402 obserwujących
2903 notki
12198k odsłon
8078 odsłon

Czy ksiądz Charamsa gra w trzy karty?

Wykop Skomentuj193

Miałem dziś pisać o targach w Łodzi, ale ograniczę się do podziękowań dla Agnieszki, Huberta, Wawrzyńca i Marka, którzy siedzieli ze mną dzielnie przez te dwa niełatwe dni i sprzedawali książki. Wawrzyniec do tego przywiózł mi jeszcze niedzielny obiad w trojakach, aż z Brzezin. Jakoś dzięki temu przeżyłem. Marek zaś pomógł mi załadować graty z powrotem do samochodu. Będę jeszcze pisał o Łodzi, ale dziś muszę napisać o czymś innym. O grze w trzy karty mianowicie. Wczoraj obejrzałem sobie dość dokładnie występy księdza Krzysztofa Charamsy. Jak się domyśliliście one mi się od razu skojarzyły z grą w trzy karty na bazarku. Każdy kto taką grę obserwował uważnie wie, że głównymi rozgrywającymi nie są wcale ci faceci co przekładają te karty. Tylko ktoś nieskończenie naiwny może tak pomyśleć. Najważniejsza jest ekipa, która robi zamieszanie i nadaje grze pozory autentyczności, emitując wprost w tłum bardzo szczególne i dynamiczne emocje związane z sukcesem, jaki człowiekowi myślącemu i odważnemu może przynieść gra. Tych kolesi jest zwykle przy takim stoliku trzech, ale ich liczba może być w zasadzie dowolna, górna granica, którą wyznacza ludzka naiwność i brak spostrzegawczości to sześć osób. Przy siedmiu złodziejach nawet najstarsze babuleńki skapną się, że coś jest nie tak. Charakterystyczną cechą organizatorów takich rozrywek jest pewien szczególny typ elegancji, dokładnie taki, jaki zaprezentował przyjaciel księdza Charamsy imieniem Eduardo. Chodzi o ten szczególny, nonszalancki sznyt jaki znamy z duńskiej komedii pod tytułem „Gang Olsena”. Dokładnie zaś o marynarki w kratę. Każdy mężczyzna, nawet taki, który niewiele się zastanawia nad kwestiami dotyczącymi elegancji wie jak straszliwym niebezpieczeństwem są dla człowieka marynarki w kratę i w jak dziwnych sytuacjach może się ów człowiek postawić, przez sam jedynie fakt założenia takiej garderoby. Wie to również z całą pewnością Eduardo, z którym ksiądz Charamsa pojawił się w rzymskiej kawiarni, ulubionym lokalu Federica Felliniego. Skoro Eduardo wie i z premedytacją zakłada tę kraciastą marynarkę to znaczy, że reprezentuje on tę szczególną formację duchową, która pod różnymi szerokościami geograficznymi organizuje ludziom niecodzienne rozrywki, takie jak gra w trzy karty na bazarku. Ja nie twierdzę, że Edurado to prosty oprych, ja tylko, skoro księdzu Charamsie tak dobrze poszedł jeden coming out, domagam się drugiego. Niech ksiądz teraz opowie o swoich związkach z facetami co noszą marynarki w kratę i z ganiającą za nimi policją. Tak w skrócie, bez wdawania się w szczegóły. Taki konspekt nam w zupełności wystarczy. Nazwiska, lokale, godziny spotkań i gdzie był założony podsłuch.

Jak wiecie gra w trzy karty to jest jeden festiwal emocji, zaczyna się od niedowierzania, machania rękami i głupich uśmiechów, a kończy się na awanturze i bójce, zwykle bezskutecznej, bo ukradzionych pieniędzy i tak nie da się odzyskać, albowiem organizatorzy gry są w zmowie z miejscową policją, która może co najwyżej rzucić w stronę poszkodowanego słowa – pozwólcie obywatelu postawię wam tezę.

Wszyscy widzieliśmy, że jeśli idzie o manifestowanie emocji ksiądz Charamsa jest absolutnym mistrzem. Gdyby miał operowy głos mógłby występować w dowolnym przedstawieniu i ludzie waliliby drzwiami i oknami tylko po to, by zobaczyć jak dusi Desdemonę. Mnie najbardziej podobało się jak ksiądz porusza chrapami i jak próbuje się rozpłakać mówiąc o jakimś samobójcy, który pozbawił się życia, bo nie mógł znieść homofobii. Dobrze wiemy, że w Kościele Katolickim nie ma żadnej homofobii, a ksiądz Charamsa po prostu kłamie. O tym, że jej tam nie ma, tej homofobii, mówią nam co jakiś czas głosy oburzonych domagających się oczyszczenia Kościoła z grzeszników, głównie pedofilów, ale przecież nie tylko, chodzi im także o gejów. Kościół zaś konsekwentnie, dopóki sprawa nie stanie na ostrzu noża, chroni i ukrywa swoich grzeszników kierując ich na jakieś bezpieczne dla nich i dla całej struktury fronty. Ponoć, tak mnie wczoraj poinformowano, najczęściej ludzie ci lądują w żeńskich zakonach klauzurowych, gdzie muszą spowiadać te na całe życie zamknięte tam siostry. Myślę, że podobnie było z księdzem Charamsą. On przez całą swoją karierę duchowną był chroniony przez Kościół, aż do momentu, w którym stwierdził, że ta ochrona nie jest mu już do niczego potrzebna. Dlaczego tak się stało? O to trzeba by zapytać Eduardo i tych facetów, których nie widzimy, a którzy organizują emocje tego eventu. Bo ksiądz Charamsa jedynie rozkłada i przesuwa trzy karty. Jeśli idzie o istotną treść przekazu księdza Krzysztofa to nie jest ona tak pogodna jak to co opisałem wyżej. W nagraniu, w którym ksiądz wyznaje, że jest gejem, powtarza on kilkakrotnie słowo „bezkarnie”. Chodzi o to, że ludzie bezkarnie drwią z homoseksualistów. Mam więc pytanie: jakich kar domaga się ksiądz za te drwiny? Skoro nie można drwić bezkarnie, to znaczy, że jest jakiś plan, w którym już dokładnie opisano system kar mających spaść na ludzi szydzących z gejów. Nie można bezkarnie drwić z gejów....a niech to szlag....ze mnie przez całe życie drwiono bezkarnie, głównie z tego powodu, że od dzieciństwa miałem różne odjechane pomysły, które nie przystawały do okoliczności. I nigdy nie pomyślałem, że można się za to domagać jakichś zadośćuczynień, albo wręcz kar, dla tych szyderców. No, ale jak widać można. I ksiądz Charamsa wyartykułował tę kwestię wprost. Zapamiętajmy to sobie, bo jest to rzecz najważniejsza.

Wykop Skomentuj193
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale