399 obserwujących
2903 notki
12303k odsłony
  6857   0

Azrael i Seawolf czyli demaskacja blogosfery

To nie będzie tekst o śmierci, jak się pewnie wydaje tym, co tu kiedyś przychodzili, ale już nie zaglądają, bo ich powyrzucałem. To będzie kolejny tekst o tym, że nam, tak zwanym zwykłym ludziom, wyznaczono w naszym najlepszym czasie rolę publiczności. A teraz dochodzimy do takiego momentu, kiedy ta publiczność, narażona na rozliczne szykany i spychana gdzieś pod płot, przestaje być całkowicie potrzebna. Nie ma jej, jest nieważna, albowiem, gwiazdy, czy to kina, czy to telewizji, czy to blogosfery same dla siebie są publicznością. I jeden oklaskuje drugiego. Największym problemem zaś jest tylko to jakim pretekstem wywołać ruch w kanałach dystrybucji środków finansowych. I dlatego jeszcze i tylko dlatego tu jesteśmy. Gdyby nie ów moment można by nas było wszystkich wyrzucić i wymieniać uwagi pomiędzy twitterem, forum gazowni i onetu, a zgromadzonymi tu wybitnymi blogerami, wśród których do niedawna znajdował się nieszczęśliwy Azrael, a dziś jeszcze pozostaje Kataryna, czy senator Cioch.

Przyznam, że nie miałem pojęcia kim był Azrael, myślałem, że to jest po prostu jakaś fanaberia Igora Janke, który za nic na świecie nie chce pokazywać publicznie blogerów prawdziwych i dlatego korzysta z tego Azraela, którego nikt z nas nie traktował przecież serio. Kiedy jednak wczoraj informacja o jego śmierci obiegła wszystkie opiniotwórcze portale, mogłem się tylko do siebie uśmiechnąć. Na całkiem już szeroko uśmiechnąłem się kiedy zobaczyłem te kondolencje z twittera. Kogóż tam nie było....zacznę od najmniejszych - Michał Pol z GW, ale także ambasador USA i Andrzej Duda. Ja, przyznam szczerze, nie napisałbym ani słowa o Azraelu, gdyby nie kondolencje od Dudy. A czynię to dlatego, że przypomniał mi się Seawolf. Pamiętacie go jeszcze? Był taki bloger, marynarz, zmarł dwa chyba lata temu. W pewnej chwili stał się prawdziwą gwiazdą blogosfery prawicowej, cytowali go prawie wszyscy „nasi” i „nie nasi”. Zaczął pisać nawet w Rzeczpospolitej, gdzie miał osobną rubrykę, a nie dość, że w Rzeczpospolitej to jeszcze u Karnowskich. A potem umarł, tak normalnie, jak wielu ludzi, cicho i bez żadnych uprzedzeń. I nie ma go już z nami. Myśmy z Toyahem myśleli, że seawolf był do tych wszystkich miejsc, które wymieniłem doproszony i tam normalnie zarabiał pieniądze jako felietonista. Naprawdę tak myśleliśmy i nawet mu zazdrościliśmy. Po śmierci jednak okazało – a może było to jeszcze przed śmiercią, kiedy Toyah wymienił z nim jakieś uwagi – w każdym razie okazało się, że on tam nic nie zarabia, że on ich po prostu poprosił, żeby umieszczali tam jego teksty. Oni zaś widząc tę autentyczną popularność, tę klikalność i entuzjazm jaki seawolf wzbudzał, łaskawie się zgodzili. Przypominam, był seawolf wielkim admiratorem PiS, Lecha i Jarosława Kaczyńskich, a gdzie tam admiratorem, on był entuzjastą. On się w polemikach z przeciwnikami Kaczyńskich wyżywał i zawsze w nich zwyciężał. A potem umarł i wszystko co było ukryte za jego plecami zostało ujawnione. To jak potraktowali go dziennikarze, to że w przeczuciu nadchodzącej śmierci, chciał istnieć w publicznych mediach, że wydał książkę, która miała okazać się wydawniczym sukcesem i liczył na jej sprzedaż i inne jeszcze sprawy. I co? Myślicie, że ktoś z otoczenia Jarosława Kaczyńskiego, jakiś jego asystent czy przyboczny wysłał na twittera, albo zamieścił w salonie kondolencje w związku ze śmiercią Seawolfa? Oczywiście, że nie. Igor Janke jedynie napisał krótki tekst o tym kim był bloger Seawolf, dokładnie tak samo krótki, jak ten który napisał wczoraj w związku ze śmiercią Azraela. Przez jakiś czas ludzie próbowali pisać o seawolfie, a nawet sprzedawać jego książkę, która nie nadawała się do sprzedaży, bo była tylko formą terapii umierającego człowieka, a nie produktem rynkowym. A jeśli chodzi o rynek i sprzedaż to, jak wiecie żartów nie ma. Ja odmówiłem Seawolfowi wprost, kiedy jeszcze żył. Inni próbowali coś z tym zrobić na fali smutku i wspomnień. Nic z tego nie wyszło. Wszystko przepadło. A wczoraj te kondolencje od Dudy po śmierci człowieka, który z flekowania Kaczyńskich i PiS zrobił sobie sport. A można było po prostu milczeć. No, ale widok tych wcześniejszych kondolencji, od ambasadora USA, uruchomił w głowach asystentów Dudy myślenie strategiczne i stwierdzili oni, że skoro to był taki ważny bloger, że aż pan ambasador o nim pisze, to trzeba zadbać o popularność kandydata w blogosferze. Jużeście się najedli....jak się mawiało na korytarzu szkolnym na widok nachalnie żebrzących o gryza z kanapki kolegów. Popularność w blogosferze skoczyła wam tak, że zwycięstwo macie w kieszeni.

Patrzę na te wszystkie nicki, którymi sygnowany jest żal po śmierci Azraela i rozpoznaję wśród nich tak zwanych zwykłych blogerów i komentatorów. Dokładnie tak samo zwykłych, jak Azrael przyjaciel ambasadorów, komentator radiowy, korespondent wojenny z Afganistanu i Bóg jeden wie kto jeszcze. Niektórzy z tych ludzi próbowali przez moment coś do mnie mówić, a nawet mnie chwalić, bo im się zdawało, że taki zaangażowany bloger jak ja może im się do czegoś przydać, że będzie świetnym pretekstem uruchomienia przepływu środków. Kiedyś, na samym początku, nawet Azrael do mnie pisał i chciał, żebym przeszedł na jego portal. Nawet tam nie zajrzałem. Myślę więc, że cała ta blogosfera, z wyjątkiem świętej pamięci Seawolfa i nas z Toyahem oraz naszych komentatorów, jest fikcją, że zbierają się tutaj byli działacze ZSP i NSZ, po to, by załatwiać jakieś stare porachunki, a liczą przy tym na to, że ich nudne jak flaki teksty zwrócą czyjąś uwagę, a jak zwrócą, oni będą mieli choć tę nędzną namiastkę popularności. Dokładnie było to widać wczoraj, po tym jak portale podały wiadomość o śmierci Jacka Gottliba. Cała armia zwykłych komentatorów i blogerów....większość z piszących tutaj....

Jeśli zaś idzie o asystentów Dudy, to po raz kolejny zdemaskowano wczoraj pewną wizję prowadzenia polityki w Polsce, wizję, rzekłbym, gabinetową, wazeliniarską i podławą. Nie chcecie mi bowiem chyba powiedzieć, że Andrzej Duda znał Azraela i przejął się jego odejściem tak mocno jak Igor Janke, Xsiężna, czy Jan Herman, albo Janina Jankowska, ludzie Azraelowi w jakiś sposób bliscy.

Dlaczego nie złożyliście kondolencji rodzinie Seawolfa do ciężkiej cholery? Bo nie pracował w żadnym ministerstwie? Bo nie był waszym kolegą? Jakie inne powody mieliście? Jeśli któryś z was znał Jacka Gottlieba, mógł wyrazić żal we własnym imieniu. Nie zaś w imieniu kandydata na prezydenta reprezentującego partię, którą Jacek Gottlib, Azrael Kubacki, zwalczał przez ostatnie lata swojego życia.

Na koniec słów kilka o emocjach. Pamiętam, jak jeden ze „zwykłych”, czyli Czarek Krysztopa załatwił zwinięcie bloga don Estebanowi, bo wymyślił sobie, że tamten, z mojego popuszczenia obraził jego zmarłą matkę. Była to brednia tak jawna, że hej, i ja do ciągle czekam aż Krysztopa nas przeprosi. Myślę, że po tym tekście „zwykli” blogerzy i komentatorzy także przyjdą mi powiedzieć, że obraziłem matkę Krysztopy. Nie może być inaczej, bo stadem baranów zarządza się wyłącznie poprzez wywoływanie emocji i kierowanie ich to w tę, to w tamtą stronę. Dobrze o tym wiedział zmarły wczoraj Jacek Gottlib, znany bloger, wróg PiS i Kaczyńskich. Cześć jego pamięci. 

Lubię to! Skomentuj100 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale