzicielską, jest mocniejsza niż wszystkie afrodyzjaki. Pragnienie to dręczy wszystkich do tego stopnia, że układane są rankingi autentycznych postaw, autentycznych deklaracji i autentycznych, najprawdziwszych świadectw, już to nawrócenia, już to obecności Boga żywego w naszym codziennym świecie. Pochłania ów proceder potężne budżety i ma przynieść jakieś efekty. Jakie? Ja nie wiem do końca, ale sami popatrzcie na ten projekt. Nazywa się „jestem drugi” i ma odciągnąć młodzież i dzieci, a także dorosłych od konsumpcjonizmu. W programie biorą udział same sławy: piłkarze, aktorzy, piosenkarze no i Maja Frykowska prawnuczka Jana Frykowskiego. Wszyscy oni siadają na tej dziwnej kanapce i opowiadają o tym, jak Jezus zmienił ich życie i jak dobrze się teraz czują, ponieważ są na drugim miejscu, a na pierwszym jest Bóg. Ich wystąpienia, jak pisze, o tutaj, niejaki Piotr Żyłka http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,639,jestem-drugi-czyli-odwaga-swiadectwa.html dają do myślenia i autentycznie wzruszają. Patrzę na to i przypomina mi się ta starsza pani, którą zapytałem o Frykowskiego. Co ona by teraz powiedziała widząc to wszystko? Myślę, że coś w tym stylu: a skąd pan wie panie Gabrysiu, że jest tak jak pan myśli? A skąd pan wie, że oni wszyscy autentycznie nie przeżywają swojego spotkania z Bogiem i swojego nawrócenia i nie chcą się tym naprawdę podzielić ze wszystkimi. I ja znów musiałbym przyznać jej rację – pewności nie mam żadnej. Nie mam pewności, ale mam anegdotę do opowiedzenia. Usłyszałem ją nie tak dawno i bardzo mnie urzekła. Oto pewna siostra zakonna z Polski, która wyjeżdżała za granicę, a konkretnie do Indii, musiała przed każdym wyjazdem opowiadać się na SB. Wszystko po to, by dostać paszport. No i pewnego dnia, a był to mniej więcej schyłek lat siedemdziesiątych, pan oficer zaproponował jej następujący deal: jeśli uda jej się sprowadzić do Polski jakiegoś hinduskiego guru, który zostanie tu zainstalowany i będzie odstawiał duchowego mistrza to pan oficer wypłaci jej 1000 dolarów. Słownie: tysiąc dolarów. Zdziwiła się nieco owa zakonnica i zapytała jak to możliwe, że takie biedne państwo jak Polska, borykające się z rozmaitymi trudnościami będzie płacić za przywiezienie nad Wisłę jakiegoś hinduskiego oszusta? On zaś odpowiedział z uśmiechem: proszę się nie martwić, za to płaci Londyn. Być może anegdota ta nie jest prawdziwa, ale zapamiętajmy ją na wszelki wypadek. Dlaczego ja sugeruję, że to jest historyjka autentyczna w przeciwieństwie do wystąpień gwiazd z programu „Jestem drugi”. Otóż przeczytałem kiedyś taką sympatyczną książeczkę jakiegoś brytyjskiego autora, która nosiła tytuł „Budda z przedmieścia”. Polecam. Tam właśnie jeden z bohaterów robi karierę guru. Organizuje warsztaty, pali kadzidła, śpiewa i obnosi się z różnymi charyzmatami. Ściąga do siebie mnóstwo zwolenników zafascynowanych jego autentycznym przekazem, głównie kobiet. I tylko jego pasierb wie, że on nie jest żadnym hinduskim guru tylko szczerym muzułmaninem, jakimś inżynierem, lekarzem, czy wręcz sprzedawcą. No i on ma szczerą ochotę wyjawić to wszystko światu. Nie rozumie jednak biedaczysko, że mechanizm działający w takich przypadkach jest nie do zepsucia za pomocą jakiejś prostackiej demaskacji. Kiedy bowiem w grę wchodzą autentyczne emocje kobiet, a do tego pieniądze i pewnie jakaś polityka, to żadna demaskacja nie pomoże, można się w najlepszym razie narazić na śmieszność, a w najgorszym nawet zginąć. Dlatego uważam, że razem ze wszystkimi uczestnikami programu „Jestem drugi” powinniśmy się szczerze wzruszyć prawdą, którą bez fałszywego wstydu odsłania przed nami Maja Frykowska. Przepraszam, chciałem powiedzieć Agnieszka Frykowska....a może Maja? Kto to może wiedzieć na pewno....? W każdym razie nie jest to Kim Karadashian. Paris Hilton też nie...chyba...Może coś powiecie w tej sprawie? To nie Paris Hilton, prawda? No to na razie....zapraszam na stronę www.coryllus.pl

 

PS. A wiecie dlaczego Tusk nie zwolnił Sienkiewicza? Wczoraj to przeczytałem. Bo bał się wojny. Naprawdę. Normalnie wojny się bał....to narka i pamiętajcie...www.coryllus.pl

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (46)

Inne tematy w dziale Polityka