W czasach kiedy świat aspirował do normalności w kinach pokazywano filmy dewastujące emocje, których funkcją była z jednej strony deprawacja, z drugiej wywołanie jak największych frustracji, głównie wśród mężczyzn. Dziś nie ma w ogóle potrzeby, by kręcić jakiekolwiek filmy, ci tak zwani filmowcy zostali już tak naprawdę tylko w tych krajach, w których kino nadal uważane jest za sztukę, w tych krajach, różni młodzi frajerzy kręcą sobie coś tam domowym sposobem i uważają, że zrobią na tym karierę.
Prawdziwe kino, kino z rozmachem przeniosło się w sferę polityki i prowokacji montowanych na skalę dotąd niewyobrażalną. Po co do ciężkiej cholery kręcić jakieś filmy, płacić aktorom, montażystom, dźwiękowcom, oświetleniowcom i całej tej czeredzie, skoro można zorganizować prowokację, rebelię, wojnę lokalną, a następnie pokazać w internecie jak jeden gość wyrywa drugiemu serce i je zjada. Po co się bawić w jakieś przesłania skoro można wszystko powiedzieć wprost. A jak ładnie reaguje widz na taki spektakl. Widzieliśmy to wczoraj w Niemczech. Na szantaż jakim są uchodźcy stara Europa odpowiedziała z godnością i spokojem, wynajęli dobrego reżysera i on im podpowiedział, że musi być mała dziewczynka z torbą cukierków, i dwaj smagli chłopcy, którzy od niej te cukierki wezmą. Muszą być brawa i otwarte serca i flagi oraz transparenty, a także otwarte drzwi domostw. Jeśli tego nie będzie może zrobić się naprawdę groźnie. Teraz jednak Niemcy po zaaranżowaniu tak dobrego przedstawienia zyskali trochę czasu, który mogą poświęcić na realne rozwiązanie problemu uchodźców, zanim reżyser przeciwnika przygotuje kolejną aranżację. Rozwalanie Europy właśnie się zaczęło. W dodatku, jak zwykle zaczęło się w Niemczech. Tym razem jednak wygląda na to, że Niemcy nie dadzą się wpędzić w pułapkę łatwo, że trochę się będą bronić zanim nastąpi katastrofa. Oczywiście dla nas nie oznacza to nic dobrego, Niemcy bowiem mogą jedynie stosować taktykę zwalania problemów na słabszych i biedniejszych, czyli na nas. To jednak, jak powiadam chwilowe, bo tym razem to naprawdę nie chodzi o nas, nie chodzi o wspólną granicę niemiecko-rosyjską jak w roku 1939.
Reżyseria takich przedstawień jak ten spektakl pod tytułem „Przyjmujemy uchodźców” jest dużo łatwiejsza niż realizacja i produkcja filmów, efekty zaś są mocniejsze i silniej zapadają w pamięć, mają też nieco inną funkcję. Nie dość, że tresują masy to jeszcze pełnią funkcję straszaka. Film zawsze można było wyłączyć, albo można było wyjść z kina, nasze współczesne spektakle emitowane są bez przerwy, tak wygląda bowiem przewaga Internetu.
Filmu „Nędzne psy” Sama Peckinpaha nie obejrzałem do końca nigdy. Bynajmniej nie dlatego, że wstrząsnęła mną scena gwałtu dokonanego na specjalnie wybranej do tej sceny aktorce Susan George, ledwie dwudziestoletniej siksie, pomyślanej jako wcielenie niewinności i zepsucia w jednym kawałku i obsadzonej w roli młodej mężatki. Nie takie rzeczy pokazywali w nocy w telewizorze za mojego dzieciństwa i jakoś przez to przeszedłem. Potem jednak sprawa się skomplikowała, bo w filmie tym pokazują niedorozwiniętego, który morduje dziewczynę i ten niedorozwinięty ucieka i nędzne psy chcą go zabić w domu Dustina Hoffmana i tej całej Susan George. U nas na ulicy było dwóch opóźnionych w rozwoju panów, którzy snuli się w tę i z powrotem i ja od dzieciństwa miałem z nimi problem emocjonalny. Nie wiedziałem co zrobić na ich widok i jak się zachować. Miałem ponadto okazję kilka razy obserwować ich agresję wywołaną hormonami, czy jakimiś wizjami, czy inną jakąś cholerą nie zrozumiałą przez dzieci. I to było naprawdę straszne. Kiedy więc w telewizji pokazywali coś podobnego, wyłączałem grata i szedłem spać. Tak właśnie było z filmem „Nędzne psy”. Ten sławny gwałt sobie obejrzałem, a potem lulu, bo nie dało rady dłużej.
Sam Peckinpah jak wiecie specjalizował się w filmach uznawanych za brutalne i był za to wychwalany przez różnych polskich autorów, którzy te głupoty oglądali, takich jak na przykład Waldemar Łysiak. Kiedy dziś oglądamy filmy Peckinpaha, mają one w sobie urok niewinności. „Dzika banda” to jest w ogóle film dla dzieci. Z 'Nędznymi psami” jest gorzej, bo tam Sam rzeczywiście się napracował i powymyślał te postaci tak, że Freud by się nie powstydził. Nie wiem, skąd im się to brało, a mam tu także na myśli producenta tego dzieła, pana Daniela Melnicka, ale obaj mieli jakieś wąty do prowincji. W „Nędznych psach”mamy prowincję angielską, konkretnie Kornwalię, która pokazana jest jako zadupie gdzie morduje się ludzi bez mrugnięcia okiem. Wszyscy wiedzą, że Kornwalia to jest najsympatyczniejszy chyba zakątek Wyspy, rosną tam palmy, kwiaty kwitną nawet zimą, uprawia się tę całą celtycką cepelię i w ogóle jest miło. U Peckinpaha mamy coś innego. Młodzi ludzie, safandułowaty nauczyciel matematyki i jego urocza żona, przyjeżdżają do miasteczka, gdzie ona się wychowała. I tam spotykają jej dawnego chłopaka i jego kumpli, typowych wiejskich grandziarzy, wynajmujących się do prostych robót na wysokościach. Wszystko rozgrywa się jeszcze w czasach, kiedy na Wyspie nikt nie słyszał o uchodźcach i emigrantach. Faceci w szetlandzkich swetrach i tweedowych marynarkach włażą na dach i przybijają poszycie. Nie do uwierzenia. I w tym czasie obserwują sceny małżeńskich nieporządków, które budzą w nich zbrodniczą myśl o zdewastowaniu związku biednego Dustina Hoffmana. I to się w istocie tak toczy, no ale sprawiedliwości musi stać się zadość, czyli Dustin musi wreszcie zrozumieć, że matematyka to nie wszystko, że powinien także zająć się swoją młodą żoną, bo ona się nudzi, powinien także obudzić w sobie bestię, żeby obronić swój dom przed nędznymi psami. No i na koniec tak rzeczywiście jest, oblężony w swoim domu Hoffman, zabija wszystkich i ratuje życie swoje, żony i niedorozwiniętego.
W czasach kiedy na ekrany w Wielkiej Brytanii miał wejść film Peckinpaha, próbowano tam także wepchnąć inny film. Było to dzieło Andy Warhola zatytułowane „Flesh”. Film ten w przeciwieństwie do „Nędznych psów” nie został dopuszczony do dystrybucji. Opowiada on historię prostytuującego się chłopaka, który zostaje wysłany na ulicę, przez swoją dziewczynę, bo ta zbiera na aborcję. Może coś pokręciłem, ale to nie ważne. Nie dopuścili tego filmu, a lewicowi intelektualiści protestowali, bo to przecież skandal. „Nędzne psy” idą w kinach, a„Flesh” nie, dlaczego? No więc zapewne dlatego, że Flesh odwraca całkowicie kulturowe aspekty płci, a Psy te aspekty podkreślają. Flesh to historia zgrai pedałów z aborcją w tle, a Psy to historia pierdoły, który musi zamienić się w komandosa. I teraz będzie najważniejsze. Tylko durnie z tej brytyjskiej cenzury mogły orzec, że film „Nędzne psy” nadaje się do pokazywania. Te dwa obrazy bowiem niczym się nie różnią. One sprzedają jedną podstawową fikcję, która demoralizuje i niszczy serca i umysły ludzi. Tę mianowicie, że człowiek jest sam wobec swoich wrogów i sam ich musi pokonać. Mówiąc wprost filmy takie jak ten rzekomo budujący i nadający męskości dawne znaczenia obraz Peckinpaha to taka sama demoralizacja jak głupoty reżyserowane przez Morrisseya, agenta CIA. Ludzie reprezentujący zwarte środowiska i silne organizacje produkują filmy, po których widz jest całkowicie zdemolowany i całkowicie samotny. I jedyne czego pragnie to, żeby ktoś go chronił, tym kimś zaś mogą być jedynie te same struktury, które wykreowały Anty Warhola, Sama Peckinpaha, Morriseya i innych. I nikt więcej. W filmie „Nędzne psy” nie ma policji, lokalna społeczność jest zdemoralizowana i podła, nie ma Boga ani żadnej nadziei. To wszystko musi przyjść z zewnątrz. Jak wiecie pewnie film „Nędzne psy” doczekał się remake'u, jest on dużo gorszy niż oryginał. I mniej prawdziwy. Młodzi Amerykanie nie kryją dachów, robią to za nich Polacy i Latynosi. Tamci goście w marynarkach stojący na owiewanym wichrem znad oceanu dachu byli o niebo prawdziwsi. No, ale mamy ten remake i mamy setki filmów nakręconych przez ostatnie 40 lat w takiej samej konwencji, dokładnie po to, byśmy wiedzieli, że jesteśmy sami. I teraz kochani okazuje się, że w tak wychowane masy, bo przecież nie nazwiemy tego wspólnotą wchodzą ci uchodźcy. Oni nie oglądali tych filmów, oni wiedzą, że mogą na siebie liczyć, oni mają akcesoria potrzebne, żeby się obronić, ich nikt nie będzie wynajmował do pracy na wysokościach, a ich żony nie boją się gwałtów, bo kto by tam chciał mieć z nimi do czynienia. Czego więc potrzebujemy w tak dramatycznej sytuacji, my Europejczycy? Bo przecież jesteśmy Europejczykami, prawda? Potrzebujemy wyłącznie dobrego reżysera, który nam powie co i w jakim momencie robić. Reżyser taki w dzisiejszych czasach, nie musi już jak Morrissey udawać awangardowego artysty. On nawet nie musi zdejmować munduru i oddawać legitymacji służbowej, więcej – on nie musi udzielać wywiadów, ani nawet pokazywać się publicznie. Wystarczy, że ktoś czasem o nim wspomni. Tylko tyle.
Zostawiam wam nagranie dyskusji z Bielska Białej
https://www.youtube.com/watch?v=TuRS0AZ9aCA
Mam jeszcze ważny komunikat. Ponieważ rozpoczyna się rok szkolny, postanowiliśmy, że album Sanctum Regnum opowiadający historię upadku średniowiecznych Węgier, album w języku angielskim, zaopatrzony w płytę długogrającą z muzyką Tomka Bereźnickiego, będzie do 30 września kosztował 30 zł za egzemplarz plus koszta wysyłki. Tak szkolna promocja.
Zapraszam na stronę www.coryllus.pl do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy w Warszawie, do księgarni Tarabuk przy Browanej 6 i przypominam, że 18 września będziemy mieli z Toyahem wieczór autorski w Kietrzu, niedaleko Raciborza, początek o 19.00, następnego zaś dnia można nas będzie spotkań na jarmarku franciszkańskim w Opolu, wieczorem zaś w auli uniwersyteckiej będzie nasz kolejny wieczór autorski. Początek chyba o 18, ale pewien nie jestem. Zostawiam Wam jeszcze nagranie z Zielonej Góry i z Bielska Białej.
Aha, rozpoczęliśmy współpracę z zaprzyjaźnionym wydawnictwem turystycznym i od dziś można u nas kupić ich przewodniki. Są naprawdę ciekawe.
https://www.youtube.com/watch?v=WmcxrL1PoeA





Komentarze
Pokaż komentarze (66)