401 obserwujących
2903 notki
12260k odsłon
8067 odsłon

Antoni Krauze postanawia umrzeć

Wykop Skomentuj1

 Do wczoraj miałem jeszcze jakieś wątpliwości dotyczące filmu Smoleńsk, ale dziś już nie mam żadnych. Mogę tylko wyrazić szczere współczucie tym, którzy się tym filmem ekscytują i pokładają w nim jakieś nadzieje, podobnie jak i w innych filmach produkowanych przez „naszych”. Ludzie ci dają się oszukiwać na własną prośbę i włączają zielone światło dla haniebnej nieuczciwości. Po czym ja to poznaję? Najpierw wymienię cech i sygnały mnie ważne z punktu widzenia tak zwanego szarego odbiorcy. Oto żona prezydenta wybrała miast Smoleńska, film Śmietanka towarzyska. To jest komunikat wyraźny, ale ludziom, którzy każde zdanie zaczynają od słów – wie pan, ja to jestem zwyczajny, szary człowiek, może on się wydawać niejasny. Moim zdaniem pani prezydentowa chciała się wyraźnie oddzielić od tego, co bloger karlin nazwał tutaj w salonie24 bydłem, dlatego właśnie wybrała film Śmietanka towarzyska.

Cecha druga, jeszcze mniej wyraźna dla „zwykłego, szarego człowieka”, ktoś nazwał ten film dokumentem. Ja na to nie zwróciłem uwagi początkowo, ale potem już się temu przyjrzałem. Jak to dokumentem? To jest przecież film fabularny. Pomyślałem więc, że ten ktoś wie pewnie coś więcej niż ja, zauważył może na przykład, że ilość zdjęć archiwalnych, znanych nam już z mediów, jest w tym filmie dużo większa niż ilość kadrów z udziałem aktorów, zdjęć lecących wysoko samolotów i różnych innych dodatków. Komuś, kto nie poznał dokładnie planów i zamierzeń reżysera oraz nie czytał zapowiedzi dotyczących tego filmu może się wydawać, że to dokument. Tym co odróżnia filmy dokumentalne zaś o fabularnych jest wysokość budżetu. Te pierwsze są przeważnie, choć nie zawsze, znacznie tańsze od tych drugich.

Wokół filmu Smoleńsk zgromadziła się już spora grupa ludzi, która gotowa jest bronić go zajadle przeciwko wrogom ojczyzny. Musicie się Państwo zastanowić czy ktoś Was znowu nie oszukał. Ja może to napiszę inaczej, bo rzecz jest warta słów wielkich, przecież żyjemy tą tragedią od sześciu lat. Musicie się zastanowić, czy ktoś Was nie nakłania, po raz kolejny zresztą, żebyście wybrali Barabasza. Moim zdaniem mamy do czynienia z taką właśnie sytuacją.

Teraz pora na wyjaśnienie skąd się wzięły moje, tak niespodziewanie dla niektórych, wyraziste sądy. Oto niezauważony przez żadne z mediów wywiad, jakiego reżyser Antoni Krauze udzielił Gazecie Prawnej.

 

http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/974481,antoni-krauze-o-filmie-smolensk-zamach-byl-bez-dwoch-zdan.html/

 

Ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę, że w sytuacji, kiedy trwa gwałtowna dyskusja, do wielu ludzi trafiają tylko końskie dawki emocji, postanowiłem ten wywiad jakoś skomentować, bo może się on wydać niezrozumiały. Z mojego punktu widzenia jest to materiał wstrząsający, nie dlatego bynajmniej, że Antoni Krauze mówi iż żyje tylko do momentu kiedy Smoleńsk wchodzi na ekrany, a potem chce umrzeć, tam są inne rzeczy o wiele gorsze. Na początek jednak słów kilka o tak zwanej sztuce.

Są dwa sposoby prowadzenia polityki propagandowej w oparciu o sztukę, polityki, która wiąże się z potężnym i wiele wartym rynkiem. Jeden możemy nazwać jezuickim, a drugi po prostu tym drugim. W realizacji celów propagandowych na modłę jezuicką zaczyna się od wytypowania nowych, nośnych motywów, które zaskoczą publiczność. Nawet jeśli początkowo wywołają szok, potem ludzie, którzy w większości są wrażliwi, o ile się im nie przeszkadza i nie bombarduje ich umysłów śmieciami, uznają je za interesujące i warte uwagi. Potem szuka się mistrzów do realizacji zadań. I muszą to byś mistrzowie, z których pracą się nie dyskutuje. Kto taką dyskusję rozpoczyna nie rozumiejąc problemów warsztatowych już jest skompromitowany. Na koniec organizuje się rynek poprzez sieć agend – jawnych i dobrze widocznych – podporządkowanych centrali.

Drugi sposób charakteryzuje całkowita i absolutna pogarda dla mistrzostwa i jakości. Sprzedaż zaś organizuje się na zasadzie budowy silnych przeciwieństw. Wykupuje się najpierw kilku ważnych z tych co coś potrafią i winduje się ceny ich dzieł. Później zaś za pomocą jakichś pismaków, kilku tanich katalogów, lansuje się do poziomu półbogów paru oszustów, co rozmazują farbę na płótnie, albo rysują tam pędzlem ławkowcem różne proste figury. Pomiędzy tymi obszarami stawia się mega-oszusta, który zawsze wygląda tak samo – ma grube okulary i rozwiany włos. Oszust ten tłumaczy wszystkim, że i jedno i drugie ma identyczną wartość ponieważ on tak twierdzi. Skąd wziął się oszust nikt nie pyta. Klienci na tak zorganizowanym rynku, pytają na ile co jest ubezpieczone. Okazuje się, że to co zrobili mistrzowie jest niżej asekurowane niż bohomazy. Sprawa jest jasna. Dochodzi do transakcji. Manewr ten – działający na zasadzie – stare pokryte patyną i nowe, całkiem świeże, można powtarzać w nieskończoność.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale