399 obserwujących
2903 notki
12310k odsłon
  5419   0

Śniadania Och-mistrzów

 Wczoraj w sklepiku obejrzałem sobie okładkę tygodnika Karnowskich, na której jest zdjęcie Rywińskiego. To jest moim zdaniem koniec. Rewiński udający powagę, bo przecież nikt nie sądzi, że on tak naprawdę, jest nie do wytrzymania. I do tego jeszcze gadanie, że on jest teraz biednym i nic nie znaczącym rolnikiem, wyrzuconym z pracy....rozmawiałem kiedyś z Wołoszańskim, który opowiadał, że w telewizji zarabiał 700 złotych na etacie. To jest prawda, bo wiele osób tam tak zarabia, ale każdy wie, że prawdziwe pieniądze dostaje się nie z etatu, tylko z umów o dzieło czy też zleceń. Można więc epatować biedą pozostając jednocześnie zasobnym człowiekiem i nie skłamać przy tym ani słowem. Myślę, że z Rewińskim jest podobnie. No, ale jak by nie było, nie ma to znaczenia, bo nie da się za pomocą zestarzałego satyryka obalić rządu i nie da się nikogo przekonać, że demokracja to świetny ustrój, tylko trochę popsuty przez złą, polską klasę polityczną. Jak się go naprawi i wyprostuje parę spraw, to będzie dobrze. W ogóle sposób przekonywania ludzi do polityki, ze szczególnym wskazaniem na demokratyczne wybory, przy pomocy tak zwanych artystów uważam, za skrajnie idiotyczny. Gorsze jest jedynie wykorzystywanie do tego celu profesorów z wydziałów humanistycznych.

Nie wiem, kto pierwszy rozpoczął ten proceder, ale zważywszy na sposób promowania artystów w Polsce, sposób sięgający stanu wojennego, jest on obliczony na kompletnych idiotów. Bo niby na kogo? I takie też efekty przynosi. Frekwencja w wyborach jest nieustająco niska, a startujący w nich politycy zastanawiają się dlaczego, ach dlaczego, panie dziejski, ten ciemny naród nie chce głosować. Nie chce, bo ludzie, którzy go do tego przekonują zaczynali w latach osiemdziesiątych, w różnych utworzonych przez wojsko rozgłośniach, gdzie wyśpiewywali kuplety takie jak słynna pieśń pod tytułem „Skóra”, którą wykonywał patriotyczny bard Kukiz. Ponieważ styl życia, przeszłość i całe emploi tego pana nie pasuje do image PO, nie został on wykorzystany przez kolegów Tuska, ale pozostał do dyspozycji „naszych”. Tusk i jego ludzie postawili na postaci z innego kręgu, postaci kojarzące się jednocześnie z sukcesem, dobrą zabawą i szczęśliwym życiem w zasobnym otoczeniu – na Hołdysa jednym słowem. Kto jak kto, ale Hołdys potrafi przekonać młodych ludzi, że polityka rządu to najlepsze co może nas spotkać. No i ten styl, nie dający się podrobić, ta autentyczność i sznyt...

Tak jak już napisałem, sądzę że w tym mechanizmie, w oszustwie na poziomie podstawowej propagandy jest największy kłopot. Mamy oto bardzo krótką ławę tak zwanych artystów, którzy są dyspozycyjni wobec władzy. Dyspozycyjni na poziomie najbardziej obrzydliwym i odbierającym człowiekowi zaufanie, na takim jak Maleńczuk po prostu. Facet w siatkowej podkoszulce, który udaje króla piwiarni z Pragi, a po godzinach lata na mnicure do kosmetyczki.

Ta krótka ława została podzielona pomiędzy poszczególne ugrupowania polityczne według klucza tkwiącego w głowach ludzi, których nie znamy. Nie wiemy bowiem kto tym wszystkim kręci, nie znamy nazwisk ludzi pośredniczących pomiędzy klasą polityczną, a artystami. Ludzie ci nie mają wielkiego pojęcia o swoim fachu, a i budżety muszą mieć kuse, skoro to wszystko tak wychodzi i nie można nic zmienić. A może zmiana jest niemożliwa z innego powodu? Z takiego na przykład, że wszyscy tam się dobrze znają i jednym prawdziwym przeciwnikiem, jedynym prawdziwym łupem tych ludzi jesteśmy my. Ja nie wiem jak jest, ale gdybym montował kampanię „naszych” przede wszystkim nie zaangażowałbym do niej Kukiza, nie można bowiem posługiwać się w zwycięskiej kampanii facetem, który wygląda jak król pruszkowskich nurków, a zmienić tego nie chce, bo uważa, że to taki imidż sceniczny.

Tusk ma mniej problemów niż nasi, bo on usiłuje trafić w mniej wyrobiony target. Dlatego nie tak dawno jeszcze angażował do promocji ludzi takich jak Marcin Meler rednacz „Palyboya”. On i kilku innych spotykali się w studio i nie bacząc na obecność kamer oraz liczną i przytomną publiczność pieprzyli tak straszne farmazony, że nie da się ich dziś właściwie powtórzyć. Myśmy się w tym doszukiwali z Toyahem jakichś demonizmów, jakiegoś trzeciego dna i takich tam historii, ale to nie tak. To są ludzie skrajnie zdeprawowani, którzy wierzą tylko i wyłącznie w złodziejstwo. Przed innymi bożkami kadzideł nie palą, bo szkoda czasu. I oni to powiedzieli pewnego dnia wprost, ja zaś sobie to zapamiętałem. Może nie całkiem dokładnie, ale co tam, podam Wam wersję przybliżoną. Chodziło o to, że Polakom trzeba dać pozwolenie na przekręty i trzeba ich przekonać, że można być lekko nieuczciwym, to oni – nauczeni tego za komuny – będą przymykać oko na poczynania rządu, analogiczne do ich własnych świństw, tylko wykonywane na większą skalę. Tak to mniej więcej leciało, a wygłosił ową kwestię w programie „Śniadanie mistrzów” Marcin Meller. I plan ten był sukcesywnie realizowany aż do dziś. I byłby realizowany nadal, gdyby nie prezydent Obama, który tu zajrzał na chwilę wraz ze swoimi ludźmi i coś mu się nie spodobało. Jasne jest, że wszystkim tym zatroskanym degrengoladą demokracji osobom, zwisa owa demokracja i powiewa, a niska frekwencja jest na rękę wszystkim. Sprawy więc toczyłby się dalej swoim trybem, jedni wynajmowaliby Hołdysa, drudzy Kukiza i wszyscy świetnie by się bawili. Poza PiS rzecz jasna, która to partia rozpoczęła antykampanię wyborczą, (którą to już z kolei?) angażując kilku całkowicie bezbarwnych profesorów, z Glińskim na czele. Stało się jednak inaczej i mamy tę rzekomą aferę. Tak jakby całe dwie kadencje rządu Tuska nie były jedną wielką aferą, tak jakby potrzebna była jeszcze jakaś wisienka na torcie. Jakich narzędzi wobec tej, całkiem przewidywalnej demaskacji, używa PiS? Normalnie, jak zwykle, wysyła na pierwszą linię Glińskiego, bo on jest tym człowiekiem, który według Jarosława Kaczyńskiego budzi zaufanie. We mnie profesor Gliński budzi jedynie zdziwienie i nic więcej. To się może zmienić, ale jeśli już to sądzę, że na gorsze. Gliński jest mniej więcej tak samo skuteczny jak Hołdys czy Kukiz, tylko, że on nie śpiewa na szczęście i my go nie pamiętamy z piosenek puszczanych do porzygania, w czasach kiedy w Polsce rządziła wojskowa junta. Dla wielu ludzi może mieć więc urok nowości i świeżości, ale doprawdy dla nielicznych. Jego wystąpienia, choćby były nie wiem jak spójne, nie mają żadnego znaczenia, a rząd, jeśli padnie to nie w wyniku działań partii opozycyjnej, ani nawet nie w wyniku śpiewów Kukiza. Padnie, bo w Waszyngtonie, ktoś dojdzie do wniosku, że dosyć już tego. Na razie się to jednak nie stanie, bo potrzebny jest jakiś gamoń na miejsce Sikorskiego. Nie jest łatwo wyhodować kogoś takiego, może to zająć parę lat. Te lata, wielu z nas postrzegać będzie jako szansę i odnowę, ale nie łudźcie się. Nawet jeśli PiS wygra wybory, co się moim zdaniem nie stanie, to będzie rządzić jedynie do chwili, kiedy postawią tu jakiegoś nowego, dynamicznego polityka, który teraz już naprawdę i z pełnym przekonaniem rozprawi się z nadużyciami godzącymi w demokrację. Ciekawe jaką ten pan będzie miał żonę?

 

Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl oraz do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie. W sprzedaży jest już nowy numer „Szkoły nawigatorów”, a w nim dwa komiksy i seria znakomitych tekstów naszych niezrównanych autorów.   

Lubię to! Skomentuj130 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale