401 obserwujących
2903 notki
12265k odsłon
4586 odsłon

Dlaczego nie mamy czerwonych blogów?

Wykop Skomentuj45

W czwartek byłem na wieczorze autorskim w Gdańsku. Pierwszy raz się zdarzyło, że ktoś próbował rozwalić moje spotkanie. Jakichś dwóch panów przyszło w miarę wcześnie, jeden całkiem spokojny, w sandałach bez skarpet, a drugi gwałtownie rzucający się wśród regałów z książkami. Ten drugi co chwila próbował mi przerwać, a kiedy nie pozwalałem na to, wychodził na papierosa. Kiedy wracał historia zaczynała się od początku, on coś wykrzykiwał, a ja udawałem, że go nie słyszę, albo wręcz odpowiadałem na wygłaszane przezeń wprost ku sufitowi kwestie. W pewnym momencie spytałem pana w sandałach bez skarpet, kim jest jego kolega. On się uśmiechnął, położył palec na ustach i powiedział, że będzie spokój, mam się nie martwić. Spokoju jednak nie było, ludzie się denerwowali, a Kossobor siedziała przez cały czas z twarzą ukrytą w dłoniach, taka była siara na widowni. Jakoś to jednak wytrzymaliśmy, a kiedy powiedziałem, że proszę o pytania, pan gadatliwy i głośny rzekł tak, by wszyscy go słyszeli – nareszcie! To zdaje się miał być żart, ale nie wiem do kogo skierowany, bo nikt poza nim nie wychodził. Była pełna swoboda, drzwi szeroko otwarte, każdy mógł opuścić zgromadzenie, gdyby się znudził. Nikt nie wyszedł. Rozmawialiśmy przez trzy godziny. Potem obaj panowie sobie poszli, nie pytali o nic i nie chcieli autografów. Myślę więc, że byli to tak zwani zwyczajni blogerzy, których tu wczoraj opisaliśmy, którzy chcieli na własne oczy zobaczyć tego dziwaka, co to sobie te książki wymyślił, zamiast grzecznie na zmywak wyjechać, albo do jakiegoś resortu wstąpić.

O co mi chodzi? O to, że po trzech godzinach zachowałem się o wiele bardziej profesjonalnie niż inni prelegenci, po półtorej zaledwie godzinie gadania. I o tym właśnie rozmawialiśmy ostatnio z Toyahem, o naszym profesjonalizmie oraz o kolorze blogów. Zastanawialiśmy się dlaczego nie mamy czerwonych blogów, a ludzie warsztatowo od nas słabsi o dziesięć poziomów mają takie blogi. Żeby zatrzeć to przykre wrażenie, tę różnicę pomiędzy nędznym, rzekomym zawodowstwem, a wyjątkową amatorszczyzną administracja zdjęła nawet te upiorne głowy, które wisiały na samej górze. Nie było się bowiem czym chwalić. Większość z tych ludzi widocznych na zdjęciach nic nie pisała, a jeśli już, to nie nadawało się to do czytania.

Z nami jest inaczej, piszemy często, generujemy ruch na salonie, dlaczego więc nie mamy czerwonych blogów? Toyah jest autorem publikującym w Gazecie Warszawskiej, w Gazecie Finansowej, podobnie jak wielu tak zwanych profesjonalistów. Ja jestem redaktorem naczelnym kwartalnika i wieloletnim współpracownikiem różnych mediów. To prawda, że nie takich jak nasz gospodarz Igor Janke, ale nie każdy miał takie jak on możliwości. Mnie najbardziej irytuje, że czerwonego bloga ma Dawid Wildstein, który jest wręcz modelowym przykładem na to, jak pisać nie należy. Pojawił się w salonie parę dni temu i od razu został mianowany na profesjonalistę, a jakiż z niego, przepraszam profesjonalista? Nawet sobie sushi z brody nie wyciągnął na pamiętnym spotkaniu z Braunem. Irytuje mnie to nie tylko z powodu urażonej ambicji, ale także dlatego, że napisała do mnie pewna czytelniczka, nieco już zmęczona tym naszym pisaniem. Napisała, że jesteśmy strasznie depresyjni, bo ciągle piszemy o tym samym, a rzeczywistość wokół nie ulega żadnej zmianie. Wszystko jest takie samo i pozostanie bez zmian do końca. Ja nie wiem, przyznam, dlaczego pani ta nas obarcza winą za taki stan rzeczy, a ponieważ jest ona mieszkanką Krakowa, mogę tu jedynie zacytować słowa pieśni Grzegorza Turnaua I pamiętaj, naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic aż do końca....Mimo to jednak chciałbym, żeby coś się zmieniło i ruszyło do przodu, miałem nawet wrażenie, do momentu kiedy dostałem ten list, że istotnie coś się zmienia i posuwamy sprawy we właściwym kierunku. Jak widać jednak jest inaczej, czytelnicy uważają, że nie, że stoimy w miejscu. Nie wiem co miałbym zrobić więcej wobec jawnie wrogiej i o wiele ode mnie silniejszej rzeczywistości. Może w czwartek, w Gdańsku, powinienem wstać, podejść z uśmiechem do tego pana i kopnąć go w jaja, tak żeby kamera wszystko nagrała? Myślę, że bardzo dobrze by ów event zrobił słupkom sprzedaży. No, ale na sali były osoby kulturalne i wrażliwe, nie chciałem więc im psuć wieczoru. Po czymś takim większość z pewnością wyszłaby zniesmaczona.

Wracajmy jednak do profesjonalizmu. Ponieważ jest on dziś niemierzalny z zasady, profesjonalistów namaszcza się arbitralnie. Przez co właśnie pisarstwo jako takie jest położone w obszarach bardzo dalekich od piłki nożnej i wszelkich sportów, gdzie decyduje wynik. Tu wynik nie ma znaczenia, znaczenie ma kto jest promotorem autora. I to właściwie tyle. Nie można jednak tego faktu ukazać w całej jego upiornej nagości, bo ludzie przestaliby by pisać, a więc urządza się zawody dla tak zwanych zdolnych amatorów, którzy – co okazuje się na samym końcu – także są w większości profesjonalistami. I tak jest wszędzie. W dziennikarstwie, w książkach, na estradzie, w malarstwie, wszędzie gdzie są jakieś budżety do podziału. Jedyną ostoją prawdziwej sztuki pozostaje dziś cyrk i ten właśnie jest niszczony z największym zapałem przez wszystkich wrażliwych artystów, albowiem męczy się tam zwierzęta, a wozy cyrkowe są siedliskiem moralnego brudu. Przeciwnicy sztuki cyrkowej czerpią tę wiedzę z filmów profesjonalnych reżyserów, sami do cyrku nie chodzą. Bo i po co, żeby zobaczyć jak facet w ich wieku tańczy z tacą kieliszków ustawionych na ostrzu szpady trzymanej w zębach, a wszystko to na linie zawieszonej pod kopułą namiotu? Umarliby z przerażenia i wstydu.

Wykop Skomentuj45
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale