404 obserwujących
2903 notki
12169k odsłon
6230 odsłon

Co Niemcy wiedzą o Smoleńsku

Wykop Skomentuj100

Zbliża się piąta rocznica Smoleńska i zaczął się ruch na rynku wydawniczym. Elig wczoraj napisała, że jakiś dziennikarz z Niemiec szykuje się do wydania demaskatorskiej książki. I jeszcze się zastanawiała biedna elig, czy ta książka to aby na pewno będzie bomba czy może tylko kapiszon. Oj, elig, elig....Nie wystarczy, że ten Niemiec jest znajomym redaktora Gadowskiego? Jeśli o mnie chodzi to jest ostateczny powód do tego, by nie wymieniać nawet jego nazwiska, bo po prostu szkoda słów.

O wiele ciekawsze jest kto tę książkę będzie promował, gdzie ukażą się recenzje i kto ją obejmie patronatem medialnym. Stawiam na pierwszym miejscu redaktora Górnego z Frondy, dalej Karnowskich, na końcu Lisickiego, GP i niezależną. Książka ma się ukazać za 17 dni i ponoć nawet Mosad coś tam autorowi powiedział i teraz już na pewno okaże się, że to był zamach.

Im się robię starszy tym mocniej przekonuję się, że tak zwane godne życie jest funkcją kilku prostych reakcji, reakcji bynajmniej nie oczywistych, ale prostych. To jest pewna tajemnica, ale człowiek po to nabiera doświadczeń, by tę tajemnicę posiąść i dzięki niej nie dać się zdegradować do roli szczura, śmiecia albo wręcz niepotrzebnego nikomu nieboszczyka. Podam teraz przykład zachowania stosownego, choć nieoczywistego, dzięki któremu można zachować nie tylko godność, ale także życie. W filmie „Ostatni Mohikanin” jest taka scena kiedy bohaterowie wkraczają na polanę, gdzie stoi farma zaprzyjaźnionej z nimi rodziny. Byli tam już wcześniej, ale bez córek pułkownika Munro, które towarzyszą im w tej chwili. Niestety farma jest spalona, sympatyczna rodzina wymordowana, a las dookoła wygląda tak, jakby pełno w nim było Indian z plemienia Huron. Starsza córka pułkownika domaga się, by pozostać na miejscu i pochować zabitych, ale Nathaniel tylko się uśmiecha. Trzeba ich tak zostawić i iść dalej. Kiedy dziewczyna czyni mu wymówki, że zabitych przyjaciół by tak nie zostawił on odpowiada, że to są właśnie przyjaciele. No więc my jesteśmy w sytuacji następującej: przyjaciele leżą pomordowani na łące, a pomiędzy nimi spaceruje Magua ze swoimi ludźmi i udziela wywiadów dziennikarzom, opowiadając o tym, jak to przez lekkomyślność i krnąbrność Sokolego Oka, Unkasa i Czingaczkuka doszło do tego wypadku, który oczywiście może się komuś tam wydawać morderstwem z zimną krwią, no ale bez przesady. Ludzie przecież umierają szczególnie jak mają farmy na granicy terytoriów indiańskich. Magua uśmiecha się i pozuje do zdjęć, a trzej bohaterowie stoją obok jak te gwizdki i co jakiś czas są przesuwani na bok przez tę lub inną ekipę filmową. Obok, na łące stoi stolik, a przy nim siedzi kierownik produkcji, który po każdym dniu zdjęciowym wypłaca Huronom gażę. Raz się zdarzyło, że Unkas poszedł do niego z awanturą, że on też chce dniówkę, bo co w końcu kurcze blade, przecież to jego znajomi zginęli i wszyscy wiedzą dlaczego. Kierownik jednak najpierw udał, że go nie widzi, a potem kazał mu spie....ać. Jego ojciec Czingaczkuk próbował interweniować, ale bez skutku. Magua tylko się uśmiechał patrząc na tę scenę. Trwało to wszystko i trwało, aż w końcu ktoś wpadł na pomysł, że można by rzecz nagłośnić i sprowadzić ekipy zza granicy. No i wtedy Magua wyjął komórkę i zadzwonił do niemieckiego miasta Krakowa, gdzie rezydował jego przyjaciel z lat studenckich Witold Gadowski. Ten mu zaś powiedział, że czasu nie ma, ale ma innego kolegę z Niemiec, który przyjedzie i napisze o tym wydarzeniu książkę.

No i właśnie ten facet tu zmierza, a jego książka ukaże się za 17 dni. Wszyscy nasi machają marynarami. Będzie się bowiem nakręcać nową koniunkturę na nieboszczyków ze Smoleńska. Teraz Niemiec coś napisze, a w przyszłym roku znajdą może prawdziwego Żyda z Mosadu, który już z całą pewnością, jak to mają w zwyczaju funkcjonariusze tej organizacji, zdradzi nam wszystkie szczegóły.

Czy już widzicie różnicę pomiędzy zachowaniami stosownymi a niestosownymi? Nie? No to podam prostszy przykład. Na naszej ulicy mieszkał kiedyś wujo Tadek. Był spokojnym, ale mocno zmęczonym życiem człowiekiem. Emocje zawsze trzymał na wodzy i nigdy ich nie ujawniał. Raz się zdarzyło, że puściły mu nerwy. Oto pewien młodzieniec, który właśnie zarobił trochę pieniędzy i wypił o jedno piwo za dużo, siedząc na ławeczce ujrzał idącego ulicą wuja Tadka. Uniesiony młodzieńczym zapałem krzyknął w jego stronę – wuju mam kasę, idziemy na dziwki?! Wujo popatrzył nań uważnie, a potem warkliwie rzucił w jego stronę to samo słowo, którym kierownik produkcji na miejscu zdarzenia spławił awanturującego się Unakasa. Czy teraz wszystko jasne? Ten pan z Niemiec jest owym młodzieńcem. My zaś powinniśmy się zachować jak wujo Tadek. A jak się zachowują nasi? Nie muszę chyba tego opisywać. Wszyscy to widzimy.

Wykop Skomentuj100
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale