399 obserwujących
2903 notki
12307k odsłon
  6968   0

O leśnikach

Dziś w nocy, w sejmie ma się odbyć głosowanie nad referendum w sprawie lasów. Nie wiem jaki będzie efekt tego głosowania, ale sam fakt, że zostało zaplanowane na godziny nocne, kilka dni przed świętami zalatuje zamachem stanu. Konstytucja 3 maja na odwyrtkę po prostu. Ktoś liczy na nieobecność posłów PiS albo na ich ogłupienie i brak dyscypliny. Nie wiem, jak powiadam jak to się skończy, ale postanowiłem napisać kilka słów o leśnikach przy tej okazji. Być może to już ostatni moment, by coś o nich napisać.

Inżynierowie pracujący w lasach państwowych są w mojej ocenie jedną z ostatnich grup zawodowych w Polsce, które odebrały gruntowne wykształcenie. Tak zawodowe jak i ogólne. Leśnicy, w ramach swojej pracy, która zawsze jest misją, chcą czy nie chcą muszą interesować się takimi sprawami jak własność ziemi i jej historia. To stawia ich w roli zbliżonej do tej jaką dawno temu odgrywało ziemiaństwo. Leśnicy, tak jak ich pamiętam, być może coś się zmieniło, byli zawsze bardzo świadomi swojej szczególnej funkcji i wyczuleni na próby jej zdeprecjonowania. Te zaś podejmowano zawsze, szydzenie z leśników to ulubiony sport kretynów ufających w to, że meble biorą się z fabryki mebli, a papier z papierni w Konstancinie, gdzie przerabia się makulaturę. Przez ostatnie dwadzieścia pięć lat ludzie pracujący w zawodzie poddawani są procesowi nieustającego rozmiękczania, który prowadzi wprost do tego, by ich zdegradować, by zrobić z nich psiarczyków. Nie ukrywam, że wielu pracowników lasów czeka na tę zmianę funkcji z utęsknieniem, bo wydaje im się, że ich los będzie wtedy lepszy. Nie będzie. Będzie stokroć gorszy, a ich degradacja będzie jedną z najboleśniejszych i najbardziej przykrych degradacji jakie zna świat. Nikt bowiem nie będzie się litował nad oszukanymi leśnikami, ponieważ nikt nie rozumie na czym polega ich misja. Smutne jest to, że wielu z nich także tego nie rozumie. Są nawet tacy, którzy uważają, że prywatyzacja lasów spowoduje, że oni także staną się ich właścicielami. To jest umysłowa aberracja. Żadna wielka własność, a lasy są wielką własnością, która ulega podziałowi i tak zwanej prywatyzacji nie utrzyma się w rękach pojedynczych ludzi. Lasy staną się w krótkim czasie własnością banków, podejrzanych organizacji ekologicznych i wielkich koncernów. Lasy te zostaną następnie wyrąbane i sprzedane, a ewentualne próby ich odnowienia zakończą się klęską bo nie będzie nikogo, kto wiedziałby jak się tym zająć. Nie będzie też zainteresowania ze strony nowych właścicieli, którzy zajmą się w tym czasie prywatyzowaniem lasów na Ukrainie. Ziemia po lasach zostanie sprzedana developerom albo koncernom górniczym jeśli okaże się, że coś pod nią leży. Media mogą ten rabunek przedstawić jako gospodarczy sukces Polski i pokazać ile to ludzi znalazło pracę dzięki prywatyzacji lasów, ale to będzie jedno z wielu kłamstw sączonych nam do głów i nic więcej.

Prywatyzacja lasów to ostateczne zerwanie z przeszłością Polaków, przeszłością rozumnego użytkowania własności. Lasy są bowiem ostatnim elementem dawnej, polskiej tradycji, której centralnym punktem była wielka własność. Lasy jako organizacja należą do państwa czyli do nas wszystkich, należy do nas także grunt i dobro, które użytkują. Nie jest to bynajmniej fikcja, ale o tym przekonamy się dopiero wtedy kiedy całe wyprodukowane w polskich lasach drewno zostanie wywiezione do Niemiec, a cena papieru skoczy tak, że nie będzie się już opłacało wydawanie „naszych”, opiniotwórczych tygodników. Nie wcześniej.

Ludzie podejmujący w publicznym dyskursie kwestię obrony lasów przed prywatyzacją są zwykle w mediach przedstawiani jako nieszkodliwi wariaci, a dzieje się tak dlatego, że las postrzegany jest zwykle w sensach rekreacyjnych i zoologicznych. Nie zaś jako ostatnia wielka własność, która nam pozostała. Zmienić ten sposób narracji będzie bardzo trudno, a to ze względu na przyrodzone ograniczenia dziennikarzy i ich ujawniający się coraz bardziej agresywnie kretynizm. Zwykle w czasie takich medialnych ustawek okazuje się, że wszystko jest ważniejsze, niż utrzymanie państwowej własności w lasach. Bo niby cóż by się miało stać w razie tej prywatyzacji? Otóż zmiana będzie zasadnicza i istotna. Polacy zamienią się po takim zabiegu w ludzi bez ziemi. W ludzi, którzy będą jak masy ogłupiałych Irlandczyków przepychani z jednego miejsca w drugie celem podniesienia wydajności w takim czy innym sektorze obcej gospodarki. Bo jasne jest, że nikt nie stworzy dla nikogo miejsc pracy w kraju. Prywatyzacja lasów to po prostu początek wynaradawiania. Jeśli nie ma wielkiej własności o charakterze narodowym nie może być również małej własności o takim charakterze. To jest oczywiste, ale jedynie dla niewielu ludzi. Większość uważa bowiem, że mieszkanie na kredyt to ich własność, że działka rekreacyjna, na której nic nie można postawić to także ich własność. To nieprawda.

Lubię to! Skomentuj104 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale