Parafrazując słowa Einsteina: NIE MAM ŻADNYCH TALENTÓW OPRÓCZ CIEKAWOŚCI. Taka jest prawda. Nie umiem ładnie śpiewać, nie zam zdolności manualnych, nie rozumiem matematyki, od lat nie potrafię nauczyć się płynnie żadnego języka. Nic nie potrafię na 100%. I to nie chodzi o to, żeby być w czymś najlepszym, ale o to, żeby chociaż w stu procentach przykładać się do tego co się robi. Moje zaangażowanie jest zazwyczaj na poziomie 60-80% w zależności od wykonywanej czynności. Jak odkurzam, to tylko z grubsza, nie zaglądam już pod dywan, za szafkę, czy za łóżko. Tak jakby zrobienie czegoś dokładnie miało pozbawić mnie duszy. W szkole też nie byłam prymusem. To samo mam w pracy. Jeszcze nigdy nie dałam z siebie wszystkiego, choć wiem, że mogłabym dzięki temu bardzo dużo zyskać. Zwalałam to zwykle na lenistwo i moje chodzenie na skróty. Ale może podświadomie oszczędzałam energię na ważniejsze rzeczy?
Robiłam dzisiaj porządek w dokumentach. Znalazłam powypadkowy wypis ze szpitala sprzed dobrych 8 lat. Jaki wypadek???-pomyslałam. I nie mogłam sobie przypomnieć o co chodzi. Dopiero po paru minutach skojarzyłam, że faktycznie, jadąc kiedyś autobusem mieliśmy czołówkę z osobówką. Większość pasażerów została wtedy skierowana do szpitala na tomografię komputerową. Jak można nie pamiętać takiego wydarzenia jak wypadek samochodowy? A jednak można.
To mi uświadomiło jedną rzecz: ciekawość jest u mnie silniejsza niż chęć rozwoju i przez to niezbyt dużo pamiętam z przeszłości. Było tego za dużo. Ta izolacja pokazuje mi jednak, że może powierzchownie podchodzę do życia, ale chęć doświadczania nowego (nawet przez chwilę) pomaga mi w bardzo szybkim odnajdywaniu się w nowych realiach. To tej pory myslałam, że moja częsta zmiana pracy wynika z nieprzystosowania społecznego. Miałam do siebie pretensje, że nie nawiązuję w pracy głębszych relacji, że nie pracuję ponad normę, że średnio po dwóch latach już mi się nudzi. Teraz jednak widzę, że to nie jest takie złe. Po 10 dniach izolacji mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że zaczynam to akceptować i z ciekawością przyglądam się rozwojowi sytuacji.
Nie mam jednak zamiaru doświadczać tego na 100% :)
No i nawet nie choruję na 100% :)
A może jednak warto dawać z siebie wszystko?



Komentarze
Pokaż komentarze (3)