coryllus coryllus
3207
BLOG

Ile jeszcze katastrof lotniczych musi się zdarzyć?

coryllus coryllus Polityka Obserwuj notkę 77

Jak wiecie jeśli idzie o tak zwaną konspirację i różne kwestie dotyczące ukrywania siebie, kluczowych informacji, albo obcych ludzi, nie nadaję się do niczego. Odczuwam jeszcze do tego zabobonny lęk przed tymi wszystkimi, którzy w jakiś sposób w wymienione sprawy są zamieszani. A niechby nawet tylko przypadkowy. No i wczoraj trochę się tego lęku pozbyłem, zaraz opowiem w jakich okolicznościach. Jak wiecie zacząłem wrzucać krótkie teksty na facebook, to się cieszy jakąś tam popularnością i atmosfera jest miła. Przychodzą do mnie te zaproszenia do grona znajomych, a ja je klikam w zasadzie jak leci, no chyba, że nie mam czasu akurat. Nie patrzę kto mnie zaprasza, bo przecież wiem ilu mam rzeczywistych znajomych, od siedmiu lat właściwie nie wychodzę z domu i nigdzie nie bywam (chwała Panu!). Jak mam sekundę to czasem zajrzę kogo też mają zaprzyjaźnionego na swoich profilach ci moi znajomi. Wszedłem wczoraj na profil pewnej koleżanki z lat dawnych i odnalazłem tam faceta, którego nigdy nie poznałem osobiście, słyszałem o nim jedynie i dokładnie wiem gdzie pracuje i czym się zajmuje. Wiem, bo on się z tym ani nie ukrywał, ani się tego nie wstydził. I zgadnijcie co się okazało! Otóż mamy aż piętnastu wspólnych znajomych! Wszyscy są wymienieni z nazwiska, mają swoje zdjęcia i różne ciekawostki wpisane na tych profilach i opowiadają szeroko o swoich pasjach. Ja może czegoś nie rozumiem, jestem, jak to ładnie ujął kiedyś toyah, człowiekiem prostodusznym, ale wydaje mi się, że to jest właśnie ta osławiona dekonspiracja, o której tyle się słyszy. Oczywiście, nie wykluczam, że aktywność tych osób na fejsie to po prostu sposób na życie, nie mający żadnego związku z zatrudnieniem, ale przecież ja ich nie znam. Nie znam także tego pana, a więc chyba jednak nie.

To jest punkt pierwszy naszych rozważań. Teraz kolejny. Oto wczoraj ktoś przypomniał, że w PISF istnieje rada, która odpowiada za jakość scenariuszy, a może za ilość funduszy? Nie wiem, nie ma to znaczenia. Chodzi o to, że rana ta składa się z 376 osób i właśnie wyrzucono z niej Agnieszkę Graff i Kazimierę Szczukę. Tak po prostu. Na ich miejsce zaś przyjęto Ziemkiewicza, Semkę, Goćka i jeszcze kogoś. Niektórzy z nich ogłosili nawet ten swój triumf na twitterze. Będą teraz tam siedzieć, wśród tych 376 osób i zadawać szyku wskazując które treści w scenariuszach filmowych są niepatriotyczne. Oczywiście drwię, albowiem przy tej ilości osób, o żadnej dyskusji rzeczowej nad czymkolwiek nie ma mowy. Jest to ciało do którego poprzez kooptację przyjmuje się krewnych i znajomych królika, po to, by mogli sobie trochę zarobić. Wzmacnia się też przez to środowiskowe hierarchie i więzi, wiadomo kto w Warszawce i Krakówku ma opowiadać kawały, a kto może się z nich tylko śmiać i to niezbyt głośno. Dla naszych dziennikarzy jest to zaś wyraźny znak, że po latach oczekiwania odnieśli sukces. Tak, tak, o nic więcej bowiem w tym napiętym wyczekiwaniu nie chodziło, o możliwość przemawiania do tłumu z wysokości katedry opłacanej państwowymi pieniędzmi. W takich okolicznościach człowiek od razu czuje się lepiej i pewniej, bo jak wiadomo, prywatny pracodawca to nie jest to samo. On może człowieka, nawet tak zasłużonego jak Ziemkiewicz wywalić na łeb z roboty z dnia na dzień właściwie.

Jeśli o mnie idzie, nie ma znaczenia czy wśród tych 376 wybrańców będzie Szczuka, Graff czy Semka z Ziemkiewiczem. Może nawet lepiej, żeby były te dwie pierwsze osoby, bo one przynajmniej nie znają osobiście Moniki Jaruzelskiej jak Ziemkiewicz, jeśli o mnie bowiem idzie to miałem naiwną nadzieję, że cały ten PiSF rozpędzą na cztery wiatry.

Wczoraj na twitterze napisał nam Gmyz „Trotyl” Cezary, że będzie sprzątał w telewizji, a ja spytałem go czy wywali Hartmana podczas tych porządków. Wtedy on wyznał wszystkim, że z tym sprzątaniem to był tylko taki żart. Aha – pomyślałem – czyli „Trotyl” chciałby, ale mu nie dadzą, więc sobie kompensuje to niespełnienie opowiadaniem. Słowem – wszystko na Woronicza zostanie po staremu, może tylko Lisa wyrzucą, a i to nie jest takie pewne. Kraśko na pewno zostanie, wystarczy, że powie – przepraszam i przypomni jak ładnie wyglądał w 2005 roku na Placu św. Piotra.

Kooptacja ludzi do kancelarii prezydenta i premiera odbywa się na zasadzie „łun, łonemu”, a każdy następny jest dobrym znajomym poprzednika. Pewnie jeden drugiego ma w swoich zasobach fejsbukowych, bo jak inaczej. Kryterium zaś jest wyłącznie towarzyskie, bo o dobrą towarzyską atmosferę przecież chodzi. No i wszyscy ci nowo przyjęci tacy jak Magierowski dali się przecież poznać z jak najlepszej strony. Śmiem twierdzić, że niektórzy pracownicy kancelarii prezydenta, a wiem to na pewno, bo z nimi rozmawiałem, nie mają zielonego pojęcia o tym co to jest ta „najlepsza strona”. Oni przyjmują na wiarę kryteria i hierarchie zbudowane w internetowej fikcji i utrzymywane w pionie nadludzkim wysiłkiem administratorów salonu lub innych zrzeszających dziennikarskie środowiska platform.

W czasie kiedy „nasi” tworzyli w internecie „nowe świata zręby” i kłócili się o to, który z nich jest lepszy, kto jest żarliwszym katolikiem, a kto lepszym pisarzem, w Toruniu powstały całkiem nowe media i całkiem nowa szkoła kształcąca dziennikarzy. Ludzie ci nie są pozbawieni wad i oni mają z całą pewnością jakichś znajomych na fejsbuku i oni są poddawani różnym ciśnieniom, ale w ich przypadku działa jeden bardzo ważny czynnik. Oni chcą naprawdę coś robić, bo wiedzą, że na polskim rynku szanse są małe. Ziemkiewicz do końca życia będzie największym polskim prawicowym publicystą i pisarzem, a Semka i Zaręba do końca życia będą stać przy nim jak te słupy. I nic się nie zmieni. A kierowani do mediów i urzędów gwiazdorzy bez życiorysów, tacy jak Marczuk również nie znikną nigdy. Tamci zaś na pewno doceniliby szansę, jaka się przed nimi otwiera. Ci, których mamy teraz mogą co najwyżej opowiedzieć o tym, jak to sprzątaliby telewizję gdyby im ktoś pozwolił. Ja doskonale rozumiem wzburzenia ojca dyrektora, bo wykonał on masę pracy i okazało się, że jest to praca niepotrzebna administracji, niepotrzebna prezydentowi i niepotrzebna rządowi. Ona jest tylko potrzebna ludziom. To wiele, ale za mało dla tych, którzy kształcą się w Toruniu.

Za nami kolejne wybory, kolejny sukces, który na naszych oczach jest rozbijany na miazgę. Mam w związku z tym kilka pytań – czy wam, biedni durnie się zdaje, że cała ta polityka ustawiona jest w ten sposób byście mogli wreszcie usadzić swoje tłuste tyłki we właściwych stołkach? Czy wam się wydaje, że jak wyciągnęliście maksimum korzyści z katastrofy 10 kwietnia lansując się na prawo i lewo ze swoim fikcyjnym męczeństwem, takąż samą przenikliwością i podobnie nędznym zapałem patriotycznym, to uda się wam to tak przy kolejnej katastrofie lotniczej? Bo co do tego, że ona nastąpi, nie mam żadnych wątpliwości. Wszystko na to wskazuje, ale do was nic nie dociera, bo przecież trzeba będzie te scenariusze patriotyczne zatwierdzać i politykę historyczną robić.

No i jeszcze zwalczać nauczycieli jak Marczuk....miłych snów panowie i panie, miłych snów...

 

Zapraszam na stronę www.coryllus.pl do sklepu FOTO MAG przy stacji metra Stokłosy, do księgarni Tarabuk przy Marszałkowskiej 7 i do księgarni Przy Agorze mieszczącej się na Żoliborzu przy ulicy o tej samej nazwie.

 

Przypominam też, że w niedzielę w kinie Palladium, od godziny 9.00 trwa jarmark radia Wnet, gdzie zostałem zaproszony. Jeśli ktoś chce jeszcze coś kupić przed świętami zapraszam.  

coryllus
O mnie coryllus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (77)

Inne tematy w dziale Polityka