Kłótnia.
Każdy z nas zna uczucie frustracji, gniewu, nieakceptacji przeradzające się w kłótnie. Na 40 metrach kwadratowych nie ma gdzie uciec przed konfrontacja. Mogę oczywiście „rzucić szklanka w ścianę”, mogę - (jeszcze) - nie robię tego „podnieść głos”. Zwykły „pragmatyzm małej przestrzeni” powstrzymuje nas przed gwałtownymi wybuchami gniewu. To nie znaczy, że gdzieś nie „buzują emocje”.
W „zwykłym świecie” (poza izolacją) można „pójść na spacer”. Trzasnąć drzwiami i wyjść. W izolacji też - niby - można to zrobić i dostać karę na 30 tysięcy (za naruszenie warunków kwarantanny). Dziś kontrolowały mnie geolokalizujące smsy oraz wizyta żandarmerii wojskowej.
Niby o co można się kłócić? No wiec, niemal, o wszystko. Zwykle „przywary i nawyki” mogą stanowić wspaniała pożywkę do konfliktu.
Gdy spotykasz się z kimś raz na kilka tygodni to spotkanie jest „świętem i radością”. Te maleńkie Twoje i Jej wady stanowią o indywidualności, nietuzinkowości, o takim cudownym „czymś”, co tworzy nas osobami wyjątkowymi i niepowtarzalnymi. Tym, co kochamy w tej drugiej osobie. Na 40 metrach kwadratowych te nasze niedoskonałości (które - każdego z nas - tworzą i konstruują) stają się wadami, i czymś, o co można się pokłócić. Czy to „na poważnie”, czy po to, by „zabić” kolejne godziny izolacji ... Kłótnia wzbogaca i skraca ten czas kwarantanny.
Ale można „o sobie” dowiedzieć się „więcej”: gdy palisz papierosy (palimy z Moniką) nagle okazuje się, że ‚"źle wydmuchuje dym” ( ???). Ostatnio „za głośno oddycham” (!!!), „chrupię przy jedzeniu” (!!!), "zbyt często robię pranie" (nie byłem przygotowany na dłuższy pobyt niż weekend wiec chodzę w polarowych bluzach a ten plastik capi już po jednym dniu), „za dużo wody zużywam przy goleniu”, „za bardzo ruszam nogami”, „bekam, jak żul po wypiciu piwa”, „o 12.00 budzę i przestraszam”, „moje spojrzenia są zbyt natarczywe’”, „moje wypowiedzi Zawsze nie na miejscu’”.
Wiem, że czeka nas - minimalnie - jeszcze dwa tygodnie „bycia razem”. Unikam konfliktów - choć nie jest to miłe.
Unik. Dyplomacja. Unikanie konfliktowych sytuacji.
I lekki strach :) Monika chce rzucić palenie papierosów. Będę jej kibicować. Ale - chyba - muszę „otoczyć się poduszkami”, by siła jej frustracji chroniła mnie ( niestety „nieakceptowanego przez siebie” bo kwarantanna nieco - obrzydliwie - zwiększyła „moja wagę”) i nasze miłe współkwarantowanie.
Ale chcę to podkreślić! : z Moniką nawet „w głodzie, chłodzie i niepogodzie” jest miło i Każdemu życzyłbym takiej towarzyszki kwarantanny :)



Komentarze
Pokaż komentarze (1)