Nigdy nie spodziewałem się, że przyjdzie mi bronić Łukasza Warzechy. No, ale świat jest nieprzewidywalny. I mogę powiedzieć tyle, że gdyby w mojej obecności ten cały Kulczycki zachował się w taki sposób, to zrobiłbym promocję książek o jakieś świat nie słyszał. A wszystko co mam sprzedałoby się w dwa dni. Może oni o tym wiedzą i dlatego nie zapraszają mnie do telewizji? A Wy jak myślicie? No, ale zacznijmy od tego enigmatycznego Jebasa w tytule. Warzechy bowiem będę bronił tylko trochę, a potem napiszę o czymś innym. Oto Michał Kryspin Pawlikowski pisze w swojej książce zatytułowanej „Wojna i sezon” o pewnym przedwojennym szaleństwie, które dotknęło wielu Polaków. Ludzie zaczęli zmieniać nazwiska na potęgę, jak ktoś się nazywał, na przykład Muttermilch, to zmieniał sobie nazwisko na Matecki. To jest komiczne i świadczy o jakimś organicznym nierozgarnięciu, ale są lepsze rzeczy. Pisze nam bowiem Pawlikowski, że monsieur Jebas zmienił swoje rodowe nazwisko na Jebasiński, co jest przyznacie szczytem nieskuteczności i jakimś takim manifestem bezradności wobec planów Pana Boga. Bo przecież wszystko można z tym nazwiskiem zrobić, jak się chce, ja znałem faceta, który nazywał się Baran, a zmienił sobie nazwisko na Barwiński. Można przecież....Tam zaś, w przedwojennej Polsce było inaczej, Jebas musiał się nazywać Jebasiński. I ja kiedy wczoraj sobie ten fragment prozy Pawlikowskiego przypomniałem, skojarzyłem to z dwoma sytuacjami. Po pierwsze mam żywe i nie dające się zatrzeć wrażenie, że Jebas zmienił jednak nazwisko na Kulczycki, (być może ten Kulczycki to inny Jebas, nie z tych Jebasów co ich Pawlikowski opisywał, a może to w ogóle nie jest Jebas, tylko na przykład Jebus, wszystko możliwe). Po drugie martwi mnie trochę redaktor Warzecha, że tak łatwo daje się zbijać z pantałyka, że zamiast Jabasowi złamać krzesełko na głowie i odejść w chwale, on, wobec ewidentnej agresji i chamstwa, z którym trzeba walczyć tu i teraz, trzyma się tego swoje żartu o samochodach, jakże wtórnego wobec jego własnych bon motów i wreszcie odchodzi cichutko. Ten drugi zaś zaczyna skakać tak jak mu Jebas każe, opowiada o sondażach i innych nieważnych rzeczach, i zachowuje się tak, jakby najważniejszą w jego życiu kwestią było, czy go ktoś jeszcze raz zaprosi do telewizji. No więc teraz pora na refleksję ogólną. Taką skierowaną do wszystkich. Telewizja nie sprzedaje niczego poza sobą samą. Nie sprzedaje nawet wizerunku poszczególnych osób, to jest złudzenie. Ja to wiem na pewno, bo wczoraj przeczytałem wywiad z Juliuszem Braunem, który żali się, że prywatne sieci i internet robią taką konkurencję, że brakuje TVP pieniędzy, by kręcić programy na żywo. Oczywiście, że brakuje, bo kto by chciał oglądać tych Jebasów. Niech te programy na żywo zdechną czym prędzej. Okazuje się bowiem, że ludzie mają w nosie ten cały telewizyjny profesjonalizm, to miganie obrazków, te zwroty kamery, te zamyślone, upudrowane gęby, a ciekawi ich wyłącznie treść wypowiedzi. No więc pan, który opowiada o sondażach jest skazany na klęskę w najbliższym czasie, a przyszłość należy do Łukasza Warzechy, jak sądzę. Nas to rzecz jasna nic nie obchodzi, bo nikt nas i tak nie zaprosi do telewizji.
Prócz mnie tę zmianę trendów, o której ja tu trąbię już szósty rok, zauważyli koledzy Kacprzak i Wołodźko. Wczoraj ich teksty wisiały na pudle. Jeden za pomocą Brzozowskiego, w którym jest zakochany, bronił Sienkiewicza przed gazownią, a drugi opowiadał o swoim zbliżeniu do Kościoła. Zacznę od tego drugiego, bo bardziej mnie zdenerwował. Kiedy po tym co my tu piszemy od tylu lat wychodzi hipster prawicy, uczestniczący w tej całej hucpie z dobrej i nieprzymuszonej woli i mówi o jakimś swoim sercowym kwietyzmie związanym z Kościołem Powszechnym, to ja sobie myślę, że to jest zmiana nazwiska na Jebasiński. Oczywiście, Pan Bóg każdego przygarnie, nawet mnie, ale nie ma może potrzeby, by o tym trąbić wszem i wobec. Jest trochę poważnych, codziennych spraw do załatwienia. Kacprzak może o tym nie wiedzieć, bo pochłaniają go medialne projekty i różne ciekawsze sprawy, stąd też jego estetyczne rozważania na temat świątyń i ich zalet, ale te sprawy naprawdę są ważne. Ot choćby taki Jebas i jego stosunek do prawicowych dziennikarzy.
Z Wołodźką i innymi socjalistami-oszołomami jest tak, że oni nigdy nie wyjdą poza schemat wystrugany przez tego Brzozowskiego, czyli poza tę idiotyczną wiarę w postęp i rozwój społeczeństw, wbrew faktom, wbrew oczywistościom napotykanym codziennie. Cytuje nam Wołodźko obficie swojego mistrza i w jednym z tych cytatów, (w obronie Sienkiewicza – podkreślam) przywołuje słowa, które przytoczę tu z pamięci. Chodzi o to, że Henryk był przedstawicielem klasy ustępującej, schodzącej ze sceny. Ja mam w związku z tym pytanie. Czy właściciele ziemscy pochodzenia żydowskiego, tacy Namierowscy na przykład, którzy kupili majątek Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej, byli również przedstawicielami klasy odchodzącej w przeszłość, czy może nie? Czy człowiek tak beznadziejnie zepsuty jak Lewis Namier, hołdujący ideom bliskim Brzozowskiemu, by przedstawicielem klasy odchodzącej w przeszłość czy może jednak jakiejś innej? I jeszcze jedno: Andrzej A. Zięba w swoim tekście poświęconym Namierowi, a zatytułowanym „Historyk jako produkt historii” pisze wprost o przechwytywaniu majątków ziemskich przez rodziny fabrykantów żydowskich, szczególnie na Podolu, gdzie rodowej szlachty w końcu XIX wieku było już jak na lekarstwo. Czy ci ludzie mieli świadomość, że odchodzą w przeszłość, a ich poczynania są bez sensu? Czy kontaktowali się z Brzozowskim w tej sprawie i prosili go o dobre rady, jak zachować się w przyszłości, by nie stracić jednak pozycji należnej człowiekowi inteligentnemu i aspirującemu do najważniejszych wartości cywilizacyjnych?
Ja oczywiście zgadzam się z Wołodźką, że należy bronić Sienkiewicza, tym bardziej, że po stronie gazowni są sami delegaci rodziny Jebas, którzy nie zamierzają zmieniać sobie nawet nazwisk. I jeden z nich pisze, że Sienkiewicz to megalomania narodowa. A jakiego narodu dotyczy, że spytam? Ruski szlachcic Korab-Wołodyjowski broni Litwy przez Litwinem nazwiskiem Radziwiłł. Takiż litewski bojar, niejaki Kmicic strzela do Szwedów z murów Częstochowy. Szkocki emigrant, najbardziej nieprawdopodobna postać w całej Trylogii, no chyba, że uznamy go za antyfrancuskiego szpiega króla Karola II, zamyka się wraz załogą w Kamieńcu Podolskim. Jakiegoż to narodu megalomanię prezentuje nam Sienkiewicz? Bo z tekstu, tyleż razy czytanego, trudno się zorientować, taka tam występuje mnogość nacji. Może chodzi o to, że Żydów w Trylogii brakuje? No, ale w takim razie trzeba to wyłożyć wprost, a nie zasłaniać się jakąś mityczną megalomanią.
Proszę Państwa, oto na naszych oczach zamyka nam się możliwość dyskusji w kwestiach istotnych. Oto Warzecha miast bronić honoru wychodzi ze studia, oto Kacprzak uprawiać zaczyna jakiś katolicki kwietyzm wyraźnie na pokaz, za co w nagrodę ląduje na pudle, oto Wołodźko broni Sienkiewicza w sposób, w jaki absolutnie nie należy tego robić, no chyba, że człowiek chce załapać punkty u Michnika. To wszystko proszę Państwa jest wybór między Jebasem a Jebasińskim czyli fikcja. To są występy indiańskich zespołów folklorystycznych w rezerwacie. Nie będziemy w ogóle chodzić do tego kręgu.
Mam jeszcze jedną rzecz do zakomunikowania. Wczoraj zadzwonił tu jakiś facet i powiedział, że ma mi coś ważnego do zakomunikowania. Ktoś, nie wiem kto, kazał przekazać mi przez niego jakąś zaszyfrowaną informację. Kiedy zażądałem tejże, mój rozmówca zaczął bełkotać coś o paprochu w oku bestii, a potem, że jestem pod butem, czy coś podobnego. Ostrzegam, że każdy kolejny telefon tego rodzaju zostanie zgłoszony jako nękanie do prokuratury. A numer tego pana co wczoraj dzwonił sobie zapisałem w razie czego. Nie mam czasu na takie bzdury.
Ponieważ wielkimi krokami zbliża się moment wydania pierwszego w nowej edycji tomu „Baśni jak niedźwiedź”, który będzie miał, według życzenia czytelników twardą oprawę, oraz zawierał będzie dziesięć barwnych ilustracji, zamieszczam oto krótki trailer zapowiadający to wydarzenie. Przygotował go oczywiście Tomek Bereźnicki. On także jest autorem ilustracji.
Wrzucajcie go, proszę gdzie tylko możecie.
Na stroniewww.coryllus.pltrwają promocje: Baśń jak niedźwiedź. Tom II kosztuje 20 zł, Baśń jak niedźwiedź. Tom III 40 zł, Baśń jak niedźwiedź. Historie amerykańskie – 30 zł, Niedźwiedź i róża czyli tajna historia Czech, również 30 zł. Do tego jeszcze aktywne pozostają wszystkie pozostałe promocje, które ogłosiłem w styczniu, po katastrofie w naszym magazynie. Książkę Toyaha o rock and rollu sprzedajemy po 25 złotych. Zapraszam na stronę www.coryllus.pl
19 lutego w bibliotece, w centrum handlowym Manhattan w Gdańsku, odbędzie się mój wieczór autorski. Początek o 18.00, (chyba). 7 marca zaś mam spotkanie w Warszawie, w kawiarni „Niespodzianka” przy marszałkowskiej. Wszystkich serdecznie zapraszam.


Komentarze
Pokaż komentarze (68)