Blog
gabriel maciejewski baśń jak n
coryllus
coryllus "dla sławy, dla zysku czasem"
406 obserwujących 2903 notki 12159723 odsłony
coryllus, 9 marca 2015 r.

O propagandowym znaczeniu słowa "ludobójstwo"

Prowadzimy tego bloga wspólnie już szósty rok i właściwie wszystkie chwyty propagandowo-emocjonalne, którymi się lud klikający miast i wsi posługuje mamy w małym palcu. Dyskutujemy sobie czasem o cybernetyce i manipulacjach o akcjach propagandowych planowanych przez medialnych kapo i innych ciekawych historiach. Sporo czasu poświęciliśmy Zychowiczowi i jego metodzie, która jest chyba najnędzniejszą z możliwych jeśli chodzi o propagandę kierowaną do młodzieży. Słowem niewiele nas już może zaskoczyć. I na to wszystko w salonie pojawia się niejaki Sulima. Kto to jest? Najprościej można by rzec, że to jest sobowtór Elvisa z Bielska Podlaskiego. To moim zdaniem wyczerpuje opis przypadku i właściwie nic nie trzeba dodawać. Poza samym Tomaszem Sulimą jest jednak jeszcze sytuacja i ta, przyznam się, mnie trochę zaskoczyła. Wyjmijmy więc na chwilę Sulimę z towarzyszących mu okoliczności, zostawmy puste miejsce, opiszmy te okoliczności, a następnie wstawmy go tam z powrotem i wtedy zobaczymy jaki piękny puzzel nam wyszedł.

Mamy oto kolejne, świeże całkiem święto żołnierzy niezłomnych, zwanych wyklętymi, święto ogłoszone długo po tak zwanym upadku komunizmu, które dla wielu ludzi jest powodem do radości, dla wielu też oznacza, że na tej ziemi pojawił się przynajmniej cień sprawiedliwości. Dla mnie jak wiecie święto to jest powodem nieustających trosk. Niepokoję się jego oprawą medialną, irytują mnie koszulki z wizerunkami bohaterów i te wszędzie rysowane krzywe głowy wilków. Moim zdaniem ten sztafaż jest narzucony, przygotowany gdzieś przez kogoś i w przyszłości może posłużyć od odwrócenia wektora ocen powojennej partyzantki. Moje intuicję zaś biorą z przekonania, że jak się gdzieś zaczyna handlować na dużą skalę tekstyliami to znaczy, że sprawa ma drugie dno. Kiedy już wszyscy się obłowią na wizerunkach Inki i Łupaszki, można będzie interes zwinąć lub poddać go tak zwanej dyskusji historycznej. Ta dyskusja jak pamiętamy zaczęła się dużo wcześniej, zanim komukolwiek przyśniło się, że w Polsce można ustanowić święto żołnierzy wyklętych. Zaczęła się od filmu o Romualdzie Rajsie „Burym”, który ponoć wymordował i spalił wsie Białoruskie. Ja do wczoraj byłem przekonany, że to prawda, że Bury rzeczywiście tych ludzi pozabijał i oni gdzieś tam leżeli w lesie, w bezimiennych dołach. Od wczoraj jednak nie mam już tej pewności i to nie wcale za sprawą Sulimy Tomasza. Oto nasz kolega Tropiciel zamieścił pod moim wczorajszym wpisem komentarz arcyciekawy, dotyczących ustaleń w tej sprawie. Przeczytajcie go.

Główne wątpliwości tyczą się ekshumacji pomordowanych w lesie furmanów. Oto UB i milicja dokonują tej ekshumacji w roku 1951 i nie informują nikogo z krewnych zabitych o tym fakcie. Zważywszy, że w formacjach tych z pewnością był ktoś miejscowy, kto jeśli nie zaraz to parę lat później mógł puścić tak zwaną farbę, sytuacja ta wydaje się kuriozalna. Kiedy jakaś zbiorowość milczy o zbrodni to powody są zwykle dwa: strach albo współudział. Tutaj ponoć działał strach. Przed kim w roku 1951 czuli strach mieszkańcy białoruskich wsi, że nie upomnieli się o swoich zabitych? Przed UB i milicją, to jest jasne. No, a skoro UB i milicja ukrywała zwłoki przed rodzinami, to znaczy, że funkcjonariusze maczali palce w tym mordzie. Propagandowo tego nie wykorzystano ze względu na lokalny charakter zbrodni. Takie wyjaśnienie się wręcz narzuca. Ponownej ekshumacji dokonano ponoć dopiero w roku 1994. Jeśli tak rzeczywiście było to znaczy, że miejscowe stosuneczki pozaplątywały się tak mocno, że nie było mowy o jakichś demaskacjach i demonstracjach na mogiłach zabitych. Film o Burym powstał w roku 2003, dziewięć lat po drugiej ekshumacji. To jest coś niesamowitego, to ekspresowe tempo w dochodzeniu do prawdy. Tylu miejscowych działaczy białoruskich tam przecież żyło, tylu lokalnych historyków, sam Sokrat Janowicz lansowany przez gazownię siedział w pobliżu i co? I pstro. Cisza. Dzięki staraniom mieszkańców regionu przez osiem lat urząd prezydenta piastował Aleksander Kwaśniewski, premierem był Cimoszewicz, lokalnie rządziły czerwone sitwy podające się za białoruskich nacjonalistów i one także tej kwestii nie podniosły przez te wszystkie lata. Ze strachu przed Cimoszewiczem zapewne. Dlaczego? Moja hipoteza jest następująca, najpierw trzeba było ujawnić Jedwabne i pokazać mordy dzikiej, polskiej tłuszczy, dokonywane na Żydach, dopiero później o swoje mogli upomnieć się Białorusini. Czas ten właśnie nadszedł. Oto mamy bardzo popularną autorkę bestsellerów nazwiskiem Bonda, Katarzyna Bonda. Dziewczę to pochodzi z Hajnówki i ma – jak twierdzi – kłopoty z tożsamością, nie płciową bynajmniej, a narodową. Chodzi o to, że w Hajnówce Polacy są mniejszością i ona nie wie kim jest. No, ja myślę, że ona jest po prostu Białorusinką, ale ogłoszenie tego na skrzydełku, którejkolwiek z jej książek, położyłoby natychmiast cały ten sukces rynkowy, więc lepiej gadać o kłopotach z tożsamością. Pani Bonda wydaje w tym roku książkę zatytułowaną „Okularnik”, która opowiada, a jakże, o morderstwach dokonywanych przez ludzi Burego na prawosławnej ludności Podlasia. Ludobójstwo – bo tak to trzeba nazwać – jakiego Polacy dopuścili się w Jedwabnem podane zostało w sosie naukowym, bo wszak Gross używa tytułu profesorskiego, a ludobójstwo na Białorusinach będzie lansowane przez popową literaturę. Każdemu, prawda, według potrzeb.

Opublikowano: 09.03.2015 09:15.
Autor: coryllus
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Komiks

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • No a programy antyplagiatowe?
  • Dziękuję, pochrzaniło mi się...
  • Niezłe. Kisch siedział przez całą wojnę w Australii, potem przyjechał do Pragi. Po co on im...

Tematy w dziale