coryllus coryllus
4402
BLOG

W przedszkolu naszym nie jest źle...

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 36

Przysięgam, że robię to ostatni raz, ale muszę wrócić do tego nieszczęsnego listu otwartego do PO napisanego przez dyrektora kreatywnego agencji BBDO Michała Nowosielskiego. Jest tam taki fragment:

 

Nie będę się teraz rozwodził nad przyczynami porażki Bronisława Komorowskiego, co jest tematem na oddzielną analizę. Mógłbym to zrobić z pewnością bardziej profesjonalnie niż większość zajmujących się polityką dziennikarzy, którzy nawet nie widzą, kto wymyśla Wasze kampanie. Mam takie przekonanie, ponieważ po pierwsze od ponad 20 lat zajmuję się komunikacją ze społeczeństwem, a po drugie - jak już wspomniałem - znam się trochę na komunikacji politycznej, bo - nieskromnie mówiąc - przyłożyłem się do wszystkich dotychczasowych Waszych wyborczych zwycięstw. 

 

Michałowi Nowosielskiemu zdaje się, jak mniemam, że awanse w wewnętrznych hierarchiach redakcji dokonują się na zasadach selekcji pozytywnej. To znaczy im ktoś jest lepszy w analizowaniu politycznych realiów tym wyżej stoi. Być może on ulega takiemu złudzeniu, bo u niego w branży rzeczywiście tak jest, ja jednak podejrzewam, że jest tam dokładnie tak samo jak w redakcjach. To znaczy im większy głupek, im więcej ma przyrodzonych ograniczeń, im mniej rozumie tym wyżej stoi. Tak jest zawsze w wielkich organizacjach i przykład Tomasza Lisa jest tu, myślę, wystarczający. Michał Nowosielski pisze zaś, że on mógłby lepiej. Odpowiadam więc: każdy mógłby lepiej. Dokładnie każdy człowiek czynny w salonie24 i na innych forach, mógłby wykonywać tę robotę lepiej niż Lis. O Rymanowskim i reszcie nie ma nawet co gadać. Używa przy tym dyrektor kreatywny wyrazu profesjonalnie, który jest już tak wyświechtany, zgrany i pusty, że po prostu wstyd się nim posługiwać. Ludzie mają w nosie profesjonalizm, bo kojarzy im się on z kołczem-prestidigitatorem, czyli oszustem. Polacy przez ostatnie dekady widzieli już wszelkiej maści profesjonalistów, od sprzedawców garnków Zepter począwszy, na aktorach udających kaznodziejów kończąc. Profesjonalizm ich nie interesuje. On może jeszcze ciekawić jakieś żądne wrażeń dziewczęta, które samotnie włóczą się po wielkich miastach, ale to w zasadzie wszystko. Ludzie chcą czegoś autentycznego i kogoś autentycznego. I kimś takim dla wielu ludzi, naprawdę wielu, myślę, że cała agencja BBDO zdziwiłaby się jak wielu, był Grzegorz Braun. Wyniki wyborcze Brauna podane przez PKW, nie oddają głębi tej fascynacji. Ponieważ ja nie śledzę dokładnie tego co się wokół Grzegorza Brauna dzieje, z niejakim zdziwieniem obejrzałem sobie wczoraj, nie najnowszy ponoć, wywiad jakiego udzielił Wiktorowi Morgulcowi joginowi z Żoliborza. Pierwszy raz zdarzyło mi się słuchać, jak Grzegorz Braun opowiadał o używkach i nierządzie i przyznam, że mnie to przygnębiło. Myślę, że podobny efekt wywołałaby analiza polityczna dokonana na wizji przez Michała Nowosielskiego. Grzegorz Braun, opowiadający do tej pory o formach organizacji życia katolickiego wokół parafii, szkoły, strzelnicy, nagle zaczyna mówić o swoim stosunku do używek i nierządu? A w jakim celu to czyni? Zapewne po to, by poszerzyć grupę docelową odbierającą treści przezeń nadawane, jak tu wczoraj zasugerował kolega bojomir. Powtarzam - ma to tyle samo sensu, co ewentualne analizy polityczne dyrektora kreatywnego BBDO. Nie o to chodzi w tej misji. Słuchając tego wywiadu musimy, chcąc nie chcąc, przyjąć za pewnik, że ten wypucowany do czysta jogin reprezentuje środowisko, w którym narkotyki i nierząd są czymś normalnym i akceptowanym. Po co inaczej Grzegorz Braun miałby zabierać głos w tej sprawie? Po co on w ogóle o tym gada? Liczy na to, że ludzie wydający pieniądze na narkotyki i dziewki przedajne, popadną, po wysłuchaniu tego wywiadu w zamyślenie i potem kupią jego film? A może poprą go w kolejnych wyborach? A może wręcz dołączą do pobudka.org i zaczną budzić śpiących rycerzy? Chyba dmuchając im w nos dymem ze skręta.

