coryllus coryllus
5897
BLOG

Dumni ludzie sukcesu

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 63

Wczoraj, jadąc samochodem słuchałem radia. W pewnym momencie pan dziennikarz dyżurujący w sztabie PO, zapytał Michała Kamińskiego czy jest załamany przegraną PO, na co Kamiński powiedział, że nie bardzo, bo według niego – cytuje - „powinniśmy być dumni z tych lat co za nami”. Mam bardzo głośny samochód, ale radio też ryczało pełnym głosem więc nie ma mowy o pomyłce. Michał Kamiński, człowiek, który w 2010 roku domagał się, by prezydenta Kaczyńskiego pochować na Wawelu powiedział: musimy być dumni z tych lat co za nami, a miał przy tym na myśli partię o nazwie PO.

Nie tak dawno cytowałem tu wywiad z moim kolegą ze studiów Michałem Nowosielskim, który jest autorem dwóch poprzednich kampanii PO, zwanych zwycięskimi. On w tym wywiadzie, cytuję z pamięci, powiedział, że kampanie PO są takie bardziej profesjonalne, a w PiS kampaniami zajmowali się właściwie ludzie z partii, konkretnie zaś Kamiński z Bielanem. Konkluzja była taka, że PiS musiał przegrać, bo lansem zajmowali się amatorzy, a nie zawodowcy. Sądzę, że kiedyś trzeba będzie napisać osobny tekst o fałszywych kultach, wśród których kult profesjonalizmu odgrywa chyba rolę największą, no ale to może później. Mamy oto przed sobą dwóch ludzi sukcesu, art directora agencji odpowiedzialnej za sukcesy PO i byłego spin doktora PiS, który mówi, myśląc o partii Ewy Kopacz – powinniśmy być dumni z tych lat co za nami.

Wyniki wczorajszych wyborów, które podają media, a które są coraz dokładniejsze, uświadamiają nam, że związek pomiędzy pracą wymienionych osób, a sukcesem jest raczej luźny, a można też określić go słowem „pozorowany”. Otóż świat współczesny domaga się od organizacji politycznych pewnego określonego zestawu czynności, które będą potem poddawane analizom, jako rzecz najistotniejsza jeśli idzie o sukces właśnie. W istocie kwestie te – a mam na myśli promocję medialną i tak zwaną kampanię – są drugorzędne i służą właściwie temu, by zamaskować ważne przyczyny sukcesów i porażek. Te zaś są dwie, pierwsza to koniunktury międzynarodowe, a druga to osobiste zaangażowanie polityków w kampanię. Można tu jeszcze dorzucić lenistwo i zaniechania, oraz fałszywe wyobrażenia o sytuacji, w obozie przeciwnika. Przykładem tych ostatnich cech są właśnie wymienieni przeze mnie panowie o imieniu Michał. Przy tym wszystkim jasne jest, że Michał Kamiński to człowiek skończony i w zasadzie nie powinien on się już pokazywać publicznie, co jak wiecie nie nastąpi, bo w umyśle istot takich jak on nie działają już żadne hamulce. Kamiński dalej będzie łaził po telewizjach, udzielał wywiadów, a do tego z całą pewnością spróbuje wrócić do PiS argumentując to zapewne tak samo jak wczoraj w radio – powinniśmy być dumni z tych lat co za nami. Myślę, że Kamińskiemu nie przyjdzie nawet do głowy, by skojarzyć porażkę PO i PiS ze swoim nazwiskiem. I na odwrót – Michałowi Nowosielskiemu, do końca będzie się wydawało, że jest on współautorem sukcesu PO.

Jak wiecie przez ostatnie cztery dni siedzieliśmy na targach w Krakowie. Były to najgorsze krakowskie targi, na których byłem i jedne z najgorszych w ogóle. Wszystko przez ludzi sukcesu. W naszej alejce, siedział sobie na swoim stoisku, człowiek sukcesu nazwiskiem Tomasz Sekielski. Siedział i cały czas gapił się w ekran laptopa. Przechodziłem tam wielokrotnie i ani razu nie zauważyłem, by ktoś się książkami Sekielskiego zainteresował. Potem dowiedziałem się, że Sekielski ma własne wydawnictwo, które założył po to, by nie dzielić się zyskami ze swoich książek z pośrednikiem. To jest założenie słuszne, ale by odniosło skutek musi być spełniony jeden ważny warunek – ktoś musi być książką Sekielskiego zainteresowany. Na targach w Krakowie nie można było tego w żaden sposób stwierdzić. Po alejkach przechadzał się kolejny człowiek sukcesu i autor – Dariusz Dziekanowski. Obok niego spacerował jakiś facet w garniaku z książką tegoż Dziekanowskiego w rękach. Obaj zdaje się liczyli na to, że jak klienci zobaczą książkę i Dziekanowskiego, to rzucą się na jedno i drugie wyszarpując zza pazuchy portfele. Dziekanowski miał stoisko gdzieś obok tego Sekielskiego, wyglądali obaj równie wdzięcznie. Najwięcej czytelników zgromadziła wokół siebie Jolanta Kwaśniewska, znana pisarka, a wcześniej żona prezydenta. Podpisywała swoją najnowszą książkę, ale nie dostrzegłem niestety jej tytułu. Ktoś zasugerował, że może była to rzecz zatytułowana „Moje życie z pijakiem”, albo coś podobnego....ja nie wiem, jak powiadam, bo nie przyglądałem się okładce.

Miasto Kraków jest dziwne. Wszyscy to wiemy. Normalnie jest tak, że jak człowiek chce sprzedać więcej komiksów to stawia na stoisku rysownika i on wrysowuje do albumów dedykacje. Taki rysownik działa jak goła baba, albo lepiej - wszyscy chcą zobaczyć co on tam ma. W mieście Krakowie jest jednak inaczej, oto w sobotę był z nami Tomek Bereźnicki i jak zwykle rysował coś w komiksach. No i wyobraźcie sobie, że mieszkańcy grodu Kraka przechodzili obok nas obojętnie, tak jakby nic się w ogóle nie działo. Opisuję to, bo pierwszy raz widziałem tę sytuację i zacząłem się zastanawiać, po co ludzie ci w ogóle przychodzą na targi.

Obok nas było stoisko Matrasa, gdzie lansowały się różne gwiazdy, głównie byli to pisarze z TVN. Publiczności było mało, ale oni i organizatorzy zachowywali się tak, jakby na widowni był tłum. Z „naszych” autorów był obecny oczywiście Witold Gadowski, były dyrektor telewizji. Kiedy wróciłem do hotelu i włączyłem sobie Polsat nadawali tam akurat program o książkach, występował w nim Mariusz Cieślik, znany telewizyjny znawca rynku książki i mówił o kulturotwórczej roli programów telewizyjnych. Na dowód, że mówi prawdę pokazał dwie książki. Każda z nich była streszczeniem jakiegoś programu telewizyjnego. Jedna nazywała się „Rinke w więzieniu”, ponoć jest taki program, w którym dziennikarz imieniem Rinke pokazuje losy ludzi osadzonych w zakładzie karnym w Krzywańcu koło Nowogrodu Bobrzańskiego. Druga zaś była streszczeniem jakiegoś programu wędkarskiego. Cieślik zachwalał ten towar z tego, jak sądzę, powodu, że płaci mu za to wydawca. Nie sądzę, by krótkie wystąpienie redaktora Cieślika znacząco wpłynęło na sprzedaż tych książek, ale mieści się ono w opisanym na początku zestawie działań pozorowanych, które służą maskowaniu treści istotnych. Książki lansowane w telewizji, nie są jak widzimy książkami, są produktem książkopodobnym, tak samo jak zwycięstwo PO w poprzednich wyborach było produktem sukcesopodobnym. Po co oni to robią? Już kiedyś pisałem – pisanie książek, reklama książek, obecność wśród książek to ciągle jeszcze jest nobilitacja. I ci wszyscy ludzie z Cieślikiem na czele i Sekielskim w drugiej linii, skryci pod spódnicą Jolanty Kwaśniewskiej muszą zrobić wszystko, by ten ważny aspekt rynku księgarskiego zniszczyć, to znaczy, by uczynić z książki coś na kształt mózgu Michała Kamińskiego – musimy być dumni z tych lat co za nami. Gdzie są w takim razie treści istotne, spyta ktoś, skoro Kwaśniewska, Cieślik i Sekielski to tylko przykrywka i hucpa. Już tłumaczę. Oto na rynek polski ma wejść w najbliższym czasie nowa sieć księgarń. Jej właścicielem ma być jakiś emigrant marcowy, który dorobił się majątku na zachodzie, a teraz wraca, by w ojczyźnie ukochanej, do której tęsknił mocno, uratować to co tam jest najważniejszego – polskie książki. Sieć księgarń, która powstanie na gruzach Empiku i Matrasa, jak sądzę, będzie się nazywać „Projekt kultura”. Myślę, że to ta sieć ostatecznie rozprawi się, przy udziale polityków (ho, ho, tak, tak) z małymi księgarniami w Polsce. Myślę, że to ta sieć, skanalizuje całą propagandę jaka jest na rynku wydawniczym i będzie nią sterować w różnych kierunkach. Jak coś się nazywa „Projekt kultura” musi mieć złe intencje, nie może być inaczej. Ja jestem pełen niepokojów jeśli idzie o rozwój wypadków, bo jak widzicie coraz mniej miejsca zostaje dla takich jak my. Uspokoiłbym się może gdyby ta sieć nazywała się „Projekt rzetelna kultura na serio i bardzo poważnie”, bo to by gwarantowało, że wykoziołkuje się w ciągu pół roku. No, ale właściciel jest o niebo dyskretniejszy od „naszych”, a przez to musimy go traktować inaczej.

Jak wiecie podjęliśmy próbę zorganizowania własnych targów książki w Bytomiu, co może być traktowane jako nasza odpowiedź na te różne projekty. Okazało się, że nie jesteśmy jedyni, bo pewne krakowskie wydawnictwo, chce zorganizować pod Wawelem konkurencyjne targi książki, dużo mniejsze oczywiście, ale też dużo tańsze, dla małych wydawców. Kłopot w tym, że termin tej imprezy pokrywa się z naszym. No, ale może w kolejnej edycji uda się jakoś to rozdzielić. Musimy coś robić, bo inaczej będzie po nas. Jola Gancarz napisała jedyną póki co w Polsce książkę o Bereccim, jedyną podkreślam, próbowałem mieszkańcom Krakowa opowiadać o tej książce i jej bohaterze, ale zainteresowanie było jak na to miasto, raczej umiarkowane. Swoje oczywiście sprzedaliśmy, ale spodziewałem się lepszego wyniku. Kraków, Wawel i Berecci, który do roku 2015 nie zaciekawił żadnego polskiego historyka, ani jako artysta ani jako biznesmen, ani jako człowiek. To się moim zdaniem w całości mieści w formule projektu kultura, który będzie już niedługo święcił triumfy jak kraj długi i szeroki.

 

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl

 

PS jeśli ktoś przez pomyłkę zabrał z naszego stoiska papierową torbę wydawnictwa Publikat zawierającą dwie książki Agaty Christie, które miały być prezentem dla mojego dziecka, proszony jest o nadesłanie ich na mój adres. Dziękuję.  

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (63)

Inne tematy w dziale Polityka