coryllus coryllus
5230
BLOG

Obiektywne dziennikarstwo czyli kibel na drugim piętrze

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 58

Mam kolegę, który przynajmniej raz na kwartał, a bywa że częściej doznaje olśnienia absolutnie genialnego. Takiego co to go ani podrobić, ani podmienić nie można. To ten sam facet, który wymyślił słowo memiks. Zadzwoniłem do niego ostatnio, a on mówi tak: think tank to slangowa nazwa kibla na drugim piętrze w Eaton. Na co ja: czy aby na pewno? A on: może być w Oksfordzie, albo w Cambridge, bez znaczenia. Potem zaś wyjaśnił mi jak się sprawy mają. Oto wysłuchał w radio jakiegoś wystąpienia dotyczącego grup doradczych w Watykanie. I tam powiedzieli, że papież powołał do życia jakiś think tank. Takich słów się do tej pory w kręgach kościelnych nie używało, ale teraz ktoś to zmienił, ci zaś, którzy tego słowa używają są przekonani, że oto wkroczyli na ścieżkę profesjonalizmu i sukcesu. A to jest nieprawda, ponieważ think tank to slangowa nazwa kibla na drugim piętrze w Eaton. Czy aby na pewno? Może być w Oxfordzie albo w Cambridge, to bez znaczenia. Jak kiedyś ustalił mój kolega język angielski jest językiem globalizacji, tak jak łacina jest językiem uniwersalizmu, a reszta języków to języki lokalne. Język globalizacji to język szatana po prostu, język który ma strukturę warstwową, a każda kolejna warstwa jest bardziej skondensowana od poprzedniej. Razem zaś tworzą piramidę. Na każdym poziomie piramidy słowo thing tank znaczy co innego. Podobnie jak zwrot morning glory. Memy te emitowane są wśród różnych populacji, które stawiają opór globalnemu projektowi, one zaś, po ich zassaniu stają się słabsze, bardziej ślepe i powoli podporządkowują się piramidzie. Są przy tym całkowicie nieświadome, a proces degradacji, któremu ulegają nazywają procesem edukacji. Czy tylko język angielski zawiera takie pułapki? Oczywiście, że nie, ale tylko język angielski wykorzystuje je celowo i w dużych przedsięwzięciach. W języku polskim odpowiednikiem think tanku jest świątynia dumania, a i inne języki także mają pewnie coś adekwatnego. Opisywany tu mechanizm działa skutecznie na różnych płaszczyznach i może być z języka angielskiego lub innego – wszak wczoraj mówiliśmy o niemieckiej polityce historycznej, której nie ma – przenoszony do języków lokalnych, z definicji słabszych i mniej dynamicznych. W polskim mamy mnóstwo takich pułapek, a największą i najbardziej hucpiarską jest „obiektywne dziennikarstwo”. Ja myślę, że może być nawet tak, iż jak ktoś mówi głośno „obiektywne dziennikarstwo” i robi przy tym jakąś minę, albo poprawia krawat, zdradza wtajemniczonym, w którym kiblu go przecwelili. W najlepszym razie – powtarzam – w najlepszym razie – demonstruje swoje podporządkowanie projektowi globalnemu i wyznacza sam sobie zakres działań, których nie może przekroczyć, bo zostanie wyrzucony poza piramidę. Tam zaś jak wiemy jest nicość i lewiatan pożerający dusze. W zasadzie najlapidarniejszą demaskacją tej sytuacji byłoby ponowne opublikowanie zdjęcia, na którym widać Morozowskiego, Gmyza, Jankego i Wielowieyską. Ja nie potrafię jednak wrzucać tu zdjęć, nie mówię też na szczęście po angielsku, musimy więc poradzić sobie za pomocą opisu, ale mamy też ten komfort, że nie grozi nam emitowanie zaszyfrowanych komunikatów, odczytywanych za każdym razem inaczej na różnych poziomach piramidy.

Najlepszym występem opisującym w sposób zakamuflowany swoje przygody w kiblu na drugim piętrze popisał się redaktor Janecki, który w portalu Karnowskich opublikował polemikę z nikomu nieznanymi blogerami, którzy zakwestionowali na swoich blogach misję tego portalu i misję całej grupy tak zwanych „naszych dziennikarzy”. Otóż, podobnie jak wcześniej Dawid Wildstein, napisał on, że dziennikarze zwani prawicowymi będą obiektywnie informować społeczeństwo o wszystkim, także o tym co się dzieje w partii Jarosława Kaczyńskiego. Są bowiem obiektywni. Jeśli jeszcze raz spojrzymy na to nieszczęsne zdjęcie, gdzie oni wszyscy stoją tacy „pouśmiechani” to z całą pewnością przypomni nam się think tank, który założył Igor Janke, a może nawet to sławne spotkanie w Hybrydach sprzed paru lat, gdzie siedzieli przy jednym stole Michnik, Janke, młody Mazowiecki i kilka innych osób, na widowni zaś nieszczęśliwy i nieżyjący już Azrael udawał przedstawiciela niezależnej blogosfery. Mówiąc wprost – to jest najniższy poziom piramidy, w dodatku takiej stojącej na uboczu i małej, poziom gdzie wszystkim znawcom przedmiotu wydaje się, iż morning glory oznacza poranną chwałę, a think tank to zespół ekspertów.

Wracajmy jednak do Janeckiego. Mechanizm, w który on i wszyscy nasi są wplątani, nie daję im żadnej szansy na mówienie prawdy. Oni zwyczajnie nie mogą tego robić, bo znikną. Poznajemy to po myśli, którą Janecki umieścił w swoim tekście, napisał mianowicie, że obiektywne media nie mają nic wspólnego z polityką. To jest duża rzecz, sądzę, że z tego jednego zdania prawdziwi eksperci mogliby się dowiedzieć jakiego rodzaju inicjację Janecki przeszedł w kiblu na drugim piętrze, czy taką samą jak Cameron, czy może inną. Obiektywne media nie mają związku z polityką...ja pierniczę....

Może lepiej zacytować cały fragment wypowiedzi Janeckiego, żeby nikt mnie tu nie oskarżył o nadużycie. Proszę bardzo:

 

W Polsce utarło się uznawać za szkodliwe i nie podlegające publikacji także informacji niewygodnych dla czyichś interesów. Za tym przekonaniem stoi pogląd, że media są częścią świata polityki i zachowują się tak, jak to wynika z przypisanej im politycznej afiliacji. Jeśli rządzą „nasi”, to ich oszczędzamy, a „dokopujemy” wyłącznie opozycji. To myślenie w oczywisty sposób groteskowe i ignoranckie.

 

Myślenie, że media są częścią świata polityki jest według Janeckiego groteskowe i ignoranckie. Nie wiem czy wyraźnie widzicie tę demaskację, to auto da fe, którego dokonał redaktor Janecki. Oto napisał on, że fałszywym jest przekonanie iż media winny się zachowywać tak jak to wynika z przypisywanej im afiliacji. Tak więc pięcioletnie żerowanie na katastrofie smoleńskiej nie wynikało wcale z przypisywanej „naszym” afiliacji, ono wynikało, tak jak słusznie podejrzewaliśmy my, ludzie, którzy nigdy nie byli w kiblu na drugim piętrze, jedynie z chęci podniesienia sprzedaży i zarobienia na sensacji. Tak to było, prawda? I Janecki nam to wyjaśnił w sposób przystępny, tylko trochę zawoalowany. Czy to oznacza, że Janecki i jego funfle nie mają żadnych politycznych afiliacji? Oczywiście, że mają, ale one są dla nas niewidoczne, coś tam przebłyskuje od czasu do czasu, jak na tej „pouśmiechanej” fotografii, ale w całości tego nigdy nie widać. Komunikat, który wysyłano nam co dnia przez ostatnie pięć lat, dotyczący politycznych afiliacji „naszych”, od Sakiewicza do Lisickiego, był komunikatem dla biednych durniów, których się stale podejrzewa o to, że nie rozumieją właściwie słowa think tank, ani zwrotu morning glory. Janecki rozumie je doskonale i to mu daje pewną, niepojętą dla nas i irytującą momentami swobodę bycia, to mu pozwala używać słów „groteskowe i ignoranckie”. Oświadczam więc, że od dziś nasza irytacja jest całkowicie niepotrzebna, kiedy bowiem usłyszymy od Janeckiego, czy kogoś innego takie słowa, lub choćby tylko podobne, od razu musimy go zapytać: przepraszam bardzo, a co pan robił w kiblu na drugim piętrze? To powinno wystarczyć.

Prócz wypowiedzi Janeckiego, prócz tej sympatycznej fotografii, którą opublikował toyah, mamy coś jeszcze, co pozycjonuje „naszych” w rejonach najbliższych wychodka na drugim piętrze. Oto założył sobie tu wczoraj bloga niejaki Wroński, który przedstawił się jako były oficer SB, UOP i czegoś jeszcze. Nie ma to znaczenia. Od razu wrzucili go na pudło. Pierwszy tekst, składający się z trzech akapitów zawierających mętne wyjaśnienia dotyczące samego pomysłu na blog. Myślę, że od dziś, we wszystkich publicznych dyskusjach to ten pan będzie, w zastępstwie nieszczęsnego Azraela, reprezentował niezależną blogosferę. I w żaden sposób nie powinniśmy go kojarzyć z politycznymi afiliacjami właścicieli salonu24, albowiem jest to groteskowe i ignoranckie. A być może wezmą go nawet do tego think tanku, jakże się on nazywa....aha...Instytut Wolności.

 

Zapraszam wszystkich na stronę www.coryllus.pl, do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy i do księgarni Tarabuk przy Browarnej 6 w Warszawie. Nowa książka Toyaha już w sprzedaży, mamy także nowy debiut czyli książkę Joli Gancarz o zamordowaniu Bartolomeo Berecciego.  

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (58)

Inne tematy w dziale Polityka