Fantastyczne jest to jak ludzie, ponoć wykształceni do wykonywania pewnych określonych czynności i jeszcze do tego w tym zakresie doświadczeni, czyli w jakiś sposób bogatsi niż reszta, wychodzą poza obszar, na którym czują się pewnie i zaczynają ten swój dziwny taniec. Ja już nie będę po raz kolejny tłumaczył Grzegorzowi Braunowi co trzeba zrobić, żeby utrzymać sieć sprzedaży, za dużo tego było.

O ile list Michała Nowosielskiego jest jakąś tam kolejną odsłoną znanego z lat osiemdziesiątych apelu łódzkiej włókniarki do prezydenta Reagana, o tyle z Braunem jest znacznie gorzej. On usiłuje absorbować treści, po które sięgają zwykle ludzie tacy jak Palikot, albo wręcz Robert Biedroń i jakoś tym szermować. Przyczyna tego może być tylko jednak, ktoś go przekonał, że pogłębianie przekazu dotyczącego Kościoła, szkoły i strzelnicy jest niedobre, że wystarczy ten komunikat powtarzać, a żeby zyskać nowych zwolenników trzeba go wzbogacić o dziwki i narkotyki, oczywiście odpowiednio opakowane. Ja mogę w tej sytuacji tylko temu komuś powinszować. Nie pozostaje mi nic więcej.

Ktoś mnie tu zaraz zapyta co ja rozumiem przez pogłębienie przekazu dotyczącego życia katolickiego. Odpowiem tak: z pewnością za pogłębienie tego życia nie uważam wyczynów redaktora Górnego w tym amerykańskim programie katolickim, do którego on ostatnio trafił. Górny opowiadał przez telewizor mieszkańcom środkowego zachodu oraz Latynosom o swojej wycieczce do muzeum w Walencji, gdzie spotkał się ze świętym Graalem. Mówił po angielsku przez całe pół godziny, co podkreślają bracia Karnowscy w swoim portalu wpolityce.pl Górny wraz ze swoim kolegą Rosikoniem zdobył ponoć rynek amerykański i to od razu z obydwu końców, czyli tego co mówi po angielsku i tego co mówi po hiszpańsku. I teraz już wszyscy amerykanie będą mieli pogłębioną duchowość, normalnie jak cała redakcja Frondy. Polska zaś odniosła kolejny sukces za granicą.

Jak widzicie katolicki przekaz w wykonaniu osób świeckich daleki jest od doskonałości i warto może by się było zastanowić czy kwestie tak delikatne jak życie parafialne oraz kult związany z przedmiotami atrybuowanymi bezpośrednio Jezusowi, można pozostawiać cywilom. No, ale cóż zrobić kiedy ci cywile sami się tego chwytają i za nic puścić nie chcą.

Ponieważ ja sam imam się tej tematyki, wypada mi się jakoś teraz usprawiedliwić. Otóż ja nigdy nie stawiam się w roli pośrednika pomiędzy księdzem proboszczem, a jego parafianami. Zabieram głos zwykle w sprawach najgorszych, najczarniejszych i najmniej z punktu widzenia takiego Górnego interesujących, w sprawach, które ani nie podniosą nikomu samooceny, ani nie przyczynią się do towarzyskiego czy wydawniczego sukcesu. No więc tak wygląda moja legitymacja i myślę, że to mnie trochę tłumaczy. Teraz napisałem książkę o heretykach, w dodatku o takich, których wszyscy od dawna bronią, nawet niektórzy duchowni. Nie spodziewam się więc za tę książkę pochwał, ani nie liczę, że miłośnicy używek sięgną po nią z zainteresowaniem. Jest tam co prawda kilka słów o nierządzie, ale o marihuanie nie ma ani jednego. Nawet o konopiach nic nie napisałem. Czynię tak, ponieważ uważam, że te wszystkie cudowne i proste rozwiązania, te recepty na narrację przynoszącą sukces, które podsuwa nam życie i tak zwani życzliwi, to pułapki, a ja nie lubię wpadać w pułapki.

Nie możemy z toyahem dość do zgody w kwestii czy „nasi” to znaczy dziennikarze prawicowych mediów są durniami czy prowokatorami. Ja wczoraj obstawiałem, że durniami, a toyah, że prowokatorami, ale bywa, że obstawiamy na odwrót. Oto w dwóch najważniejszych „naszych” periodykach opublikowano na okładkach zdjęcia, które wprost zaprzeczają idei, która przyświecała kampanii Andrzeja Dudy. Swoją drogą ciekawe, która agencja tę kampanię przygotowała i jak nazywa się jej dyrektor kreatywny.

Duda przez cały czas trwania kampanii przekonywał wszystkich, że jedyną, ważną legitymacją jaką dostaje prezydent jest ta, którą wręcza mu naród. Konsekwentne trzymanie się tej linii, unikanie kwestii drażliwych, takich jak Smoleńsk czy aneks do raportu WSI, przekonały wiele osób do tego, by jednak zagłosować na kandydata PiS. Chodziło o to, by nie kojarzył się on z negatywnym, wyprodukowanym przez media wizerunkiem Jarosława Kaczyńskiego. I na to właśnie przychodzą Karnowscy ze swoją kretyńską okładką, na której Duda melduje Kaczyńskiemu wykonanie zadania. Lisicki zaś daje na wierzch prominentnych członków PiS z Dudą, Kaczyńskim i Beatą Szydło na czele, przepuszczonych przez foto szop, tak że wyglądają jak banda alfonsów-profesjonalistów parających się kołczingiem i dokonujących rzetelnych analiz politycznych po wciągnięciu dwóch kresek. Do tego mamy napis tej treści: operacja „Sejm”, drużyna Kaczyńskiego idzie po władzę.

Kiedy wreszcie po dwóch przegranych nie ze swojej winy kampaniach, (wszyscy pamiętamy jakie były kretyńskie, prawda?) ktoś w PiS wpadł na pomysł, jak zniwelować przewagę mediów przychodzą „nasi” i puszczają takie rzeczy, bo oni już widzą ten sukces i wiedzą jak o nim opowiedzieć. Dokładnie tak jak Górny o odkryciu świętego Graala w muzeum w Walencji, czyli całkowicie bez sensu, a w dodatku ze złą i oszukaną intencją. Róbcie tak daje, a żadnego sukcesu nie będzie. Przegracie bez względu na to kto i jaką kampanię będzie robił PO. A wtedy będziecie mogli sobie wraz Górnym wygłaszać kazania do latynoskich katolików w Teksasie.

 

Zapraszam na stronęwww.coryllus.pl, do Sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, a także na kiermasze IPN, gdzie będę sprzedawał swoją nową Baśń i nowy album, odbędą się one 10 i 13 czerwca przy Marszałkowskiej, w dawnym lokalu kawiarni Budapeszt.

 

I jeszcze informacja o wystawie obrazów Agnieszki Słodkowskiej

 

Czynna jest ona do 1 lipca w Bibliotece Publicznej im. St. Staszica w Dzielnicy Bielany m.st. Warszawy, ul. Duracza 19, od poniedziałku do piątku w godzinach od 10-20, w soboty od 10-15, a w najbliższą środę (27 maja) z powodu odbywającego się tam szkolenia wystawę można oglądać między 16-19.

 

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (36)

Inne tematy w dziale Polityka