coryllus coryllus
5140
BLOG

Stowarzyszenie Grafomanów Polskich zamyka internet

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 56

Ostatnio powróciliśmy tutaj do rozważań na temat różnych organizacji zrzeszających literatów. Wyszło to jakoś mimochodem, a konkluzja jest taka, że każda z tych organizacji, a mamy zdaje się dwie centralne ZLP i SPP, zajmuje się w zasadzie wyłącznie auto-kompromitacją. O Związku Literatów Polskich nie ma co pisać, jest to demaskacja ostateczna, która stawia tak zwane Pen Cluby w długim rzędzie organizacji imperialnych, kontrolujących treści propagandowe emitowane w dominiach i na terenach wroga. Dziś nikt już nie interesuje się Pen Clubami i ich prezesami, bo propaganda imperialna ma dość innych kanałów dystrybucji treści i tak zwane wielkie nazwiska nie są jej dziś do niczego potrzebne. No, ale w naszym biednym grajdole nikt tego jeszcze nie zauważył i mamy ten swój kult cargo, ten kult wybitnych pisarzy, który, przy odcięciu od idei głównej, która tu nigdy nie była właściwie rozpoznana, zamienił się u nas w kult idiotów. Nie ma bowiem co ukrywać, że Olga Tokarczuk to brzydko starzejąca się idiotka, która niczego nie rozumie, a im dłużej się jej tłumaczy, tym ona rozumie mniej i zdradza coraz więcej skłonności do coraz głupszych uporów.

Propagandowa rola takich jak ona jest czytelna i nie ma się co dziwić, że ludzie przytomni dostają szału, kiedy sięgają bo te grafomańskie brednie. I oto okazało się, że w obronie Tokarczukowej występują pisarze ze Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. A nie dość, że występują, to jeszcze chcą administracyjnie, poprzez jakieś resortowe decyzje ukrócić, ten rzekomy hejt, który dotyka biedną Olgę. Jasne, zróbmy tak raz, a potem okaże się, że każdy hejt, czyli każde słowo, które nie będzie się komuś tam podobało można ocenzurować. Doszliśmy do ściany, „pisarze” opowiadają się za cenzurą. W dodatku cenzurą bezprzymiotnikową, za chamską, brutalną cenzurą, którą zagwarantować ma minister cyfryzacji i minister spraw wewnętrznych. No więc dla mnie jasne jest, że jeśli ktoś opowiada się za cenzurą, nie jest żadnym pisarzem. Nie jest nawet funkcjonariuszem, bo ci, w czasach komuny, najgłośniej gardłowali za zniesieniem ograniczeń w dostępie do różnych treści. Ktoś taki to zwyczajny idiota, któremu się zdaje, że można zadekretować sympatię bądź antypatię dla określonych autorów i produkowanej przez nich propagandy.

Najbardziej oczywiście niepokoją „pisarzy” akcenty antysemickie. A ja wam mówię bando grafomanów, że jak zrobicie jeszcze trzy takie protesty, w obronie jakiejś głupiej baby, to będziecie tu mieli taki antysemityzm, że się nie pozbieracie, a wszystko zostanie sfinansowane ze źródeł, do których was nikt nigdy nie dopuści na odległość strzału z pepeszy. I stworzenie tej okoliczności to będzie wasza, a nie czyjaś inna wina. Być może o to właśnie chodzi, ale w takim razie nie ma się co przejmować tym całym protestem, trzeba patrzeć jak pan rzecznik praw obywatelskich, poprzez swoje zaangażowanie w obronę skrzywdzonej pisarki, tworzy przyjazną przestrzeń dla powstania bojówek finansowanych przez obce służby. Powodzenia. My się do tego nie mieszamy, bo spór, w który stowarzyszenie grafomanów i sama Olga Tokarczuk próbują nas wciągnąć jest z istoty fikcyjny, histeryczny i wymierzony w nas, czyli w tę grupę, którą ta banda nadętych chamów nazywa czasem „zwykłymi ludźmi”.

My - „zwykli ludzie” nie bierzemy w tym udziału, a powodów takiej postawy jest kilka, wymienię je teraz po kolei. Pisarstwo Tokarczuk nie jest w ogóle żadnym pisarstwem, ale aspiracją sprokurowaną dawno temu i napompowaną przez gazownię. Aspiracją, której celem jest przeniesienie dyskusji o Polsce i jej historii z tematów istotnych, na całkiem nieważne, takie jak rzekomy, tradycyjny, polski antysemityzm. Członkowie Stowarzyszenia Grafomanów Polskich nie mają w ogóle zielonego pojęcia na czym polega dyskusja o historii naszego kraju, skupiając się na podsuwanych im „do wierzenia” tematach. Protest w obronie Tokarczuk pokazuje, że jednym marzeniem tych ludzi jest, by im ktoś zagwarantował bezpieczeństwo towarzyskie, to znaczy, żeby na tych jublach, gdzie się czasem spotykają, nikt nie emitował paszczą treści wprawiających kogokolwiek w konsternację. No chyba, że będą to skandalizujące treści dotyczące spraw osobistych, te bowiem zawsze są ciekawe i wywołują pewien rodzaj napięcia nie zasługującego wcale na przymiotnik „twórcze”, w tych tępych łbach. Chodzi o to, by pan rzecznik potwierdził ich autentyczność jako twórców, a za panem rzecznikiem potwierdzić to mają inni urzędnicy. To jest cel główny protestu. Inne cele również istnieją, ale one są im narzucone i całkiem niezrozumiałe przez to towarzycho, bo też i nie dotyczą go bezpośrednio.

Dyskusja na temat prozy Tokarczukowej przeniosła nas, niczym wehikuł Wellesa do czasów, kiedy Helena Michnik pisała swoją nowatorską historię Polski. My się dziś, w roku 2015 mamy zastanawiać, czy Polacy w dawnych czasach prześladowali kogoś, a jeśli tak to kogo i z jakich powodów. To jest tematyka wczesnych lat pięćdziesiątych, do których cofnęliśmy się na razie w wymiarze propagandowym. Pomysły zaś rzecznika praw obywatelskich (celowo małymi literami) oraz grafomanów ze stowarzyszenia pisarzy przeniosą nas wkrótce w te czasy w wymiarze realnym. To znaczy takim więziennym, ze wszystkimi tego konsekwencjami.

Propaganda, którą produkuje Tokarczuk to jest jedna strona medalu, jeden aspekt nowej dialektyki, w którą próbują nas tu uwikłać. Pisze nam bowiem pani Olga, że powinniśmy inaczej spojrzeć na swoją historię i uderzyć się w piersi. Niech ona się lepiej uderzy, jako potomek prawosławnej ludności współpracującej z obydwoma okupantami, taką mam wstępną propozycję w tej niesamowitej dyskusji. Tylko nie za mocno, bo zrobi sobie krzywdę. Idźmy dalej. Na ten świeży jak żołnierska skarpeta wniosek odzywa się, tu w salonie24 Stowarzyszenie Żydów Polskich, czy jak się tam to dziwne ciało nazywa i wydaje głos nasączony następującymi treściami. Nie prawdą jest to co pisze Tokarczuk, że Polacy powinni bić się w piersi, to nie oni bowiem prześladowali chłopów białoruskich i ukraińskich, to nie oni gnębili Żydów. A kto? To czyniła zła szlachta, która w słusznym rewolucyjnym gniewie została wytępiona, a ci co zostali to właśnie są potomkowie tych gnębionych i im też trzeba współczuć. W zestawieniu tych dwóch opinii widać dopiero wyraźnie w co jesteśmy wkręcani. W budowę, który to już raz, nowej, światłej elity, która pokaże nam drogę ku lepszym czasom. Moja odpowiedź na tę propozycję brzmi: spier...ać! Nie chcemy tego. Nie chcemy waszych idiotycznych dyskusji, nie chcemy bełkotu Tokarczukowej i nie chcemy, by w naszym imieniu występowali obrońcy ze stowarzyszenia grzybów polskich (przepraszam Stowarzyszenia Żydów Polskich). Wszyscy won z sali, bo uruchomimy gaśnice i dopiero się zacznie.

„Wspomnienia szlachty są historią narodu” napisał Aleksander Puszkin i tego się na tym blogu konsekwentnie trzymamy. Nie wspomnienia Igora Newerly, nie wspomnienia Pużaka, nie wspomnienia sekretarki Rumkowskiego, ale wspomnienia szlachty. Kto chce nas tych wspomnień pozbawić tej się ujawnia jako wróg, a z wrogami się nie dyskutuje.

Ponieważ ja dokładnie wiem do czego aspirują takie Tokarczuki oraz wszyscy obrońcy skrzywdzonych Żydów z różnych literackich stowarzyszeń, nie mam jak widzicie wahań, jeśli idzie o ocenę. Każdy z nich, a im więcej w jego rodzinnej przeszłości żydowskich sklepikarzy albo białoruskich chłopów, tym czyni to chętniej, wtyka sobie na palec, sprokurowany na szybko u grawera sygnet z herbem, najczęściej fikcyjnym. To taki znak rozpoznawczy służący do rozliczeń wewnętrznych. Jeszcze pięć lat i Tokarczukowa też sobie taki sygnet sprawi i będzie opowiadać jak wiele osób z Podlasia, że jest białoruską szlachcianką. Znałem kilka takich osób i były one absolutnie bezwstydne w swojej małej, chłopskiej bezczelności. O aspiracjach Żydów nie ma co pisać, bo właśnie napisała o tym sama Tokarczukowa w książce „Księgi Jakubowe” a ta banda durniów jeszcze jej dała za to nagrodę. Teraz zaś zaczynają dyskusję o polskim antysemityzmie, bo im się zdaje, że przez to więcej egzemplarzy sprzedadzą. Gdzie hołoto?! W Biedronce?! Może czas trochę oprzytomnieć i przetrzeźwieć?!

Czy tak zwani „nasi” odnoszą się w jakiś sensowny sposób do tego chamstwa? Oczywiście, że nie, mamy tylko cienki głosik oburzenia u Karnowskich, ale jest on opatrzony czymś absolutnie kuriozalnym. Co tylko pozornie nie ma związku z dialektyczną metodą dyskusji, którą wobec nas, czyli bądź co bądź publiczności, stosują grafomani. Oto przed nami, mimowolnie prezentowana przez redakcję „W polityce” trzecia droga. U mnie wyglądało to z rana tak: na samej górze był banner wyborczy Anny Chodakowskiej, aktorki, która chce zostać posłanką Prawa i Sprawiedliwości. Pani Anna, wyszła z tego samego środowiska co Wojciech Siemion, a jej nauczycielem był sławny i znakomity aktor Wirgiliusz Gryń, zdeklarowany komunista. Pani Anna była moją ulubioną aktorką w czasach kiedy dojrzewałem, albowiem bardzo często pokazywała się w filmach bez odzienia. Ja mógłbym nawet wymieniać tytuły tych filmów, ale dam sobie spokój. Nie mogę jednak zrozumieć, dlaczego osobowość tak złożona startuje w wyborach pod hasłem „Praca nie obietnice”. Co to ma wspólnego z karierą, misją i zainteresowaniami Anny Chodakowskiej? Ja tego nie wiem, ale obok tego banera, Karnowscy dali okładkę nowego numeru „W sieci”, a tam jest Jerzy Zelnik przebrany za Piłsudskiego i napis „Bić ku...wy i złodziei”. Czy to możliwe, żeby oni wszyscy się ze sobą umówili?

 

Tu jest link, ale w miejsce banneru pani Anny wyświetla się co rusz jakaś inna reklama.

 

http://wpolityce.pl/kultura/268778-literaci-po-stronie-antypolskiej-propagandy-stowarzyszenie-pisarzy-polskich-broni-tokarczuk?strona=2

 

Dla pewności podaję jeszcze informacje dotyczące polityki cenowej w naszym wydawnictwie, która zmieni się od przyszłego tygodnia.

Jeśli chcecie kupić Baśń jak niedźwiedź w miękkiej oprawie po 30 złotych za egzemplarz, możecie zrobić to jeszcze do środy wieczorem, czyli przez trzy dni. Potem cena wraca do stanu sprzed wiosny roku 2015. Cena zaś Baśni w oprawie twardej wynosić będzie 46 zł. Nowa książka Toyaha kosztować będzie 40 zł, a książka Joli Gancarz o Bereccim 25 zł, za egzemplarz, tyle ile kosztuje egzemplarz Szkoły Nawigatorów.

 

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (56)

Inne tematy w dziale Polityka