coryllus coryllus
5329
BLOG

Nauczyciel jest jak obszarnik

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 114

Przyznam się od razu, że nie mam siły czytać i słuchać gawęd o tym jaką misję powinna mieć polska szkoła. A jak słyszę na początku, że powinno się kształcić więcej informatyków, bo tego potrzebuje rynek, mam ochotę od razu lać po mordzie i to nie ręką, ale kawałkiem kolejowej szyny, albo drutem karbowanym o średnicy półtora centymetra. Dokładnie pamiętam od kogo i czego zaczęła się nagonka na polską szkołę, od Staszewskiego z gazowni, który w latach dziewięćdziesiątych napisał cykl artykułów zwalczających szarą strefę. Ta strefa to byli korepetytorzy. Nie ma już nawet sensu wracać do omawiania tego idiotyzmu, bo są nowe jeszcze gorsze. Oto niejaki Marczuk, który w zeszłym roku prezentował się na salonie i z tego co pamiętam został gremialnie wyszydzony za idiotyzm, awansował właśnie na wicka we Wprost. I teraz pisze artykuły o tym, że nauczyciel w polskiej szkole pracuje po 5 godzin dziennie, ma trzy miesiące wolnego w roku i do tego zarabia ponad 5 tysięcy brutto. Moja żona, która jest nauczycielem wspomagającym, skończyła dwa fakultety i niezliczoną ilość kursów, które miały podnieść jej kwalifikacje zawodowe nie zarabia 5 tysięcy brutto, a nawet gdyby zarabiała to co? Nie ma jej w domu do wieczora, potem ślęczy nad jakimiś papierami, albo przygotowuje pomoce dla tych dzieci z dysfunkcjami, którymi się opiekuje, na koniec zaś słyszy od rodziców duchowo bliskich Marczukowi, że szkoła nie pomaga w wychowywaniu dzieci. A jak ma pomagać, skoro rodzice ich nie wychowują wcale? Jak ma do cholery poradzić sobie z durnym bachorem, który w domu słucha tylko o tym, jacy głupi są nauczyciele. Za to rodzice są mądrzy, zapieprzają w korporacji po 12 godzi na dobę, po to, żeby sobie raz w roku skoczyć na bandżi w czasie imprezy integracyjnej. Co za frajda! Nie wiem już który bałwan powiedział, że trzeba kształcić tych informatyków, bo tego wymaga rynek. To jest idiotyzm tak głęboki, że jak się doń wpadnie, wyjścia już nie ma. Szkoła ma kształcić na potrzeby rynku, no żesz....A co to jest rynek? Wczoraj to wyjaśniliśmy, to jest grupa ludzi, którzy oszukani przez kilku macherów biorą bez żadnych wstępów różne towary, często na kredyt i użytkują je potem z mniejszym lub większym sukcesem w domu. No więc jeśli ktoś gdzieś tam na świecie wpadnie na pomysł, żeby nakręcić koniunkturę na lodówki bez freonu, polska szkoła powinna zareagować natychmiast i wykształcić setki specjalistów znających się na naprawie tych lodówek? Tak to rozumie ten dureń? Otóż nie, bo rynkowi lodówek nie są potrzebni naprawiacze, ale ogłupiali klienci, misją więc polskiej szkoły będzie wykształcenie jak największej ilości osób wierzących w dziurę ozonową. I to się działo na naszych oczach, a było zadekretowane z góry i myśmy patrzyli i nic nie mówiliśmy, bo przecież szkoła reaguje na potrzeby rynku. Trochę szydzę, ale doprawdy tylko trochę. Podsuwam też niektórym ewentualny argument w dyskusji z tymi kretynami, co chcą podporządkować szkołę rynkowi. Szkoła jest elementem doktryny państwa, jeśli nie ma doktryny, to znaczy, że szkołę podporządkowują sobie inne niż państwo organizacje. Niebawem może się zdarzyć, że szkoły zakładać będą w Polsce firmy zajmujące się utylizacją odpadów i będą tam kształcić przyszłych pracowników tego sektora usług. Polscy politycy zaś będą bić prawo i cieszyć się, że szkoła wreszcie spełnia wymagania rynku. Tylko czy ciekawe czy poślą swoje dzieci do takich śmieciarskich placówek i jak będą gadać z dyrektorami i nauczycielami, którzy tam zostaną zatrudnieni. Przypuszczam, że z należytą pokorą.

Tekst Marczuka, który tu zalinkowałem wczoraj jest kolejnym propagandowym materiałem uderzającym w nauczycieli. Ja się nim strasznie zirytowałem, bo ten Marczuk to wyjątkowy prymityw i on nawet nie próbuje kryć swoich inspiracji. Tekst Marczuka ma dokładnie taką samą wymowę, jak komunistyczne, propagandowe ulotki opisujące zbrodnie polskich obszarników. Przypuszczam, a w noszę to po nazwisku, że Marczuk tę tradycję wyniósł z domu. Polski obszarnik jadł, pił i popuszczał pasa, a do tego psuł dziewki, czego Marczuk jeszcze dziś nie może mu darować i dlatego odgrywa się na nauczycielach. Dobra zostawmy już tego nieszczęśnika. Mechanizm jest ważny. To jest ten sam styl – dawniej obszarnik, dziś nauczyciel. Idą po tych samych schematach i tymi samymi przykładami świecą w oczy. Jak się rozprawią z księżmi, okaże się, że najwięcej pedofili jest wśród nauczycieli, a może nawet lepiej – wśród nauczycielek, bo polska szkoła jest sfeminizowana przecież. Nauczyciel ma za dobrze i nie spełnia swoich obowiązków, zupełnie jak obszarnik, który miast poświęcać życie i mienie dla ojczyzny ratowania kupował se srebrną zastawę i na tym jadł. To jest sposób prowadzenia narracji właściwy zastępcy redaktora naczelnego opiniotwórczego tygodnika wydawanego w Polsce. Od razu widać, że doktryna państwa jest u nas w zaniku, a szkoły wyższe ze wskazaniem na socjologię, politologię i dziennikarstwo, kształcą swoich studentów na potrzeby rynku integrowanego gdzieś hen, hen, daleko stąd. Marczuk jest na to żywym dowodem. Wystarczy, że otworzy usta i od razu zaczynają stamtąd płynąć słowa potwierdzające powyższą hipotezę.

Los obszarników jest nam dobrze znany, a także znane nam są intencje takich lekko pociągniętych politurą cywilizacji chłopków-roztropków jak ten cały Marczuk. Nie można mieć więc wątpliwości, że los nauczycieli będzie w przyszłości podobny. Za ile lat tego nie wiem, bo w końcu lewicowa propaganda działała kilka dekad, żeby wreszcie przerodzić się w czyn. Trzeba było zaczadzić tą całą demokracją duże grupy ludzi, które wykonywały potem najczarniejszą robotę. Jasne jest bowiem, że nauczyciele nie znikną od tak sobie, na życzenie jakiegoś dziennikarzyny. Oni będą, bo w Polsce jest długa tradycja kształcenia nauczycieli, są oni jeszcze w większości, na swoje nieszczęście przywiązani do idei lewicowych i demokratycznych, które działają na ich szkodę. To jest rzeczywisty moim zdaniem zrzut, który można postawić nauczycielowi polskiemu, a nie te kocpopoły propagandowe i jawne łgarstwa wypisywane przez Marczuka.

No dobra, ale znowu wróciłem do Marczuka, a miałem pisać o mechanizmie propagandy antynauczycielskiej i antyobszarniczej. On jest taki sam. I polega na odwracaniu uwagi od kwestii najważniejszych. W dyskusji o obszarnikach najważniejsze były kwestie dotyczące produkcji rolnej, jej kosztów i rynku żywności, rynku – podkreślam. Lewica zaś dyskutowała o popsutych dziewkach i doli chłopskie, złej. Konsekwencje tych bzdur dla organizacji o nazwie Rzeczpospolita Polska, były tragiczne. Teraz zaś odwraca się naszą uwagę od misji i doktryny, którą realizować powinni nauczyciele, a za to pieprzy się o rynku i jego potrzebach. Przestawili zegarek i teraz on chodzi w drugą stronę. I myślą jeszcze, że, jak mawia moje dziecko, nikt się nie skapnie. No więc my się skapniemy i takich argumentów będziemy używać przeciwko nim. Mam nadzieję, że uda się to kiedyś zrobić publicznie, choć przecież ta banda tchórzy nigdy się nie zdobędzie na publiczną dyskusję z nami. To oczywiste. Oni nawet nie mogą nas pozwać do sądu. Od kilku dni znajdujemy ciągłe potwierdzenia na to, że w zasadzie możemy im wszystkim na...ać na łeb i przyklepać, a oni nie mogą nawet iść do sądu, bo będzie promocja. Nawet przy zmowie lokalnej, jaką mamy teraz wśród tak zwanej prawicy katolickiej, nie mamy się czego obawiać, bo promocję robi nam gazownia. Nawet jeśli jakimś cudem uda się skłonić gazownie do milczenia, jest jeszcze Los Angeles Times i portale na całym świecie. Ktoś powie, że może Marczuk mnie pozwie i wtedy one nic o mnie nie napiszą. Proszę bardzo, niech pozywa. I niech się tłumaczy z bredni, które wypisuje. Gazownia na pewno nie odpuści procesu wice-naczelnego z Wprost. To w jaki sposób mnie tam opiszą jest mało istotne, bo sprawy zaszły już tak daleko, że sytuacja przypomina tę z czasów najczerwieńszej komuny, wszystkie newsy są interpretowane na opak. Kłopot w tym, że dziś nie ma w Polsce żadnej totalniackiej organizacji, która umożliwiałaby całkowite regulowanie rynku, a więc nie ma możliwości panie Marczuk, by wszyscy uwierzyli w tę całą dziurę ozonową, która uniemożliwia wykształcenie dzieci w polskich szkołach na dobrych śmieciarzy. Swoją drogą ciekawe do jakich szkół chodzą dzieci tego faceta? Ponoć jest ich piątka.

Link do tekstu Marczuka tutaj http://wiadomosci.wp.pl/kat,141202,title,Bartosz-Marczuk-nauczyciele-chca-wiecej-nie-dajac-nic-w-zamian,wid,17906550,wiadomosc.html

 

Dla pewności podaję jeszcze informacje dotyczące polityki cenowej w naszym wydawnictwie, która zmieni się od przyszłego tygodnia.

Jeśli chcecie kupić Baśń jak niedźwiedź w miękkiej oprawie po 30 złotych za egzemplarz, możecie zrobić to jeszcze przez tydzień. Potem cena wraca do stanu sprzed wiosny roku 2015. Cena zaś Baśni w oprawie twardej wynosić będzie 46 zł. Nowa książka Toyaha kosztować będzie 40 zł, a książka Joli Gancarz o Bereccim 25 zł, za egzemplarz, tyle ile kosztuje egzemplarz Szkoły Nawigatorów.

 

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (114)

Inne tematy w dziale Polityka