Miałam nie wychodzić dzisiaj z łóżka. Nic mi się nie chciało. Dopadły mnie czarne myśli i brak pomysłu na spędzanie czasu. Jednak pojawiła się informacja w mediach o moim zarażeniu i zaczęłam czytać komentarze. Niestety wniosek jest jeden: nie ma zrozumienia dla osoby zakażonej. Komentarze takie jak: "mogła nosić maseczkę", "dlaczego miała zrobiony test, a całe społeczeństwo to gorszy sort" czy "chodzą tacy i zarażają", trochę mnie zdołowały. Dlatego chciałabym się trochę wytłumaczyć. Uważałam bardzo. Nosiłam maseczkę w poprawny sposób, myłam ręce przy każdej okazji, używałam środki dezynfekujące po każdym wyjściu z komunikacji miejskiej czy ze sklepu. Nie spotykałam się z nikim poza osobami z pracy. Co ważne, zachowywałam w pracy odpowiedni dystans i stosowałam wszystkie środki ostrożności.
Nie mam pojęcia gdzie mogłam złapać wirusa. Pojechałam w sobotę do szpitala, ponieważ nie chcieli mnie przyjąć w przychodni. Bałam się że mam zapalenie płuc. Kłucia w klatce piersiowej/w płucach, problemy z oddychaniem. Oprócz tego żadnych objawów. Temperatura raczej wskazująca na osłabienie (dziś 35,8). Także odpowiadając hejterom: każdy kto pojedzie do szpitala zakaźnego i ma podejrzane objawy, będzie miał wykonany błyskawiczny, a przede wszystkim miarodajny test. Nie ma lepszych czy gorszych. Służba zdrowia spisuje się na medal. Sanepid również.
No ale wracając do kolejnego dnia....Emocji ciąg dalszy. Krzysiek właśnie stracił pracę. Poinformowali go telefonicznie. Dzisiaj chyba On czuje się gorzej niż ja. Nee tylko fizycznie, teraz również psychicznie. Nie chce nam się nic robić. Dzisiaj milczymy.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)