402 obserwujących
2903 notki
12198k odsłon
8143 odsłony

Kieżun nie, Zacharski tak?

Wykop Skomentuj52

 Dotarły do mnie ostatnio wieści, że kilka osób było niezwykle wzburzonych po przeczytaniu mojego tekstu zatytułowanego „Szopen i kurwa czyli sojusz lewicy z prawicą”. Szczególnie zirytowało tych ludzi to, że określiłem „naszych” jako grupę aspirującą do GW, grupę, która tylko chwilowo zajmuje się organizowaniem czasu nam, nędznym Morlokom, a tak naprawdę czeka tylko by trafić do lepszego świata, gdzie prowadzi się prawdziwe życie. Oburzenie jest tym, sądzę, większe, im mocniej moja teza się potwierdza. A ona znajduje potwierdzenia wręcz codziennie. Mamy teraz prawdziwy festiwal potwierdzeń tej tezy. Przede wszystkim Terlikowski, który odrzucił ostatnie pozory i stal się po prostu pracownikiem spółki Agora S.A. Potem Zychowicz, który występuje w programach z Żakowskim, no i wreszcie tygodnik „Do rzeczy”, który umieszcza na swoich łamach wywiad z Marianem Zacharskim, polskim Jamesem Bondem, tym różniącym się od pułkownika Kuklińskiego, że tamten jest w grobie, a ten nie.

Co to oznacza dla nas? Otóż są to informacje i fakty niesłychanie ważne, bo mówią nam one, że „nasi” dostali wreszcie awans. Już nie będą zabawiać publiki w nędznym cyrku, ale wchodzą w świat prawdziwy. Jednym słowem ktoś przekonał ich, że wobec budżetów, które na nich czekają publiczność nie jest potrzebna, jest zbędnym i nawet nie koniecznym dodatkiem do ich działalności, która może odbywać się tak po prostu, bez liczenia się z nikim i z niczym. No i pierwszą jaskółką tego nowego podejścia do czytelnika jest sprawa prof. Kieżuna. Ja to jeszcze raz podkreślam, bo jakoś nikt nie docenia wagi owego faktu. Kieżun został okrzyknięty kapusiem, a Zacharski jest ekspertem od polityki międzynarodowej. Powinno być dokładnie na odwrót, ale nie jest. Człowiek, którego lansowano w latach osiemdziesiątych jako bohatera Polski ludowej, człowiek generała Jaruzelskiego, jest na łamach pisma rzekomo realizującego program patriotyczny obecny jako ekspert. Witoldowi Kieżunowi zaś zarzuca się współpracę z tymże generałem Jaruzelskim i jego ludźmi, a na łamach przejętej przez GW Frondy profesor Żaryn opowiada, jak mu kiedyś tam Kieżun mówił, że brał wraz z Jaruzelskim udział w jakichś szkoleniach. Proszę Państwa, to jest wszystko demaskacja ostateczna i totalna. Nie ma już żadnych pozorów, które warto byłoby zachowywać, a redakcja „Do rzeczy” wprost wypięła się na swoich czytelników mówiąc im: możemy pisać co nam się podoba, nie chcecie to nie kupujcie, Uważaka nikt nie kupuje, a oni i tak istnieją i mają się dobrze.

Żyjemy w świecie, w którym podstawowym narzędziem polityki jest informacja, a najważniejszą funkcją ludzi, którzy ją dystrybuują jest manipulacja informacją. Tak było jest i będzie. Takie zagrywki jak ta z Kieżunem, obliczone są na najbardziej naiwnych i prostodusznych ludzi, którzy domagają się, by zlustrować wszystkich, nawet tych najuczciwszych z pozoru. I tak się rzeczywiście czyni, z tym że na najuczciwszych się poprzestaje. Bo na dalszą lustrację nie ma czasu i chęci. Ci mniej uczciwi dostają drugą, trzecią i czwartą szansę i mogą zostawać ekspertami od spraw, na których nie znają się ni cholery. Ja szydzę oczywiście, bo nie o czas i chęci chodzi przecież. Chodzi o to, by ludzie uwierzyli, że Kieżun to zdrajca, a Zacharski bohater, a nie dość, że bohater to jeszcze sympatyczny gość, w przeciwieństwie to tego dziwkarza Kuklińskiego. Tego samego, co to o nim książkę Sławomir Koper napisał, a Piotr Zychowicz reklamował ją w TV Republika jako świetną literaturę sensacyjną.

Wypada zapytać, na co ci wszyscy ludzie liczą? Na to, że trafili frajerów, to jest już oczywiste. Trafili na głupków i teraz będą im wciskać różne kity. A to, że „Obłęd 44' a to, że lepiej z Hitlerem niż z tym drugim, a to znów coś innego. Wczoraj ktoś się tam jednak połapał w sytuacji i stwierdził, że może jednak przegięli. No i wypuścili tu Piotrka Gursztyna, żeby napisał demaskatorski tekst o tym jakie zażarte dyskusje toczyły się na dzień przed publikacją tekstu o Kieżunie, jak to się redaktory spierały czy dawać materiał czy nie i jakie intencje miał Cenckiewicz. Gursztyn twierdził, że czarne, ale reszta go nie słuchała. Co to znaczy „czarne” w interpretacji Piotra Gursztyna?Chodzi o to, że Cenckiewicz odgrywał się na Kieżunie, bo ten bronił Powstania Warszawskiego, a on i Zychowicz uważali, że trzeba skończyć z tym mitem.

Ponieważ ja trochę znam autora, czyli redaktora Piotra Gursztyna i mniej więcej wiem jak się sprawy mają w redakcjach, pozwolę sobie na głęboką niewiarę w takę egzegezę. To jest miła dla uszu ludzi poczciwych opowieść. Oto mamy dwie ideologiczne opcje, jedna romantyczna, druga realistyczna i one się ścierają, a przy tym ścieraniu skry lecą i dochodzi do różnych, nieprzyjemnych co prawda, ale nie można powiedzieć, że w istocie podłych, czy choćby tylko nieszlachetnych incydentów.

Wykop Skomentuj52
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale