coryllus coryllus
5840
BLOG

Jerzy Zelnik vs Toyah czyli rycerskość wieśniacza

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 95

Dopiero wczoraj dowiedziałem się, że dwóch chamów z radia zmontowało prowokację wymierzoną w Jerzego Zelnika. Rzecz była dęta, grubo szyta i za chwilę ją rozbrojono. Z tego co wiem, Jerzy Zelnik się nią nie przejął. Przejęli się za to „nasi” czyniąc z tej grandy wydarzenie medialne i wydając z siebie głosy pełne oburzenia. I na to wszystko wyszedł jakiś młodzieniec z gazowni i powiedział, że chamy, które w ten sposób potraktowały wybitnego aktora nie zasługują na to, by zwracać na nich uwagę. Po prostu. I wyobraźcie sobie, że człowiek ten nie zapadł się pod ziemię, nie wyrzucono go z pracy za obronę aktora otwarcie deklarującego poparcie dla PiS.

Jeśli porównamy tę nędzę z niedawnym odwołaniem koncertów w krakowskich kościoła przyjdzie nam stwierdzić, że tamto wydarzenie miało o wiele grubszy kaliber. 'Nasze” media jednak milczały jak zaklęte. Dlaczego? My wiemy dlaczego, ale jeszcze raz powtórzmy, dlatego, że nasze media, pełne są aspirujących frustratów, które mogą zabierać głos jedynie w obronie tych ludzi, którzy są w jakiś sposób znani. To im dodaje pewności siebie i w ich własnych oczach czyni ważniejszymi i szlachetniejszymi. O wyczynie Toyaha pisały portale na całym świecie. O wyczynie tych chamów z radia, tylko „nasi' i ten jeden chłopak z gazowni. Różnica jest wyraźna i wyraźnie też profiluje „naszych' jako lokalsów. Tak właśnie, tych wyszydzanych wielokrotnie lokalsów, którym parę lat temu Jan Filip Staniłko, kazał zwracać koszta swoich podróży na prowincję, gdzie miał wraz z profesorem Zybertowiczem budować archipelagi polskości.

Dziś 'nasi” zmarnowali jedną z nielicznych okazji do zbudowania takiego archipelagu, ale nawet o tym nie wiedzą, bo im się zdaje, że Jerzy Zelnik, przy całym doń, szacunku, to jest ktoś, kto będzie firmował cały ruch politycznej odnowy w Polsce. Myślę, że będzie inaczej. Myślę, że nie będzie żadnej odnowy, a jedna wielka kompromitacja, której nie spodziewa się Jarosław Kaczyński. Po czym to wnoszę, prócz takiego jak opisane powyżej traktowania newsów? Po intuicjach Jana Hartmana, on doskonale zdaje sobie sprawę, musi, albowiem wielokrotnie brał udział, w programach telewizyjnych z braćmi Karnowskimi, że tam nie chodzi o nic innego, jak tylko o zajęcie miejsca w tych fotelach i emitowanie paszczą tych swoich rewelacji, wielokrotnie odgrzewanych. Hartmann ma niestety rację jeśli idzie o „naszych' i to jest widoczne w sposób jaskrawy. Jerzy Zelnik zaś służy tym ludziom do tego jedynie, by go za coś tam przebierać i fotografować z przeznaczeniem na okładki.

Nie wiem jak będzie z polityką, bo mam cały szereg wątpliwości, ale jeśli idzie o media, pewien jestem, że ich poziom nie zmieni się ani na jotę. To będą takie same idiotyzmy, ale opakowane w inny papier. Z czego to wynika? Z funkcji jaką 'naszym' narzuca mainstream, a której oni nawet nie dostrzegają, reagując jak psy Pawłowa, na dźwięk dzwonka. Gazownia ma jasny cel, skompromitować PiS, Jarosława Kaczyńskiego, a przede wszystkim Kościół i tradycję niepodległościową, inną niż ta, której wykładnię zawarła w swoich podręcznikach Helena Michnik. Prócz celu gazownia ma także wypracowane metody i potrzebną do realizacji tego przedsięwzięcia wewnętrzną dyscyplinę, w której całkowicie mieści się tekst tego chłopaka, co bronił Zelnika. Czy „nasi” dysponują takimi atrakcjami? Oczywiście, że nie. Oni mogą jedynie reagować na to co zrobi Wojewódzki, gazownia, czy ktoś inny, nie mogą nawet zająknąć się na temat odwołania koncertów w Krakowie, bo trzeba byłoby wymienić przy tym jakieś inne nazwisko niż ich własne, albo nazwisko sławnego aktora. To zaś nie wchodzi w grę w tym układzie.

Najgorsze zaś, że to się nie zmieni po wyborach, nawet jeśli PiS będzie miał większość. Głównym rozgrywającym na rynku mediów nadal będzie Gazeta Wyborcza i wszyscy nadal będą się określać wobec niej. „Nasi” nie zmienią ani swoich metod, ani pozycji, dalej będą lokalsami, tyle, że – o czym z pewnością wspomni Hartmann – z jedną nogą wepchniętą w drzwi salonu.

Trzeba się zastanowić, czy możliwa jest w ogóle jakaś istotna zmiana w mediach, zmiana, która pozwoliłaby tym wszystkim prawdziwym i rzekomym, a także aspirującym patriotom przejść do jakiejś ofensywy, albo chociaż nabrać więcej wigoru, jakieś, kurcze, takiej świeżości. Myślę, że przy tym składzie osobowym drużyny medialnej Jarosława Kaczyńskiego, przy tych deficytach i tych aspiracjach, oraz przy tej wyobraźni, możemy o czymś takim zapomnieć.

Oczywiście, można będzie przez jakiś czas udawać, że oto wreszcie mamy triumf, ale nie wolno z tym przesadzać, bo gapiąc się w telewizor trzeba będzie pić przy tym coraz więcej. Nie da się inaczej, bo wódka potrzebna będzie do stymulowania tego entuzjazmu. Oklapnie on jak sądzę bardzo szybko i lud zada swoje tradycyjne pytanie, które brzmi; dlaczego tyle płacimy za ten syf? Odpowiedzi nie będzie, wiem to już teraz.

Ludzie jednak lubią się oszukiwać, nie dalej jak wczoraj, jeden z najstarszych blogerów w salonie, najstarszych stażem nie wiekiem, napisał, że serio miał kiedyś zamiar poprzeć Tomasza Lisa, kiedy ten zadeklarował chęć zostania prezydentem. Dziś zaś przyznał się do tego publicznie i jeszcze napisał list otwarty do tego całego Lisa. To jest rzadki przykład szaleństwa i niezrozumienia okoliczności i warto się nad nim chwilę zatrzymać. Potrzeba wiary w kogoś poza Panem Bogiem, potrzeba posiadania przewodnika jest tak silna, że ludzie z pozoru przytomni gotowi są powierzyć swój los najgorszemu durniowi, byle tylko wziął na siebie brzemię przywódcy. PiS będzie musiał się zmierzyć z tym problemem po wyborach w skali dotąd niewyobrażalnej. Nie dość, że większość członków partii gapi się bezmyślnie na Jarosława Kaczyńskiego skandując Jarosław Polskę zbaw, to gdzieś tam po kątach wyrastają różne medialne niedoliski, które gotowe są brać na siebie ile wlezie tych brzemion. Tym bardziej, że w praktyce politycznej i medialnej, do czego my ich wszystkich przyzwyczailiśmy niestety, nie wiąże się to z żadną odpowiedzialnością. No, a my co? Siedzimy tylko i ględzimy? Oczywiście, że nie. Wydajemy nowe książki, oto od wczoraj można już zamawiać książkę Joli Gancarz pod tytułem 'Kto zabił Bartolomeo Berecciego' jest to druga nasza książka z serii z białą sową, a pierwszą był, przypominam „Irlandzki majdan”. Nie jest łatwo wydawać dwie serie książek, a przed nami przecież kolejna seria, czyli druga część memiksu o historii współczesnego świata, zatytułowana „Świat w ciemnościach”, a także, na razie we mgle, druga część „Najlepszych kawałków Coryllusa”. Od wczoraj na stronie coryllus.pl mamy także nową książkę Toyaha, która powstała, o czym koniecznie musimy powiedzieć, dzięki uprzejmości Pana Piotra Bachurskiego, wydawcy Warszawskiej Gazety. Zapraszam więc na stronę www.coryllus.pl

Jakby tego było mało dojrzewa pomysł targów książki przeznaczonych dla wydawców związanych z tradycją Kościoła, którym bliskie są idee niepodległości tak, jak my ją rozumiemy, a nie jak tłumaczy to gazownia. Mamy już wyznaczony termin – 5-6 czerwca 2016, mamy również miejsce, będzie to budynek teatru w Bytomiu. Wśród prelegentów znajdą się na pewno Leszek Żebrowski, Tadeusz Płużański i ja. Kolega Valser, który jest organizatorem tej imprezy działa z niezwykłą skutecznością i gwarantuje, że na tych targach stoiska dla wystawców będą całkowicie darmowe. To się, jak wiecie nie zdarza często. W Krakowie będę rozdawał ulotki informujące o targach, dla tych wydawnictw, które w mojej ocenie powinny się tam znaleźć. Przymusu oczywiście nie ma, ale impreza jest rozwojowa i moim zdaniem lepiej tam być niż nie być. Przypominam, że nam się raczej wszystko udaje.

 

Dla pewności podaję jeszcze informacje dotyczące polityki cenowej w naszym wydawnictwie, która zmieni się od jutra.

Jeśli chcecie kupić Baśń jak niedźwiedź w miękkiej oprawie ( z wyjątkiem III tomu) po 30 złotych za egzemplarz, możecie zrobić to jeszcze do środy wieczorem, czyli przez trzy dni. Potem cena wraca do stanu sprzed wiosny roku 2015. Cena zaś Baśni w oprawie twardej wynosić będzie 46 zł. Nowa książka Toyaha kosztować będzie 40 zł, a książka Joli Gancarz o Bereccim 25 zł, za egzemplarz, tyle ile kosztuje egzemplarz Szkoły Nawigatorów.

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (95)

Inne tematy w dziale Polityka