401 obserwujących
2903 notki
12257k odsłon
3585 odsłon

Kiedy wstąpimy do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów?

Wykop Skomentuj96

Przez ostatnie 25 lat Polska i byłe demoludy, były krajami z różnych względów upośledzonymi. Rozumiem przez to, że nie traktowano ich podmiotowo, ale oszukiwano jak pierwszą naiwną i wykorzystywano na różne sposoby. Przez te 25 lat, choć może czegoś nie zauważyłem, politycy polscy nie rozumieli, że prócz polityki jaką zachód prowadzi wobec Rosji, Chin i krajów tak zwanego trzeciego świata, istnieje jeszcze polityka wewnętrzna zachodu. Możemy ją tu nazwać grypserą. Chodzi o to w jaki sposób starsi pod celą ustalają hierarchie pomiędzy sobą i jakie są sposoby na zmianę tych hierarchii.

Zacznijmy od początku, czyli od II wojny światowej. Do dziś pokutuje całkiem błędny pogląd Stanisława Mackiewicza dotyczący roli i misji Wielkiej Brytanii w świecie. Nakładł nam Mackiewicz do głowy, że GB jest tym samym dla USA czym Austro-Węgry dla Niemiec przed I wojną światową. To są głupstwa, z tego głównie względu, że Niemcy nigdy nie pozwoliliby sobie na taką perfidię wobec swoich braci z Austrii na jaką pozwalali sobie Amerykanie wobec Brytyjczyków po wojnie. Rzecz oczywista, że Wielka Brytania wyszła z wojny osłabiona, a sojusz Wielkiej Trójki zamienił się szybko w pokątne interesy wielkiej dwójki, maskowane zimną wojną. Wielka Brytania była krajem biedniejącym, z najwyższym trudem pokonującym kłopoty wewnętrzne i tracącym kolonie. To się jednak zmieniło i to zmieniło się za naszego życia, a konkretnie za panowania pani Małgosi T. Nie o niej będzie jednak dzisiejsza gawęda, ale o związkach zawodowych. Czym one były w istocie i czym była ich potęga? Tym samym czym wcześniej związki zawodowe były dla Irlandii – patrz książeczka „Irlandzki majdan” - emanacją polityki USA wobec swojego sojusznika. Amerykanie postawili po wojnie zdecydowanie na Niemcy, bo też i związki pomiędzy nimi a Niemcami są stare i głębsze niż nam się może wydawać. Niemcy były pupilkiem USA na kontynencie, tym bardziej hołubionym im więcej głupstw robił De Gaulle. Brytyjczycy zaś zostali zdegradowali do roli ubogiego kuzyna w brzydkiej marynarce, co ma brud za paznokciami. Jak ktoś przypomni sobie angielskie filmy z lat sześćdziesiątych będzie wiedział o co chodzi. Żeby wydobyć się z tak ambarasującej sytuacji nie wystarczy wola, trzeba mieć też jakiegoś sojusznika, najlepiej odległego i niezainteresowanego w zyskach płynących z osłabiania korony. Jeśli świat jest podzielony na organizacje hierarchiczne i zarządzane jak asyryjskie satrapie niezwykle trudno kogoś takiego znaleźć. No chyba, że gdzieś się zdarzy, jak w latach osiemdziesiątych w Polsce, że jakiś generał zyska na moment więcej swobody niż inni poprzez swoją bezwzględną i bezkompromisową postawę wobec opozycji wewnętrznej. Z takim można się dogadać, bo jego patroni będą na podjęte przezeń kroki patrzeć przez palce, a być może zechcą też na tym coś skorzystać.

Wszyscy pamiętamy, że to Wojtek sprzedał Małgośce węgiel i ona dzięki temu nie musiała iść w łachę do tych bandziorów związkowców. Tak to wyglądało z grubsza i tak wygląda, czy nam się to podoba czy nie, najświeższa tradycja współpracy politycznej pomiędzy Polską a Wielką Brytanią. Ma ona jasno wytyczone kierunki, które wymierzone są w Niemcy przede wszystkim i w ich sojuszników. Teraz trzeba zapytać czy USA są dziś sojusznikiem Niemiec? Ja tego nie wiem, ale dobrzy ludzie podpowiadają, że sojusze z Niemcami Amerykanie zawierają tylko wtedy kiedy w Białym Domu siedzi demokrata. Jeśli szykuje się przesilenie relacje Niemcy-USA ochładzają się, choć nie wyziębiają całkowicie. Nie mogą się wyziębić, albowiem cały czas opisujemy sytuację kiedy polityka prowadzona jest wśród sojuszników. Czy Polska zostanie wreszcie na równych prawach do tych sojuszników dokooptowana? Nie może być inaczej, albowiem słabnie rola sojuszu niemiecko-amerykańskiego, a Brytyjczycy mają swoje plany i będą poszukiwali sojuszników, którzy im te plany pomogą realizować. Dotyczą one, jak to się już tu wielokrotnie gadało podziału państw kontynentalnych. Najpierw na większe jednostki administracyjne, które zostaną obdarzone jakąś tam samodzielnością. Jeśli nie oficjalnie to po cichu i na pewno będą przedmiotem zabiegów dworów obcych, które na ich wzmocnieniu będą chciały coś wygrać. Ważne dla nas pytanie brzmi: czy Niemcy będą zainteresowane osłabieniem Francji, bo jak sądzę pierwsze korekty granic dokonane zostaną wokół Pirenejów, a nie wokół Karpat, jak się zdaje niektórym. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, ale jeśli Brytyjczycy będą zdecydowanie prowadzić swoją, na razie bardzo ostrożną politykę, to zdaje się, że Niemcy nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko zgłosić jakieś pomysły dotyczące sposobów zarządzania Francją. Nikt tego nie nazwie aneksją rzecz jasna i nikt nie będzie dziś używał słów tak brzydkich jak „zabór”. W użyciu są takie eleganckie eufemizmy jak autonomia czy niezależność.

Wykop Skomentuj96
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale