398 obserwujących
2903 notki
12283k odsłony
  3237   0

Lokalsi i globalsi

Dyskusje na targach koncentrowały się w zasadzie wokół jednego tematu – jakości polskiej publicystyki politycznej. Z grubsza chodziło o to, że nagle, nie wiadomo skąd mamy wysyp komentatorów i autorów poruszających kwestie globalne. Nie ma nagrania czy artykułu, który nie poruszałby kwestii „Chiny a Polska”. Im kto ma mniej przemyśleń na tematy polityczne tym bardziej kurczowo i dramatycznie trzyma się koncepcji globalnych. Co jakiś czas stręczono mi na tych targach niejakiego Bartosiaka. Ja próbowałem to oglądać, ale bez powodzenia, bo forma mi zdecydowanie nie odpowiada. Seminarium naukowe aspirujących doktorków to nie jest melodia, której słuchałbym chętnie. Ma jednak pan Bartosiak rzeszę sfanatyzowanych wielbicieli, którzy widząc z jaką łatwością przychodzi mu gawęda i prezentacja, marzą o podobnie łatwym sukcesie. Niektórzy nawet zaczęli pisać do mnie listy z groźbami. Chodzi o to, że obrażam ich idola. I to jest znamienne w polskiej publicystyce politycznej, trzeba mieć idola, w którego należy inwestować emocje, a potem umawiać się na ustawki ze zwolennikami innych idoli. Nie mam nawet ochoty krytykować tej postawy, tak jest kretyńska. To jest efekt główny, jakże wdzięcznej aktywności, której oddają się wszyscy dziennikarze, politycy i publicyści, czyli kokietowaniu młodzieży. - To zajęcie jest najsłodsze, deprawować dzieci młodsze – jak mówią słowa piosenki. I do tego ogranicza się w zasadzie większość publicystów politycznych doby obecnej. Ci, którzy tego nie czynią zajmują się pucowaniem starych memów typu co jest lepsze Piłsudski czy Dmowski. Próbowaliśmy na targach przekonać pewnego starszego pana, zwolennika Narodowej Demokracji, że konflikt, którym żyje jest z istoty fikcyjny, ale opuścił nasze towarzystwo zniesmaczony. No, ale wracajmy do tych młodszych, ostatnio na tapecie jest mem następujący – nowy jedwabny szlak szansą dla Polski. To jest kolejny idiotyzm, na którym próbują się lansować uczelniani myśliciele ignorujący rzeczywistość fizykalną i finansową. Po pierwsze ten cały nowy jedwabny szlak, żeby działał, wymaga sieci dobrych i przepustowych dróg, asfaltowych i żelaznych. Takie drogi nie powstaną dopóki Rosja nie zostanie podzielona. Kiedy zaś zostanie (co pewnie szybko nie nastąpi) wszystkie jej kawałki, które uzyskały niezależność, będą chciały zarobić na transporcie towarów ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód. Rozpoczną się więc lokalne wojny, które cały ten pomysł unieważnią.

Poza tym położenie na szlaku handlowym, bądź w bezpośredniej jego bliskości to jest dla każdego kraju katastrofa. Żeby to zauważyć trzeba czytać w sposób właściwy dawniejszą historię, czego nikt nie czyni, bo uważa, że nie zbije na tym kapitału publicystycznego i zanudzi tą tematyką młodzież. Francja XII i XIII wieku leżała na skrzyżowaniu szlaków handlowych i ledwie, przy nieprawdopodobnym zaangażowaniu Kościoła, ocalała od zagłady i podziału. Jeśli gdzieś powstaje jakiś szlak handlowy to pieczę nad nim trzymają, a co za tym idzie również ciągną zyski, wyłącznie ci, co go zorganizowali. Jeśli się komuś zdaje, że będzie w sposób pokojowy dopuszczony do zysków płynących z tranzytu towarów to chyba zwariował. Jedyna rola jaką może pełnić kraj tranzytowy to rola dekoracji. Malowniczych stacyjek ze śmiesznymi zawiadowcami z lizakiem patrzącymi jak transporty towarowe uchodzą w dal. Jeśli zawiadowca spróbuje zatrzymać taki pociąg, a celnik zażąda opłaty za przejazd obaj zostaną zabici.

Jakoś tak się jednak dzieje, że próbuje się nas kokietować opowieściami o tym jedwabnym szlaku, to są gawędy dla studentów ostatnich lat dziennikarstwa i nauk politycznych, którzy nie mają jeszcze pracy, ale mają marzenia i one się koncentrują wokół kariery politycznej. Opowieści te, to także wyraz typowej dla lokalsów pychy, która każe im zabierać głos w sprawach znajdujących się absolutnie poza ich zasięgiem.

Pamiętam dokładnie nasze spotkanie sprzed lat, po którym musieliśmy zeznawać w prokuraturze, w sprawie o mowę nienawiści. Postawiono wtedy kwestię, jaka jest rola Polski w świecie. Rzekłem, że na początek można by się porozumieć ze Słowacją, bo akurat była tam pani premier, która miała polskich dziadków. Profesor Nowak popatrzył na mnie i powiedział, że to są stanowczo zbyt małe aspiracje, że Polska powinna sięgać dalej i patrzeć szerzej. Pewnie wielu ludzi sądzi, że profesor Nowak miał rację i owo „szerzej i dalej” właśnie się rozpoczyna, że mamy przed sobą świt wielkiego jutra. To głupoty. Prezydent dostał w Chinach obietnicę dotyczącą sprzedaży jabłek i coś tam zagadał o elektrowni atomowej. Póki co nic z tego nie wynika. Nie sądzę też, by kiedykolwiek, za naszego życia Polska miała szansę uczestniczyć w jakimś trwałym, stałym i rosnącym dynamicznie podziale bogactw naturalnych lub zysków płynących z wymiany. Jedyne co możemy zrobić naprawdę do zawierać krótkoterminowe kontrakty kupna-sprzedaży, tak żeby nikomu poważnemu nie nastąpić na odcisk, możemy – bardzo ostrożnie próbować coś tam wydobywać u siebie i gdzieś to opylać. Na tyle na razie nas stać, bo jako potencjał polityczny się nie liczymy.

Lubię to! Skomentuj43 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale