Blog
gabriel maciejewski baśń jak n
coryllus
coryllus "dla sławy, dla zysku czasem"
415 obserwujących 2903 notki 12110021 odsłon
coryllus, 13 października 2016 r.

O deprawacyjnej funkcji filmów fabularnych

 Dyskusja o filmie Wołyń weszła już w takie rejony, że w zasadzie trzeba by do poszczególnych jej uczestników wzywać pogotowie z kaftanem bezpieczeństwa. Wszystkie dopuszczalne normy przekroczył nasz gospodarz, Igor Janke, który dokonał niejako podsumowania pojawiających się w sieci bredni na temat treści filmu i motywacji występujących w nim postaci, zbierając je w jednej, nie najdłuższej notce. To co dzieje się pod notką zasługuje na jeden przynajmniej film fabularny i ze dwie wodewilowe sztuki w teatrze Komedia.

Generalnie dyskusja wokół filmu skupia się na tym jak, gdzie i w którym miejscu odkryć można źródła zwierzęcego nacjonalizmu. Nacjonalizm, zwracam na to uwagę szczególną, w opinii większości recenzentów- entuzjastów jest zwierzęcy jedynie wtedy, kiedy dotyczy narodów Europy środkowej. Inne nacjonalizmy są spod takiej oceny wyłączone i można o nich rozmawiać w kategoriach wzniosłych.

Jak wiemy każda argumentacja ma swoją mechanikę i teraz spróbujemy odsłonić tutaj sposób działania tej metody demaskacji nacjonalizmu, jaką proponują entuzjaści filmu Wołyń, zarówno z gazowni, jak i z tak zwanych prawicowych gazet. Oto zarodki nacjonalizmu tkwią w każdej duszy, a podsycane są zwykle zazdrością i zawiścią. Ukraiński nacjonalizm według Igora Janke podsycany był tym, że nie mieli, oj nie mieli Ukraińcy szans, by pracować w dobrych zawodach i robić kariery w II RP. I przez to właśnie musieli się srodze zemścić. Odbijanie tych argumentów jest równie idiotyczne co one same, bo ktoś napisał, że Polacy nie mieli też za dużych szans na to, by robić kariery w zaborze pruskim, a jednak nie dokonywali masowych mordów na Niemcach. Tak wygląda poziom dyskusji, która w opinii recenzentów ma doprowadzić do pojednania. Gdybym chciał się w tę dyskusję wpisać dodałbym, że mój dziadek mieszkając przed wojną przy stacji w Nałęczowie, chodził codziennie do roboty wąskimi torami do Karczmisk, a wszystko za dwa złote dniówki. I też żadnej kariery nie zrobił, a po siekierę nie sięgnął. Idźmy dalej tym tropem, a będziemy tłumaczyć każdego durnia z przyrodzonymi deficytami, któremu przyjdzie pewnego dnia do głowy, żeby zarąbać sąsiada – bo nie miał możliwości zrobienia kariery.

Film Wołyń, podobnie jak inne filmy nie ma i mieć nie może funkcji, które przypisują mu recenzenci. Po pierwsze jest to film bez szans na dystrybucję. Każda decyzja o tym, by go pokazać gdzieś w innym kraju będzie wynikiem kalkulacji politycznych, w dodatku będą to kalkulacje wymierzone w nas, nie w Ukraińców. Ktoś się martwi, że pokażą go w swoich kinach Rosjanie i co to będzie. Rosjanie, to są ludzie dobrze znający mechanizmy działania propagandy i z całą pewnością tego durnego filmu nie będą u siebie pokazywać. Właśnie wchodzi na ekrany w Rosji film pod tytułem „28 Panfiłowców”, o walce rosyjskich i kazachskich żołnierzy o małą wioskę leżącą na przedpolach Moskwy w roku 1941. W filmie nachalnie wręcz podkreśla się rozsądek i zimną kalkulację oficerów, którzy mają za zadanie tylko jedno – spalić jak najwięcej niemieckich czołgów. Bez bohaterszczyzny, emocji, niepotrzebnych wrzasków i bez całego tego sztafażu, w którym nurzają się wręcz polscy filmowcy. Kiedy zaś słuchamy dialogów w trailerze od razu zauważamy, że narrator mówi po ukraińsku. I to jest propaganda dobrze obliczona i dobrze wymierzona. Tylko skończonym bałwanom może się wydawać, że Rosjanie kupią od nas ten film zapłacą gotówką i będą nim machać niczym głupie dzieci skarpetą na kiju.

Czasem w tej dyskusji pojawia się głos, który na pierwszy rzut oka można uznać za głos rozsądku, ale już w trzecim zdaniu widzimy, że po raz kolejny daliśmy się oszukać. Piszą ludzie, że trzeba ścigać wszystkich żyjących uczestników tych zbrodni. Jak to? Przecież oni już siedzieli, gdyby było inaczej nie chodziliby swobodnie po świecie. Drugi raz chcecie ich wsadzać do więzień? Na jakiej podstawie? A jeśli oni chodzą swobodnie po świecie, to znaczy, że mają jakąś kryszę, ta zaś może być tylko jedna – są obywatelami Zjednoczonego Królestwa i Dominiów. Chcecie ścigać poddanych królowej? Proszę bardzo, ścigajcie. Może zróbmy nowy film o brytyjskich oficerach zrzucanych na Ukrainę i do Polski celem wspierania sotni UPA? Nie ma chętnych? Jaka szkoda….I tak trwa ten festiwal idiotyzmu bez szans na jakikolwiek sensowny wniosek.

Jeszcze raz więc wracam do tematu najważniejszego, czyli do produkcji i dystrybucji. Żeby mieć władzę nad produkowaną przez siebie samego treścią, trzeba być właścicielem kanału dystrybucji. To jest rzecz najważniejsza. Tymczasem właścicielem kanału dystrybucji filmu Wołyń jest Gazeta Wyborcza, która będzie na tej dystrybucji zarabiać. Każdy więc głos podnoszący temperaturę emocji wokół tego filmu jest głosem oddanym na Adama Michnika. Niestety spirala została nakręcona już tak, że nie ma znaczenia właściwie czy ja się to włączę czy nie. Oni i tak są zarobieni. Jeśli idzie o dystrybucję na świecie to jej warunki, jak mniemam, będą omawiane szczegółowo z każdym zainteresowanym dystrybutorem, pokazy zaś filmu Wołyń, będą zorganizowane tak, by nie robić za dużej wiochy. To oczywiście spowoduje kolejny wybuch emocji i banda durniów zacznie wołać, że odcina się ludzi od prawdy o tym jak Ukraińcy mordowali Polaków. Te, jakże poważne ograniczenia dystrybucyjne powodują, że film Wołyń nie ma w zasadzie innej funkcji niż deprawacyjna. To znaczy, że zamiast wyjaśniać, zaciemnia, zamiast tłumaczyć bełkoce, zamiast pokazać winnych pokazuje motłoch, a przez te działania wzbudza falę emocji, które nie doprowadzą do niczego strasznego, jak się niektórym wydaje, będą tylko pożywką dla słabych umysłów przez najbliższe miesiące i posłużą do odwrócenia uwagi od spraw o wiele istotniejszych. W naszych okolicznościach, czyli w chwili kiedy nie wiadomo kto jest właścicielem kanałów dystrybucji i jakie ma zamiary wszystkie produkowane w Polsce filmy mają taką właśnie funkcję. Przez to właśnie dyskusja o nich, prowadzona w kategoriach estetycznych, przypomina dyskusję jaką prowadzą bezdomni z noclegowni na temat smaku wykwintnych win francuskich serwowanych na magnackich stołach w dawnych czasach. Nie ma po prostu sensu i jest dla ludzi rozumiejących o co chodzi po prostu komiczna. Nie ma ona także sensu z innego powodu, o którym już pisałem wiele razy – nie istnieje w Polsce uczciwa krytyka, być może nie istniała ona nigdy i nigdzie, ale my mamy głęboko wpojone przekonanie, że było inaczej i tęsknimy za nią. Zamiast uczciwej krytyki mamy Igora Janke, Ziemkiewicza i innych. No i dziennikarzy gazowni rzecz jasna, którzy dziś, z okazji premiery Wołynia, pieją jednym głosem razem z „naszymi”.

Opublikowano: 13.10.2016 09:06.
Autor: coryllus
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Komiks

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • No a programy antyplagiatowe?
  • Dziękuję, pochrzaniło mi się...
  • Niezłe. Kisch siedział przez całą wojnę w Australii, potem przyjechał do Pragi. Po co on im...

Tematy w dziale