2 obserwujących
48 notek
10k odsłon
138 odsłon

Wolimy pozostać w świecie marzeń... Dzień 9.

Zdjęcie wlasne
Zdjęcie wlasne
Wykop Skomentuj

Dla kogoś „tam na zewnątrz” nasze życie w izolacji wydaje się niewiele różnić od jego własnego. My zaczynamy liczyć straty: nie te finansowe ale te w ulotnej sferze wrażeń. Przez ostatnie miesiące wszyscy żyliśmy w izolacji, oglądaliśmy świat z naszych mieszkań i poprzez media (tv, internet). Ja i Monika wychowaliśmy się w górach (dość podobnych w wysokości - choć moje były mniejsze, starsze i nie tak rozległe, jak te, do których była przyzwyczajona Monika). Na poluzowanie restrykcji czekaliśmy - trochę, jak na jakieś wybawienie, ze wreszcie opuścimy ograniczone betonem widoki. Nielegalnie (jeszcze, gdy było to zakazane)  mimo restrykcji pojechaliśmy nad Wisłę by wzrok choć przez chwile powędrował dalej niż kilkadziesiąt metrów do „drugiego bloku”. Wiosna dopiero się budziła. Marzyliśmy o wędrówce po jakichkolwiek górach. Planowaliśmy, gdy skończy się „narodowa kwarantanna” pojechać gdzieś, gdzie otoczy nas zielona wiosna i jakieś szczyty. By zobaczyć pola żółtego kwitnącego rzepaku wśród zieleni. 

I takie plany mieliśmy na najbliższe tygodnie. W feralny weekend planowaliśmy choć krótki wypad poza Warszawę, a w następny spotkanie się ze znajomymi gdzieś na Dolnym Śląsku.

Ta wiosna będzie już Bez Nas. 

Teraz restrykcje są znoszone: można podróżować, można napić się piwa na wrocławskim Rynku albo nad Wisłą, albo w Karkonoszach lub innych górach. Można - choć może w maseczkach - umówić się na grilla. To znaczy Wy możecie - my nie. Nasz świat ma obecnie około 40 metrów kwadratowych. Dobrze, że choć „na osiedlu” mamy dwóch znajomych, którzy czasem przysiądą na murku za tujami i można pogadać. Uwierzcie, że zwykle „ple, ple” - gadka bez większych, intelektualnych wyzwań jest cudowna. Nie zastąpią jej nawet kilkudziesięciominutowe rozmowy telefoniczne czy wideo.

Czasami nawet nie włączamy newsów by znoszone następne restrykcje nas nie „dołowały”, czasem unikamy nawet „wchodzenia na FB”, bo nasi znajomi są na ognisku w górach lub przechodzą się po bałtyckiej plaży. Wysyłają fotki z miejsc dla nas niedostępnych. 

Tli się ciągle w nas z jednej strony nadzieja, ze „wszystko odbijemy sobie” za dwa-trzy tygodnie. I serca zżera obawa, ze testy wykażą, że trzeba będzie przedłużyć kwarantannę, gdy któreś z nas będzie miało pozytywny wynik zakażenia wirusem. Bo to Wszystko przedłuży się o kolejne tygodnie. Jeden pozytywny wynik to „plus dwa tygodnie”, strach nawet myśleć o tym, że np Monika będzie miała negatywny a ja pozytywny. 

To nie jedyne „straty”: tracimy tygodnie, tracimy szanse na kontakty ze znajomymi. Tracimy szanse na spacery, wędrówki, nowe wyzwania, nowe doświadczenia. A nawet ograniczeni przestrzenią tracimy szansę nawet na miłe spotkania ze sobą, na powitania i powroty. Nawet tracimy coś nieuchwytnego, co można nazwać „zatęsknieniem za sobą”. 

Trudno też stawiać przed sobą nowe wyzwania, bo przecież jutro będzie takie samo, jak dziś. Tylko kalendarze w telefonach pokazują nam dni tygodnia, bo w izolacji sobota nie różni się od środy. Piątek nie jest początkiem weekendu tylko następnym dniem po czwartku. Poniedziałek nie jest „szewski”, bo każdy dzień może być „poniedziałkiem”. Dziś mogę się nie ogolić, bo to nie ma znaczenia. Nawet buty pokrywają się kurzem bo chodzimy po domu w skarpetkach. Jak „źle pójdzie” nasz zapas maseczek będziemy mogli wrzucić do kosza, bo jak skończy się nasza izolacja mogą okazać się niepotrzebne. 

Karmimy się marzeniami i planami na przyszłe weekendy, bo te najbliższe są już stracone. 

Czujemy się dobrze, trochę pokasłujemy ale nie wiemy, czy to wirus, czy np. wiosenna alergia. 

Trzymajcie się zdrowo :)

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości