coryllus coryllus
5136
BLOG

O Stanisławie Brzozowskim i dziedziczeniu

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 52

Jak wiecie Stanisław Brzozowski jest patronem wszystkiego co w Polsce najgorsze, czyli tak zwanego etosu polskiej inteligencji. Co to oznacza w praktyce? To proste, jest on patronem pożytecznych idiotów do wynajęcia, gotowych do różnych usług na każdy gwizdek.

Tak się złożyło, że mam dostęp do świątecznego numeru Gazety Wyborczej i tam akurat piszą o Brzozowskim. Nie bezpośrednio rzecz jasna, bo etos polskiej inteligencji zakłada, że nie można o kimś opowiadać wprost i do tego za darmo, trzema to robić przez pośrednika oraz przy zassaniu jakiegoś państwowego budżetu. W świątecznej gazowni o Brzozowskim opowiada się przez profesora Mencwela, który napisał o nim 700 stronicową książkę wydaną rzecz jasna za pieniądze z dotacji. Trudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, że w tym kraju spauperyzowanych inteligentów, ktoś dobrowolnie wydaje swoje pieniądze na książkę i Brzozowskim, do tego napisaną przez Mencwela.

Tak więc patron polskiej inteligencji, oskarżony o donoszenie Ochranie, jest pretekstem do wydania książki i zajumania na nią pieniążków, a ta z kolei jest pretekstem do napisania artykułu propagandowego wymierzonego wprost w serca kolejnego pokolenia gołodupców bez widoków i perspektyw, bez żadnych pomysłów, którzy walczyć będą ze sobą i możliwość donoszenia na kolegów i wydzierać będą sobie z gardeł te nędzne granty, na kolejne książki o Brzozowskim.

Nie chcę się tu znęcać na profesorem Mencwelem, pozostańmy więc przy Brzozowskim, który celem swoich ataków uczynił szlachtę i jej świat. To jest typowe i łatwe do wyjaśnienia przez najgłupszego nawet amerykańskiego psychologa, który doskonale wie, dlaczego ofiara losu nie potrafiąca kopnąć piłki na boisku staje się admiratorem szachów i wygłasza tyrady i brutalności i absurdach gier zespołowych. Brzozowski jeszcze do tego opowiadał o naturalnej selekcji, o indywidualizmie, marksizmie i darwinizmie, który zniszczy znienawidzony przez niego świat dworków, obórek i kościółków. Jakim trzeba być idiotą, żeby nie dostrzegać istotnych sensów tak zwanych prądów umysłowych. Jakim trzeba być bałwanem, żeby stawać po ich stronie nie mając pieniędzy, widoków na sukces i będąc nieuleczalnie chorym. A profesor Mencwel i cała ta banda za nim nazywają Brzozowskiego myślicielem przenikliwym. Piszą o wiarygodności i autentyczności jego myśli.

Jak każdy oszukany przez propagandę dureń dochodzi Brzozowski do wniosku, że bezwład szlacheckiego świata, bezwład intelektualny rzecz jasna, nie da się przezwyciężyć bez rewolucji. Po której ma nastąpić epoka wiecznej szczęśliwości, w której takie sfrustrowane ofiary losu jak pan Staś, będą mogły wreszcie brylować towarzysko.

Teraz mała dygresja na temat tak zwanych intelektualnych fermentów. Kończę tę książkę o średniowieczu i jestem, przyznam, przerażony. Musiałem przeczytać trochę lektur, których nie przeczytałem na studiach, bo były zbyt nudne. Po latach sięgnąłem po nie z ciekawością. Słowo ferment pojawia się w nich nader często, albowiem historycy sztuki tłumaczą pojawienie się nowych idei właśnie poprzez zjawisko fermentacji. Mamy szklany balon z moszczem winnym i tam pracują drożdże, potem te bąble idą do góry i buch wysadzają korek no i to jest katedra gotycka. Ferment intelektualny trwa rzecz jasna dłużej niż normalny, w baniaku szklanym, na eksplozję wielkich idei trzeba więc długo czekać. Że też ci ludzie wstydu nie mieli, cholera mnie normalnie bierze.

I jeszcze jedno, na dwóch przykładach mogę zaryzykować twierdzenie następujące: tak zwany ferment intelektualny pojawia się zwykle w organizmach politycznych stojących w przededniu poważnego kryzysu politycznego lub gospodarczego. Popatrzcie na XII wieczny emirat Grenady i na Anglię za panowania króla Jana. Wszyscy piszą o tym, jaki to ferment ogarnął wówczas umysły. Oznacza to po prostu, że wszyscy byli już tak zadłużeni, a państwo tak mało znaczące, że poza pogawędkami na dziedzińcach uniwersytetów i pisaniem absurdalnie długich dysertacji nic tym ludziom właściwie nie zostało. Byli poza obiegiem dóbr i pieniądza. Mogli tylko gawędzić. Prawdziwe życie było gdzie indziej.

W miarę upływu lat ktoś w banku wpadł na pomysł, że można wykreować kastę zawodowych gawędziarzy i popierać opłaty za kooptację. I w ten sposób powstała ukochana przez Brzozowskiego i Mencwela rewolucyjna inteligencja.

Kluczem do zrozumienia misji Brzozowskiego i Mencwela jest słowo „dziedziczenie”. W gazowni piszą, że Brzozowski kwestionował prawo szlachty do dziedziczenia wielkiej, polskiej przeszłości. I kwestionował też jej prawo do dziedziczenia misji kulturotwórczej.

W ten sposób kwestie dziedziczenia mógł rozumieć Brzozowski, który niczego w życiu nie miał i nie rozumiał z jak wielką pracą i obowiązkiem wiąże się posiadanie. Podobnie jak Miłosz, oszust intelektualny, szydził z przywiązania szlachty do ziemi, bo mu się zdawało, że jak szlachta odda bankom i Żydom kontrolę nad produkcją żywności i świat stanie się bardziej sprawiedliwy. Do tego rzecz jasna dochodziły jakieś osobiste resentymenty.

Nie chodziło w rzeczywistości o jakieś tam dziedziczenie chlubnej przeszłości czy misji, ale o dziedziczenie ziemi i własności nieruchomej. I do kwestionowania takich momentów potrzebni są pożyteczni idioci w typie Brzozowskiego. Są oni szkodliwi w sposób głęboki, bo nie dość, że dają gangom pretekst do jumy, to jeszcze stają się pielęgnowanymi przez uniwersytet, autorytetami dla młodych.

My tutaj, jak rozumiem, jesteśmy wszyscy jak jeden przeciwnikami myśli zawartych w pismach Stanisława Brzozowskiego. Jego intelektualne głębie nie uwodzą nas wcale i nie mamy zamiaru analizować tego co pisał pan Staś, jest to bowiem zwyczajną stratą czasu.

Pisze nam jeszcze Mencwel coś absolutnie fantastycznego, z czego nie zdawaliśmy sobie sprawy. Oto Brzozowski wraz z Arctem przygotowują serię książek dla młodzieży. Jasny szlag....serię książek....dla młodzieży....jak mnie jeszcze raz ktoś spyta jak trafić do młodzieży, wyrzucę go z bloga na zawsze. Pracuje też jako nauczyciel w gimnazjum z roczną pensją 700 rubli. Sprawa jego współpracy z Ochraną jest według Mencwela sfingowana, a cały artykuł w gazowni napisany, jak się zdaje po to, by usprawiedliwić Mencwela i jego postawę wobec Kuronia i Modzelewskiego w 1968 roku, kiedy to najpierw ich obciążył, a potem odwołał zeznania. Pojawia się rzecz jasna także nazwisko Miłosza, stawiają go w długim szeregu postaci szlachetnych i wybitnych, które podlegały ciśnieniu epoki i starały się jako tym ciśnieniom nie ulec. To jest brednia rzecz jasna. Ludzie ci czynili coś wręcz przeciwnego, nie ulegali żadnym ciśnieniom, ale latali po mieście głosząc te swoje prawdy, z nadzieją, że ktoś ich wreszcie zatrudni i będzie im płacił za gadanie. Prawdziwym ciśnieniom w owych czasach, tak w czasach Brzozowskiego jak i Miłosza podlegali posiadacze, najpierw szlachta, a potem chłopi. Tego jednak żaden z wymienionych nie był w stanie dostrzec, bo mu się zdawało, że jest przewodnikiem narodu. Myślę wręcz, że to jest pierwszorzędna cecha służąca do rozpoznawania kapusiów i prowokatorów, wydaje im się, że są przewodnikami i prowadzą nieustający monolog ze sobą, czekając na wyznawców.

My stoimy po stronie przeciwnej, to jasne, nas postawa Mencwela wobec Kuronia i Modzelewskiego nie interesuje wcale, tym mniej i więcej przysiadów w trakcie zeznawania zrobił Mencwel. Żal nam ludzi, którzy zostali pozbawieni domów i mienia dzięki działalności i propagandowym pismom takich osób jak wymienieni wyżej. To wszystko.

Z takiego właśnie przekonania dawno, dawno temu zmaterializowała się moja pierwsza Baśń jak niedźwiedź, która cała jest jedną wielką nostalgią i tęsknotą za dziedziczoną przez szlachtę wielkością Polski i jej kultury. W środę przyjedzie do mojego domu pierwsza cześć bardzo dużego nakładu tej książki w całkiem nowej edycji. Wydaliśmy ją w twardej oprawie, z dziesięcioma barwnymi ilustracjami, kolorową wkładką zdjęciową, złotą wstążką-zakładką i złotą kapitałką. To są w mojej ocenie bardzo ważne szczegóły świadczące o jakości tej książki. Poprawiliśmy też błędy, których nie udało się uniknąć w poprzednich edycjach.

W ciągu dzisiejszego dnia rozpoczniemy sprzedaż tej książki, musimy tak zrobić albowiem nakład będzie przyjeżdżał do nas partiami, a ja spodziewam się bardzo dużych zamówień. Nie będzie łatwo się z tym uporać, zwłaszcza, że w przyszłym tygodniu zaczynają się Targi Wydawców Katolickich w Warszawie, pod Zamkiem Królewskim. Jeśli więc ktoś zamówi książkę, a przesyłka nie przyjdzie do niego w ciągu dwóch dni, niech się nie denerwuje. Wszystko dojdzie, sytuacja w związku z nową edycją i dużym nakładem jest po prostu trochę bardziej złożona niż poprzednio. My zaś, mając skromne dość moce przerobowe, będziemy robić wszystko co można, by się uporać z wysyłką w możliwie najszybszym terminie. Jeśli chcecie zamówić książkę dziś, polecam pilne śledzenie strony, w ciągu dnia uruchomimy sprzedaż.

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

 

I zachęcam do oglądania naszych nagrań

 

http://www.youtube.com/watch?v=N9e7xCyDoFQ


 

https://youtu.be/i9anCuMljYg


 

No i nasze trailery.

https://www.youtube.com/watch?v=agpza8Ag5bA

https://www.youtube.com/watch?v=kJ7REL-ee4s

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (52)

Inne tematy w dziale Polityka