398 obserwujących
2903 notki
12284k odsłony
  4448   0

Czy pies Twardocha ma faceta?

 Na blogu Toyaha rozpętała się nagle i nagle przygasła dyskusja o literaturze, wpisałem tam kilka komentarzy, oczywiście gwałtownych, jak zawsze. Uczyniłem to ponieważ znów ktoś mnie usiłował przekonywać, że skoro akademia od dziesiątków lat zajmuje się badaniami nad literaturą, to przecież nie można wszystkiego w tym zakresie sprowadzać do propagandy i pieniędzy. Pisali to ludzie, którzy, jak się domyśliłem, badania nad literaturą traktują jako emigrację wewnętrzną i ucieczkę przed podłym i okropnym światem. Powoływano się na wybitnych badaczy literatury i wybitnych twórców, padały nazwiska – Błoński, Wyka, Mickiewicz. Szkoda, że żadne z nich nie padło w kontekście politycznym. Ten w tej dyskusji zarezerwowano wyłącznie dla Boba Dylana, całkiem świeżego noblisty. Tylko on ze swoją podejrzaną przeszłością mieścił się w tych ramach, nasi wieszcze i nasi badacze nie. Oni, zajmując te swoje akademickie synekury i dzieląc włos pana Mickiewicz na osiem już, bo z pewnością nie na cztery, byli poza polityką i poza aspektami ekonomicznymi twórczości. Interesowało ich tylko oddzielanie literatury wysokiej od niewysokiej oraz tropienie znaczeń i kontekstów zawartych w tekstach.

Dyskusja zgasła nagle, bo adwersarze poczuli się obrażeni, sami bowiem zajmowali się zawodowo badaniem literatury i po prostu zwiali, żeby nie okazało się jak bezsensownym zajęciom poświęcali czas. Konkluzja jest taka – powszechna metoda stosowana w badaniach dzieł literackich i innych, polegająca na oderwaniu dzieła najpierw od twórcy, a potem od okoliczności, w których żył, skutkuje tym, że można wykonać operację odwrotną. Można w dziele literackim odkleić okoliczności od ludzi, ludzi od ich normalnych zatrudnień i przypisać im wszystkim cechy i intencje nieprawdziwe. To znaczy można zmienić przeszłość jeśli się chce, a z literatury zrobić propagandę. I to czynione jest nagminnie, a najjaskrawszym przykładem takich poczynań dzisiaj jest człowiek nazwiskiem Szczepan Twardoch, który zajmuje się głównie dekonstruowaniem tożsamości polskiej, co ma – jak sądzę – na celu zbudowanie podstawy pod jakieś roszczenia gruntowe w kluczowych miastach i miejscach naszego kraju. Nic bowiem nie dzieje się bez przyczyny i trudno przypuścić, by oczywisty grafoman, oszust i lebiega dostawał od Niemców mercedesa, po to tylko, żeby pisał o sobie iż jest Ślązakiem. Nie po to także kreuje się go na wieszcza i nie po to montuje się całe obszary, na których tenże Twardoch i jego koledzy, o zgrozo, „po piórze”, wywnętrzają się przed publicznością na scenie i opowiadają o swoich rozterkach przy pracy.

Ja wczoraj trafiłem w takie jedno miejsce i zamarłem ze zgrozy. Oto w Białymstoku powstało coś, co się nazywa fabryka bestsellerów. To jest stowarzyszenie, które ma stronę w sieci i na tej stronie chwali się, że jego członkowie będą moderować literacką rzeczywistość Białegostoku tak, by niczym grzyby w lesie powstawały tam bestsellery. Na tej stronie nie dzieje się oczywiście nic, poza tym, że można tam znaleźć zdjęcia kolegów Twardocha, którzy przyjeżdżają na Podlasie i opowiadają o tym jak zostać wziętym i dobrze zarabiającym literatem. Wszyscy, którzy tam są uwidocznieni na zdjęciach realizują się w tematach tożsamościowych. To znaczy albo opisują swoje kłopoty z tożsamością seksualna albo piszą pod Niemców. Do tego towarzystwa doprasza się czasem jakiś lokalsów, żeby opowiedzieli o tym, jakie to nieszczęścia były udziałem ich dziadków. Co jest w tym najważniejsze? To mianowicie, że ci wszyscy ludzie utrzymywanie są z pieniędzy podatnika. Płacimy za to, żeby oni mogli udawać pisarzy. Okay, nie zawsze, za Krajewskiego płacą Niemcy, ale na pewno płacili kiedy pisał o Wrocławiu, teraz się wypsztykał i zaczyna pisać o Lwowie. Większość pisarzy wydaje swoje książki za pieniądze, które wybranym wydawnictwom wręcza państwo. Potem, po kilku latach to samo państwo nagradza tych pisarzy orderami. Bo są już zasłużeni. Dla kogo? Dla państwa rzecz jasna. Co osiągnęli? Nic, poza tym, że przejedli te pieniądze, które im dano na książki. Czy wyszli choć poza swoją niszę, pilnie strzeżoną przez stowarzyszenia i fundacje? Oczywiście, że nie. To dlaczego do cholery żaden badacz literatury tego nie opisze? Niech zacznie od tej fabryki bestsellerów i idzie po kolei. Bestseller to coś, co się dobrze i bardzo dobrze sprzedaje. No więc nasze badania powinniśmy zacząć od przejrzenia wyników sprzedaży książek wydanych przez to stowarzyszenie. To pierwszy krok. Oczywiście kpię, bo oni nie wydali żadnych książek, zorganizowali jedynie jakieś warsztaty, na których coś tam poplumkali. O żadnej sprzedaży nie ma mowy, bo w ich przypadku to nie jest w ogóle konieczne. Oni jedynie kokietują tą nazwą, po to, by usprawiedliwić fakt, że żyją na nasz koszt. Dziwne jest tylko to, że cała ta historia nie interesuje badaczy literatury. Sami pisarze zaś, dobrze rozumiejąc w co się tu gra, wręcz wyginają grzbiety w taki sposób, by badaczom literatury i nagradzającym ich stowarzyszeniom łatwiej było ich głaskać. To znaczy prowadzić te całe badania nad literaturą.

Powróćmy do Twardocha i jego problemów z tożsamością. W ostatnich wywiadach mówi on wprost o roszczeniach, a nie o żadnej literaturze. Mówi o tym, że nie rozumie dlaczego Polacy czują się właścicielami Polski. Ciekawe, że Twardoch swoje roszczenia do poszczególnych przedmiotów wyłącza z tych rozważań, jego to nie dotyczy, choć przecież zakwestionowanie lansowanej przezeń tożsamości lokalnej jest proste i łatwe. Wystarczy Twardocha odciąć od pieniędzy i kazać mu iść na bazar celem sprzedaży tego co wyprodukował. Tylko tyle, nic więcej.

To co tutaj piszę, to oczywiście żarty, nikt Szczepana Twardocha od zasilania nie odetnie, bo póki co pełni on bardzo pożyteczną funkcję, to znaczy kwestionuje stosunki własności na obszarze Polski i dokonuje tego metodami pozaprawnymi, za pomocą mało wyrafinowanych sugestii literackich. To samo tylko po chamsku czyniła przez wiele lat Hanna Gronkiewicz Waltz, to samo czynią ideolodzy grup etnicznych wyznaczonych przez banki do dewastacji dużych obszarów produkcji rolnej. Ten aspekt literatury mało jednak interesuje badaczy, oni skupiają się na czymś zupełnie innym i temu poświęcają życie. Ja mam wobec tego, tak trochę na zaś, propozycję dla Twardocha, którą może wykorzystać kiedy jego misja na odcinku przygotowywania jumy dobiegnie końca. Niech sobie kupi psa i znajdzie mu faceta, jakiegoś miłego chłopca bez zobowiązań. Potem niech opisuje problemy tożsamościowe tej pary. To też znajdzie wdzięcznych odbiorców i wdzięcznych badaczy...może nawet wdzięczniejszych niż te ponure brednie o Niemcach i Ślązakach.

Jadę do radia Wnet, nie będzie mnie. Trolle zostaną powyrzucani kiedy wrócę.

 

Na tym kończę na dziś. Zapraszam na stronę www.coryllus.pl do księgarni Przy Agorze, do sklepu FOTO MAG i do księgarni Tarabuk. Przypominam też, że w sklepie Bereźnicki w Krakowie przy ul. Przybyszewskiego 71 można kupić komiksy Tomka.

Zapraszam też na stronęwww.rozetta.plgdzie znajdują się nagrania z targów bytomskich.

 

Telefonów dalej nie odbieram

 

Lubię to! Skomentuj57 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale